SSRPG.PL

Najlepsze forumowe PBF'y

PEGI 18




Nowy temat Odpowiedz
 [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: ROZGRYWKA
Nr:#21  Post Zamieszczono: 03 paź 2018, 20:24 
Awatar użytkownika
Kobieta
BRENDA DIX

Wieczór, 21 września 2018
Piątek



Czas radosnego wycia dobiegł końca. Nie musiała wychodzić z zaplecza, by słyszeć gwarę płynącą z sali. Wkrótce nawet dołączył do niej Tom, szukający cichego miejsca do wysłania paru sms-ów. Miał słuchawki na uszach i nawet Brenda mogła słyszeć echo tego, czego słuchał. Nie przejął się tym, że miejsce mogło być już zajęte. Niczym prawdziwe komórkowe zombie wszedł z opuszczoną głową i wzrokiem wlepionym w wyświetlacz i chyba tylko jakaś magia lub grawitacja przyciągnęła jego tyłek do kanapy pod ścianą, bo wcale nie wyglądało, żeby widział je lub cokolwiek innego wokoło niego.

Za chwilę wparował tu także Nigel. Opadł na kanapę nonszalancko, sprawiając że parsknęła powietrzem niczym rozgniewany koń. Zrobił zdziwioną minę i podniósł szczupły tyłeczek z siedzenia, sprawdzając czy wciąż jest całe. Zdarzało mu się przypadkiem psuć różne rzeczy od czasu do czasu. Wynikało to z jego braku strachu w zabieraniu się za czynności, których nie potrafił, dotykaniu urządzeń, których nie rozumiał lub skupianiu się bardziej na ludziach, niż otoczeniu. Tym razem odetchnął z ulgą. Był w posiadaniu puszki jakiegoś energetyka, którego zdobył sobie tylko znanym sposobem, unikając podchodzenia do baru. On siedząc jeszcze bliżej Toma, także usłyszał jego muzykę. Wyrwał wtyczkę słuchawek z jego telefonu i piosenka rozległa się w pomieszczeniu.


Nigel nie podnosząc się z miejsca, ani nie odkładając nawet otwartego napoju, natychmiast zaczął tańczyć. Siedząc, kręcił tyłkiem, powodując kolejne syki i skrzypienia zdenerwowania muszącej znosić jego wybryki kanapy.
You know that I'm crazy about you...

Wskazał palcem na Brendę.

I need you right by my side.
- Co ty wyprawiasz, kretynie? - Tom podniósł z ukosa oczy na przyjaciela. Brzmiał na rozeźlonego, ale nie odwrócił twarzy od ekranu telefonu, więc sytuacja nie była poważna.
Nigel nic sobie z niego nie robił. Udawał ustami, że śpiewa, nie znając kompletnie tekstu. Wywijał przy tym trzymaną w złączonych dłoniach puszką, jakby dzierżył jakąś ogromną łychę i mieszał nią wyimaginowaną zupę w kotle. A patrząc na jego ruchy, można by przypuszczać, że może nawet był to jakiś potężny eliksir.

I’m a gift that just keeps on giving.


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć


Nigel płynnie przeszedł do słynnego ruchu płetwonurka.
I’m a…
Ktoś nagle zapukał donośnie i Tom natychmiast wyłączył muzykę. Nigel zastygł z uniesioną ręką, drugą z puszką gdzieś przed twarzą kolegi i głupim uśmiechem na twarzy.
To jeden z dźwiękowców, Joshua przyniósł im już nastrojone przekaźniki z słuchawkami. Rozdał je muzykom i zapytał:
- A gdzie jest Sam?
- Oblężony - odparł Nigel, wyglądając już zupełnie normalnie.
- Przez fanów?
- Mmmm-hmmm - przeciągle potwierdził Nigel.
Josh nie zastanawiając się, podał mu urządzenie przeznaczone dla basisty i wyszedł. Ten wkrótce pojawił się w sali. Już wyglądał na zmęczonego, a nie zaczęli jeszcze nawet grać.
- Fanki cię tak załatwiły? - Nigel poruszał wymownie brwiami.
- Taaa… - westchnął Sam nie bez uśmiechu i klapnął na miejsce na skraju kanapy, po lewicy gitarzysty.
Nigel pacnął wolne miejsce między Tomem a nim.
- Chodź, Brandy. Usiądź z rodzinką. Jeszcze się nastoisz.
Po czym sprawdził godzinę, koncert miał programowo rozpocząć się za 13 minut.





