[ Wpisy: ]   Poprzednia   1, 2, 3, ... 147, 148, 149, ... 155, 156, 157,   Następna  

Autor Wiadomość
Data 15.10.2018
Dowódca
20:08:30 Dowódca -'Rycerzy mordują, konwoje napadają, konie kradną, i szpiegują dla banitów'
Dietmar
20:11:33 Dietmar - Czyli bez zmian. Miłego dnia - odparł i ruszył w swoją stronę.
Dietmar
20:36:01 Dietmar ruszył dalej. Jego dawny ja zapewne chciałby dorwać wszystkich zbrodniarzy, którzy nawiedzają te rejony. Jednak obecny nie miał w tym już żadnego większego interesu. Czuł się wypalony. Podobnie jak Slavia. Teraz żył jako najemnik. I kierował się do Utridii mając nadzieję na jakieś ciekawe zlecenie.
Narracja
21:28:07 img Szybko górzyste tereny graniczne ustąpiły stepom Erbenii. O ile wierzyć mapie, Dietmar wyjechał pod świątynią Druidów a nad gildią myśliwską. Było bardziej niż przewidywalne że wojska powracające z Utridii wraz z cesarzem wybiorą główną drogę, drogę wprost na zachód. Najwyraźniej by ich uniknąć należało odbić albo nieco na północ albo nieco na południe.
Dietmar
21:46:45 Dietmar chciał uniknąć niepotrzebnych problemów. Jednakże wybranie drogi innej niż główna wiązało się z ryzykiem napotkania bandytów. Postanowił więc wybrać mniejsze zło i zjechał z głównego traktu na północ.
Narracja
22:09:14 img Wybór był słuszny. Cóż mogło Dietmarowi grozić ze strony druidów? Przejechawszy kilka ładnych kilometrów, gdy stepowa roślinność stawała się coraz mniej urodzajna, mogł widzieć bardzo dziwny widok. Dwie lub trzy grupy mnichów zmierzające najwyraźniej w tym samym co on kierunku. Nie mieli koni ani wozów. Poruszali się na pieszo. Pomiędzy nimi znalazła się również grupa wieśniaków, która, również na pieszo, kierowala się w stronę stolicy.
Data 16.10.2018
Dietmar
19:40:26 Dietmar obserwował ten pochód. Jednak nie zamierzał przeszkadzać ani druidom, ani wieśniakom. Nie miał do nich żadnych interesów. Również obrał kurs w kierunku stolicy.

Data 12.11.2018
Mathew
23:16:43 Mathew "Kur... M... Do ch...". Tym sposobem wypadając z portalu przywitał przecież łaskawą dla siebie krainę. Dużo lepiej byłoby, gdyby się nie potknął o kolejne gałęzie, chaszcze i inną ujmującą florę. Gdy tylko pozbierał się głównie w sobie, ruszył na wschód, ku przełęczom. A może jeszcze dalej, ale to opowieść na inny wieczór, a może nawet całą noc.
Data 17.01.2019
Narracja
22:24:08 img Patrick znalazł się w soczystozielonej Erbenii. Niestety tutaj przeważała roślinność stepowa. Nie byli aż tak blisko gór jak Dagon się spodziewał. Ale za to przynajmniej o tydzień drogi bliżej, niż by mieli z Trisam.
Narracja
22:24:48 img Chcąc się dostać do Naruntii, musieli się udać równo na wschód. Zapewne byli na wysokości stolicy lub tuż pod nią.'
Sawannah
22:27:53 Sawannah - Ty też nie wiesz kim ja byłam wcześniej, więc jesteśmy kwita.- odpowiedziała już po przejściu przez portal.
Patrick
22:30:19 Patrick wziął głęboki wdech - Ahh... powietrze jest tu znacznie inne niż w Lessicy.
Eveline
22:30:33 Eveline - Ej... znam to miejsce. Jesteśmy niedaleko druidów - oznajmiła.
Patrick
22:31:29 Patrick - Spojrzał na Sawannah - I jak pierwsze wrażenia? Pewnie jakby ktoś ci zawiązał oczy i przyprowadził cię tu to myślałabyś pewnie dalej, że jesteś w Lessice? - zażartował.
Narracja
22:32:06 img Istotnie, pachniało nasiennymi stepowymi trawami, i roślinami skalisto-piaszczystymi. Ziołami. Gdzieniegdzie również... drofurami? Musiała się zbliżać pora deszczowa, skoro ich futerka stały się wyczuwalne. Na nieszczęście drofurów woń spowodowana byla zapewne hormonami, bo znikała z czasem po zabiciu zwierzęcia, toteż futra z drofurów pachniały jak każda inna odzież.