Ostatnio zmieniony 20 paź 2018, 18:05 przez Niria, łącznie zmieniany 1 raz




Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: ROZGRYWKA
Nr:#22  Post Zamieszczono: 06 paź 2018, 23:09 
Awatar użytkownika
Kobieta
LUCIA JOPEZ

20:07, 21 września 2018
Piątek





Jesień delikatnym deszczem grała na szkle okien w pokoju Lucii.
Mieli się razem wybrać na koncert. Mimo niechęci Lucii do tłoku i hałasu, jakoś dała się mu namówić na wspólny wieczór.
Ale on zawsze taki był. Wydawał się wiecznie zajęty, pracowity jak mrówka, przez co bardzo rzadko spotykał się towarzysko. Jego znajomymi byli na równi profesorowie, co studenci. Jego hobby rozwiązywanie zawiłych problemów fizycznych, równań matematycznych, ale także jazda na deskorolce czy gry komputerowe.
Trudno było się z nim umówić. Niemal niemożliwym przekonać do zrobienia czegoś. Przez to część uczniów go nie znosiła. Trudno było lubić kogoś, od kogo było się gorszym już na starcie.
Był on jednak bardzo charyzmatyczny i elokwentny. Bystrość i precyzja w przekazie niczym równanie matematyczne, dawały mu zawsze dobry wynik. Jednak nie tylko to działało tak dobrze na ludzi. Był zwyczajnie życzliwy. Wdawał się tylko w rozmowy, które chciał prowadzić, odchodził, gdy nie chciał.
Tak jak jego nie dało się przekonać, tak on mógł każdego. O ile uznawał, że jest to warte jego czasu. Zawsze sprawiał wrażenie człowieka z czasem walczącego. Podczas gdy inni nudzili się, zabiegali o spotkania, on realizował się na wszystkich polach swoich zainteresowań. Bądź pracował.
Ash Blake był powszechnie uznany za geniusza.
Był także kolegą Lucii. A przynajmniej tak bardzo, jak bardzo dało się lubić kogoś, kto niemal nigdy nie wyciągał pierwszy ręki, widział drugą osobę częściej przypadkiem w gronie wspólnych znajomych, którzy jako bardziej towarzyscy zapraszali oboje z nich. Warto też wspomnieć, że Lucia niemal nic o nim nie wiedziała. Niby znała te wszystkie powierzchowne rzeczy, których łatwo było dowiedzieć się od większości ludzi, którzy kiedykolwiek słyszeli o Ashu. Mogła mieć wrażenie, że chłopak mówi jej jedynie o rzeczach, które myśli na bieżąco, co przecież działo się i tak z rzadka.
Chociaż łączyła ich z pewnością jedna wspólna cecha. Żadne z nich nie inicjowało nowych znajomości. Nawet wyjście na koncert było początkowo pomysłem kogoś z jego kręgu. Lucia nawet nie wiedziała, czy Ash słucha takiej muzyki. Nie wiedziała też, dlaczego ją zaprosił. W końcu zadzwonił do niej osobiście.
Może mogłaby dorobić do tego soczystą teorię, że Ash coś do niej czuje, gdyby nie to, że jego głos brzmiał przy niej równie życzliwie, co przy każdej innej osobie, która nie robiła mu problemów. Może zdarzało mu się tak wyrywkowo dzwonić do swoich znajomych. Kto wiedział, jakie tajemnice skrywał jego, ponoć genialny umysł.
Na koncercie mieli być oni dwoje, jacyś jego znajomi, których mogła znać lub nie, może też jej znajomi, jeśli chciała kogoś zaprosić. Części na pewno nawet nie musiała. Był to w końcu koncert Ciar. Przynajmniej jedna trzecia uniwersytetu o nich słyszała, a jeszcze kolejna część z tego podkochiwała się w którymś z muzyków.
Marketing w internecie pozwolił im się wypromować w przerażającym tempie, biorąc pod uwagę, że do Lucii nie dotarła nawet informacja o ich poprzedniej wokalistce. Za jej czasów media społecznościowe i youtuby nie funkcjonowały jeszcze tak dobrze na korzyść muzyków. Tak więc wyszło, że to Brenda była główną Ciarą. O innej się już zapomniało.
Koncert miał zacząć się za około dwadzieścia minut. Jeśli doliczyć do tego dojazd, to mogła znaleźć się w pubie, na samo rozpoczęcie. O ile oczywiście chciała tam pójść. Ash nie dzwonił, nie pisał i mogła zastanawiać się, czy aby przypadkiem sam się nie rozmyślił.
Od Lucii zależało, czy miała ochotę ostatecznie tam iść. No i czy zamierzała przed tym skontaktować się z Ashem Blakiem.



obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: ROZGRYWKA
Nr:#23  Post Zamieszczono: 08 paź 2018, 20:44 
Postać
Awatar postaci

Nie wybrano
Lucia zaczęła się szykować dość wcześnie, choć nie potrzebowała jakoś szczególnie dużo czasu. Ubrania trochę bardziej wyjątkowe niż zwykle, czerwona koszula w czarną kratę, na to czarna skórzana kurtka (sztuczna skóra, ale ładnie udaje prawdziwą, więc większość osób nawet nie zauważa), martensy i spodnie w odcieniu ciemnej, winnej czerwieni, makijaż taki jak zwykle czyli trochę podkładu. No, machnęła jeszcze rzęsy tuszem. Jak na nią to się wysiliła.
Potem siedziała z książką w ręce, choć jakoś nie potrafiła się skupić na czytaniu jej. Mózg dziewczyny znalazł sobie temat do rozmyślań i uczepił się go skutecznie utrudniając inne czynności wymagające jakiegokolwiek skupienia. Ash Blake zaprosił ją na koncert. Osobiście. W sumie nie tyle zaprosił, co przekonał żeby przyjęła zaproszenie reszty ekipy, ale można to chyba uznać za tożsame. Tak czy inaczej z jakiegoś powodu chciał ją na tym koncercie i było to dla niego na tyle ważne, że sam do niej zadzwonił i poprosił, żeby przyszła. A ona się zgodziła nawet nie wie czemu. Znaczy, powiedziała że jeszcze zobaczy, że może jej coś wyskoczyć, ale oboje wiedzieli już wtedy, że musiałoby się stać coś naprawdę wielkiego, by opuściła ten koncert.
Lucia szukała w głowie wyjaśnienia dla takiego zachowania. Jego i swojego. Nie była za bardzo fanem takiej muzyki. Słuchała czasem, ale szału na tym punkcie nie miała nigdy. Przesłuchała jakieś utwory tych Ciar, które znalazła gdzieś na soundcloud czy youtube. Nawet niezłe, ale równie dobrze mogłaby ich słuchać na telefonie i nie musiałaby się pchać w żadne tłoczne miejsce. Ash… trudno powiedzieć, ale nawet jeżeli, to nie był to powód by ją przekonywać. Ani dla niej by szła.
Lubiła go? Albo on ją? Przecież prawie się nie znali. Widywała go czasem, słyszała wiele o nim, zdarzało jej się nawet z nim rozmawiać i chyba nawet częściej niż większość. Nawet czuła do niego jakąś sympatię, ale wciąż nie nazwałaby tego więzią i on raczej też nie. W końcu zachowywał się względem niej równie życzliwie co wobec każdego i jej to jak najbardziej odpowiadało.
Solidarność introwertyków? Możliwe. Na pewno wiedziała o nim to, że nie należał do osób otaczających się wielkim gronem przyjaciół o większym lub mniejszym stopniu przywiązania i sprawiał wrażenie takiego co nie przepada za tłumnymi imprezami, więc może liczył, że nie będzie pierwszym, który się zmyje. Jednak on chyba nie przejmował się za bardzo takimi rzeczami. Nie chciał w czymś uczestniczyć, to nie uczestniczył i już, pewnie takiej imprezy też to dotyczyło.
Z lenistwa to, że zdecydowała się pójść mogła zrzucić na charyzmę Asha i póki co chyba stuprocentową skuteczność w przekonywaniu ludzi.Jednak nie tłumaczyło to takiego ruchu ze strony uczelnianego geniusza. A może on jest psychopatą i ma jakiś swój morderczy plan dla niej? Geniusze mają przecież większą tendencję do odchyleń na tym tle. Pieprznęła facepalma. Co ona? Fanatyk teorii spiskowych? Miły, przystojny i inteligentny facet zaprasza ją na koncert, a ta jeszcze wybrzydza? Uśmiechnęła się ironicznie odkładając książkę na stolik nocny, wzięła torbę i wyszła w końcu na ten koncert informując właściciela, że prawdopodobnie wróci późno. Nie pierwszy raz słyszał ten komunikat i póki nie robiła hałasu wracając, nie zamierzał się czepiać.
Deszcz wielu osobom by przeszkadzał, ale Lucia nie miała nic przeciwko. Rozłożyła parasol- jeden z tych podręcznych mieszczących się do torebki i ruszyła w stronę baru, gdzie miała spotkać Asha.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: ROZGRYWKA
Nr:#24  Post Zamieszczono: 13 paź 2018, 23:25 
Postać
Awatar postaci

Nie wybrano
Hrabina robiła się nerwowa, za chwilę będzie zła. Jay ją zaprosił, a teraz znikł zostawiając ją z Claudią, która teraz nie mówiła nic, z niewiadomego powodu. Albo nie miała nic dopowiedzenia, albo nie chciała nic powiedzieć. Cheryl też jakoś szczególnie rozmowna nie była. Cieszyła się z autografu muzyka, jednak miała dziwne uczucie, bo to jej rywalka załatwiła taki prezent. Teraz dziewczyna będzie musiała odwdzięczyć się na jej urodziny w równym, bądź lepszym stylu. Tylko kiedy ona miała urodziny? Cheryl złapała się, że zapomniała, a teraz tak głupio zapytać.

Jak tylko Claudia zamówiła swoje piwo, solenizantka poprosiła o RED Desperadosa i nie ukrywała oburzenia, gdy znów zostaliwi ją samą. To był JEJ dzień! Po chwili jednak wykorzystała moment i chwyciła za komórkę. Chciała sprawdzić co dzieje się w wirtualnym świecie:

Wchodząc na czat forum Cheryl mogła ujrzeć kilka odpowiedzi. Jedna była zapytaniem o sesję, którą rozgrywali. Nic ciekawego dla dziewczyny jak na ten moment. Pozostałe wiadomości były od Foxy. Moderatorki.