Narracja
22:33:08 img Gdzieś dalej, ponad poziomem odległych drzew, w niebo dumnie pięły się wzgórza, a za nimi góry, które zdawały się mieć błękitny odcień. W zasadzie całe zachodnie pasmo wyglądało na górzyste. Zaś na wschód rozciągał się step, zapewne schodzący do doliny, ale tego nie było stąd widać.
Eveline
22:33:31 Eveline - Chcę złapać sobie drofura - szturchnęła Patricka.
Sawannah
22:36:15 Sawannah - Nie żartuj sobie z prostych ludzi.- oburzyła się i poczuła taka głupia.
Patrick
22:39:32 Patrick zaśmiał się lekko - Po prostu uważam, że pod tym względem te światy są podobne. Ale jeśli bywało się tu i tam to różnice są mocno zauważalne.
Eveline
22:39:48 Eveline rozejrzała się za drofurami. Patrick chyba ją olał.
Narracja
22:40:05 img Aby złapać drofura należało zejść w kierunku średniego i niskiego drzewostanu, przez który z pewnością będą musieli przejechać, by dostać się do Naruntii.
Patrick
22:42:25 Patrick - Skoro góry są tu... Eveline, gdzie są druidzi?
Eveline
22:42:33 Eveline - Na północ stąd.
Patrick
22:43:08 Patrick - Więc na południu powinni być rzemieślnicy. Biorąc pod uwagę jak daleko są góry powinniśmy tam dotrzeć lada moment.
Narracja
22:43:09 img Drofury opadały ze swoich nadrzewnych siedzib dopiero z pierwszymi opadami rzęsistego deszczu - zapowiedzi urodzaju. W przedczas pory deszczowej żyły na drzewach, gdzie żywiły się młodymi liśćmi, oraz drobnymi owadami i grzybami. Były wszystkożerne, ale i bardzo wygodne. W ten sposób gromadziły siły na długą wędrówkę w poszukiwaniu nowych siedlisk.
Patrick
22:44:24 Patrick spojrzał na dziewczyny - Jak nóżki będą bolały to zapraszam na konika - poklepał rumaka po boku - Zajdziemy do wioski i spróbujemy tam się lepiej zaopatrzyć. Kto wie jak potoczyła się wojna.
Sawannah
22:50:21 Sawannah - Ja na razie dam rade, nie ma co konia pbciążać dodatkowo.-
Patrick
22:50:39 Patrick - Miał długie wakacje - zażartował.
Sawannah
22:58:09 Sawannah rozejrzała się. -Faktycznie, nie ma prawie różnic. A tu też panuje król?-
Patrick
22:59:45 Patrick - Nie wiem jak jest teraz, ale tymi ziemiami władała bądź nadal włada Xavira.
Patrick
23:00:20 Patrick - Na wschód, w Naruntii panował bądź nadal panuje Cesarz Ernil. Ustrój polityczny nie różni się tak mocno od Lessicy.
Narracja
23:01:04 img Droga do Osady Rzemieślników nie była długa - choć jak na siły brzemiennej Eveline i nie nawykłej do tak długich wędrówek Savannah, wręcz mordercza. Z pewnością trzeba będzie obciążyć konia.
Eveline
23:04:16 Eveline złapała się za brzuch i zrobiła delikatny wyraz grymasu na twarzy.
Patrick
23:04:32 Patrick spojrzał na siostrę - Co się stało?
Sawannah
23:04:38 Sawannah - Coś się stało?- zapytała podchodząc do Eveline.
Eveline
23:04:45 Eveline - Nie dobrze mi...
Patrick
23:05:15 Patrick - Resztę drogi pojedziesz na koniu. Sawannah usiądziesz z Eveline dobrze?
Sawannah
23:10:19 Sawannah długo miała do czynienia z Caroline, która była ciężarna, więc miała swoje pewne podejrzenia. - A co jadłaś na śniadanie?-
Eveline
23:14:44 Eveline - Patriel zrobił mi kanapki z serkiem owczym.
Sawannah
23:15:40 Sawannah - A czesto Ci niedobrze z rana?-
Eveline
23:16:43 Eveline - To mój trzeci raz.
Patrick
23:17:00 Patrick - Na pewno niestrawność - próbował zakończyć temat.
Sawannah
23:18:57 Sawannah - Taka sam ajak u Caroline?- wspomniała swoją współlokatorkę.
Patrick
23:23:03 Patrick - Hm? - chyba nie zrozumiał.
Swannah
23:25:11 Swannah - Ja nie chcę się wtraćać, może najpierw porozmawiam z Eveline?-
Patrick
23:29:03 Patrick - Jakieś tajemnice?