FOXY: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO SADIMA!!!!!
FOXY: * wrzeszcząc* STOOO LAT STOOOOOOO LAT...
FOXY: itede itepe
FOXY: PS. walić pajaca

Dziewczyna była znana z dosadności i takiego też słownictwa.

Cheryl odpisała na szybko:
Sadima: Dziękuję Ci bardzo słońce. :* :*
Sadima: A co do KP mam już napisane prawie wszystko i wyślę jak tylko wrócę do domu.
Sadima: Jeszcze raz dziękuję za życzenia! :3


Cheryl znana była z tego, że telefon był jak jej druga reka, więc jeszcze przeglądała SMSy z życzeniami, nawet jak Jay i Claudia podeszli, dopiero po chwili ocknęła się, że to niegrzeczne i schowała telefon do torebki.
- Dziękuję bardzo- powiedziała podnosząc kieliszek w górę i stukając się i z Jayem i z Claudią. Wypiła szota od razu i położyła kieliszek na tacy dnem do góry.
-Już nie mogę doczekać się, kiedy wreszcie zagrają- dodała podczas rozmowy. Może w końcu obie byłe przyjaciółki wyluzują się na tyle, by swobodnie rozmawiać.

Solenizantka wyłapała skwaszoną minę Jaya, choć na początku uznała, że to jest wynik wylania piwa, jednak potem doszła do wniosku, że to przez spotkanie z tym mężczyzną. Podeszła do Jaya i pogładziła go po ramieniu, aby zwrócić jego uwagę.

Oczy chłopaka wciąż jeszcze były groźnie zwężone, gdy odwrócił do niej głowę. Ale na twarzy już zakwitał lekki uśmieszek przyjemny niczym najczerwieńsza i najbardziej kolczasta róża. Był to jego wyraz uprzejmości, bez zniżania się do bycia bezpodstawnie miłym.
- Druga runda? - zapytał.


Cheryl jednak uśmiechnęła się. - Koniecznie, bo swoje wylewasz za kołnierz- dogryzła mu, widząc rozlane piwo. -Patrz, masz ochlapane buty- dodała i gdy spojrzał w dół, to palcem smyrnęła go w nos.

Jay niczym zły pies zmarszczył nos i spróbował ugryźć ją w palec. Oczywiście nie przyłożył się do tego i palucha nie dziabnął. Po tym uniósł brwi w wyrazie drwiny z całej tej sytuacji. Claudia w tle przewróciła oczami, nie psuła im jednak zabawy. Z ciekawością rozglądała się wokoło, po ludziach.
- To potrzymaj - wetknął Cheryl swojego Red Stripe'a w dłoń. - Co chcesz?


Solenizantka odebrała butelkę od Jaya.
- Chcę to samo co wcześniej i nie gryź, bo będziesz musiał robić opatrunek.- puściła mu oczko, potem spoważniała. - Kto Ci popsuł humor? Widziałam.-

- Jakiś nieuważny dupek. - Jay ostentacyjnie otrzepał perfekcyjnie czystą koszulę. Dając do zrozumienia, że cały zestaw ubrań tamtego na pewno nie byłby wart tyle co ona. - Nie ważne.

- Ważne, nie ważne, nie krzyw się tak, bo Ci zostanie i zepsujesz mi urodziny - wbiła palec w jego brzuch, nie mocno, byle połaskotać.
- Będę miała go na oku, Ciebie gagatku też- zaśmiała się i pozwoliła zaprowadzić do Claudii, bo uznała, że Jay utnie temat i nie będzie chciał kontynuować rozmowy.

Jay zaśmiał się szczerze w reakcji na zaczepki Cheryl. Gdy znaleźli się znów w bliższej gromadzie, skoczył raz jeszcze po kolejkę szotów. Przy barze znów natknął się na grupę tamtych mężczyzn. Tym razem obyło się bez wrogich spojrzeń, bo tamci zajęci byli rozmową z innym, stojącym przy barze. Jay nie mógł wiedzieć, że był to Avery Blackbourne, właściciel pubu.

obrazek

Został zaserwowany przez bardzo przystojnego, białowłosego chłopaka w podobnym mu wieku, o błękitnych oczach. Nie wydawało mu się, by owy był studentem, ale znów Jay nie przykładał na codzień dużej uwagi, o ile w ogóle do podrzędnych istot. Uznał, że teraz zdecydowanie z tym przesadza. Zostawił chłopakowi napiwek, bo kto bogatemu zabroni i wrócił z trzema szotami tym razem trzymanymi w rękach. W tym tłumie przypominał sapera niosącego bombę, która w każdej chwili mogła wybuchnąć.


W międzyczasie Claudia, może ośmielona alkoholem spróbowała porozmawiać troszeczkę z Cheryl. Zapytała się jak dziewczyna spędziła urodziny i jakie zespoły poza Ciarami lubi.

Dziewczyna opowiedziała o przygotowaniach, które ważniejsze były dla jej matki niż jej samej, bo dla niej ten dzień był koszmarem aż do teraz, gdzie może spędzić go w gronie znajomych i przy muzyce ukochanego zespołu. Poza Ciarami wymieniła kilka zespołów o podobnym brzmieniu. Jeszcze zanim zaczęli grać, puściła Claudii co ciekawsze kawałki z komórki, bo przecież lepiej pokazać nagranie niż opowiadać, prawda?
- Zakład o dychę, że Jay rozleje- zagadała do Claudii widząc, jak kolega z roku stara się przynieść kieliszki z zawartością.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: ROZGRYWKA
Nr:#25  Post Zamieszczono: 14 paź 2018, 18:18 
Awatar użytkownika
Kobieta
RACHEL NOVICKI

Paul podjechał pod Rebel Pub w ciągu zaledwie pięciu minut. Nie znaleźli już miejsca przy ulicy obok wejścia, musieli więc objechać sąsiednie budynki. Wciąż mieli jednak bliżej niż gdyby zostawili samochód pod Karczmą.
Mimo iż pił piwo, nie bał się wsiąść za kółko. Nie czuł żadnych skutków ubocznych, a odległość była tak niewielka i w terenie zabudowanym, że nie mógł nawet przyspieszyć. Gdyby nawet minął jakiś zaginiony w małomiasteczkowej dżungli patrol policji, nie wzbudziłby ich najmniejszych podejrzeń.
Postanowił jednak już więcej nie pić.
Przed pubem zapytano ich o bilety. A gdy nie mieli, podano cenę 90 funtów tranquilliańskich. Paul spojrzał na Rachel, szukając potwierdzenia, czy ta cena jej odpowiada. Zdecydowali się wejść. Nawet naukowcy potrzebowali od czasu do czasu dawki porządnej rozrywki.
Weszli w ceglane bramy jedynego w swoim rodzaju pubu, pozostawiając na zimnie i drobnym deszczu kilka zaparkowanych w rzędzie, stylowych motocykli.




obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
*

LUCIA JOPEZ


Lucia dotarła pod pub wedle prognoz, niemal przed samym rozpoczęciem. Asha nie było za zewnątrz. Można było przypuszczać, że czeka w środku. Któż chciałby tkwić na zewnątrz, kiedy pogoda nie dopisywała. Dziewczyna nie otrzymała też od niego żadnej wiadomości.

Lucia spróbowała do niego zadzwonić, choć pewnie jak jest na koncercie to nie odbierze. Podeszła do wejścia, żeby kupić bilet i weszła.







Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: ROZGRYWKA
Nr:#26  Post Zamieszczono: 20 paź 2018, 17:58 
Awatar użytkownika
Kobieta
Kolory:
MG
Gracz

Tekst pochodzi z tego logu.

Dla nowoprzybyłych wejście do pubu okazało się lekkim szokiem po chłodnej, ciemnej i wilgotnej nocy. Było tłoczno, było gwarno i powoli robiło się duszno, choć klimatyzacja ratowała sytuację. Nie pomagała natomiast wcale na gorącą atmosferę, jaka zapanowała gdy przygasły nagle światła.


BRENDA DIX


21:00, 21 września 2018
Piątek


Na zapleczu pubu panowało nie mniejsze podekscytowanie. Każda Ciara przeżywała stres na swój własny sposób. Jednak tuż przed wejściem na scenę zapanowała między nimi zgodna, niemal uroczysta cisza.
Wszyscy, nie tylko główna wokalistka świetnie się przygotowali. Tom miał na sobie podziurawioną w postapokaliptycznym stylu ciemnoszarą koszulkę, włosy roztrzepał zadziornie na żel, tworząc wokół głowy imponując grzywę jak u lwa. Sam związał długie dready w kitkę, ubrał swoje ukochane spodnie moro i stylową, dość nowoczesną, prosto cietą czarną bluzkę, z mocnym wycięciem pod rękawami, które biegło niemal przez cały tors, odsłaniając wyrzeźbione dobrze mięśnie. Mięśnie Nigela nie były aż tak wydatne, ale nie przeszkodziło mu to w zostawieniu granatowej marynarki rozpiętej, bez żadnej koszulki pod spodem. Do tego wybrał dość ekstrawaganckie czarne skórzane spodnie.


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć


Gdy światła zgasły na moment, Ciary w te pędy wbiegli na scenę, ustawiając się na swoich miejscach. Jedna, jasnożółta lampka zaświeciła się za nimi, ukazując ich sylwetki, jakby zastygłe w czasie, Thomasa z pałeczkami przy perkusji, Sama i Nigela, lekko pochylonych i z rękami na strunach swoich gitar… A między nimi Brenda, zwrócona tyłem do publiczności, trzymająca wysoko uniesiony nad głową mikrofon. To nie mogło jednak długo trwać. Brenda opuściła rękę jakby na znak startu ruszającym do wyścigu pojazdom, a potem przytknęła mikrofon do ust, krzycząc: Oooo...! I miss the misery!