Sawannah
23:32:38 Sawannah - Kobiece-
Patrick
23:33:22 Patrick - Ahh... ale na koniku sobie pogadacie. Nie chcę byście mi zaraz zeszły.
Eveline
23:33:34 Eveline - Już mi lepiej...
Patrick
23:33:51 Patrick - Na konia. Inaczej się odzwyczai - uśmiechnął się.
Eveline
23:34:03 Eveline z lekkim trudem ale weszła na konia.
Sawannah
23:35:10 Sawannah - Ale nie możesz podsłuchiwać- odpowiedziała i usiadła na koniu zaraz za Eveline.
Patrick
23:41:24 Patrick - Dobrze już dobrze... - oddalił się.
Eveline
23:41:42 Eveline - Mam się bać? - spojrzała na Sawannah lekko uśmiechnięta.
Sawannah
23:45:27 Sawannah siedziała za Eveline. Zbliżyła się ta, by mówić jej na ucho. - Powiedz mi. Masz może kogoś kogo darzysz cieplejszym uczuciem?-
Eveline
23:47:44 Eveline nagle dostała wypieków na twarzy. A może już tak miała od zawsze? Tak czy siak zrobiła się bardziej czerwona - Ja... nie. Nie mam nikogo prócz brata.
Sawannah
23:48:55 Sawannah - Na pewno? -
Sawannah
23:49:56 Sawannah - Nie będe owijać w bawełnę, możesz nie mówić jeśli nie chcesz, ale czy byłaś z mężczyzną, a nie chcesz przyznac się bratu?-
Eveline
23:51:56 Eveline nagle spochmurniała - Ja... - głos jej zadrżał - Nie wiem czy byłam... Nie pamiętam.
Sawannah
23:54:26 Sawannah nie wiedziała co powiedzieć, teraz musiała wazyć słowa. - Ktoś zrobił Ci krzywdę?-
Eveline
23:58:58 Eveline spuściła lekko głowę w dół. Długo zwlekała z odpowiedzią - Nie wiem.
Data 18.01.2019
Sawannah
00:00:21 Sawannah - Jeśli się nie mylę, to jesteś brzemienna. - powiedziała wprost.
Eveline
00:01:11 Eveline tylko lekko pokiwała głową twierdząco - Tak myślałam - powiedziała cichutko pod nosem - Jak on mógł...
Sawannh
00:11:32 Sawannh - Ja nic Patrickowi nie powiem. Jednak Ty powinnas pomowic z tym mężczyzną. Moze weźmie odpowiedzialność -
Eveline
00:15:34 Eveline - Nie! To znaczy... nie chcę, nie mogę.
Patrick
00:15:56 Patrick aż się obrócił. Doskonale wiedział o czym rozmawiają. Jednakże wolał udawać, że nic nie wie.
Sawannah
00:28:31 Sawannah - Nie chcesz by wziął odpowiedzialnosc na swój czyn?-
Eveline
00:32:05 Eveline - Nikt go nie ukarze. Należy do czarnych druidów. Oni są źli...
Sawannah
00:33:44 Sawannah - Nie chodzi o karę, ale żeby uznał ojcostwo. Samotna panna z dzieckiem jest źle postrzegana-
Eveline
00:34:47 Eveline - To jeszcze gorsze... Nie chcę by... dziecko miało z nim kontakt.
Narracja
00:35:04 img Przed podróżnymi pojawiły się zarysy chat Osady Rzemieślniczej. Być może było zaskakującym widokiem, że jedynie z nielicznych kominów leciał dym. W wiosce nie było widać ruchu - oczywistego o takiej porze. Nieliczni pojedynczy mieszkańcy przechodzili dokądś od czasu do czasu.
Sawannah
00:35:58 Sawannah - To trzeba znaleźć Ci szybko męża, by pomyślał, ze to jego.-
Eveline
00:38:36 Eveline - Nie można tak...
Narracja
00:40:33 img Pod jedną z chat wisiały upolowane mandy. Savannah z pewnością pierwszy raz widziała takie ptaki. Mogły się kojarzyć z dziką kaczką, trochę z bażantem. Gdzieś opodal stała zagroda, z której ciekawsko spoglądały mleczne lanoki.
Patrick
00:41:39 Patrick wypatrywał potencjalną ofiarę do zawracania 4 liter.
Sawannah
00:41:48 Sawannah - Trzeba, nie chcesz chyba, by Cie palcami wytykano?-
Eveline
00:42:33 Eveline - Nie obchodzi mnie co myślą o mnie inni ludzie. To nie w porządku.