Ciary przed chwilą żartowali sobie na zapleczu, a teraz byli tu, w centrum zainteresowania, całkowicie odmienieni. Tom, na co dzień spokojny, za perkusją wyglądał jak prawdziwa bestia. Nigel, który niedawno zachowywał się jak przedszkolak na scenie stawał się prawdziwym profesjonalistą i poważnym, seksownym mężczyzną od którego trudno odwrócić wzrok (nawet Brendzie). Wokalistka miała to szczęście, że mogła podejść do niego, nachylić się ze złowieszczym wyrazem twarzy, nawet lekko popchnąć i przy tym wszystkim udawać, że śpiewa do niego.
♫ I like the kick in the face And the things you do to me I love the way that it hurts I don't miss you, I miss the misery ♫

Nigel dobrze się bawił przy zaczepkach Brendy. Gdy do niego podeszła zwrócił się w jej stronę i nachylił się do niej wystawiając język. Poszedł także za nią kilka kroków, gdy cofała się, jakby to teraz on się droczył. Wywołało to oczywiście ucieszne piski u fanek, zagłuszone częściowo przez ogólny hałas.
Brenda cały czas patrząc na Nigela zaczęła iść w stronę Sama, lecz wtem potknęła się o kabelki i omal na niego nie wleciała. Na szczęście nie zgubiła melodii, tylko na chwilę podniosła głos. Miała nadzieję, że nikt tego nie nagrał. Zaczął się kolejny utwór, z ich nowej płyty.

♫ Am I brave enough? Am I strong enough? To follow the desire That burns from within... ♫

Właśnie zabrzmiał refren piosenki, a wraz z nim na scenie pojawiły się płomienie, rozsiewając złowieszczy, czerwony blask po członkach zespołu.
♫ I am the fire...! I am burning brighter! Roaring like a storm! And I am the one I've been waiting for... ♫

W momencie, gdy Lucia znalazła się pod sceną, a trochę to zajęło drobnej dziewczynie, Nigel zaczął swoją solówkę. Muzyk wyszedł na środek i pod samiuteńką krawędź sceny, powodując tym niemałe zamieszanie wśród fanów. Hałas rozbrzmiał tuż przy uszach Lucii. Nagle z ich najbardziej piszczącej części tłumu wystrzelił czerwony, koronkowy biustonosz.
Stanik przeleciał z gracją nad ochroniarzami i wylądował na głowie Nigela. Mężczyzna wzdrygnął się, choć nie przestał grać. Machając głową na wszystkie strony, spróbował zrzucić z siebie intruza, wiedząc, że musi wyglądać teraz jak palant. Spowodował jedynie, że jego fryzura roztrzepała się, a biustonosz zsunął tylko częściowo na jego ramię. Nigel zarumienił się i spojrzał błagalnie na Brendę.

Wokalista musiała użyć całej siły woli, by się po prostu nie zaśmiać. Była jednak już w pełni wciągnięta w piosenkę, skupiała się na kolejnych słowach i pozwoliło jej to z pewnością siebie i pewną zmysłowością podejść do Nigela i zsunąć intruza z jego ramienia, śpiewając akurat słowa: What’s right in front of me?
Nigel odsunął się od krawędzi sceny na bezpieczną odległość, zostawiając na pastwę czegokolwiek, co miało jeszcze przylecieć z tłumu frontwomankę zespołu. Przedtem rzucił niezadowolone spojrzenie w tłum, napotykając wzrok Lucii. Chyba uznał, że to ona jest jedną ze spiskowców w stanikowym ataku.




CHERYL WILLIAMS


Cheryl zanim wypiła drugiego szota, musiała zapłacić Claudii za przegrany zakład. Szybko przechyliła kieliszek, gdy światło zgasło. Jak tylko usłyszała pierwsze nuty, to aż przeszły ją ciarki.
Claudia nie przyjęła pieniędzy. - Będzie na następną kolejkę. - zaśmiała się, przechyliła szota i wrzasnęła wysokim głosem na cały regulator, bo oto na scenie pojawiły się Ciary. Pociągnęła Jaya za koszulkę, idąc w stronę tłumu pod sceną, który kończył się właściwie niemal pod samą ścianą. Jay wyjątkowo się tym nie przejął, puścił Cheryl przed sobą, zamykając korowód zdążający pod scenę.
Cheryl - Zaraz wracam, bądźcie grzeczni- zażartwała do Jaya i Claudii, poczym poszła w stronę baru.
Jay: - Hej! A ty dokąd... No i poszła. Straciliśmy ją. - Bo nie będzie im łatwo odnaleźć się po tym rozdzieleniu. Claudia posłała mu proszące spojrzenie, ludzie patrzyli na nich niezadowoleni, gdy stali zwróceni nawet nie w kierunku sceny, więc postanowili kontynuować przepychankę ku atrakcji wieczoru.
Cheryl dopchała się jakoś do baru i oparła się o jego blat. - Cześć, blondasku, poproszę 3 razy Purple Rain- zamówiła kolejkę dla każdego, przy okazji obserwowała barmana przy pracy.
Lucky, białowłosy barman uśmiechnął się lekko do Cheryl. Nie wydawał się należeć do tych rozmownych. Jednak, gdy nalał jej drinki, również oparł się o blat, w bezpiecznej odległości od klientki i z półuśmiechem podał cenę.
Cheryl - Masz talent, podobają mi się, jak zasmakują to wrócę po więcej- powiedziała zusmiechem, ale nie oddalała się od pochylonego nad nią chłopaka. Wsunęła mu banknot do ręki. - Reszty nie trzeba- dodała z czarującym uśmiechem.
Mikaela płaci 50 sztuk złota za postać Cheryl

Lucky nie zmienił wyrazu twarzy, a odpowiedział może nawet z lekkim dystansem, ale wciąż z tym samym uśmiechem: - Na zdrowie.
Cheryl teraz miała wyzwanie, a nawet kilka. Pierwsz to utrzymać kieliszki w ręku i nie wylać, kolejne to zlokalizować w tym dzikim tłumie Jaya i Claudię. Rozglądała się na boki, by wypatrzyć czarnobiały duet. Ciemnowłosego Jaya i jasnowłosą Claudię.
Jay wyszedł Cheryl na spotkanie. A dokładniej tłum niemal z radością wypchnął go w miejsce, z którego udało mu się dość szybko ją odnaleźć. Wziął od niej dwa drinki, zostawiając ją z własnym i zaczął torować im drogę do miejsca, w którym jak mu się wydawało pozostawił Claudię.
Cheryl - Dziekuję- powiedziała, ale przez hałas Jay i tak nie usłyszał. Szła za nim, traktując go jak o tarczę, skoro już sie przepychał. W sumie nie miałaby nic przeciwko, jakby się Claudii zgubili.
Jay poddał się po chwili nieudolnego przepychania przez niechętny tłum. Wepchnął się jeszcze kawałek do przodu i uniósł kieliszek do toastu. Przedtem uśmiechnął się i powiedział: - Ty pijesz dwa.
Cheryl - To o to chodzi? Chcesz mnie bardzo szybko upić? A potem co zrobisz? Wytniesz nerkę?-
Jay zrobił wielkie oczy: - Ja? Za kogo ty mnie masz?! - pokręcił głową, po czym rozciągnął usta w szerokim, złowieszczym uśmiechu. - Tylko nagram cię w akcji. A materiał zachowam na gorsze czasy.
Cheryl pokiwała głową za zrozumieniem. - Jak już zostanę prezydentem, bedziesz mnie tym szantażował?-
Jay: - Albo jak mnie wkurzysz. - wzruszył ramionami i zaczął jakby nigdy nic tańczyć do piosenki.
Cheryl - Nie zapłacę Ci ani pensa- odpowiedziała i dołączyła do tańca.
Jay: - Hmm nieźle to wygląda - pokiwał głową, obserwując po kolei członków zespołu. - Nie potrzebuję twojej kasy. Raczej rozrywki.
Cheryl aż zapiszczała z wrażenia. Bardzo podobały jej się efekty specjalne na scenie. Zaczęła podskakiwać w rytm refrenu. - Wiesz, ze od rozrywki są spejalne panie na telefon?- dogryzła mu.
Jay miał już rzucić ciętą ripostą, ale komedia na scenie przykuła jego uwagę. Zaśmiał się z czystej szydery, a potem skrzywił. - Po cholerę laski to robią?





RACHEL NOVICKI


Paul: - Chyba nie tego się spodziewaliśmy. No, ale jak się już weszło, to warto by i się pobawić. Chodź, postawię ci coś.
Rachel uważała że to ździerstwo w biały dzień. Taka cena za podrzędny koncert w klubie zaskakiwała ją. Ale dosyć już dziś kręciła nosem i czuła się jak ostatnia maruda. Zerkała gdy wchodzili na Paula. Jednak gdy zaczęło się dziać, zerkanie na cokolwiek miała mocno utrudnione, a scena skupiała uwagę.
Rachel -'Przy bare też będzie słychać' - zauważyła. -'Chyba że chcesz iść w tłum'