Narracja
00:44:39 img Ofiary z pewnością by się znalazły. Najwyraźniej jeden z rzemieślników właśnie wystawiał świeżo wypalone garnki do malowania, przed ponownym ich wygrzaniem. Ludzie tutaj nie zwracali jakiejś ogromnej uwagi na obcych - w końcu byli rzemieślnikami i z niejednej osady ściągano do nich po dobra i usługi.
Patrick
00:46:28 Patrick porzucił jednak uprzedni pomysł. Wolał się pierw rozejrzeć po osadzie. Jakie towary tu mają? W sumie garnki by się przydały. Ciekawe też czy konie mieli. Jak dużo to pewnie ktoś odsprzeda.
Narracja
00:47:25 img Konie z pewnością mieli - wszak jakoś trzeba było dobra swoje wozić. Jednak, o dziwo, nie tylko ludzi, ale i koni, i wozów akurat brakowało. Wyglądało to tak jakby większość osady nagle i pospiesznie wyjechała.
Patrick
00:48:24 Patrick podszedł do jednego z ludzi od garnków - Co tak cicho i głucho u was?
Garncarz
00:48:59 Garncarz postawił, bardzo ostrożnie, delikatny jeszcze garnek na podkładce. -'A, bo wyjechali przecie. Nad morze'
Sawannah
00:49:07 Sawannah - Wybacz, po prostu radze tak jakbym poradziła przyjaciółce. U mnie w Liverpoolu dziewczyna z brzuchem nie miałaby łatwego życia, moze tutaj jest inaczej.-
Eveline
00:50:33 Eveline - Nie wiem jak to będzie. Ale chcę dla dziecka jak najlepiej. Nie wiem też jak powiedzieć to bratu... on... przywiązuje straszną wagę do czystości i nazwiska.
Patrick
00:50:45 Patrick - A po co nad morze?
Garncarz
00:52:05 Garncarz przyjrzał się im uważnie. -'Jegomość to chyba nie stąd, co? No jak po co? Pływy idą, bóg nabrzeża z gniewu zatapia. Więc ludzie porzucają chaty i emigrują. No a nasi co trzy lata jadą do nich, pomóc im, czopy robią do zatykania drzwi i okien, co by dobytku nie zalało, i mieli gdzie potem wrócić'
Patrick
00:53:47 Patrick - Proszę wybaczyć. W dalekiej podróży byłem i rachubę czasu zgubiłem. Już myślałem, że przez wojnę.
Sawannah
00:54:12 Sawannah - To może listownie powiadom tego mężczyzne, aby tylko nazwisko małemu dał.-
Eveline
00:55:08 Eveline - Co to to nie. Nawet nie wiem gdzie pisać. Ale nie dostanie po nim nic a nic. Nie będzie jego ojcem - powiedziała stanowczo.
Sawannah
00:56:09 Sawannah - To wróciłyśmy do punktu wyjścia. A za niedługo będzie widać.-
Garncarz
00:57:18 Garncarz -'To przecież dawno po wojnie. Rycerstwo wraca do przeklętej Naruntii. Wreszcie. A skąd jegomość jedzie? Bo tu się działo a działo. A to już obchody idą, i każdy religijny człowiek do stolicy zmierza'
Eveline
00:57:38 Eveline już nic nie odpowiedziała.
Patrick
00:58:37 Patrick - Na Esbarcie się zbyt długo zasiedziałem. I co? Jak potoczyły się losy wojny? Co z Ernilem i Xavirą?
Garncarz
01:00:44 Garncarz -'A toż to dzika kraina. A Xaviry już nie ma, jako zbrodniarza powiesili'
Patrick
01:01:18 Patrick uśmiechnął się lekko - A cesarstwo?
Garncarz
01:01:23 Garncarz -'Podobno młody cesarz przybył z samym królem Aleksandrem, tym co zaginął, i żołnierze po obydwu stronach broń rzucili, a Xavirę pojmali'
Patrick
01:01:50 Patrick - Jak dla mnie doskonałe wieści.
Garncarz
01:02:10 Garncarz -'Więc taka to wojna, bez bitwy. Jak ta osada. Rzemieślników, ale bez rzemieślników'
Patrick
01:03:25 Patrick - Trochę szkoda bo liczyłem u was na niejedno dobro. A jakieś konie na sprzedaż macie?
Garncarz
01:05:22 Garncarz -'A gdzie! Cztery chabety ostatnie zostały, by w ogóle móc stąd wyjechać. Dopiero w osadzie hodowców, ale to pół kraju stąd'
 [ Wpisy: ]   Poprzednia   1, 2, 3, ... 147, 148, 149, ... 155, 156, 157,   Następna