Paul: - W tłum to za chwilę. - Wciąż był nieco spięty w tak tłocznym miejscu, ale postanowił się bawić. Przynajmniej na tyle, na ile będzie potrafił. Liczył jednak po cichu, że to Rachel po jeszcze jednym, dwóch drinkach poprowadzi zabawę. Siła przyzwyczajenia...
Rachel złapała Paula za rękę i pociągnęła za sobą. -'No to chodź bo stoimy tu jak cnotki w sexshopie' - zaśmiała się.
Paul uśmiechnął się, widząc entuzjazm Rachel. Trochę przytłaczał go ten wieczór i jej niezadowolenie byłoby ostatnim, czego mu potrzeba. Dał się poprowadzić.
Rachel zasadniczo rzadko bywała w takich miejscach, ale uznała że należy im się taki reset. Szczególnie po wydarzeniu w szpitalu. Zatrzymala się dopiero pod barem. -'Sam mi coś wybierz, byle nie owocowe'
Paul zamówił sobie butelkę bezalkoholowego piwa Heineken, zawstydzając się odrobinę, gdy blondyneczka za barem uśmiechnęła się do niego. Dla Rachel wziął Jacka Danielsa z Colą, miał nadzieję, że lubi.
W międzyczasie, czekająca na Paula Rachel mogła dostrzec stojącego nieopodal baru nikogo innego jak mężczyznę, który flirtował z nią wcześniej w Karczmie. Stał teraz przy łukowatym wejściu za bar, przy przejściu na scenę i zaplecze. Był z kumplami, w tym rudym i gawędzili sobie w najlepsze, nie wyganiani stamtąd przez ochroniarzy.

Rachel -'Właściwie, był ostatnio jakiś niezwykły pomór w mieście?' - zapytała, najwyraźniej nawiązując do pracy. A przynajmniej tak mogło się wydawać, dopóki nie dopowiedziała -'Daj to. Wrócimy taksówką. A skoro tu jesteśmy to i tak już dziś nie wyjedziemy' - widziała mężczyznę. Zastanawiała się czy ją zauważył. Poczuła się głupio. Musiał się domyślać że uciekła z lokalu.


LUCIA JOPEZ

Lucia rozejrzała się szukając znajomych twarzy. Jeśli nie zauważyła nikogo, ruszyła do baru zamówić jakiegoś mniejszego drinka.
[color=#ffffff]Niestety w pubie trudno było teraz dostrzec kogokolwiek konkretnego. A już na pewno nie Asha. Wciąż nie dawał znaku życia. Blondwłosa barmanka rozejrzała się po ludziach tłoczących się przy barze i wyłapała czekającą Lucię. Mimo dużego tempa pracy, wciąż się uśmiechała, a w przerwach od serwowania zerkała na zespół, widoczny przez duży łukowaty portal ściany działowej między barem a sceną.
Jasmine: - Czego się napijesz? - zapytała Lucię.

Lucia spojrzała co jest spisane - Bellini. - poprosiła. Sięgnęła jeszcze telefon i napisała do Asha: "Hej, jesteś na koncercie czy w końcu zrezygnowałeś?"
Barmanka zdążyła zrobić Lucii jej drinka, a nawet przyjąć za niego pieniądze i dopiero wtedy zawibrował telefon dziewczyny. Ash tłumaczył się: ,,Bardzo Cię przepraszam, Lucia. Nawaliłem, wiem. Coś mnie dopadło. Czuję się jakbym umierał." Choć mogło to brzmieć na wyolbrzymione, jednak nie kłamał. Ale skąd Lucia mogła o tym wiedzieć.
Lucia podziękowała za drinka. "Oh, rozumiem. Nie ma problemu. Ale mogłeś wcześniej dać cynka:P"
Kolejny sms od Asha mówił: ,,Przepraszam".
Lucia "W sumie... Przynieść ci coś?"
Ash: ,,Jesteś bardzo troskliwa. Dziękuję. Baw się, poradzę sobie"
Lucia "Trzymaj się" napisała jeszcze i skupiła się na tym co się działo wokół. W barze i na scenie. Raczej nie zajmowała się zaczepianiem innych.

Lucia szukała wzrokiem znajomych twarzy, ale nie zauważyła nikogo, z kim mogłaby porozmawiać. Z ciekawości spróbowała podejść bliżej sceny. może nawet utnie sobie na chwilę część szarych komórek i podłączenie trochę w rytm muzyki.
W momencie, gdy Lucia znalazła się pod sceną, a trochę to zajęło drobnej dziewczynie, Nigel zaczął swoją solówkę. Muzyk wyszedł na środek i pod samiuteńką krawędź sceny, powodując tym niemałe zamieszanie wśród fanów. Hałas rozbrzmiał tuż przy uszach Lucii. Nagle z ich najbardziej piszczącej części tłumu wystrzelił czerwony, koronkowy biustonosz.
Stanik przeleciał z gracją nad ochroniarzami i wylądował na głowie Nigela. Mężczyzna wzdrygnął się, choć nie przestał grać. Machając głową na wszystkie strony, spróbował zrzucić z siebie intruza, wiedząc, że musi wyglądać teraz jak palant. Spowodował jedynie, że jego fryzura roztrzepała się, a biustonosz zsunął tylko częściowo na jego ramię. Nigel zarumienił się i spojrzał błagalnie na Brendę.

Lucia nie rozumiała zupełnie tego typu osób, ale musiała przyznać, oglądanie tego z pierwszej próby było całkiem zabawne. Nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu widząc zmagania ze stanikiem. Dobrze, że w tłumie trudniej wydarzyć pojedynczą szeroko uśmiechniętą gębę.
[/size]





Na górę
  Wyświetl profil  
 
Nowy temat Odpowiedz
 [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron