SSRPG.PL

Najlepsze forumowe PBF'y






Nowy temat Odpowiedz
 [ Posty: 988 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 45, 46, 47, 48, 49, 50  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#941  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:13 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
21:57:39 *Lilith głaska wilka po głowie patrząc się na Mizu i Ryuu
21:57:40 *Essy była zaskoczona, ze demon potrafi się nawet śmiać. Sama uśmiechnęła się lekko. - Ważne, że pasuje.
21:58:34 *Z góry dobiegł głośny krzyk.
21:59:26 *Mika zareagowała jako pierwsza i wybiegła na korytarz. Diego miała na rękach.
22:00:33 *Wilk usłyszawszy krzyk pobiegł na schody i wyszedł na górę do miejsca z którego wydobywał się krzyk
22:00:42 *Eliza siedziała na łóżku, ciągle drżąc i oddychając szybko. Zapłąkane oczy wbijały się w jakieś niesprecyzowane miejsce.
22:00:59 *Mika weszła do pokoju Elizy. -Co się stało?- zapytała
22:01:20 *Lilith podnosi miskę i daję ją Ryuu - Dzięki za jedzenie
22:01:26 *Essy gwałtownie odwróciła głowę w stronę schodów, potem zerknęła na pozostałych. Czyżby dziewczynkę zaatakował wampir?
22:02:08 *Wilk wszedł do pokoju Elizy i się na nią patrzy dużymi oczami z podkulonym ogonem
22:02:10 *Ryuu -Spokojnie, Mika jest na gorze. Ogarnie sytuacje. Przypominam, ze ona jest odporna na mambo jambo wampirów-
22:02:16 *Aleks 'Mam lepsze pytanie. O wiele lepsze. Po co chcesz jej szukać?'
22:02:31 *ognisty kociak, który do tej pory spał na krześle zaczął prychać na widok psa.
22:02:42 *Aleks 'Jej, mam na myśli, jej wampirów. W jakim celu?'
22:04:17 *Ryuu -Co? Nie do końca rozumiem-
22:05:22 *Eliza nie odpowiedziała, tylko rozpłakała się na dobre, przyciągając kolana do piersi, obejmując je i opierając na nich głowę.
22:06:02 *Essy słowa Ryuu jakoś nie bardzo uspokoiły, ale chyba nie zostawiłby córki na pastwę wampirów, więc została na miejscu.
22:06:35 *Mika podeszła do Elizy i po prostu ja przytuliła. -To znowu zły sen.- wyszeptała jej do ucha.
22:07:39 *Ruszył w stronę drzwi.
22:07:58 *Andre ubrał się do końca. Zerknął na śpiącą Zuri. To by było na tyle z ich rozmowy. Sprawdził, czy ma ostrza na swoim miejscu. Tym razem nie miał płaszcza. Albo zawróci do Paryża, albo zachowa większą ostrożność.
22:10:15 *Zuri poderwała się z łóżka. Co to było? Brzmiało jak krzyk dziecka... Stałą się bardzo drażliwa na takie dźwięki.
22:10:48 *Eliza -Wiem.-z trudem wydusiła przez ściśnięte płaczem gardło.
22:11:41 *Wilk wrócił się na schody i zszedł do Lilith.
22:15:03 *Mika poprawiła Diego i wygodniej przytulila Elizę. Pogłaskała ją po głowie. -Dzisiaj pójdziesz spać do mnie, moze Ci przejdą koszmary-
22:17:35 *Eliza pokiwała głową i wtuliła się w Mikę.
22:18:59 *Uszy Zuri jeszcze jakiś czas się poruszały. Dotarł do niej szloch, ale z tej samej strony dochodził też głos Miki. Wyglądało na to, że sytuacja opanowana. Uspokojona usiadła na łóżku. -Co się z tobą dzieje?-mruknęła do siebie.
22:19:35 *Andre odwrócił się stojąc u drzwi. Czy to aby na pewno do niego? Zerknął na Zuri.
22:20:37 *Rozalia wypiła całą herbatkę. Właściwie to jest przyzwyczajona do późniejszego śniadania, więc czekała tylko co postanowi Aleks w sprawie wampira. Wiedziała, ze to dla niego sprawa honorowa i nie odpuści, póki nie dopnie swego.
22:21:21 *Lilith głaska wilka siedzącego koło niej - Tak w ogóle to czemu ty jesteś taki złośliwy dla ludzi? - powiedziała do Ryuu
22:21:32 *Zuri podniosła na niego wzrok. Wyglądała na zdezorientowaną. I w gruncie rzeczy była. Nie była w stanie zrozumieć co jej jest. Nigdy nie miała takiej huśtawki emocji.
22:21:42 *Essy nieco zwlekała z odpowiedzią na pytanie Aleksa. Było w nim coś nieprzyjemnego, jakby ukryte 'Nie wtrącaj się, przecież to nie twoja sprawa'. - Mówiłam, że znam się trochę na wampirach i obiecałam pomoc - odparła możliwie normalnym tonem.
22:22:28 *Zuri wlepiła oczy gdzieś w podłogę. Oparła łokcie na kolanach i ukryła twarz w dłoniach.
22:22:49 *Aleks 'Kobieta... Im gorętszy ma temperament, tym lepiej. A powinna być jak ogień. Dzika, nieokiełznana. Nieprzewidywalna i tajemnicza. Ale, by był z niej pożytek - tak jak ogień musi być do opanowania. Musi w określonych warunkach umieć trzymać się w ryzach' - powiedział spokojnie. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to nie jestem za tym by kobieta walczyła z wampirem'
22:23:57 *Andre 'Wychodzę. Jeśli chcesz mi coś powiedzieć, to jest dobry moment' - powiedział, pozornie bez emocji choć gotowało się w nim. 'Zawsze możesz też uciec do łaźni'
22:25:52 *Aleks obszedł Lilith nachylając jej się do ucha 'Bo nie ma kobiety a kelnerka najwyraźniej dała mu kosza' - uśmiechnął się, mówiąc dyskretnie. Gdy się podniósł, zmierzył Lilith 'A ty, jakie masz moce?'
22:26:13 *Amelia siadła gdzieś z boku ze swoim telefonem. Obgadywali najwyraźniej coś ważnego, co jej nie dotyczyło.
22:26:58 *Zuri -Przepraszam.-powiedziała- Musisz to idź.-dodała niemal całkiem normalnie.
22:27:52 *Andre 'Muszę, by dopełnić obietnicy. Ale to nie jedyna obietnica jaka na mnie ciąży' - zawahał się. 'O co chodzi, tak naprawdę? Nie uwierzę że to troska o królika'
22:28:33 *Ryuu -Tyle, że ja jeszcze nie zdązyłem być złosliwy- odpowiedział Lilith.
22:28:38 *Essy - To nie kwestia ognia, by był spokojny. Sam szuka jedynie okazji, luki, zaniedbania, by siać zniszczenie - odparła na to, upijajać herbaty. - Nie je będę walczyć, tylko Mizu. Ale pomogę w doborze taktyki.
22:29:42 *Aleks zerknął na Mizu. Znów na Essy. 'To prawda. Dlatego ktoś musi mieć nad nim pieczę' - powiedział. 'Ale nie każdy zapanuje nad każdym ogniem. A od ognia nad którym nie ma kontroli najlepiej po prostu odejść' - upił łyk herbaty.
22:30:01 *Lilith - Tak. A ja jeszcze nie zdążyłam kogoś zabić - zaśmiała się po czym odwróciła się do Aleksa - My się już kiedyś tutaj nie spotkaliśmy czasem?
22:30:32 *Aleks ukłonił się.' Owszem. Bardzo dawne dzieje' - odpowiedział do Lilith.
22:30:52 *Aleks 'Wówczas rownież zadałem ci to pytanie'
22:32:44 *Zuri -Nie.-przyznała -Po prostu sprowadziłeś do warsztatu mężczyznę, od którego na dobry kilometr czuć lukatanem.
22:33:05 *Lilith - Mam łuk i tyle powinno ci wystarczyć
22:33:35 *Mika - Chcesz jeszcze pospać?- zapytała Elizy. -Posiedze tu z Tobą-
22:35:38 *Eliza pokręciła głową. Nie zaśnie już. Nie oderwała się jednak od Miki. Jej obecność bardzo ją uspokajała. Brakowało tylko Ryuu z kubkiem ciepłej herbaty.
22:36:28 *Aleks 'Na wampiry to mało. Nie przyda się' - stwierdził. 'Już Mizu bardziej, o ile potrafi to co jego brat'
22:37:23 *Lilith - O jakie wampiry ci chodzi? Na wampiry wyższe jest to wystarczająco efektywne
22:37:27 *Mizu -Nie przyalę im tyłków, ale odmrożę- odpowiedział.
22:37:57 *Aleks wiedział że Essy ma swoją prywatną wendettę. Tym bardziej obawiał się o jej bezpieczeństwo. Ostatnimi czasy lubiła umierać z byle powodu. Jednak, zabronić jej nie mógł. Nawet do odradzania miał bardzo wątłe prawo.
22:38:42 *Aleks zdziwił się nieco. 'A niby bracia... To skuteczne? Robiliście już to?'
22:39:54 *Aleks 'No dobrze. Lilith, tak? Czego oczekujesz za pomoc w uśmierceniu wampira?'
22:40:06 *Rozalia zamysliła się. Co ona tu do cholery robiła? Polowanie na wampiry, jeszce miesiąc temu nie miała pojęcia o czarostwie, a teraz uczestniczy w rozprawie o tym jak ubić inną nadnaturalna istotę.
22:40:27 *Mizu -Jakbyśmy wszysy ogniem władali, to byoby cholernie nudno--
22:40:57 *Mizu - W naszym świecie wampiry uwazano, za gatunek wymarły, więc powinienem dać radę-
22:41:10 *Essy - Pójdę porozmawiać z Elizą - rzekła nagle, wstając. Na jej szklance został szron, w miejscu, w którym ściskała ją kurczowo. To co jej się nie udało przy maksymalnym skupieniu, wyszło bezwolnie pod wpływem emocji.
22:42:29 *Aleks zwrocil się do Mizu. 'Rozumiem że działaliście już ze sobą i teraz też będziecie razem?'
22:42:45 *-'Ona lubi wpadać w kłopoty' - dodał.
22:42:49 *Lilith - Zanim go uśmiercimy upuszczę z niego trochę litrów krwi. I pewnie się nim pobawię. Lubię takie zabawki - w oczach wilka błysło a na jego pyszczku widać było radość
22:43:24 *Mika głaskała ELize by ją uspokoić. Teraz się czuła tak, jakby miała dwójkę dzieci. O dziwo Diego też się uspokoił.
22:44:00 *Essy nie wiedziała, który to pokój Elizy. Rozejrzała się. Pokój Miki, ten Zuri, ten Nill, ten Aleksa... Może ten obok? Zapukała.
22:45:03 *Aleks 'Nie lubię mnożenia cierpień. Zabijać powinno się szybko. A potem nawet go wykręć jeśli potrafisz' - roześmiał się do Lilith. '
22:46:04 *Eliza po dłuższej chwili uspokoiła się na tyle, by stwierdzić całkiem banalny, jak na jej dzisiejszy sen fakt. -Jestem głodna.
22:47:45 *Mizu - Da sobie radę. - powiedział - za 10 lat ćwiczeń-dodał po chwili. Zdawał sobie sprawę, ze Essy jest za słaba by rzucac się na wampira
22:47:57 *Lilith - Martwy mi na nic. Przedłużę mu życie o maksymalnie 5 minut i tyle
22:48:37 *Aleks pokręcił głową. 'Sluchaj. Obiecałem jej że popłynie ze mną w rejs. Jeśli zginie, złamię dane słowo'
22:49:15 *Mizu -Nie złamiesz, a zostaniesz zwolniony.- odpowiedział.
22:49:26 *Aleks 'Ryuu, daj coś do jedzenia. Cokolwiek, byle nie truło' - powiedział. Herbata mu się znudziła i miał ochotę czymś ją zagryźć. Przeszedł w stronę Rozalii, dyskretnie przeciągając ręką przez jej talię.
22:51:26 *Rozalia usmiechnęła się. -Ja poproszę jeszcze herbatę- dołożyła zamówienie.
22:51:54 *Essy spróbowała z kolejnymi drzwiami.
22:52:18 *Aleks 'Lilith, umierałaś kiedyś?'
22:53:08 *Ryuu poszedł do kuchni. Co tu zrobić? Aleks owsianki raczej nie zje. Wyciągnął jakieś mięso, wyglądało na żeberka. Upiekł je za pomocą umiejętnści. Inaczej nie potrafił. Dołożył też pieczone ziemniaki i podał Aleksowi, Rozalii też, mimo, że zamawiała tylko herbatę.
22:53:28 *Zuri -No i... coś się dzieje.-powiedziała, nie wiedząc od której strony i jak się zabrać za tłumaczenie tego.-Nigdy nie miałam takich wachań nastrojów, a teraz w ciągu minuty potrafię się śmiać, płakać i wkurzać. To nie jest normalne...
22:54:04 *Rozalia -Skąd takie udziwnione pytanie?- wkrąciła się do pytania Aleksa.
22:54:45 *Mika -Dobrze, zaraz Ci coś skołuję do jedzenia, a dokładniej poprosze Ryuu by zrobił.- usmiechnęła się i wstała.
22:55:34 *Mika najpierw poszla odnieśc śpiącego Diego do kołyski, potem zeszła na dół.
22:56:01 *Essy - Mika? - zatrzymała ją. - Wiesz może, gdzie znajdę Elizę?
22:56:56 *Mika - Wiem, ale daj jej najpierw śniadanie zjeść, a potem męcz.-
22:57:51 *Essy skrzyżowała ręce. Poważnie? - Mogę jej coś zamówić, gdzie to potem zanieść?
22:57:56 *Eliza potarła oczy i wstała, by nie jeść śniadania w koszuli nocnej.
22:58:37 *Mika -Własnie idę na dół do Ryuu by coś jej przygotował.-
22:59:40 *Lilith - Nieeee. Skąd takie pytanie ?
23:00:27 *Andre przestąpił na drugą nogę. 'Tylko?' - zapytał podejrzliwie. Był medykiem. Dobrze wiedział czego to może być objaw. Zuri już jakiś czas wcześniej podejrzewała ciążę.
23:01:29 *Essy - No to idziemy razem - a co ma stać na korytarzu.
23:01:48 *Aleks 'Wiele widziałem' - powiedział odsłaniając przedramię. Pokazał je Lilith. Prócz tatuaży, skóra w wielu miejscach ozdobiona była mniejszymi i większymi, bardziej lub mniej widocznymi bliznami. 'I wiem, że ten komu to życie przedłużysz o pięć minut poczuje zgoła coś innego niż obserwator i agresor'
23:02:30 *Zuri -Tak... przynajmniej tyle na razie zauważyłam.
23:03:43 *Rozalia doskonale wiedziała o czym Aleks mówi. Mimowolnie przejechała dłonią po śladach na swoim ramieniu.
23:06:37 *Rozalia jednak skorzystała z tego, ze Ryuu podał porcję dla niej. Jak zapachniało, to zrobiła się głodna.
23:07:04 *Lilith - A tak w ogóle to jaki to wampir jest?
23:07:32 *Mika uśmiechnęła się. -Chodźmy- powiedziała i zeszła schodami na dół.
23:07:35 *Essy obejrzała się na Mikę, podchodząc do baru. - Śniadanie dla małej - złożyła zamówienie, nawet nie patrząc na Ryuu.
23:11:28 *Ryuu zniknął w kuchni. Przygotował jak zwykle płatki owsiane z rodzynkami, bananem i jabłkiem na gorącym mleku. Do tego zrobił herbatę.
23:12:14 *Ryuu postawił to przed Essy.
23:12:33 *Do karczmy wszedł chłopak w pomarańczowej bluzie z kapturem. Była wykonana z jakiegoś nowoczesnego, cienkiego, ale bardzo wytrzymałego materiału. Oprócz tego miał na sobie obdarte rurki i oczobitnie pomarańczowe adidasy. Rozejrzał się po karczmie i podszedł szybkim krokiem do siedzącej z boku Amelii. Bez słowa postawił przy niej torbę, a pakunek wyjęty spod bluzy wręczył do rąk własnych.
23:13:08 *Mika skorzystała z okazji, ze Diego śpi, to usiadła obok Rozy i Aleksa. -Kawę poproszę- poprosiła.
23:14:12 *Amelia zerknęła na chłopaka. Zajrzała do torby, do mniejszego pakunku i dopiero wtedy kiwnęła głową, że wszystko w porządku. -Bardzo wkurzony?-spytała cicho.
23:14:26 *Rozalia zainteresowała się kawą. Nigdy jej nie była, a nie pamięta co się stało z tym workiem, co kupili z Aleksem.
23:14:34 *Chłopak pokręcił głową -Tylko trochę. Wiesz, jak to on.
23:14:39 *Rozalia -Macie tu kawę?- zapytała zaciekawiona.
23:15:27 *Essy spojrzała na danie z lekkim uśmiechem. - Lubisz ją, co?
23:15:55 *Ryuu -Ty też powinnaś, skoro sprzatała za Ciebie-
23:15:58 *Essy następnie poszukała wzrokiem Miki... - To jak znajdę jej pokój?
23:16:28 *Zuri przeczesała dłonią włosy, wzdychając. -Przepraszam, że tak się zachowałam w warsztacie.-mruknęła-Przestraszyłam się. No i ten lukatan...
23:16:32 *Essy - Latam dla niej po śniadanie to chyba o czymś świadczy.
23:16:49 *Amelia uśmiechnęła się pod nosem.- Przecież już zapłaciłam. T odrobiłam
23:16:52 *Ryuu -Terefere, chcesz wyciągnać informacje o wampirach- prychnął.
23:16:58 *Chłopak -Dlatego tylko trochę.
23:17:02 *Mika - zaraz za pokojem Diego-
23:18:05 *Essy nie odpowiedziała. Cóż, Ryuu miał rację. - Dzięki - powiedziała do Miki. Zerknęła jeszcze na nowo przybyłego, ale zaraz udała się do góry.
23:18:58 *Essy - Puk, puk - zapukała.
23:20:26 *Amelia pokręciła głową- Dobra, dzięki. -spojrzała chłopakowi w twarz.-Nie pytaj. Nie jest to łatwe do ogarnięcia. Poza tym i tak tu już nie przyjdziesz, więc po co ci to?
23:20:35 *Eliza- Proszę.-powiedziała, odwracając wzrok do drzwi. Mika nie pukała, a Ryuu raczej nie przychodził na górę. Daniel?
23:22:14 *Essy - Śniadanie! - przedstawiła wesoło honorowego gościa, wchodząc do pokoju.
23:23:17 *Eliza uśmiechnęła się z ulgą -Dziękuję.-powiedziała- Kim Pani jest?





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#942  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:14 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
23:26:03 *Essy - Ach, już się widziałyśmy. Raz przyniosłam ci ręcznik, teraz przynoszę jedzenie, ale nie przyzwyczajaj się - zaśmiała się. - Essy - przypomniała jej imię, stawiając tacę na stole i siadając na krześle. Wskazała drugie, obok siebie.
23:29:00 *Lilith - To kiedy idziemy ewentualnie ?
23:29:24 *Eliza- No tak. Przepraszam.-usiadła obok Essy i zaczęła jeść.
23:30:39 *Ognisty kociak jak zwykle zainteresowany co Eliza robi wspiłą sie po jej sukience na stół. Teraz próbował wejść do miseczki z mlekiem.
23:32:52 *Eliza -To nie dla ciebie.-powiedziała zwierzątku stanowczo
23:33:50 *Andre 'Jak widziałaś, lukatanem nie musisz się przejmować' - powiedział. 'I, chcę byś wiedziała że go ostrzegłem.'
23:33:56 *Ryuu -Chcesz kawę zamiast herbaty?- zapytał Rozalii i przy okazji podał kawę z mlekiem Mice.
23:34:04 *Wilk patrzy się na Aleksa
23:35:04 *Essy - To kotek Ryuu? - zapytała, choć znała odpowiedź. Była jednak zdumiona. - Jesteś jego zaginioną córką, czy jak?
23:36:18 *Aleks 'Kiedy będzie wampir. Ja na swojego czekać będę tutaj bądź w moim domu, a co kto złapie przy okazji to jego. Naprawdę Lilith. Nim dokończysz, jeślibym widział, zetnę mu łeb bo śmierć zadaje się szybko'
23:36:35 *Zuri pokiwała głową.- Dziękuję.- wstała i podeszła do Andre. Potrzebowała chociaż na chwilę być bliżej.
23:36:55 *Kociak syknął na Elizę. Nie lubił jak mu cokolwiek odmawiano. Ale się wycofał. Za to zainteresował się kubkiem z herbatą. Akurat jak stanął na tylnich łapkach, to przednimi sięgał brzegu kubka.
23:37:08 *Eliza -Tak.-odpowiedziała na pierwsze pytanie -I nie.-odpowiedziała na drugie- Po prostu się mną zajął jak tu przyszłam. On i Mika.
23:38:13 *Essy - A kysz! - zrasiła kotka wodą.
23:38:46 *Eliza- A to jest herbata.-powiedziała- Zawiera wodę, więc nie polugisz.
23:38:52 *Kociak zaczął nagle parować i zawarczał agresywnie. Essy sprawiła mu ból
23:40:13 *Kociak zrobił sie mniej świetlisty, bardziej jak dogasający płomyk. Schował się za kubkiem, tak by Essy go nie widziała.
23:40:37 *Eliza- Hej!-zawołała w obronie kotka, patrząc ze złością na Essy.-To go boli.-wzięła małego na kolana.
23:42:03 *Rozalia ożywiła się. -To ja poprosze kawy, Aleks też chcesz? Pamiętasz, mieliśmy w Barcelonie napić się kawy-
23:43:03 *Essy - Jak będzie grzeczny, to nic mu nie będzie - powiedziała, choć wyraźnie zaskoczyła ją reakcja stworka. Jednak nie miała zamiaru się dać ogłupić. - To tylko wytwór magii, to nie czuje naprawdę - odparła.
23:43:50 *Eliza- Zachowuje się, jakby czuł.
23:46:11 *Essy - Dzięki temu się do niego przywiązujesz. Ale to tylko pozory... Nie wszysto co się porusza, czuje tak jak my. Nawet jeżeli jest bardzo podobne do człowieka...
23:47:14 *Eliza -Tak. Tutaj takie rzeczy są chyba na porządku dziennym.
23:48:13 *Essy - Chciałam cię zapytać o Fyllipa i tego drugiego... Powiedz mi, co o nich wiesz.
23:48:44 *Andre 'Myślę że jesteś po prostu w ciąży'
23:49:14 *Eliza- Że są wampirami.-wzruszyła ramionami.
23:51:14 *Essy - Tyle to i ja wiem. Ale o czym mówili? Gdzie ich spotkałaś? Widziałaś, co potrafią? - liczyła, że Eliza się rozgada, a ona pomoże jej ewentualnie, zadajac pytania.
23:51:18 *Zuri nie wydawała się zaskoczona samym znaczeniem stwierdzenia, ale raczej jego bezpośredniości-Sauda też to sugerowała.-powiedziała- Wzięła krew do badania.
23:52:22 *Andre 'Bardzo dobrze. Choć nie wiem jak zamierza ją przebadać' - dodał. Zawrócił do łózka i przysiadł na brzegu. 'Jestem pijany. Nie mam kaptura.' - wymamrotał. 'A ty jesteś na mnie wściekła...'
23:53:30 *Kociak udreptał sobie sukienkę Elizy kręcąc się w koło. Dopiero potem wygodnie ułożył i lezał mrucząc.
23:53:58 *Zuri -Nie jestem.-powiedziała- Znaczy... nie chcę być. Nie mam o co.
23:54:09 *Wilk idzie po schodach w stronę pokoju Laili i tam idzie spać
23:55:49 *Amelia kiwnęła na pożegnanie chłopakowi, z którym najwyraźniej obgadała już co miała do obgadania. Skinął głową i wyszedł, rozluźniając się dopiero po przejściu przez portal do znanego mu brudnego świata.
23:56:55 *Andre 'Miałem go zabić.' - powiedział. 'Wtedy pewnie byś chciała być' - osunął się na plecy, lecąc na łóżko nieco ciężej niż zwykle.
23:58:13 *Aleks rozejrzał się za Mizu. Miał kilka pytań.
23:58:58 *Lilith - Tak w ogóle to co się stało z Essirą że jej tu nie ma? - zapytała Aleksa
00:00:26 *Aleks 'Pamiętam. Czekaj! przecież kazałem zabrać ze statku tę cholerną.... Kieł!' - wykrzyknął do Rozalii śledząc w pamięci dzień, w którym zabił wampira. Teraz jednak gromił już wzrokiem Lilith.
00:00:34 *Zuri położyła się tuż obok, również na plecach. -Nie chciałabym.-powiedziała tylko.
00:00:51 *Aleks 'Esirra nie żyje' - wyjaśnił krótko i nieco oschle.
00:01:35 *Rozalia -No to po imprezie, Harley nie odda-
00:01:48 *Andre 'No to i tak za późno. Trzeba było mówić jak leżał' - spojrzał na lisicę. 'I tak. To przez ciebie' - wskazał na siebie jedyną wolną ręką. Drugą miał wyciągniętą nad głowę. Ale on, on przez samego siebie'
00:02:21 *Lilith - Aha. Szkoda.
00:03:06 *Rozalia siedziała cicho, zauważyła, ze Aleks się zdenerwował na dźwięk imienia Essira.
00:05:44 *Rozalia była przekonana, że smierć tej dziewczyny nie była łatwa dla jej męża. Postanowiła nie drążyć tematu, jak będzie chciał, to sam powie. Tak jak wtedy z Anną Collins.
00:06:43 *Aleks pokiwał głową. 'Szkoda' - potwierdził. Zerknął w kominek. Sam kazał spalić tam kilim który Esirra wykonała. Żal mu bylo. To była wartościowa rzecz. Ale duchy trzeba odesłać a stare pogrzebać by robić miejsce na nowe.
00:09:08 *Ryuu widział jak Rozalia cieszy się jak dziecko na wieść o kawie, więc wyprzedził jej zamówienie i podał kawę i jej i Aleksowi. Czarną z kostką cukru.
00:12:34 *Rozalia -Dziekuję- powiedziała iw zięła go rąk kubek z gorącym napojem. Najpierw powąchała. Ładnie pachniał. Potem spróbowała. Dziwny smak. Przez chwilę zastanawiała się czy to jej smakuje czy nie.
00:15:04 *Eliza zamiast się rozgadać, została przytłoczona nadmiarem pytań. Lekko zaczerwienione oczy zaczerwieniły się bardziej.
00:15:40 *Aleks również był uradowany. 'Czytasz w myślach Ryuu' - uśmiechnął się. 'Cholera, to jest dobre. Żeby tylko nie truło...'
00:16:46 *Ryuu -Myślisz, że Mice dałbym coś co truje? Chociaż ona z pewnością by mnie otruła- zażartował.
00:17:25 *Rozalia - Jak bedzie truć, to za późno, już wypiliśmy i zginiemy marnie-
00:18:14 *Zuri pokiwała głową i przekręciła się na bok, wtulając w jego bok. Zapach alkoholu przeszkadzał, ale wciąż było pod nim czuć Andre.
00:18:28 *Essy zapał nieco zgasł. - Hej, przepraszam - zwróciła się do dziewczyny. - Powinnam wiedzieć, że spotkanie z wampirem to niezbyt wdzięczny temat do rozmów, jednak chcę ci pomóc.
00:22:28 *Rozalia -Aleks, ja powinnam wrócić do domu już. Bez czarnomagicznych umiejętności raczej sie Wam tu nie przydam, a za to przydam się synowi, który leży w łóżku ze zwichniętą nogą-
00:23:33 *Eliza pokiwała głową, wcinając owsiankę, by oddalić od siebie koniecznosc odpowiedzi
00:25:51 *Aleks 'Są tam Mark, Johan, Farika, Dew i Lif'
00:26:25 *Aleks 'Gorzej gdy my zaczekamy tutaj a ów znowu zechce z tobą igrać'
00:26:36 *Essy naiwnie myślała, że to będzie banalnie proste. Dzień dobry, parę pytań, dowiedzenie się wszystkiego, czego potrzebuje, dowidzenia... - Zastanów się dobrze - rzekła, odchylając się na krześle. Nie zamierzała jej popędzać. Przynajmniej na razie.
00:26:40 *Lilith wstaje - Dobrej nocy.- i idzie do spać do pokoju Laili
00:29:09 *Rozalia -Rozumiem, wolę by za mną nie poszedł, ale trochę się martwię o Emilio, nie wiń mnie za to.-
00:33:48 *Elizie nie podobała się postawa Essy. Jak tak sie będzie zachowywać, to nic jej nie powie. -No przecież mi nie opowiedzieli wszystkich swoich sekretów.
00:35:28 *Essy - Nawet nie wiem, czego szukać. Jak wyglądają. Z jakiego świata pochodzą. Powiedz, co ci przyjdzie do głowy.
00:37:42 *Aleks 'Nic nie rozumiesz Rozalia. Jesteś tu po to by za tobą poszedł. I ja zresztą również po to tu jestem. Po prostu ja muszę wiedzieć, kiedy pójdzie'
00:39:04 *Andre pogładził Zuri po głowie i uszach. 'Spokojnie. Teraz tylko rzucić za siebie to, co uważasz za złe. Jeśli faktycznie jesteś w ciąży, warto by te emocje nie udzieliły się dziecku. Ale... to również każe nam przyspieszyć działanie. Nie maszs pojęcia co w moim świecie oznacza panna z brzuchem'
00:40:46 *Rozalia -No tak, mam zwabić go do domu, a czy wszyscy są uświadomieni, że dopóki nie wejdzie do domu mają nie reagować?- zapytała. Oczywiście miała na myśli Essy, która swoim wyjściem na przód posypała plan w Muxii i nie dało się uniknąć masakry.
00:41:07 *Eliza -No, są dość wysocy. Jeden jest blondynem, a drugi brunetem.
00:41:42 *Aleks 'Cholera...' - również przyszła mu na myśl Essy. 'Cholera!'
00:42:06 *Aleks 'I właśnie o to chodzi. Tylko z okiełznanego ognia jest jakiś pożytek' - powtórzył sam po sobie.
00:42:31 *Essy - I blondyn nazywa się Fyllip? - chciała potwierdzić informacje uzbierane do tej pory. - A ten drugi?
00:44:05 *Rozalia -To nie ma co liczyć, że to się uda, chyba, że naprawdę ona przyrzeknie, że się nie ruszy i pozwoli na realizację planu.-
00:44:17 *Zuri- Skandal? Dziwka?- zgadywała.- Ofiara gwałtu?
00:45:28 *Eliza-Tak. A ten drugi Daniel.
00:47:37 *Essy - I... Wpadłaś w oko temu Danielowi? Czy tam, przypadałaś do gustu...?
00:50:03 *Rozalia - Ale to też bez sensu, bo nawet jeśli przyrzeknie to i tak zrobi swoje. Może po prostu zapytajmy wprost co chce zrobić, bo przecież widać, że usilnie szuka informacji-
00:50:59 *Rozalia -Bo się nawet z tym nie kryje. Pewnie teraz wypytuje te biedne wychudzone i wystraszone dziecko-
00:51:01 *Andre 'Tak. Ale o tym nie mówi się głośno. Nierząd to u nas ciężka przewina'
00:52:01 *Aleks zastanawiał się. Teraz dałby królestwo nie za lodowe potęgi Mizu, ale ogniowe sztuczki Ryuu. Tych zaś nie miał.
00:52:34 *Aleks 'Zmieniłem zdane. Musimy iść do domu i tam czekać. Jeśli Essy chce się bawić z Mizu, to tylko będziemy im przeszkadzać'
00:52:48 *Na to pytanie Eliza nie odpowiedziała, tylko znęcała się łyżką nad zimną już resztką owsianki.
00:53:02 *Aleks 'Pytanie tylko jak skłonić dziewczynkę by poszła z nami. Skoro wiemy, że to po nią przyszedł wampir'
00:55:01 *Rozalia -Udało mi się do niej dotrzeć, ale jest bardzo zamknięta. Na sugestie ochrony od razu wskazuje na Ryuu i Mikę. Zaprosiłam ją również do domu, jednak widać było, że jest niechętna, chociaż to też można zwalić na to, ze była lepka od tego napoju z innego świata-
00:55:41 *Zuri -Mają już kamienie dusz.-powiedziała z przymkniętymi oczami.- Dla nich może być choćby jutro.
00:56:59 *Andre 'Biorąc pod uwagę różnicę czasu, nie da rady do jutra. Ale da radę bardzo szybko. Matka mówiła. Wszystko czeka. Wraz z zaproszeniami. Dla nas minie 2 dni. Dla nich tydzień.
00:57:39 *Essy - Zabronili ci mówić, tak? - zastanowiła się. Jeżeli zaczarowali Elizę, to i tak jej nie potwierdzi.
01:00:09 *Andre 'Wiesz że w takim stanie nigdzie nie pójdę' - marudził. 'Jakby matka zobaczyła...'
01:01:58 *Zuri- Do tego czasu raczej nie przytyję.-usmiechnęła się.- Mimo że jem więcej.
01:03:20 *Andre 'Jedz na zdrowie. Miło widzieć że nareszcie jesz' - mówił cicho. 'Trochę mnie to przeraża'
01:04:26 *Zuri -Rozumiem. Gdyby mnie ojciec naćpaną zobaczył...
01:07:06 *Eliza -Nie będę zeznawać. -powiedziała tylko. Dopiła herbatę, odstawiła kotka na stół i wstała. Skierowała się razem z tacą na dół.
01:09:59 *Zuri -A ja to co?- spytała- Ja się ostatnio wszystkiego boję.
09:33:11 *Essy westchnęła mentalnie. Oto dlaczego nigdy nie będzie szpiegiem. Albo naprawdę została zahipnotyzowana. Musiała się jednak upewnić.
09:35:02 *Essy złapała dziewczynę za łokieć. - Czekaj - rzekła, patrząc na nią. - Wampir skrzywdził nie tylko ciebie, ale i małego chłopca oraz kobietę. Stanowi zagrożenie dla nas wszystkich, więc jeżeli wiesz coś istotnego, to lepiej powiedz. Może to zapobiec tragedii.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#943  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:15 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
14.12.2016
____________________________________________________________


18:54:29 *Eliza nie dając Essy dokończyć, nagle się obróciła i uderzyła kobietę w twarz tym, co trzymała w ręce, zadziwiająco mocno jak na jej wiek. Naczynia, które nie miały jak pozostać na tacy spadły na podłogę pod nogami Essy. Gdy tylko poczuła, że chwyt na łokciu się rozluźnia, rzuciła się do ucieczki, porzucając prowizoryczną broń.
18:54:39 *Eliza pobiegła do pierwszej osoby, która jej przyszła do głowy. Czyli na dół, do Ryuu.
19:01:53 *Essy nie spodziewała się tego, bo i jak. Taca zabrzmiała głośno, uderzając ją w głowę i jeszcze chwilę dzwoniło jej w uszach. - Hej! - zawołała za dziewczyną, zła i zaskoczona jednocześnie. Podniosła się, widząc jak ucieka, jednak sama nie ruszyła się, trzymając zagłowę. Czyli jednak hipnoza... Lepiej dla małej siksy, żeby to była hipnoza.
19:05:58 *Eliza zbiegła po schodach i mijając wszystkich podbiegła do Ryuu. Wręcz wbiegła w demon, przytulając się do niego. Była tak niska, że obejmowała go w pasie jak nie niżej.
19:10:55 *Farika - No, nie daj sie namawiać. Ja będe płynąć, chcę wiedzieć co spotkało moich rodziców.-
19:18:00 *Ryuu o mały włos nie rozlał kawy z dzbanka, którego miał w ręku, keidy Eliza przykleiła się do niego. Cicho zaklął, spojrzał w dół i ujrzał Elizę. -Co jest?- zapytał.
19:20:28 *Dew miał swoje plany. Odzyskanie honoru i szacunku rodziny, zdobycie bogactwa. Na tym się skupił i do tego dążył, ale teraz, gdy poznał ten inny świat zastanawiał się, czy po prostu nie rzucić wszystkiego w cholerę. Zacząć z czystą kartą.
19:20:34 *Dew nie był jednak typem, który będzie ryzykował za nic. Nie wiedział o sonarze. Ale też nie wiedział, co takiego grasuje na morzu, że nie można przez nie przepłynąć. Teraz przyglądał się kątęm oka Farice, rozważając, czy naprawdę warto.
19:21:57 *Eliza spojrzała na niego z dołu -Tamta kobieta...
19:22:06 *Farika - A płyniemy z Aleksem. Coś czuję, że tym razem uda się wrócić.-
19:22:27 *Dew - Powiedzmy, że to dość nieoczekiwana propozycja, będę się musiał zastanowić - odparł. - Kiedy dokładnie wyruszacie?
19:23:05 *Eliza -... zaatakowała mnie.-dokończyła, jak już udało jej się nie zapowietrzać.
19:30:24 *Eliza -Wypytywała o te wampiry i nawet nie dała spokojnie zjeść.
19:30:51 *Essy podeszła do lustra, by obejrzeć czoło. Pewnie w kilka minut pojawi się guz proporcjonalnej wielkości do tego jak bardzo przechlapane będzie mieć Eliza, jeżeli jednak nie jest zahipnotyzowana. Przyłożyła dłoń obok skroni i spróbowała ochłodzić bolące miejsce.
19:31:21 *Ryuu zamknął oczy dusząc w sobie złość. Odstawił dzbanek z kawą. -Mika ani kroku dalej- od razu powstrzymał Mikę i sięgnął po karton z sokiem i szklankę, nalał Elizie soku. -Co konkretnie zrobiła?- zapytał. jakoś nie chciało mu się wierzyć, że Essy była taka głupia by to zrobić. Podejrzewał,z ę Eliza panikuje.
19:34:23 *Eliza przyjęła szklankę, jednak zanim się napiła, odpowiedziała na pytanie. -No, przyniosła mi śniadanie. Wszystko normalnie i nagle zaczęła pytać o Fyllipa i Daniela... A jak wstałam, żeby odnieść na dół naczynia, to mnie złapała i kazała zostać.
19:38:39 *Ryuu -A to uparte stworzenie- powiedział. -A gdzie masz kota, nie obronił Cie?-
19:39:54 *Eliza- Spryskała go wodą. Ledwo świeci.-powiedziała, przypominając sobie, że go nie zabrała- Zostawiłam go tam...-obejrzała się na schody. Nie. Sama nie wróci.
19:53:31 *Wilk wychodzi z pokoju i schodzi po schodach w dół karczmy
20:11:01 *John wszedł do karczmy. Kapała z niego woda. Podszedł do lady i szukał wzrokiem kogoś za ladą
20:13:15 *Wilk podszedł do Johna i patrzy się na niego
20:35:24 *John nie zwracał uwagi na Wilk
20:37:17 *Wilk siada i wpatruje się w płomień który pali się w kominku
20:39:59 *Essy miała dylemat, czy zostać na górze i udawać, że jej nie ma, czy jednak zejść na dół i poprosić o lód. Zdecydowała się jednak pójść, z wysoko podniesiona głową.
20:43:05 *Essy już z daleka widziała Elize i Ryuu. Zazgrzytala zębami i podeszła. - Lody waniliowe. Z dużą łyżką.
20:44:49 *Lilith wychodzi z pokoju i schodzi po schodach
20:44:56 *Ryuu -To będziesz musiała go nakarmić czymś co sobie zapali- odpowiedział. Nie wiedział jak tu grzecznie powiedzieć, by się do niego nie kleiła.
20:46:48 *Wilk wlepił wzrok w Essy
20:47:19 *Eliza pokiwała głową, odsuwając się trochę od Ryuu, bo niewygodnie jej było trzymać sok i jednocześnie się do niego przytulać. Widząc, że Essy zeszła na dół nie obawiała się już powrotu do pokoju.
20:48:07 *Ryuu -Przy kominku są małe patyczki. Weź kilka i nakarm kota, bo Ci zgaśnie-
20:48:32 *Aleks 'A właśnie. Wszak mieliśmy sprowadzić specjalnego gościa dla Emilio'
20:48:47 *Aleks 'Daj mi moment' - powiedział całując Rozalię w policzek i odstawiając kawę.
20:49:05 *Eliza pokiwała głową i za radą Ryuu poszła do paleniska poszukać tych patyczków. Wzięła kilka i skierowała się na schody.
20:49:45 *Ryuu dopiero teraz spojrzał na Essy. -Politykiem to Ty nie zostaniesz- skomentował spłoszenie dziewczynki.
20:52:29 *Aleks 'Essy? Łap swojego demona i chodź. Spieprzyłaś to spieprzyłaś ale ja nie mam na to czasu. Poza tym i tak musimy porozmawiać'
20:54:15 *Mizu stał na uboczu, wciąż nie dowierzając, że naprawde spotkał prawdziwego Ryuu. Zastanawiał się, czy on czasem za mocno w łeb od kogoś nie dostał.
20:56:27 *Aleks 'Lodowy kolega też się może czuć zaproszony. Zobaczymy na ile jesteś przydatny.'
20:57:55 *Eliza poszła na górę i rozejrzała się za kociakiem. Wydawało jej się, że zostawiła go na stole, więc tam zaczęła poszukiwania.
20:59:33 *Mizu niechętnie, ale podszedł do Aleksa. Nie zwykł słuchać się ludzi.
21:02:10 *Kociak leżał zwinięty w kłębek. Najwyraźniej odpoczywał, polanie woda tak małego płomyczka mogło skończyć się jego całkowitym zagaszeniem.
21:04:15 *Mizu - Ależ wy się potrzebujecie ugadać. - skomentował całe opracowanie planu. Dla niego najprostszym rozwiązaniem, byłoby wyjście naprzeciw wampirowi i jak najszybciej go ubić.
21:05:28 *Rozalia - To ja poprosze jeszcze jedną kawę, posmakowała mi- powiedziała z uśmiechem.
21:05:44 *Ryuu uzupełnił jej kawę.
21:09:14 *Lilith podchodzi do baru - Witajcie!
21:10:48 *Ryuu skinął głową na przywitanie.
21:11:16 *Wilk podszedł do Lilith i siadł koło niej
21:11:28 *Eliza zostawiła patyszki na szafce nocnej, po czym wzięła kotka na ręce i usiadła z nim na łóżku.
21:14:19 *Eliza- Mam coś dla ciebie.-powiedziała do zwierzaczka
21:14:38 *Zuri -Jutro będziesz potrzebował herbaty z rumem?-spytała nagle.
21:15:13 *Kociak czując Elize zaczął mruczeć. Potem leniwie się przeciągnął i ziewnął. Wpatrywał się w Elizę, jakby rozumiał co ona mówi.
21:17:11 *Andre zaskoczyło to pytanie. 'Pewnie tak' - mruknał. Faktycznie, pierwsza alkoholowa euforia mijała, pozostawiając po sobie, na razie jeszcze słaby, ból głowy i dreszcze.
21:18:18 *Eliza sięgnęła jeden patyk i podstawiła mu.-Masz, zajadaj.
21:18:51 *Aleks 'Mizu, jak widzieliśmy, Essy dyplomatą nie zostanie. A ja nie mam czasu na jej nieskuteczność. Jeśli chcesz tych informacji, to idziemy na górę'
21:19:09 *Zuri -Mój ty biedaku.-powiedziała nieco ironicznie, z lekko uniesionymi kącikami ust, podnosząc jedną brew.
21:21:21 *Andre 'Jasne. Śmiej się ze mnie' - powiedział, ale uśmiechnął się, otwierając oczy.
21:22:35 *Kociak najpierw powąchał patyczek patrząc na niego jak na wroga. Potem pacnął parę razy łapą. Prychnął. Sapnął i wskoczył na patyczek. Poznał materiał. Zeskoczył i otarł się o patyk. Potem zapalił go i ten ogień, który był na patyczku łączył się z kociakiem, dając mu nowy blask.
21:22:43 *Lilith - Możesz mi podać dwie porcje ugotowanego mięsa ? - mówi do Ryuu
21:23:30 *Zuri -Przepraszam.- spuściła uszy, co mógł wyczuć dłońmi. Jednak jak zobaczyła uśmiech zdałą sobie sprawę, że i ta odpowiedź była żartobliwa.
21:24:28 *Ryuu - Nie umiem gotować, mogę jedynie je przypiec-
21:25:11 *Eliza trochę się przestraszyła, czy to na pewno bezpieczne, ale nic jej nie oparzyło, więc wygląda na to, że było w porządku. Podała mu następny i jeszcze następny. Czynność powtarzała, aż nie stał się tak jasny jak wcześniej.
21:25:52 *Lilith - Możesz ale niech nie będą surowe
21:28:09 *Mizu - Plan jest prosty, pójść po wampira i ubić, tyle-
21:35:39 *Essy nie odpowiedziała i czekała na lody. Musiała schłodzić czoło, nie zamierzała latać cały dzień ze śliwą.
21:35:52 *Essy po prostu czuła się źle z tą całą sytuacją, choć nie chciała tego dać po sobie poznać.
21:39:08 *Amelia wyjęła z przyniesionej przez chłopaka torby białą puszkę z logo MountainDew. Upewniła się, ż to oryginalna etykietka i otworzyła puszkę. Akurat to rozwiązanie było na tyle dobre, że mimo wielu prób, nie udało się go nigdy zastąpić.
21:40:02 *Lilith patrzy się na Ryuu
21:40:30 *Aleks 'Wasz plan. Ja mam lepszy. Dorwać tego wampira który zagroził mojej żonie. A, żeby to zrobić, muszę mieć pewność że nikt mi tego nie spieprzy' - tu zerknął wymownie na Essy.
21:40:44 *Aleks 'Nie mam ambicji ubijania wszystkiego, co nadaje się do ubicia'
21:41:49 *Essy - Długo mam czekać na te lody?! - krzyknęła prawie, by zagłuszyć myśli. Słowa Aleksa bolały.
21:42:52 *Lilith słuchając Aleksa wpadła na pomysł - Wiesz co. Znam osobę która ucieszy się z wampira
21:43:10 *Zuri -Rozumiem, że jednak nigdzie nie idziesz i mam cię dla siebie?
21:44:08 *Aleks 'Cała przyjemność po mojej stronie, ale by komuś wampira podarować, najpierw trzeba go złapać. To ktoś z karczmy?'
21:45:34 *Andre 'Tak. Masz mnie' - uśmiechnął się. 'Nie będę nam robił wstydu i snuł się pijany po mieście. Z tego i tak zwykle są kłopoty.'
21:46:51 *Lilith wyciąga z kieszeni brązowy kamyk po czym go rzuca w podłogę po czym on znika - Zaraz się przekonasz
21:46:56 *Aleks ponownie złapał herbatę z rumem. ' No nic, jakoś sobie poradzę' - powiedział oglądając się na schody, nim ruszył śladem Elizy.
21:47:28 *Obejrzał się na Lilith 'Zaraz tutaj będę. Ktokolwiek tu jest, może zaczekać przy drinku. To nie potrwa długo'
21:48:52 *Ryuu -Zaraz.- mruknął i poszeł do kuchni. Najpierw upiekł mięso dla Lilith, potem wygrzebał coś co przypominało lody, ale waniliowe nie były, tylko czekoladowe. Wrócił mieso podał Lilith a lody dla Essy
21:49:30 *Zuri -To dobrze.-mruknęła i podciągnęła się wyżej, opierając głowę na jego piersi i delektując się jego zapachem.-Wiesz, chyba znalazłam coś jeszcze, od czego jestem uzależniona.
21:49:45 *Lilith z uśmiechem na twarzy bierze jeden z dwóch kawałków mięsa i daje Wilkowi po czym jeden sama zjada -Dzięki
21:50:01 *Wilk zaczyna wcinać swój kawałek mięsa
21:50:17 *Eliza siedziała w swoim zamkniętym pokoju. Trudno powiedzieć, który był jej, choć ktoś w miarę bystry mógł się domyślić, że gdzieś niedaleko pokoju Miki.
21:50:56 *Mizu -Ja słyszałem, ze chcesz ubić wampira a nie grzecznie upomnieć- pwoeidział za oddalającym się Aleksem
21:50:57 *Essy zdawała się nie zauważyć postawionego przed nią deseru. Dopiero po chwili wyjęła schłodzoną łyzkę, wytarła w chusteczkę i przyłożyła do czoła, wciąż wgapiona w blat.
21:51:06 *Eliza sięgnęła książkę, by wreszcie przeczytać do końca ten rozdział. Męczyła go dłużej niż chciała.
21:53:35 *Kociak nabrał sił i do rozrabiania. Wdrapał się na Elizę i wskoczył na książkę na zasadzie, skoro zwraca uwagę na ten przedmiot, to bede na nim siedział.
21:53:47 *John - To samo - powiedział do Ryuu pokazując palcem na lody Essy
21:54:32 *Ryuu wraszcie odetchnął z ulgą. John sprecyzował zamówienie. Demon poszedł po to samo co miała Essy. W smakach nie było co przebierać, były same czekoladowe. Podał Johnowi
21:55:02 *Kociak po patyczkach zrobił się zachłanny. Chciał podpalić kartki papieru, by móc się pożywić.
21:57:00 *Essy niechętnie spojrzała na Johna, potem rozejrzała się po reszcie gości.
21:57:07 *Eliza- Hej!-zawołała, zrzucając kota z książki na łóżko- Już jadłeś.
21:57:28 *Farika - Aleks obiecał pobyć trochę z synem, więc pewnie jak sam zadecyduje.-
21:59:16 *Mizu podszedł do Essy i przyłożył jej dłoń do czoła. Doń była bardzo, bardzo zimna.
22:00:09 *Kociak odskoczył do tyłu. Zrozumiał. Drewno wolno, papieru nie wolno.
22:00:54 *Aleks odwrócił się do Mizu nim zniknął. 'Ubić, negocjować, uwięzić, to na jedno wyjdzie. Upewnic się że nie wroci. To mój cel'
22:01:47 *Dew - Chętnie pomogę ci w przygotowaniach - rzekł w końcu. Przy okazji będzie się mógł przyjrzeć bliżej całej sprawie.
22:02:47 *Aleks wszedł na górę po schodach. Rozejrzał się. I on liczył pokoje, nim zapukał do tego, o którym był przekonany, że należy do Elizt.
22:03:00 *Eliza- Dziękuję.-uśmiechnęła się do kotka.
22:03:44 *Eliza spojrzała w kierunku drzwi. Kto tym razem?- Proszę.
22:03:49 *Jacques siedział, jak zwykle, niedaleko Salvadore. Spoglądał na gości z wielkim wyrzutem. Nikt nie przekazal jego prośby.
22:04:05 *Aleks 'Król piratów' - odpowiedział naciskając klamkę.
22:04:19 *Farika - Sprawa jest prosta. Teraz dokańczają robić 3 statki na zamówienie Aleksa. Bo tu statków nie robi się na zapas nigdy. - odpowiedziała.
22:05:12 *Essy wzdrygnęła się, czując zimno. - Sama jeszcze nie potrafię - powiedziała zrezygnowana. - Powinieneś iść z Aleksem, może wam uda się czegoś dowiedzieć od Elizy.
22:05:14 *Farika - Żaden statek jeszcze nie wrócił, każdy znika za horyzontem i nic. Nie wracają gołębie pocztowe, nikt nie daje znaku życia-
22:05:44 *Mizu -Nie lubię ludzi, pewnie by tak samo uciekła przede mną, co i przed Tobą-
22:06:29 *Essy - Jestem prawie pewna, że ją zahipnotyzowali i zakazali mówić o sobie - odparła na to.
22:07:17 *Eliza -Słucham?-spytała zaskoczona.
22:07:53 *Mizu - No to jak chcesz cokolwiek wyciągnać od osoby co ma zakazane?-
22:08:24 *Aleks rozejrzał się. 'Twój kot?' -zapytał. 'Ciekawy. Nie oparzy?'
22:09:31 *Kot spojrzał na nową osobę. Zafuczał na zapas. Był nastawiony bardziej bojowo, bo ostatnio mu się dostało za niewinność.
22:10:49 *Dew - Nie brzmi to zbyt zachęcająco. Co to może być? Skoro tylu próbowało, to muszą być jakieś podejrzenia. Magia? Wiry?
22:11:36 *Farika - Wiry byłoby jak widać, i pewnie ktoś by się uratował. Możliwe, że to coś magicznego. - odpowiedziała.
22:11:48 *John powoli zaczął jeść lody
22:11:52 *Farika -Tylu próbowało, bo szlachta płaci krocie za mapy-
22:12:18 *Essy - Sprytem - powiedziała i odepchnęła jego rękę. - Wystarczy, bo mi skórę przymrozisz - obejrzała się na bar i wzięła sobie jedną szklankę. - Choć, posłuchamy o czym gadają.
22:13:05 *Eliza- Mój.-uśmiechnęła się, głaszcząc kotka -Nie parzy.
22:13:06 *Rozalia piła kawę, delektując się jej smakiem. Nie zwracając uwagi na całe otoczenie.
22:13:41 *Kot zdzięczył się gdo reki dziewczynki. Totalnie zmienił nastawienie i teraz mruczał ocierając się o rękę.
22:13:57 *Aleks 'Swojego czasu bawiłaś się tutaj z chłopcem, mniej więcej w twoim wieku. Emilio. Kojarzysz go?'
22:14:26 *Essy poszła na górę i odnalazła pokój Elizy. Użyła starej jak świat sztuczki ze szklanką przy drzwiach.
22:14:47 *Mizu -Serio? Naprawdę chcesz ich podsłuchiwać?- zapytał zdziwiony. Postanowił jednak jej pilnowac, by nie pogłębiła swoich tarapatów.
22:17:47 *Dew - Możemy pójść do portu, zobaczyć jak idą prace. Jestem ciekawy tego morza i miasta - i innych kobiet, dopowiedział sobie w myślach.
22:18:32 *Essy beztrosko wzruszyła ramionami jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
22:18:40 *Farika - Dobrze - zgodziła się.
22:18:43 *John - Ciekawe -
22:19:04 *Ryuu -Co? Ciekawe?- zapytał Johna.
22:19:45 *Farika -LIF! Pobaw się z siostrą, a ja pójdę z Dewem do portu- poinformowała smoczycę
22:19:53 *Eliza- Tak.-kiwnęła głową. Nie przepadała za chłopcem, choć nie wiedziała dlaczego.
22:20:43 *Lif kiwnęła głową {Zajmiemy się sobą. Gdzie i kiedy się spotykamy?}
22:20:53 *John - Hę? Nie mówiłem do Ciebie - odpowiedział ryuu
22:21:08 *Ryuu -A do kogo?-
22:21:31 *Farika -Powinnam wyrobić się do wieczora, wrócę do leśniczówki-





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#944  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:16 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
22:21:44 *Aleks 'Emilio miał wypadek, na szczęście niegroźny. Acz przykry. Siedzi na łóżku i nie może z niego wstać. Pomyślałem że odwiedziny innego dziecka, kogoś kogo zna, sprawią mu przyjemność i pomogą mu to znieść'
22:22:26 *Essy zerknęła na Mizu. Zastanawiała się, czy słyszy rozmowę.
22:23:34 *Eliza- Raczej nie mogę przyjść.-odpowiedziała, odkładając książkę.
22:24:12 *Mizu stał za Essy. Nie byłby sobą, jakby jej trochę nie poprzeszkadzał. Przejechał palcem po jej ramieniu tak od niechcenia. Essy poczuła znów energię w sobie. Teraz cieżej jej będzie skoncentrować sie na podsłuchiwaniu. Nie mówił nic. Tylko perfidnie sie uśmiechał.
22:24:16 *Dew był zadowolony, że nie będą łazić wszędzie ze smokiem. Zresztą domyślał się, że nawet tutaj widok takiego stwora w mieście mógł wzbudzić sensację. Wstał.
22:25:14 *Farika -Zaraz wracam. Muszę się przebrać tylko- powiedziała i wstała od ogniska. Zaczęła się wspinać spowrotem do lesniczówki. Tam zawsze miała przygotowane jakieś coś na zmianę.
22:26:39 *Ryuu -Jak nie do mnie, to mówiłeś albo do Miki albo Rozalii. Obie zajęte, wiec raczej nie powinny być ciekawe dla Ciebie-
22:26:46 *Essy zacisnęła mocniej usta, by się nie uśmiechnąć i przekręciła oczami. Zmarszczyła brwi, próbując wyłapać słowa dziewczynki, trudniejsze do usłyszenia.
22:27:32 *Mizu bawił się w najlepsze. Teraz palcem jeździł po jej plecach pisząc 'HA HA HA HA'
22:28:02 *John - Mówiłem, nie do Ciebie -
22:28:30 *Lilith - Można miskę z wodą i kubek z herbatą
22:28:36 *Aleks 'Rozumiem że Filip był niepocieszony? A właśnie, gdzie go znajdę?'
22:29:26 *Ryuu w tym momencie uznał, ze nie warto. Zajął się zamówieniem Lilith i podał to o co prosiła.
22:29:51 *Essy wolną rękę dała za placy i złapała Mizu za nadgarstek. Aleks zadał ważne pytanie.
22:30:19 *Eliza -Nie wiem. Daniel też go nie może znaleźć.-zmarszczyła brwi.-Czemu wszyscy o niego pytają?
22:32:13 *Farika szybko zmieniła ciuchy. Niestety zaś miała na sobie skórzany uniform zamiast luźnej koszuli, jednak leśniczówka była nocegownią podczas treningów, a nie domem. Zeszła czym prędzej. -Mozemy isć- powiedziała.
22:32:40 *Dew patrzył jak dziewczyna wspina się sprawnie na górę. Cóż, sam musiał poczekać na dole. Spojrzał na smoki. - Lif, rozumiem, że będziesz płynąć z Fariką?
22:33:31 *Lif {Oczywiście.}
22:33:56 *Hyve {Ja też popłynę.}
22:35:56 *Aleks 'Pewnie dlatego, że zniknął' - uśmiechnął się. '
22:35:57 *Dew zerknął na Farikę. Podobała mu się w tym stroju. - Mam nadzieję, że nie będę się za bardzo wyróżniać - spojrzał na swój dość znoszony płaszcz. Słowa Hyve zaskoczyły go. - Tak? No cóż, w razie czego przyda się smok ratunkowy - zażartował.
22:36:13 *Aleks 'Jak go zobaczysz, to daj mi znać. Lub powiedz mu że chcę z nim porozmawiać'
22:37:12 *John odsunął od siebie pustą miskę i oblizał się po twarzy
22:37:12 *Aleks skierował się w stronę drzwi. 'Jestem przekonany, że chętnie mnie odwiedzi.'
22:37:51 *Essy odsunęła się do drzwi i wlazła do pokoju obok, ciągnąc za sobą Mizu. Szybko i możliwie jak najciszej.
22:38:04 *Eliza -Nie sądzę. To wampir, podobno jakiś ważny. Raczej nie interesuje się ludźmi.
22:39:23 *Aleks 'A i nie ludzi zamierzam mu proponować' - roześmiał się. 'Po prostu mu przekaż. Sam zdecyduje'
22:40:15 *Aleks 'Było, nie było, też jestem ważny' - puścił oko do dziewczynki. 'Mogę na ciebie liczyć?'
22:40:59 *Mizu -Ludzkie zabawy- skomentował całe zamieszanie. -I coś ciekawego się wywiedziałaś?-
22:42:26 *Essy - Niewiele. Jeden z wampirów się ukrywa przed drugim, nie wiadomo czemu.
22:43:07 *Eliza- Ale ja się go boję.-powiedziała, garbiąc się lekko. Trudno było się nie bać tego zimnego jak lód mężczyzny.- Poza tym nie sądzę, by się więcej pojawiał. Nie ma tu nic do robienia.
22:44:20 *Essy - Czemu nie wychodzi? - mruknęła cicho.
22:45:26 *Mizu - Może się rozmyślił?-
22:45:27 *Mizu - A co Ci tak zalezy na tym wampirze? Z tego co zauważyłem, to ten cały Aleks ma prywatę do niego, nie Ty.-
22:46:08 *Mizu -Miotasz się jak ryba bez wody, koniecznie chcąc coś udowodnić. Ale co?-
22:46:25 *Essy - Chcę pomóc... Przyjacielowi.
22:46:32 *Lilith pije herbatę i daje miskę Wilkowi
22:49:35 *Mizu -To się opanuj i na spokojnie przeanalizuj wszystko. - powiedział i się zamyślił. -Zestresowany kucharz nigdy nie poda dobrej potrawy. Tak samo jak człowiek w gorącej wodzie kąpany. Zawsze narazi się na poparzenie-
22:52:26 *Essy - To też próbuję się jak najwięcej dowiedzieć, a nie od razu pchać na te wampiry, tak? - rzekła lekko podirytowana. Pominęła jednak fakt, że po prostu nie wie, gdzie ich szukać.
22:53:48 *Mizu -I chcesz dać się zabić zamiast tamtego.- zauważył.
22:55:43 *Essy - Słucham? - zapytała, by zyskać więcej czasu. Spojrzała na Mizu zaskoczona.
22:56:56 *Mizu -Nie dasz rady w pojedynkę zabić wampira. Jeszcze nie teraz. Dobrze o tym wiesz. A jednocześnie usielnie chcesz dorwać go przed wszystkimi.-
22:57:51 *Mizu -Co Ci to da? Komu i co chcesz udowodnić?-
23:01:31 *Essy zdała sobie sprawę, że demon ma rację. Do tego dążyła, choć może nie całkiem świadomie. Powód jednak znała. - Już raz wampir zabił kogoś mi bliskiego. Nie chcę, by to się powtórzyło - odpowiedziała.
23:01:34 *Mizu -Przede mną popisywac się nie musisz, doskonale znam Twój poziom i sprawię, ze będzie wyższy, ale musze mieć okazję. Martwej niczego nie nauczę-
23:03:03 *Mizu -To zdaj się na tych co go usiekną, zanim zabije Ciebie i tego bliskiego-
23:06:43 *Essy - Wezmę to za obietnicę. Jak ci się nie uda temu zapobiec, to nici z nauki - zażartowała. Cóż, jak będzie martwa, to nawet gdyby chciała, nic z tego nie będzie. A jak Aleks zginie... Nawet nie chciała o tym myśleć. Bała się o niego. Czemu to musi być cholerny wampir?
23:08:33 *Mizu - Nie popieram głupoty w działaniu, jak pójdziesz pierwsza, to na pewno nawet palcem nie ruszę, to Ci mogę obiecać-
23:11:06 *Zuri zaczęła cicho nucić spokojną melodię, brzmiącą jak kołysanka. Może w istocie tym właśnie było.
23:13:46 *Farika - O to super, że płyniesz. Macie trochę do nadrobienia- odezwała się do smoczyc.
23:14:17 *Farika -To chodźmy- odpwowiedziała - Port jest w tamtą stronę- wskazała kierunek.
23:14:41 *Hyve {No tak. Chcę sprawdzić jak jest wśród ludzi.}
23:16:12 *Hyve wydawała się zawstydzona tym faktem, jakby ta ciekawość była czymś złym lub co najmniej nieodpowiednim.
23:16:55 *Dew - Nie najgorzej - odparł Hyve. - Choć nie wiem jak to będzie z punktu widzenia smoka - zaśmiał się i ruszył w stronę wskazaną przez kobietę i szedł teraz obok Fariki, pozwalając jej kierować.
23:18:15 *Ognisty kociak opanował już emocje względem Aleksa. Zeskoczył z kolan Elizy i podbiegł do meżczyzny. Wdrapał sie na jego spodnie. Był malutki. Wielkości pięści małego dziecka. Eliza mówiła prawdę, nie parzył, za to był cholernie ciekawski.
23:38:29 Narracja: Miasteczko tętniało życiem. Ludzie wędrowali ulicami, słychać było szmery rozmów. Kolorowe i mniej kolorowe stroje migały przed oczami.
23:38:37 *Dew przyglądał się innym ciekawie. Z początku wszystko wydawało się w miarę normalne. Widywał i u siebie podobne miejsca w mniej rozwiniętych częściach kraju, jednak była jedna rzeczy, których trudno było nie zauważyć. Kobieta machająca młotem przy stole kowalskim.
23:38:48 *Kobiety dźwigające skrzynki przez port. Pracujące w doku. Noszące spodnie. Z broniami przy pasie. W stroju strażniczek...
23:39:07 *Były w różnym wieku, choć między nimi było jedno, zasadnicze podobieństwo. Wszystkie były w jakiś sposób piękne i to nie przysłowiowa piękność. Naprawdę, były ładne. Lśniące, jasne włosy, gładka cera, kusząca sylwetka.
23:41:53 *Laila wchodzi do karczmy prze różowe drzwi - To gdzie ten wampir?
23:42:22 *Dew - Niech mnie ktoś uszczepnie... - rzekł w zdumieniu. Prawie potknął się o zwiniętą linę, widząc przechodzącą obok piękność w obścisłych spodenkach i zawiązanej nad pępkiem bluzeczce.
23:42:30 *uszczypnie
23:42:32 *Lilith patrzy na Laile - Cześć. Aleksa się zapytaj. - zaśmiała się
23:42:55 *Wilk podszedł do Laili
23:44:40 *Farika zgodnie z prośbą uszczypała Dewa w ramię.
23:45:29 *Laila do Ryuu - Nalej mi spirytusu.- po czym siadła koło Lilith - Jesteś pewna że tu będzie i tak po prostu cały dla nas? - powiedziała do niej
23:46:04 *Dewitt wzdrygnął się zaskoczony, ale po chwili roześmiał się. - Dziękuję - rzekł i pokręcił w zdumieniu głową. - Podoba mi się tutaj.
23:47:27 *Ryuu nalał spirytusu. Nie chciało mu się dziś dokuczać Laili.
23:47:58 *Farika -Domyślam się, tu jest inaczej niż u Was.-
23:48:48 *Dew - Oj, tak.
23:50:11 *Farika -Bo tutaj każdy wybiera sobie zawód sam. Co chce zrobić i jak chce to robić . -dodała.
23:51:22 *Lilith - Tak ale nie do końca.- mówi do Laili po czym odwraca się do Ryuu - dolejesz mi herbaty?
23:51:49 *Aleks zatrzymał się. 'Cholera, kiepsko. Sądzisz że ktoś zasugerował mu że się boisz?
23:52:03 *Aleks 'Może dlatego go nie ma? Nie chce cię straszyć?'
23:53:10 *Ryuu podgrzał w dzbanku herbate i nalał Lilith.
23:53:53 *Kociak wspinał się po plecach Aleksa. Dostał się na ramię, teraz z góry obraserwował pokój i Elizę.
23:54:00 *Eliza- Czy ja wiem? Widział, że się boję.-powiedziała, uciekając wzrokiem do okna.- I chyba go to cieszyło.
23:55:21 *Aleks 'Mógł trafić na kogoś, kogo to cieszyło mniej' - zasugerował. Dziewczynka była mała, ale rozmawiała nad wyraz rozsądnie.
23:56:53 *Aleks pogłasłał kociaka na tyle na ile sięgnął.
23:57:39 *Kociak wskoczył mu na dłoń. Na męskiej dłoni wydawał sie jeszcze mniejszy. Zachowywał się jak zwykły mały psocący kot
23:58:50 *Farika -Zdaje się, że u Was kobiety mają mocno ograniczony wachlarz zawodów-
23:59:00 *Eliza- A niby na kogo? W tamtym świecie znają mnie tylko oni.
23:59:49 *Andre wyciągnął się na łóżku. 'Co to za melodia?' - zapytał. Czuł że trzeźwieje ale nie chciało mu się podnosić by określić w jakim stopniu.
00:00:30 *Aleks 'Nie pochodzisz z ich świata? Sądziłem że należysz do nich. Wiesz, jeśli się ich boisz, da się coś na to poradzić'
00:01:18 *Dew - Tak, z pewnością to się rzuca w oczy - otrząsnął się już całkiem z pierwszego szoku i teraz na nowo skupił na Farice i na tym, co tutaj robią. - Mają mniej wyborów i mniej obowiązków - odpowiedział.
00:01:52 *Laila pije - Nie do końca? Jaki haczyk?
00:02:14 *Essy znów niecierpliwie wyjrzała przez drzwi. - Cholera... Pewnie jak podejdę, to zaraz wyjdzie. Ch.uj z tym - znów zbliżyła się do drzwi.
00:02:17 *Farika - Rozumiem, chociaż jak widać tutaj kobiety lubią więcej obowiązków.-
00:02:26 *Lilith pije - Dzięki- i mówi do Laili - Aleks chce go od razu zabić
00:02:52 *Dew - I wychodzi im to na zdrowie...
00:03:21 *Zuri z zaskoczeniem stwierdziła, że faktycznie coś nuciła. Wsłuchała się chwilę w melodię, która chodziła jej po głowie, próbując sobie przypomnieć, skąd ją zna. -Kołysanka.-przypomniała sobie.
00:06:15 *Eliza zmarszczyła nos.-Oni też myśleli, że do nich należę.-mruknęła.
00:08:04 *Essy była zła, że straciła część rozmowy, bo teraz nie wiedziała, o czym dziewczynka mówi.
00:10:02 *Laila - Serio? On ma duszę czy jest soulless ?
00:11:24 *Lilith - Nie pytałam się. W sumie to dobry pomysł. Ale jedną to trochę słabo. Jak biała to może na chwilę. Ale jak będzie Nienawiść to ja biorę
00:11:27 *Aleks 'Nie miej pretensji, mówię po tym co widzę. Jeśli się pomyliłem to przepraszam, i oferuję pomoc'
00:11:41 *Aleks 'Prawda co mówią, że wampir nie wejdzie niezaproszony do domu?'
00:11:51 *Wilk legł koło Lilith
00:13:27 *Laila - Dobrze. Ale resztę ja biorę. Tak po za tym to co się działo po imprezie?
00:13:57 *Eliza -A co za problem? -spojrzała zdziwiona na Aleksa -Dlaczego miałby potrzebować zaproszenia?
00:14:05 *Lilith - Nie wiem. Poszłam w tedy co ty. A coś się miało dziać ?
00:14:48 *Eliza- Tu ich nikt nie zapraszał. Wtedy jak po mnie przyszli do waszego domu też nie.
00:14:56 *Eliza -A co za problem? -spojrzała zdziwiona na Aleksa -Dlaczego miałby potrzebować zaproszenia?
00:15:25 *Eliza- Tu ich nikt nie zapraszał. Wtedy jak po mnie przyszli do waszego domu też nie.
00:16:25 *Aleks 'Trudno mi to stwierdzić, zwykle gdy z kimś chcę porozmawiać, zapraszam go.' - uśmiechnął się. 'Do karczmy nikt nie potrzebuje zaproszenia. To miejsce dla wszystkich. Jak to w ogóle się stało, że wszyscy uważają że do nich należysz? To dość nietypowe'
00:18:09 *Eliza- A kto powiedział, że należę do nich?
00:21:22 *Aleks 'Nikt. Takie można było odnieść wrażenie. Samotna dziewczynka, mieszkająca w karczmie, odwiedzana tylko przez wampiry...'
00:21:55 *Aleks 'A widziałem jak tutejsze kobiety panikują by pomóc ci na siłę nawet w jedzeniu kanapki'
00:23:10 *Aleks 'Goście plotkują i trudno im się dziwić'
00:24:29 *Meggy weszła do karczmy rozglądając się. Z opuszczoną głową przeszła obok baru kierując się do schodów.
00:25:47 *Andre roześmiał się. 'Chyba naprawdę jesteś w ciąży. Więc gdy dojdę do siebie będziemy musieli ponownie udać się do Paryża. Sądzę że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. W sam raz poleci się rozesłać zaproszenia i udekorować ogród, nim spędzone tutaj dwa dni dadzą im tydzień.'
00:25:52 *Mika dogoniła Meggy. -Cześć- zagadała. Zastanawiała się jak dziewczyna na nią zareaguje.
00:28:16 *Meggy skuliła się w sobie. 'Dzień dobry' - przywitała się. 'Przepraszam że zniknęłam' - spuściła głowę jeszcze niżej.
00:29:22 *Mika - Nie szkodzi, dałam sobie radę. Diego śpi.- odpowiedziała. -Chodź napić się herbaty-
00:30:06 *Laila - Mieli przywieść wino bo brakło. Ale skoro cię nie było to inni wypili.
00:30:24 *Meggy skinęła głową, idąc za Miką. 'Byłam w Nowym Jorku w szpitalu, a potem...' - zaczęła ale nie dokończyła.
00:31:07 *Mika -Tak, pamiętam, Diego narozrabiał- sięgnęła za bar za dzbanek z herbatą i szklankę, by nalać dziewczynie.
00:31:21 *Mika -Nie wiedziałam, ze tak umie, na mnie nie działało-





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#945  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:17 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
00:32:42 *Eliza-Nie ma o czym plotkowac.- mruknęła, podciągając kolana pod brodę.- To tylko głupia sierota, która uciekła przed eksterminacją.
00:33:16 *Meggy usiadła. 'Potem sama poszłam. Przepraszam. Po prostu... nigdy nie widziałam tylu rzeczy na raz! To było jak czary!'
00:34:01 *John - Jest coś dobrego? - zapytał Ryuu
00:35:06 *Aleks pokiwał głową. 'Znowu. Niech to szlag!' - pomyślał, choć milczał. 'Nie. Niech sobie radzi! Gówno mnie to obchodzi! Kolejna bida' - w głowie kołatały mu się same przekleństwa. 'Więc czemu tak się upierasz by tu zostać? Choć z nami. Nie będziesz sama ani bezbronna'
00:35:08 *Mika -Rozumiem, inne światy kuszą. Dobrze, że byłaś w miare bezpiecznym miejscu-
00:36:00 *Aleks 'Rodziny ci nie obiecam. Ale pracę i poczucie że jesteś coś warta, to mogę zoaferować. O ile chcesz'
00:36:51 *Zuri -Ale melodia ładna. Mamie śpiewałam. -uśmiechnęła się smutno.- A jeśli chodzi o ślub, to tak chyba będzie najlepiej. Macie jakieś zwyczaje w związku ze ślubem, o których powinnam wiedziec?
00:37:24 *Ryuu poszeł do kuchni po lody. ostatnio Johowi smakowały. Podał mu pudełko z lodami z wbitą łyżką w środku.
00:37:35 *Andre przysiadł. Poczuł jak mocno zakręciło mu się w głowie. 'Całą masę!' - podniecił się wyobrażeniem wesela. 'I ślub, i wesele. Nawet są książki jak się zachować!'
00:38:04 *Meggy 'A ty widziałaś Nowy Jork?'
00:38:22 *Meggy 'Ich budynki świecą i pokazują się na nich rózne ważne komunikaty'
00:38:51 *Lilith - Aha. Ciekawe. Tak w ogóle to gdzie Neko?
00:39:03 *Essy słuchała tego z niemałym zaskoczeniem. Ktoby przypuszczał, że Aleks potrafi być tak troskliwy dla nieznajomych? Na jej ustach pojawił się mały uśmiech.
00:39:43 *Laila - Chodzi sobie po zamku. Tam na pewno nie spotka wampira
00:40:20 *Mika -Tak, byłam, choć na chwilę. Raz podczas zakupów dla Diego, a raz w szpitalu-
00:40:55 *John słuchając wszystkiego zaczął powoli jeść lody
00:41:56 *Essy bezczelnie stała przyklejona do drzwi. Jakby ktoś nagle otworzył klamkę, to wpadłaby do pokoju i leżała jak długa.
00:44:25 *Rozalia dokończyła już drugą kawę. Trzeciej zamawiac nie zamierza. Zastanawiała się, ile czasu jeszcze zajmie Aleksowi rozmowa z Elizą. Zasłyszane rozmowy osób z karczmy powodowały uczucie odosobnienia. Goście z karczmy byli niesamowici. Kazdy miał taki wachlarz umiejętności, ze mógłby w pojedynkę pokonać całą armię.
00:44:45 *Rozalia czuła, że jest tutaj po porstu za zwykła.
00:45:16 *Zuri trudno było uzyskać taki sam entuzjazm, ale nie bylo jej do tego daleko. Usiadła obok. -Więc?
00:46:36 *Eliza pokręciła głową. -Tu mam rodzinę. Tak jakby. Mika i Ryuu się mną opiekują.
00:50:40 *Rozalia na chwilę wyszła na zewnątrz. Musiała odetchnąć świeżym powietrzem.
00:51:08 *Eliza-Ale dziękuję
00:54:34 *Aleks 'Mika i Ryuu znają mój adres. Nie namawiam. To twój wybór. Pewnie na długie lata. Bacz tylko, że wówczas zgodnie z prawem staniesz się własnością swojego mocodawcy. Warto by był to ktoś kto cię uszanuje.'
00:55:13 *Aleks złapał za klamkę. 'No, uciekaj kocie do swojej pani' - powiedział otwierając drzwi.
00:55:47 *Kot zbiegł po ciele Aleksa i podbiegł do Elizy.
00:59:45 Narracja: Drzwi pchane z drugiej strony, uchyliły się szerzej.
01:00:14 *Essy, wciąż przyklejona do drzwi, patrzyła teraz na Aleksa. Upiła z pustej szklanki. - Skończyliście?
01:00:16 *Eliza -Przemyslę.-powiedziała, podnosząc kota- Skoro to na lata, to trzeba przemyśleć.
01:00:36 *Lilith - Ja idę spać. - wstaje i razem z wilkiem idzie do pokoju Laili
01:01:16 *Laila poszła za siostrą do swojego pokoju
01:03:00 *Aleks 'Nie wiem, twoim zdaniem skończyliśmy? Ty z pewnością' - wskazał na pustą szklankę. 'I to parę ładnych kwadransów temu'
01:03:24 *Aleks odwrócił głowę. 'Ten kot... Wampiry boją się ognia' - uśmiechnął się dodając, nim wyszedł. 'Przekażę Emilio twoje pozdrowienia' - dopowiedział, by wykazać dziewczynce pewien nietakt.
01:05:02 *Essy - Mogę załatwić jakiś miotacz ognia - rzekła bez kpiny.
01:06:52 *Aleks 'Słuchaj Essy. Wiem, ciągle chcesz mnie pilnować. Ale to tobie ciągle dzieje się krzywda. Nie zrozum mnie źle. Chcesz łapać wampiry, masz prywatną zemstę. Widziałem. Ale... ja mam swoje plany. Wolę by pozostały nienaruszone o ile są dobrze dopracowane.
01:07:59 *Aleks 'Jedyny sposób by i tobie i mi się udało, to wiedzieć co zrobi drugie i współpracować. Lub, w ostateczności, trzymać się na uboczu jeśli zajdzie konieczność'
01:08:27 *Eliza przewróciła oczami, jak już się odwrócił
01:09:06 *Essy skrzyżowała ręce, sprawdzając przez chwilę stan swoich butów, potem znów na niego spojrzała. - Rozumiem, więc co planujesz? Wiesz, że w razie czego możesz na mnie liczyć.
01:10:56 *Aleks 'Wiem' - uśmiechnął się. 'Ale pamiętaj, jak zginiesz to cię zabiję'
01:11:53 *Aleks 'I zostaw dziewczynkę. To i tak typ ofiary. Jak nie wampiry, to herszt żebraków. Kto szuka ten znajduje' - dodał. 'Szkoda jej ale ... nie da się pomóc temu kto nie chce pomocy'
01:12:51 *Aleks 'I coś mi mówi że dopóki nie nastąpi coś co przewróci jej myślenie, będzie sama pchała się w paszczę lwa'
01:13:13 *Essy walczyła z uśmiechem. Po jego słowach zerknęła jednak na drzwi. - Nie miałam pojęcia, że jest sama - przyznała.
01:14:14 *Aleks 'Mika to dobry opiekun. Ryuu też nie jest najsłabszy choć miewa humory. Poradzą sobie'
01:14:15 *Essy - Sprawiała wrażenie rozkapryszonej pannicy.
01:14:44 *Aleks 'Ty do dziś takie sprawiasz' - roześmiał się. 'To już będzie problem jej męża za te dziesięć lat'
01:16:18 *Essy przyjrzała mu się uważnie. - Na pewno sobie poradzą, a i tak prawieś ją zaadoptował.
01:19:38 *Eliza ich jeszcze słyszała. Położyła się na łóżku. - Typ ofiary -prychnęła. Jeśli to był ojciec Emilio, to już rozumiała czemu chłopiec nie przypadł jej do gustu.
01:25:23 *Rozalia wreszcie odetchnęła. W karczmie powoli była przytłaczana przez wszystkich. Zastanawiała się czy to dobrze, że zna to miejsce. Przyglądąła się tym wszytskim 'przejściom'. Oczywiście te do domu, do Liverpoolu najbardziej kusiło. Jednak obiecała teraz trzymać się męża to i bez niego nie wróci.
01:30:07 *Mizu w końcu podszedł do Essy. -Teraz wszystko rozumiem.- odpowiedział jakby trochę rozczarowany. Myślał, ze Essy nie jest taką emocjonalną babą jak kazde inne.
01:31:13 *Essy spojrzała na Mizu, marszcząc brwi. - A to co ma znaczyć?
01:31:55 *Rozalia złapała się na tym, że myśli o dworku Aleksa jak o własnym domu. Zdała sobie sprawę, ze wczesniejsza umowa, o pół rocznym pobycie w domu i powrócie na morze, jest już nieaktualna. Musi zaakceptować wreszcie swoje położenie, bo ono się nie zmieni. A nie ma zamiaru by to ją przygniotło. Im szybciej się dostosuje, tym będzie jej prościej,
01:33:03 *Mizu -Już znam odpowiedź na pewną zagadkę, która nie dawała mi spokoju.- odpowiedział. -I szczerze mówiąc jak już znam odpowiedź, to podtrzymuję swoje zdanie, nie masz po co ruszać na wampira jako mieso armatnie.-
01:36:08 *Zuri przyglądała się Andre. Ciekawe, czy często się tak zawieszał po alkoholu…
01:40:15 *Essy wciąż patrzyła na Mizu, nic nie rozumiejąc. Ciężko było go rozgryźć, ale nie podobały mu się jego słowa. - Mięso armatnie? Co to w ogóle za pomysł? - prychnęła. - Nie wiem, co tam sobie ubzdurałeś, ale chyba nie do końca mnie przejrzałeś.
01:42:11 *Mizu -Chcesz pierwsza złapać wampira, który nim sie obejrzesz a Cie zeżre, tyle. -
01:44:25 *Essy wysłała mu bardzo wymowne spojrzenie. Co za papla. - Jak chcesz, to możesz mnie wyprzedzić.
01:47:20 *Aleks 'O adopcji nie było mowy. Raczej o czystym układzie pozwalającym na godne życie. ' - powiedział. 'Nic nie poradzę że rozkapryszone, zaniedbane społecznie panny trafiają właśnie na mnie'
01:48:04 *Aleks 'Ty Mizu. Ile razy walczyłeś z wampirami? Mała twierdzi, podobnie zresztą jak Ryuu, że blondyn nie jest takim zwykłym wampirem'
01:49:42 *Mizu - U nas wampiry to czas przeszły, wyginęły-
01:50:20 *Aleks 'A ty Essy?'
01:51:25 *Mizu -Ryuu mimo ... swojego specyficznego zachowania, nadal jest silniejszy ode mnie- przyznał.
01:51:40 *Essy - Zabiłam wampirzycę - chyba nie musiała mówić, którą dokładnie.
01:52:35 *Andre 'Wszystko, od stroju po to co trzeba mówić, jest od dawna z góry ustalone podczas ślubu. Zanim on się odbędzie, będą próby. By para mogła się przygotować. '
01:54:10 *Andre 'Panna młoda, czyli ty, ubrana jest na biało. Na głowie ma welon. Gdy wszystko przebiegnie jak należy, jej wybranek zakłada jej obrączkę. Później, ona zakłada obrączkę jemu. Od tej pory nie powinni ich zdejmować, aby każdy wiedział że są małżeństwem'
01:54:31 *Aleks 'Jeśli nie mówisz o utopieniu jej we łzach, uznajmy że ci wierzę. Pierwsza odkryłaś co dzieje się na statku. I w moim własnym domu'
01:56:38 *Aleks 'Wiem że wampir nie usiłował uśmiercić mojej rodziny. Użył czaru. Rozalia jest przekonana, że zamierzał ją uwieść. Nie pamięta ugryzienia. Jeśli wydasz się że o tym wiesz, skręcę ci kark'
01:57:34 *Aleks 'Gorzej, jeśli potrafią przejrzeć zamierzenia. Wówczas biada temu, kto przywoła myśl czy wyobrażenie własnego planu'
02:01:32 *Zuri kiwnęła głową. Sporo tego, choć na razie nie było zadnych przysiąg, więc zapamiętanie to nie taki problem.
02:02:58 *Essy spojrzała na Aleksa ze złością. Znów przywoływał tamten koszmar, by z niej kpić. - Spaliłam ją we własnym domu - warknęła. - I lepiej baczaj na groźby, bo do tej pory żadnej nie spełniłeś.
02:03:41 *Aleks 'A brakuje ci tego spełnienia?' - uniósł kpiąco jedną brew. 'Zawsze możesz po raz wtóry dokuczyć mojej żonie by się przekonać'
02:05:29 *Andre 'Brzmi jak koszmar, ale w końcu nie słyszałem by ktoś sobie nie poradził. Wystarczy ładnie chodzić i robić to, co powie kapłan'
02:06:12 *Essy - Nie omieszkam - uśmiechnęła się kpiąco. Doprawdy, Rozalia poszła wszystko wygadać Aleksowi? Żałosne.
02:07:37 *Aleks spoważniał. 'Spróbuj. Żeby była jasność. Tego dnia gdy obudziłaś się tutaj, w karczmie. Gdy dowiozłem cię ze statku umierającą, powiedziałem ci coś. Przeżyj, a zrobię cokolwiek zechcesz. Teraz robię to, czego chciałaś. Więc nie wchodź mi w drogę'
02:07:43 *Essy była pewna, że ominęła fakt uderzenia jej i nazwania zabawką, tylko wszystko zrzuciła na nią, jakże straszną zołzę.
02:08:02 *Aleks 'Mogłaś poprosić o wszystko. Choćby o głowę najgroźniejszego z wampirów. Najwyżej przepłaciłbym swoją. Poprosiłaś bym do niej wrócił'
02:13:00 *Essy bardzo nie pasowała obecność Mizu przy tej rozmowie. - Sam podjąłeś tę decyzję - odpowiedziała spokojnie. - Wtedy, gdy kazałeś odebrać mi pamięć. A teraz, tak... Uciekaj przed ogniem. Problem w tym, że nigdy nim nie byłam - to powiedziawszy, wyczarowała kulę wodną, która to zmiejszała się, to zwiększała, lewitując nad jej otwartą dłonią.
02:14:18 *Essy miała dosyć tej rozmowy. Ścisnęła pięść, zakańczając magiczną sztuczkę i skierowała się w stronę schodów.
02:15:25 *Mizu - A myślałem, ze jesteś inna niż wszystkie- mruknął jak przechodziła obok niego.
02:16:59 *Mizu wsadził dłonie do kieszeni spodni. -O dlatego nie tykam ludzkich kobiet- podsumował całe zamieszanie i poszedł na dół.
02:17:41 *Mizu wsadził dłonie do kieszeni spodni. -I dlatego nie tykam ludzkich kobiet- podsumował całe zamieszanie i poszedł na dół.
02:19:02 *Aleks 'Do cholery jasnej! Ty podjęłaś tą decyzję. Ilekroć mnie obrażałaś. Ilekroć mówiłaś że mnie nienawidzisz. Ilekroć wybierałaś towarzystwo tego, jak mu tam było by mi utrzeć nosa. Ilekroć usiłowałaś robić ze mnie głupca. I ilekroć krzyczałaś bym więcej nie podchodził, podejmowałaś pieprzoną decyzję! Czas wydorośleć i wziąć odpowiedzialność za swoje poczynania'
02:21:58 *Essy zatrzymała się tuż przed schodami. - Masz rację - powiedziała, niemalże z prychnięciem. - Nie czekaj na mnie w porcie. Rozalia się ucieszy - zbiegła na dół i nie zwalniając, wybiegła z karczmy.
02:22:39 *Rozalia spojrzała zdzwiona na nagle otwarte drzwi. Wyrwało ją to z przemyśleń.
02:23:54 *Aleks ruszył biegiem za Essy licząc na to że nie przegapi, dokąd pobiegła.,
02:24:49 *Essy nie spodziewała się nikogo na zewnątrz. Przyłożyła dłoń do ust, starając się stłumić szalejące w niej emocje. Wtem dojrzała Rozalię. Ostatnim, czego by chciała, to żeby ta kobieta widziała ją w takim stanie.
02:24:56 *Zatrzymał się odruchowo na widok Rozalii, jednak po chwili nadal biegł śladem Essy.
02:25:41 *John - Ciekawe -
02:25:45 *Rozalia mogła się tylko domyslać, dlaczego Essy jest taka wzburzona, po chwili nie miała wątpliwości. Znw się pokłócili. Wolała nie komentować.
02:28:28 *Essy zauważyła Aleksa. O nie, nie tym razem. Znów rzuciła się do biegu, by znaleźć się tam, gdzie jej nie znajdzie. W świecie Miki.
02:33:39 *Rozalia doszła do wniosku, że oni ciągle będą za sobą ganiać. -Aleks, ja wracam do syna- powiedziała tylko i weszła do Liverpoolu.
02:35:48 *Rozalia postanowiła nie uronić ani jednej łzy przez Aleksa. Skoncentruje się na synu i będzie miała jego, Aleksa, wybryki z kochanką głęboko w poważaniu. Uznała, ze noc szybciej była prawdziwa tylko dla niej, dla niego to tylko obowiązek. Poszła do domu. -Johan, zaparz mi proszę herbaty i daj korespondencję, jeśli jakaś przyszła- poprosiła.
02:37:49 *Aleks odwrócił nieznacznie wzrok. Po chwili już chwytał Essy za przedramię.
02:41:21 *Essy chyba nigdy jeszcze nie biagła tak szybko. A mimo to, niewystarczająco. Poczuła szarpnięcie, tuż przed zniknięciem w portalu. Odwróciła gwałtownie głowę. W oczach miała niemą prośbę, by ją jednak zostawił.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#946  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:17 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
15.12.2016
____________________________________________________________


20:38:14 *Aleks nadal trzymał Essy za rękę. Rozejrzał się. Ale sobie drogę ucieczki wybrała... 'Co ty wyprawiasz?' - zapytał uspokajając oddech.
20:40:47 *Essy wiedząc, że nie zdoła mu się wyrwać, po prostu pociągnęła go za sobą do portalu.
20:44:01 *Aleks 'Essy! Uspokój się!' - pociągnął ją nieco za rękę, by w końcu obróciła się do niego.
20:44:27 Narracja: Oboje znaleźli się na polu. Własnie podeptali czyjeś grządki. Słońce świeciło mocno.
20:45:25 *John - Pff... Daj więcej lodów - powiedział do Ryuu
20:47:08 *Ryuu poszedł do kuchni i postanowił się uzbroić nie tylko wcierpliwość. Wrócił do Johna z 3 pudełkami lodów.
20:47:54 *Meggy upiła herbaty. 'Głupio mi. Wiem że miałam tu obowiązki. Teraz nie wiem czy mogę wrócić.'
20:47:58 *Essy wyszarpnęła się z jego uścisku i cofnęła o krok. - Nie! - krzyknęła, wystawiając w jego stronę obie ręce.
20:48:03 Narracja: Potężny słup wody uderzył w Aleksa, wypychając go z powrotem przez portal, na dobre kilka metrów.
20:49:23 *Aleks upadł na plecy przed portalem. 'Psiakrew! Do diabła z wiedźmą!' - podniósł się spluwając pod nogi.
20:51:03 *Zuri-Z tym chyba jestem w stanie sobie poradzić.- przyznała i przejechała palcami po włosach. Odkryła kołtun składający się z aż pięciu włosów. Wstała i podeszła do szafki, by wyjąć z niej szczotkę. Znała swoje włosy. Ma jeden kołtun, to zaraz porobi się ich znacznie więcej/
20:51:09 *Uderzenie o płaski grunt zebrało swoje żniwo. Sprawdził, czy może ustać. Biodro po jednej stronie bolało. Zaklął ponownie nim obrócił się w stronę karczmy.
20:51:25 *John podniósł pudełko lodów, otworzył je po czym zaczął się w nie wgryzać. Po chwili szybko wypuścił z siebie powietrze i znów jadł
20:52:00 *Andre podniósł się na łokciu obserwując ją. Nerwy? Kokieteria? Zaduma? Trudno było powiedzieć patrząc na lisicę.
20:52:14 *Z portalu prowadzącego do świata Amelii wyszła jakaś kobieta. Z całą pewnością od Amelii starsza. Trzymała bardzo ostrożnie w obu dłoniach jakieś nieduże pudełko.
20:53:17 *Aleks zauważył kobietę, ale nie znał jej. Pozbierał się na tyle by nie kuleć. Skinął tylko grzecznie głową idąc do karczmy.
20:54:40 *Kobieta miała niebieskie oczy tak jaskrawe, że wręcz świeciły. We włosy wplątane miała niebieskie neonowe kosmyki, a oczy podkreśliła mocno. Strój miała zwyczajny, nie licząc butów, które roztaczały lekką poświatę. Rozejrzała się -Amelii jak pożądnie nie przywiązać, to sobie zawsze znajdzie jakieś dziwne miejsce.-skomentowała.
20:55:17 *Essy jeszcze chwilę trzymała ręce uniesione, następnie pomału je opuściła, patrząc na portal. Jednocześnie myślała, że jej odwaliło, i że dobrze zrobiła. Znów by ją przepraszał, ugłaskiwał, a potem mówił, że musi wracać do żony. To było zamknięte koło. Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, dopiero teraz orientując się, gdzie właściwie jest.
20:56:03 *Kobieta dopiero po chwili zauważyła Aleksa. -Przepraszam, widziałeś tu może taką dziewczynę, mniej więcej mojego wzrostu, brunetka...?
21:01:23 Narracja: -HEJ, złaź natychmiast z moich pomidorów- krzynął do Essy jeden z wieśniaków.
21:02:37 *Essy spojrzała pod nogi. - Ojej. Przepraszam! - podeptała jeszcze kilka, by się stamtąd uwolnić.
21:03:40 *wydostać
21:04:13 *Aleks 'Co najmniej dwie.' - uśmiechnął się. 'Jeśli brunetka ma imię, będzie mi łatwiej'
21:06:03 *Aleks 'Sądząc po twoim stroju...' - przypomniał sobie jaskarwopomarańczową Amelię.
21:06:07 *Mężczyzna - Co to za bezczelność by udzą prace tak marnować, dziecki potem jeść nie będa miały co- dokończył tyrade na Essy
21:06:32 *Essy - Wybacz... Zgubiłam się.
21:06:35 *Rozalia -Johan? To co z tą herbata i listami?- zapytała ponownie.
21:07:16 *Kobieta- Ma na imię Amelia.-powiedziała spokojnie.
21:07:18 *Essy - Taki dziś upał, mogę je podlać w ramach rekompensaty.
21:08:03 *Lilith schodzi po schodach i podchodzi do baru - Witajcie!
21:08:52 *Meżczyzna podszedł i szacował straty, niektóre złamane gałązki przymocował do kijków. -Do najbliższego jeziora jest 300 metrów- odnajmił. Skoro chciała pomóc.
21:10:07 *Essy - Jezioro mi niepotrzebne - uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę, by zrosić roślinki. Na razie nie za mocno, by nie przesadzić.
21:10:31 *Aleks 'Przyjaźnicie się? Czy nabroiła?' - zapytał, wskazując karczmę. 'Jeśli nie ma jej w środku, pewnie lada moment będzie'
21:11:30 *Kobieta kiwnęła głową.-Lepiej dla niej, żeby była.-mruknęła idąc w stronę karczmy.
21:13:15 *Zuri zerknęła na Andre pytająco. Takie to było dziwne, że kobieta się czesze?
21:14:01 *Mężczyzna cofnął się o krok. -To to! BABA i czary!- krzyknął.
21:14:59 *Andre uśmiechał się po prostu. Czuł się już w miarę dobrze. 'Masz te swoje tabliczki?' - zapytał.
21:15:09 *Zuri faktycznie nie potrzebowała czesania. Tak naprawdę to nie była pewna, czy czuje się bardziej zdenerwowana, czy podniecona.
21:15:12 *Andre 'Cokolwiek mam do załatwienia, bezpieczniej będzie to zrobić z ogonem;
21:15:59 *Aleks 'Czyli nabroiła' - uśmiechnął się. 'Wolę zawczasu ostrzec, że będzie mi jeszcze potrzebna' - uchylił drzwi od karczmy.
21:16:17 *Essy zaprzestała podlewania. Zaczęły jej się przypominać słowa Miki, że od czasu przepowiedni palili każdą kobietę znającą czary... - Ja tylko podlewam roślinki - rzekła, unosząc obronnie ręce. Zaczęła się wycofywać w stronę portalu.
21:19:04 *Rozalia weszął do kuchni. -Johan- wołała mężczyznę. Sama już zaparzyła sobie herbaty.
21:19:13 *Kobieta -Nabroić nie nabroiła. Przynajmniej nie bardziej niż zwykle.-wzruszyła lekko ramionami, jednak tak zginając ręce, by pudełko pozostało w miejscu.
21:19:52 *Mężczyzna - Panienka pozwoli, pozwiedzamy miasto. Nawet i zamek piękny mamy- zmienił nastawienie. W sumie za każdą 'czarującą' babę bardzo dobrze płacili.
21:20:17 *Zuri -Mam.-odłożyła szczotkę na stolik.- Co takiego zamierzasz?-spytała. Mówił, że nie będzie wychodził...
21:22:39 *Essy spojrzała na niego podejrzliwie. - Ale nie zdradzisz mnie? - zapytała. - Jeżeli to zrobisz, zaleje ci całe pole! - rzuciła niby klątwę.
21:24:21 *Johan był w piwnicy. Przejście podłogowe, umieszczone tutaj gdy sytuacja polityczna nie była tak wesoła, pozwoliły mu usłyszeć wołanie. Po chwili wszedł do domu i odszukał Rozalię w kuchni. 'Tak?' - zapytał. 'A Aleks? Wrócił?'
21:24:51 *Andre 'Nic wielkiego. Muszę coś odnieść'
21:25:15 *Andre 'Nie ma z tym pośpiechu'
21:26:11 *Mężczyzna. -Ja nie zgradze- powiedział peny siebie. Wiedział doskonale, ze kolor oczu zdradzi.
21:26:23 *Kobieta weszła -Amelia! -zawołała już od progu, podchodząc do dziewczyny.
21:27:11 *Rozalia - Nie, nie wrócił. Pewnie przyjdzie później. Jest jakaś korespondencja?- zapytała.
21:29:34 *Johan 'Tak. Dwa listy. Ten' - podał jedną z kopert 'ponoć miał znaczne opóźnienie w porcie. Ten drugi to odpowiedź do Aleksa z guberni'
21:30:04 *Johan 'O, no właśnie. Odebrałem' - sięgnął do tylnej kieszeni spodni podając malutkie zawiniątko Rozalii.
21:30:07 *Essy nie chciała jeszcze wracać i choć wiedziała jak to ryzykowne, postanowiła pójść z mężczyzną. - Jestem od dawna w drodze, byłabym wdzięczna za coś do przebrania.
21:30:58 *Amelia spojrzała w stronę drzwi, choć tak naprawdę nie musiała. Znała doskonale ten głos. Wstała i podeszła do kobiety z wesołym uśmiechem.- Susana!-odpowiedziała jej imieniem.
21:33:19 *Aleks uniósł jedną brew spoglądając w dół. Odsunął się nieznacznie. A więc jednak przyjaciółka. Skoro zaś nie został przedstawiony, uznał że jest persona non grata. Rozejrzał się za Rozalią.
21:33:23 *Rozalia -To poproszę tylko ten opóźniony, Aleks sobie sam przeczyta ten drugi- odpowiedziała i odebrała zawiniątko. -O~!- ucieszyła się - To pewnie mój łańcuszek, dziękuję-
21:34:32 *Zuri-To dobrze.- podeszła ponownie do łóżka i usiadła na brzegu.-Trochę się denerwuję tym ślubem.
21:35:36 *Mężczyzna spojrzał na Essy niepewnie. -Mam córkę w panienki wzrostu, pewnie i coś się znajdzie- powiedział. Jedną kieckę oddac może, a zapłatę dostanie sowitą.
21:36:12 *Johan 'Wyszło o wiele taniej niż się spodziewałem. Pozostałe pieniądze są w skrzyneczce' - wskazał na małą, drewnianą skrzyneczkę stojącą na najwyższej półce jednego z regałów.
21:36:39 *Podał Rozalii list. 'Zaparzę herbaty'
21:37:27 *Essy - Świetnie! Prowadź.
21:37:37 *Lilith - Można herbatę , spirytus i dwie miski z wodą ?
21:38:44 *Ryuu podał herbate z imbirem, spirytus i dwie miski z wodą.
21:39:02 *Andre 'Zupełnie niepotrzebnie.' - powiedział. 'Powinnaś obawiać się raczej co będzie po ślubie'
21:39:44 *Andre 'Chodzi o to... jeśli jesteś w ciąży, niektórzy mogą się zdziwić że nasze dzieci po czterech latach dopiero uczą się chodzić. Mam na myśli róznicę czasu między karczmą a moim i twoim światem'
21:40:14 *Susana- Tylko bez przytulanek, bo mam to, o co prosiłaś.-ostrzegła, wystawiając nieco przed siebie pudełko.
21:40:44 *Amelia -Dzięki-uśmiechnęła się.-Pytałaś, po co mi ten sonar... Otóż dla tego pana.-wskazała Aleksa.
21:41:15 *Susana spojrzała na blondyna.-Zaraz... czy to jest...-zmarszczyła brwi-Jorge? Ale niby jak?
21:42:29 *Mezczyzna zaprowadził Essy do małej chatki. tam pogrzebał w skrzyni i podał najzwyklejszą szarozieloną sukienkę do połowy łydek i z rękawem 3/4
21:42:32 *Amelia- Nie Jorge.- pokręciła głową, śmiejąc się-Sus, poznaj Aleksa White Johnsona. Aleks, to moja przyjaciółka, Susana, która pomogła mi załatwić sonar.
21:42:42 *Aleks uśmiechnął się i pokręcił głową. 'Czary' - powiedział cicho. Podszedł do baru. 'Daj Ryuu rumu. I colę dla pań'
21:43:05 *Lilith narysowała coś w powietrzu po czym spirytus i miski znikły po czym wzięła herbatę i ją pije - Co tu taki cichy? - powiedziała do Ryuu
21:43:25 *Ryuu -Na pewno nie Pepsi?- upewnił się.
21:43:39 *Aleks odwrócił się błyskawicznie czekając, czy kobieta poda mu dłoń. Amelia już go przedstawiła. Teraz on nie mógł jej narobić wstydu.
21:43:53 *Aleks roześmiał się. 'Dla mnie ani jedno ani drugie nie jest ciekawe' - odpowiedział do Ryuu.
21:44:44 *Susana zmarszczyła nos -Sok.-poprawiła- Z wódką.
21:44:52 *Ryuu wyciągnął butelkę Bacardi i 2 puszki coli dla pań. Tak samo jak 3 szklanki.
21:45:14 *Ryuu dosłyszął zamówienie Susany i nalał wódki do kieliszka i obok dolał pomarańczowego soku.
21:46:02 *Ryuu nie miał humoru głównie przez kręcącego się po karczmie Mizu.
21:46:11 *Susana owszem, podała rękę. I nagle coś jej zaświtało.-TEN White Johnson?
21:46:18 *Essy uśmiechnęła się pod nosem. Strój kojarzył jej się z rodzinnym światem. Przebrała się szybko, chyba nieźle leżała. - W ogóle dziękuję, to miło z pana strony. Chętnie poznam miasto.
21:46:19 *Aleks nalał sobie czystego alkoholu. Czemu nie? Essy poszła do diabła, dokładnie tak jak zawsze jej to proponował. Rozalia pewnie siedzi pogniewana i zacietrzewiona w domu. Amelia ma zajęcie a wampira nie było. Idealny czas by popić.
21:46:58 *Aleks przywitał Susanę, kłoniąc się uprzejmie. 'Jeśli pytasz o krola piratów, to do usług' - uśmiechnął się szeroko.
21:48:12 *Amelia-Ano. Ale nie pytaj jak. Sama nie mam o tym zbyt dużej wiedzy.
21:49:15 *Mężczyzna -To chodźmy. Pół godziny spacerem do miasteczka-
21:50:57 *Rozalia najpierw otworzyła pakuneczek. Łańcuszek z wisiorkiem z różą był jak nowy. Od razy założyła go na szyję. Następnie otworzyła opóźniony list. Spodziewała się wieści od ojca.
21:52:01 *Susana -Ale Ame, przecież to nie powinno być możliwe.
21:52:33 *Amelia -Ale jest.-klepnęła przyjaciółkę w plecy.-Jeśli musisz, wmów sobie po prostu, że się spiłaś i to wszystko tylko majaka.
21:55:15 *Essy skinęła głową i ruszyła za nieznajomym. Obejrzała się jeszcze raz w stronę pola. Nie spodziewała się, że za nią wtedy pobiegnie. A ona go odepchnęła. Dosłownie. - Gdzie teraz jest pana córka? - zagadała.
21:55:31 *Zuri -Więc będziemy musieli pozostać na jakiś czas w jednym ze światów.- zgodziła się.- Pewnie będziesz nalegał na Paryż.
21:56:26 Narracja: Istotnie, list był od jej ojca. Pisany najwyraźniej ręką jej syna, ale był. Była to zapowiedź przyjazdu, zgodnie z ich zaproszeniem z Hiszpanii.
21:57:02 *Andre 'Zamierzałem właśnie tam wybudować nam dom'
21:57:15 *Essy przypomniała sobie poprzednie spotkanie z Ryuu w tym świecie i na chwilę obleciał ją strach, ale wtem przypomniała sobie jak Ryuu z karczmy mówił, że jej nigdy nie spotkał. Wyglądało na to, że jest bezpieczna.
21:57:43 *Andre 'Mam pewien pomysł. Ale... to jak rysowanie kręgów na wodzie. Musiałbym porozmawiać z tym waszym strażnikiem. Ale z kolei on ma pstro w głowie i zdaje się, że nie można mu ufać'
21:58:18 *Rozalia musiał przeczytać dwa razy list, zanim do niej doszło. -Cholera- mrukneła patrząc jak bardzo opóźniony był list. -To pojutrze- zagryzła dolną wargę.
21:58:57 *Aleks rozglądał się za Mizu, jednak nie chciał pozostawiać kobiet. To byłoby niekulturalne. 'Jorge... Nie zdołałem go poznać ale wiem, że był godnym potomkiem. Prócz tego że nie potrafił pić' - roześmiany uniósł szklankę w górę po czym upił łyk.
21:59:40 *Meżczyzna -Pracuje jako służka, bo co innego można tu robić, aobo jako służba albo na polu- odpowiedział. -Co innego wy, magowie- prychnął
21:59:42 *Johan zaparzał właśnie herbatę. 'Coś się stało? Mam nadzieję że to nie są żadne złe wieści'
22:00:35 *Rozalia - Byłyby dobre jakby list się nie opóźnił. Mój ojciec składa nam wizytę- odpowiedziała.
22:01:53 *Mizu układał sobie plan zwiedzania portali. Miał zamiar odwiedzić wszystkie. Cóż miał duzo czasu i z chęcią porozrabia. Siedział sobie przy stoliku koło kominka.
22:01:57 *Essy - Masz dom. Masz rodzinę. Wielu mogłoby i tobie zazdrościć.
22:02:01 *Susana -Był jaki był.-odstawiła ostrożnie pudełko, a właściwie metalową skrzyneczkę i podniosła swój napój. -Nie ma co gadać, jaki nie był.
22:02:15 *Amelia -Pogmatwane sentencje czasem wymyślasz.
22:02:52 *Susana -A nie mam racji?
22:04:32 *Zuri-Masz rację. Strażnik ma pstro. Głównie się bawi.-przyznała -Ale nie jest jedynym bogiem mojego świata. Niektórzy mają inne podejście.
22:04:59 *Rozalia -Pojutrze- dodała ze zgrozą. Nie miała nic zaplanowane. -Podasz mi ten listo do Aleksa. Muszę go jednak powiadomić o wizycie i przy okazji przekażę list-
22:06:31 *Aleks 'Wiesz, dla mnie to sprawa osobista. W końcu o mój ród idzie. ' - powiedział. Znów rozejrzal się po karczmie. 'Skoro znałaś jego, i jesteś przyjaciółką Amelii to mniemam że ty również..
22:07:02 *Oczywiście że pytał o Bractwo Asasynów. Nie musiał wszak krzyczeć. Wszyscy wiedzieli o co chodzi.
22:08:01 *Johan 'Poradzimy sobie. Wino czeka w piwnicy. Wóz przyjeżdża jutro. Ogrodnik jest na miejscu. Gorzej z kucharką. Trzeba coś wymyślić. Dom jest wyremontowany. Poślę Marka z zaproszeniami'
22:08:56 *Mark tymczasem mocował się z kompasem własnej roboty, chcąc nieco zaimponować Emilio. Przemilczał fakt, że to jego zainteresowany żeglugą brat nauczył go tej sztuczki.
22:09:55 *Emilio był zafascynowany. - To jest niesamowite- powiedział.
22:10:20 *Rozalia - I kwiaty, jesienią pięknie kwitną dalie.-
22:11:07 *Susana -Nie.-zaprzeczyła- Ale wiem, że oni tak.
22:11:21 *Mark oderwał ręce od zabawki. 'Teraz ten kawałek papieru będzie wskazywał północ. Ale jeśli dostanie trochę ciepła ' - tutaj przyłożył rękę na 15cm od kompasu 'będzie obracał się zgodnie z ruchem wskazówek zegara, coraz szybciej i szybciej'
22:11:45 *Susana - Pracowałam czasem dla nich, ale nie należałam do bractwa. Puści zapewniają lepsze warunki.
22:12:41 *Aleks 'Widocznie w moich czasach nie tylko nagość podlegała większej dyskrecji' - uśmiechnął się. 'Ja sam odszedłem. Inne priorytety' - wyjaśnił.
22:12:44 *Amelia uśmiechnęła się z dumą. Chodziło o jej bractwo. Znaczy o ''jej'' i ''bractwo'', ale wiadomo o co chodzi.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#947  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:18 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
22:12:59 *Aleks 'Choć skłamałbym twierdząc że to co dzieje się w waszym świecie nie miało wpływu na tę decyzję'
22:13:47 *Mężczyzna -Dlatego trzymma się z daleka od miasta i takich jak Ty- odpowiedział szczerze. Był szcześliwy z rodziną.
22:14:45 *Lilith rozgląda się po karczmie
22:14:48 *Susana-Ja wiem.-pokiwała głową- Obsługiwałam animusa.
22:14:51 *Susana- Chcesz powiedzieć, że... zaraz, przecież to oznacza, że wpłynęłyśmy na przeszłość, co powinno mieć wpływ na teraźniejszość... paradoksy, wow. Wszechświat taki wybuchnięty.
22:16:02 *Aleks nie znał tego nowoczesnego, przestawnego szyku wypowiedzi. Wydał mu się zabawny. 'Płyniesz z nami?' - zapytał Susanę wprost.
22:16:17 *Zuri otworzyła jedną z szuflad szafki nocnej. Trzymała je tak blisko, bo ćwiczyła na bierząco.
22:16:48 *Mężczyzna -Ale odprowadzę Cie na miejsce, tam sobie porozmawiasz z druhami i nie będziesz mi niszczyć grządek- odpowiedział. Byli blisko miasteczka.
22:17:53 *Rozalia upiła łyczek herbaty. -Idę po męża, bo mi zwieje na jakiś rejs zanim ojciec przypłynie- zaśmiała się. -Ten list- przypomniała mu. -Przekażę osobiście-
22:18:29 *Essy - Masz jakiś konkretny powód, by nie lubić magów? - zapytała z wyraźną niechęcią. Już i tak wszyscy kopali ją dzisiaj w dupę, a jeszcze musi wysłuchiwać jakichś rasowych dogryzek.
22:18:37 *Johan skinął głową podając jej drugi list.
22:19:54 *Andre zajrzął jej przez ramię na tyle, na ile zdołał. Zawsze się ciekawił tym, co trzyma w szufladach, mimo że mógł przecież sam sprawdzić.
22:21:04 *Essy - Poza tym wolę zostać incognito, więc spotkanie z innymi magami odpada.
22:21:52 *Susana -Nie wiem nawet dokąd, ale raczej nie.
22:22:02 *Lilith podchodzi do Aleksa - Mam już osobę która pomoże nam z wampirem
22:22:24 *Aleks 'Odkrywać lądy, zdobywać złoto... Jak to na morzu. Przepraszam na chwilę' - powiedział, licząc na to że Amelia sama oświeci Susanę w tym, jakiego sortu to była propozycja. Podszedł do baru. 'Ryuu? Można na chwilę?
22:22:41 *Mężczyzna -Rozsiedli sie tacy po zamkach, głowy wysoko unosza,a na tych co pracują za nich to z pogardą paczają. Podania mi babka przekazała kiedyś jak demony żyły, to i lepij traktowali wszystkich, a teraz się paniska rozpanoszyły-
22:22:52 *Amelia- A miałam nadzieję na wsparcie techniczne...
22:23:10 *Ryuu wyszedł z za baru. -Co tam-
22:24:00 *Susana -Jeśli zaraz się dowiem, że prosiłaś mnie o tą nitrogizynę tylko i wyłącznie dlatego, że chciałaś mi to zaproponować...
22:24:00 *Amelia -To co?-uśmiechnęła się- Zresztą nie po to. Znowu się jątrzy.
22:24:07 *Aleks 'Powiedz mi, o ile to nie tajemnica. Dobrze dogadujesz się z Mizu?'
22:25:39 *Ryuu -To młodszy brat, bywał upierdliwy. Jak zniknął przechodzą do karczmy, to znał trochę innego mnie. Ale nigdy wrogo nastawini nie byliśmy-
22:26:28 *Rozalia - Dziękuję- powiedział biorąc list. -I prosze pamiętaj o Daliach, są sliczna i chcę je mieć-
22:27:32 Narracja: Dało się słyszeć pukanie do drzwi domu Johnsonów.
22:29:05 *Essy - Zaraz... To demonów już nie ma? - zdziwiła się.
22:30:05 *Zuri -Chciałeś ogon, nie?-spytała. W tej szufladzie miała dość gruby zeszyt, książkę, tabliczki i narzędzi do runowania metalu (Czyli po prostu wypalania, grawerowania lub innego zapisywania na nim run).
22:31:06 *Rozalia nie zdążyła wyjść. -Otworzysz Johan?- zapytała się. Oczywiście sama mogła, jednak nie wypadało jej. Nie wiadomo kogo przyniosło.
22:32:00 *Mężczyzna. -400 lat temu podobno wielka wojna była. Jeden jesny się ostał, podobno diaboł wcielony ogniowładny-
22:33:26 *Essy - I teraz siedzi zamknięty w klatce - pokiwała głową, tę część historii kojarzyła.
22:34:07 *Mężczyzna - Cudem go zamknęli, boi ubić się nie dało. Ale podobno to bajki są-
22:40:55 *Essy zastanawiała się jakie jest prawdopodobieństwo, że spotka Mikę. Próbowała sobie przypomnieć wszystkie szczegóły jej opowieści. - Chyba już widzię miasto - ucieszyła się.
22:45:29 *Zuri przewertowała płytki, na przemian używając trzech środkowych palców prawej dłoni. Wybrała jedną i wyjęła- Jako tier pachniesz intensywniej. Może nawet stłumisz zapach alkoholu.
22:45:51 Narracja: Miasteczko wyróżniało się domami z kamienia. Nie to co drewniane chatki. Wszystko było bogatsze, a im bliżej ogromnego zamczyska tym domki i otoczenie było bardziej okazałe. Ludzie w miasteczku wydawali się być zamyśleni, nie było gonitwy. Wszystko żyło swoim sielskim życiem.
22:47:21 *Essy - Opowiedz mi coś o tym miejscu. Nawet nie wiem jak się nazywa miasto.
22:56:06 *Lilith podchodzi do baru po czym siada koło niego i kładzie na nim głowę po czym usypia
22:57:46 *Mężczyzna - Miasteczko nazywa się Fejer. Tu na obrzeżach da się jeszcze porozmawiać, jednak im bliżej zamku, tym bardziej nieprzychylni są ludzie-
23:01:51 *Mężczyzna nasłuchał się legend i podań jakby magiczna kobieta miała zniszczyć cały świat, ale nie widział, żeby Essy była w jakiś sposób agresywna.
23:05:00 *Essy rozglądała się ciekawie, zaglądając do budek sklepowych i przyglądając się ludziom.
23:09:20 Narracja: Najwięcej sklepików było spożywczych. Z pieczywem, z warzywami, z wędlinami. Były też takie bardziej przyjemne dla oka z kolorowymi sukierkami. Były stoiska z rękodziełem. drewniane figurki, haftowane obrusy czy też ręcznie robione wełniane swetry.
23:14:22 *Essy najbardziej interesowały różne, małe cudeńka, które bez trudu możnaby schować do rękawa... Ale jakoś zdołała się powstrzymać. Rozchuśtała palcem małą karuzelę i patrzyła jak drewniane koniki z wielkimi piórami na głowie kręcą się wokoło. Potem postukała w dzwoneczki, przyjemnie brzmiące. Pogładziła misternie zdobione firany. Spróbowała kawałek sera, gdy proponowali.
23:18:31 *Johan 'Oczywiście' - skierował się do drzwi otwierajac.
23:19:14 *Przekupka próbowała namówić Essy na kupno jednaj z figurek. Zauważyła jej złote oczy, ale zignorowała ten fakt, bo moze coś kupi.
23:19:32 Narracja: Za drzwiami nie było nikogo. Ale było coś. Dokładnie mówiąc, bukiet świeżych, czerwonych róż ułożony przed wejściem.
23:19:53 *Aleks 'Więc będziesz musiał mi to wybaczyć' - powiedział odwracając się i podchodząc do Mizu. Uśmiechnął się, bez zbędnych ceregieli wysuwając cios prosto w szczękę i poprawiając łokciem. Druga ręka już wędrowała w okolice wśtroby.
23:20:21 *Johan 'Ktoś pani przysyła kwiaty' - powiedział. Podniósł bukiet by poszukać liściku.
23:20:40 *Essy - Nie mam czym zapłacić - odparła zgodnie z prawdą i ze wzruszeniem ramion.
23:21:27 Narracja: Na jednej łodyżce przyczepiona była karteczka z napisem: Dla Najpiękniejszej.
23:22:18 *Rozalia zdziwiła się. -Mi? To chyba jakaś pomyłka, przeciez jetem tu zaledwnie miesiąc -
23:22:31 *Johan uśmiechnął się ale zaraz przywołał na twarz jej tradycyjny wyraz. To powinna przeczytać sama Rozalia. Czyżby Aleks odsłaniał naturę, której nikt w domu nie znał? A może Rozalia wpadła w oko komuś, kto nie miał pojęcia że jest mężatką? Zamknął drzwi kierując się do kuchni.
23:23:09 *Susana spojrzała na Amelię nieco zmartwiona. Zakryła dłonią usta, po czym zjechała nią do podbródka -Ame... przepraszam. Nie spodziewałam się,.
23:23:40 *Przekupka -Jak to panienka bez pieniędzy, toż to trzeba do domu zaraz po nie powrócić- zachęcała do zakupu.
23:24:14 *Amelia- Hej, mogłam odmówić. To nie jest twoja wina. Zresztą, raz na jakiś czas jak się trochę z tym pomęczę, to nic mi nie będzie. A używam dużo częściej.
23:24:28 *Susana- Wiem.-pokiwała głową- Kiedy wypływacie i na ile? Może zdążę podomykać projekty, to z wami popłynę.
23:25:43 *Essy - Na razie tylko oglądam - teraz jej uwagę przykuły porcelanowe laleczki.
23:28:29 *Amelia -A ja nie wiem. Data się jakoś cały czas obsuwa, ale nawet jeśli tytaj zejdą dwa dni, to u nas przeleci miesiąc.
23:29:17 *Rozalia odebrała kwiaty. Powąchała je. Jak to róże pięknie pachniały. Słodko. Odnalazła karteczkę. Uśmiechnęła się. Ktoś mile połechtał jej ego. Była też ciekawa od kogo to. Jeśli to Aleks, to pewnie znów coś nabroił i teraz w dośc zaskakujący sposób przeprasza. Jesli ktoś inny to się rozczaruje. -Będę za minutę, tylko przekażę list i informację, a potem zajmę się przygotowaniami-
23:30:32 *Rozalia odnajazła wazon i napełniła go wodą. Wsadziła bukiet do niego i wyszła do ogrodu. Udała sie od razu do portalu.
23:31:21 Narracja: Porcelanowe laleczki były zaskakujące bo przedstawiały wyzerunki mężczyzn. Jedna była naprawde podobna do Mizu, druga do Ryuu
23:32:14 *Mizu pierwszego ciosu sie nie spodziewał, a przed drugim obronił się zamrażając te część ciała, w którą uderzył Aleks -Co Ci odwaliło?- zapytał odskakując.
23:32:45 *Essy - Co to jest? - zainteresowała się, podnosząc podobiznę Mizu i przyglądając się z bliska.
23:34:23 *Susana -To jeszcze przeskok czasowy?-zrobiła wielkie oczy. Zerknęła na telefon, by sprawdzić godzinę.-Muszę lecieć. Zdzwonimy się jeszcze.-objęła krótko Amelię i wyleciała z karczmy jakby się paliło.
23:34:27 *Przekupka - A to z legend jest, pradawne demony. Ten -podała figurkę Ryuu - Podobno siedzi na zamku zamknięty i pilnowany dzień i noc, by nie zbiegł.- wyjasniła. Oczywiście było w tym wiele niescisłości, jak to z opowieści przekazywanej z ust do ust. każdy coś dopowie od siebie.
23:34:35 *Aleks 'Nic mi nie odwaliło. To tylko przedsmak należnej rekompensaty.' - powiedział.
23:34:42 *Amelia spojrzała za nią. Wiecznie się gdzieś spieszyła.
23:35:24 *Aleks 'Była normalna. Poszła do portalu. Wróciła z tobą. Jako wiedźma'
23:35:26 *Amelia wzięła pudełko od Susany i poszła z nim do swojego pokoju.
23:35:29 *Essy strasznie to ubawiło. Naprawdę nie miała pieniędzy, ale na te figurki się uwzięła.
23:35:48 *Mizu -Nie była normalna- odpowiedział.
23:36:10 *Mizu - Od urodzenia miała dar, który był po prostu nieskierowany na własciwy tor-
23:37:06 *Aleks 'Nie była, ale nie rozrzucała ludzi wodą. Woda to ponoć twoja domena'
23:37:34 *Zuri uśmiechnęła się lekko, wyciągając inną płytkę. Skrypt był dość długi. Właściwie to było to tworzenie materii. A takie coś wymagało ogromu komend.-Myślę, że to ci się może spodobać.-uśmiechnęła się- Niedawno skonstruowałam.
23:37:56 *Andre podszedł bliżej. 'A co to takiego?' - zainteresował się.
23:38:21 *Andre w tym momencie mógł spodziewać się wszystkiego, od ogona, przez serum prawdy aż po hipnozę. Wolał dopytać.
23:38:58 *Mizu - Tak, moja domena, jednak nie dałem jej nic ze swojej mocy. Nawet jakby Ryuu jej pomógł, czego najwyraźniej nie chciał robić nie wiem dlaczego, to i tak władałaby wodą-
23:39:51 *Przekupka -Dwie złote monety za sztukę, to unikaty-
23:41:27 *Aleks 'Przestań! Spędzałem z nią dzień i noc i jakoś nie władała! Zresztą, to nieważne. Teraz jesteśmy na czysto'
23:41:38 *Zuri wyszczerzyła zęby. Przeczytanie wszystkich znaków zajęło dłuższą chwilę, a oczy lisicy i runy na jej ramieniu zajaśniały zielonym blaskiem. Na jej dłoni, zamiast płytki pojawił się duży talerz z tartą. Tartą jabłkową, ozdobioną karmelizowanym cukrem.
23:42:04 *Mizu -Bo nie umiała, teraz umie sama.-
23:42:05 *Rozalia stała chwilę przed wejściem do karczmy. Tym razem słyszała harmider w środku. Weszła do środka.
23:42:08 *Aleks rozmasował dyskretnie kostki ręki, która natrafiła na zlodowaciałe mięśnie.
23:44:12 *Mizu -Jakby nie miała własnego talentu, to by po prostu umarła- wzruszył ramionami. -odblokowałem tylko to co było uśpione-
23:44:23 *Essy - A tamto? - pokazała wisiorki na drugim końcu.
23:44:48 *Aleks 'Teraz ma na to większe szanse. Słyszałem że stosy to u was nie pierwszeństwo a właśnie tam wlazła'
23:45:15 *Essy chciała odwrócić uwagę kobiety i ukryć przedmioty.
23:45:23 *Zuri -Ta da.-wyszczerzyła ząbki.-Takie małe zaklęcie z dedykacją dla biednego, skacowanego męża.-powiedziała, choć zaklęcie wcale małe nie było. Rozmiar zaklęcia mierzyło się ilością jego znaków. A na tej tabliczce było ich dużo. , Symbole musiały być zapisane drobniejszym drukiem niż w większości jej zaklęć, a ledwo się mieściły.
23:45:56 *Aleks zauważył Rozalię. Uśmiechnął się do niej. 'Zniknęłaś bez słowa. Gdybym nie wiedział, że idziesz do domu, zacząłbym się martwić'
23:46:06 *Mizu -Co? A gdzie tam. - odpowiedział. Mizu nie wiedział co działo się po jego zniknięciu z każdą kobietą, która wykazywała magiczne zdolności.
23:47:00 *Rozalia -Przecież mówiłam, że idę do domu- odpowiedziała. -Dziękuję za kwiaty, są piękne- dodała testując czy nadawcą był jej mąż czy cichy wielbiciel.
23:48:05 *Rozalia -Mam też list do Ciebie i wiadomość, że mój ojciec przypływa pojutrze. List był opóźniony i teraz mam tylko 1,5 dnia by cokolwiek przygotować- wręczyła list adresowany do Aleksa.
23:48:25 *Aleks zmieszał się niemało. 'Przykro mi. Jeśli dostałaś kwiaty, to nie ode mnie, czego żałuję'
23:50:10 *Rozalia się zdziwiła. Kto to mógł wysłać? -Być może następnym razem nadawca nie ucieknie bym mogła go poinformować, że nie ma na co liczyć-
23:51:22 *Nawet jeśli Rozalia była nieco zdenerwowana to i jej łańcuszek z różą i kwiaty na tyle poprawiły jej humor, że już się nie złościła.
23:51:43 *Kobieta podeszła do korali i zaczęła ściągać różne rodzaje odwracając się do Essy tyłem
23:55:14 *Essy rozejrzała się dyskretnie i schowała figurki. - Ale po ile są? Wie pani co, chyba rzeczywiście wrócę po pieniądze. Do zobaczenia!
23:57:30 *Kobieta recytowała ceny już niższe, bo w srebrze. -Dobrze panienko, czekam do wieczora- zaświergotała na pożegnanie.
23:57:56 *W międzyczasie mężczyzna który ją odprowadzał ulotnił się, najwyraźniej zrezygnował z wydania jej.
23:59:16 *Essy oddaliła się, szukając wzrokiem rolnika. Była pewna, że idzie cały czas za nią... No cóż, może go jeszcze znajdzie, może nie. Teraz zmierzała w stronę zamku, szukając dobrego nań widoku.
00:00:44 Narracja: Nagle ktoś mocno chwycił Essy za ramię i pociągnął do wąskiej uliczki. -Nie możesz tam iść- usłyszała znajomy głos rolnika.
00:01:40 *Rozalia -Dasz radę wstrzymać rejs jeszcze przez 2 dni?- zapytała.
00:01:46 *Aleks 'Wiem kto je wysłał' - powiedział. 'Ciesz się nimi. Najwidoczniej masz cichego adoratora'
00:02:08 *Essy poczuła jak moc w niej buzuje, w ostatniej chwili ją powstrzymała. - Uh... Nie rób tak więcej! - syknęła. Odwróciła się do mężczyzny. - Chciałam tylko zobaczyć zamek z bliska.
00:02:39 *Aleks 'No cóż, jeśli chodzi o rejs... Mam tylko sonar. Sama Amelia bezustannie ucieka. A Essy... najwidoczniej poszła wreszcie do diabła. Farika nie mówiła kiedy zamierza odwiedzić swój świat?
00:02:51 *Rolnik -Ale Cię tam zabiją za te złote ślepia-
00:03:39 *Rozalia -Fariki i Dewa nie było w domu. Chyba wyszli- odpowiedziała. -Zapomniałam spytać Johana kiedy-
00:04:06 *Aleks 'Więc dopóki cała ta zgraja nie zbierze się w jakimś sensownym miejscu, nie ma mowy o rejsie';





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#948  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:18 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
00:04:37 *Essy zafrasowała się. - No tak... Chyba masz rację. Muszę bardziej uważać. Dziękuję za ostrzeżenie. Właściwie to jestem Essy.
00:05:42 *Aleks 'A stało się coś? Coś z Emilio?' - spiął się natychmiast patrząc na drzwi.
00:05:45 *Rolnik - Roland- przedstawił się. -Przepraszam za zachowanie z wcześniej, ale Ty zachowujesz się jak człowiek, a nie jak tamci. Oceniłem książkę po okładce-
00:07:02 *Rozalia -Nie, spokojnie, bawił się z Markiem, kiedy byłam w domu, było słychać jego śmiech. Do tego czy byłabym taka spokojna jakby mu się coś stało?-
00:07:12 *Essy - Zdarza się - rozejrzała się po uliczce. - Jest może w pobliżu jakiś wysoki budynek?
00:07:45 *Aleks 'Wolę się nigdy nie przekonywać'
00:09:56 *Roland - Tak, jest niedaleko opuszczony dworek z wieżą-
00:10:34 *Aleks zerknął na Rozalię przepłoszony. 'Jasna cholera! Musimy natychmiast iść do domu!' - wykrzyknął..
00:11:26 *Essy - Pokaż mi - uwzięła się na ten zamek. Cholerny, prawdziwy zamek! Zdarzyło się nawet, że spała w pałacu, ale to nie zmieniało faktu, że chciała ten zobaczyć.
00:11:44 *Rozalia zdziwiła się. -Co?- zdziwiła się. -No to chodźmy- udała się w stronę wyjścia. Zmartwiła ją jego reakcja.
00:12:28 *Aleks do tej pory, od zejścia na ląd, słyszał raptem o jednym adoratorze Rozalii. I to od samej Rozalii.
00:12:49 *Sprawdził czy ma przy sobie swoje pistolety. Zaczekał na Rozalię przy portalu.
00:13:48 *Rozalia dogoniła Aleksa i jako pierwsza przeszła przez portal. Poszła w stronę domu od razu.
00:16:58 *Amelia zamknęła drzwi swojego pokoju nogą, po czym podeszła do stołu, odłożyła co miała w rękach i usiadła. Otworzyła wieczko i wyjęła jedną z trzech niedużych probówek, zabezpieczonych polistyrenową pianką przed wstrząsami. Zdjęła chustę z nadgarstka i wsmarowała część płynu w skórę pod nią.
00:18:14 *John oddał 3 pudełka po lodach Ryuu kładąc je na ladzie
00:18:39 *Ryuu odebrał pudełka i je wyrzucił od razu,
00:21:35 *Aleks podążył za Rozalią, dyskretnie się rozglądając.
00:21:43 *Roland zaprowadził Essy do naprawde zapuszczonego dworku. W ogrodzie wszystkie rośliny były wysuszone, jakby nikt ich nie podlewał. Jedną rzecz jaką Essy mogła rozpoznać, to zamarznięta fontanna, którą sama zepsuła.
00:22:42 *Essy postanowiła wspiąć się na wieżę... Gdy tylko dowie się, gdzie ona jest.
00:23:09 *Rozalia udała się do domu. Nie widziała nikogo podejrzanego. -Chyba jednak fałszywy alarm- powiedziała.
00:23:53 *Aleks 'Ależ, zaraz alarm. Nie chciałbym by moi goście musieli na mnie oczekiwać. To byłoby niekulturalne' - uśmiechnął się.
00:24:53 *Aleks 'Poza tym, nadal pamiętam że konie stoją z dala od owsa i cierpią męki. Trzeba będzie do nich podejść'
00:25:08 *Rozalia - A przed moim ojcem nie uciekniesz? Dasz się ubrać w ładne ciuszki?- zażartowała.
00:25:42 *Rozalia - To chodź i pokaż mi jak mam je traktować by były posłuszne-
00:26:21 *Essy rozejrzała się z niedowierzeniem. Czy to naprawdę było to samo wiejsce, które widziała tak niedawno? Uśmiech zgasł z jej twarzy, podeszła do fontanny... Nigdy nie zdołał jej naprawić.
00:26:24 *Aleks 'Daj mi chwilę' - rozejrzał się za Johanem. 'Sugeruję zerknąć do Emilio. Pewnie przykro mu tam siedzieć'
00:26:56 *Essy - Kiedyś musiałobyć tu pięknie.
00:28:23 *Johan polerował właśnie srebrne sztućce.
00:29:23 *Rozalia -Dobrze, pójdę do niego w końcu po to tu przyszłam wczesniej, ale wiadomosc od ojca mnie trochę zdekoncentrowała.- odpowiedziała. -A ten list jest adresowany do Cieie- podała mu poraz kolejny list. Potem poszła na górę do syna.
00:29:54 *Essy sprawdziła, czy drzwi są otwarte. Może dostanie się na górę od środka?
00:32:00 *Rozalia -Puk, Puk- powiedział wcgodzac do jego pokoju. -Nie przeszkadzam?- zapytała się łagodnie.
00:32:17 *Andre 'Niech będzie' - powiedział. 'Cokolwiek to jest, może być ciekawie' - uśmiechnął się.
00:33:17 *Mark zakrył plecami kolejną już konstrukcję, w której mały sznurkowy lont prowadził wprost do podstawki z oliwą.
00:33:21 *Roland - Ta posiadłośc stoi pusta od wieków. Mówiono, że mieszkał tu bardzo atrakcyjny mężczyzna, co i wszystkie kobiety uwodził.-
00:34:21 *Emilio -Mama!- ucieszył się. -Nawet nie wiesz jak wujek Mark jest zdolny- dodał.
00:37:30 *Rozalia zerknęła na to co wytrzorzyli. -Nawet nie wiem co to jest- powiedziała z uśmiechem. Wiedziała doskonale, że oliwa i sznurek mają cechę wspólną ogień, ale wczuła sie w rolę nieświadomej kobiety.
00:37:53 *Essy uśmiechnęła się pod nosem. - Niech zgadnę, co było dalej... Znalazła się jedna, która nie padała mu do stóp, poszedł za nią w nieznane i już nie wrócił - zaśmiała się.
00:39:25 *Essy nacisnęła klamkę i spróbowała pchnąć drzwi.
00:39:26 *Roland - O to to własnie tak mawiają. DUżo wiesz o mitach i legandach, interesuejsz się demonami? Mimo, ze to Twoi wrogowie?- zapytał. Dla Rolanda Essy nadal była z rasy nagów.
00:41:20 Narracja: naznaczone zębem czasu drzwi puściły. Można było wejśc do środka, gdzie było czuć zaduch i kurz. Kiedy Essy weszła kilk apająków zwiało w kąt.
00:41:23 *Essy - Naprawdę? - roześmiała się w głos. Nie sądziła, że legendy mogą być aż tak naiwne. - Ach... Dobrze jest wiedzieć, z kim się walczy - starała się wejść w rolę, jaką jej przypisał. Czemu nie?
00:41:51 *Mark 'I tak już zostaliśmy przyłapani. Tłumaczyłem mu pokrotce jak działa proch. Jak drąży się jaskinie. Ale, by było bezpieczniej, użyłem oliwy'
00:42:52 *Essy - Tego nawet Ryuu by nie doczyścił - mruknęła pod nosem. Małym wirem wodnym, torowała sobie drogę przed pajęczynami.
00:43:04 *Aleks, skończywszy rozmawiać z Johanem, skierował się na górę.
00:43:33 *Rozalia -Ale to niebezpieczne- powiedziała z przejęciem.
00:44:26 Narracja: drewniane schody skrzypiały za każdym krokiem Essy.
00:46:00 *Essy zerknęła za siebie, zastanawiając się, czy Roland też idzie.
00:47:03 *Roland nigdy nie był w tak wielkim pomieszczeniu jak salon Mizu. Jego dom był wielkości pokoju gościnnego zapewne. Szedł też pchany ciekawością.
00:48:55 *Mark 'Owszem, pod warunkiem że faktycznie drążysz skały. Lub próbujesz wysadzić proch. A to zwykła oliwa z lampy. Wystarczy postawić ją na kawałku metalu by była bezpieczna'
00:49:20 *Essy nigdy nie była tu na dole. Widziała tylko jeden pokój i nawet nie wiedziała jak do niego trafić.
00:50:02 *Essy - Zastanawia mnie, dlaczego do tej pory nikt nie zajął posiadłości.
00:50:09 *Rozalia do perfekcji nauczyła się kłamać w żywe oczy, więc i naginanie prawdy, że jest łagodną kobietą, nie stanowiło dla niej problemu. -Dziesięciolatek i oliwa to już wystarczjące niebezpieczestwo- usmiechneła się.
00:51:38 *Mark pokiwał głową. 'Zaraz to zabiorę' - powiedział. 'Masz rację. Przepraszam'
00:52:09 *Mark 'Przykro mi Emilio. Matka to władza absolutna' - uśmiechnął się.
00:52:10 *Roland - Babka mi opowiadała, że po zniknięciu tego młodzieńca bardzo dużo kobiet ubiegało się o mieszkanie tutaj. Wiele nawet kłamało, ze brzemienne są, ale ostatecznie brat jego przekonił wszystkie.-
00:52:54 *Rozalia -Dziękuję bardzo- powiedziała. -Oczywiście z nadzorem dorosłego może się bawić, ale mam pełne obawy, ze spróbuje sam-
00:53:08 *Emilio -Przecież jak obiecam to nie zrobię- powiedział.
00:53:51 *Mark zerknął porozumiewawczo na Rozalię. Nie dało się ukryć że Emilio to skóra zdjęta z Aleksa, a równie ma z nim wspólny charakter co i wygląd
00:54:23 *Mark 'Obyś słowność dziedziczył po ojcu tak samo jak szaleństwo' - roześmiał się.
00:55:30 *Aleks uchylił drzwi. 'Słyszałem' - powiedział spokojnie. 'Emilio, wiesz jak dawno wyszła dziewczyna z mieczem i jaszczurką?'
00:55:39 *Essy pomyślałą, że Ryuu musiał być wściekły, że Mizu uciekł. Wciąż nie wiedziała, co takiego demon mu obiecał... - Uważaj, tu nie ma jednego stopnia - rzekła ściszonym głosem. W takich miejscach niemalże nietaktem jest mówić głośno.
00:58:08 *Emilio - Jakąś godzinę temu?-
00:58:52 *Rozalia uznała, ze zwichnięta kostka to odpowiednia kara właśnie za złamane słowo, że nie będzie biegał.
00:59:04 *Aleks pokiwał głową. 'Miejmy nadzieję, że poszła zająć się formalnościami.'
00:59:41 *Aleks 'Ile ojciec miał służby?' - zapytał nagle Rozalii.
01:00:04 *Aleks 'Zwykle nie przywiązywałem wagi. Nie chcę byś musiała się wstydzić'
01:01:49 *Zuri -Ciasta żeś nigdy nie widział?
01:02:12 *Mark przewrócił oczami na słowa Aleksa. 'No proszę. Prawdziwie wolny duch, niespowity normami i lękiem przed opinią'
01:03:32 *Essy wciąż kierowała się schodami, na samą górę.
01:03:32 *Rozalia -Ja miałam dwie, matka jedną. Takie tylko osobiste. Potem ogólnie takie co ogarniały i lokaj.- wyliczała.
01:03:33 *Aleks skwasił się. 'No proszę. Prawdziwa głowa rodziny. Szkoda że oderwana i leżąca pół kraju dalej'
01:04:50 *Rozalia -Panowie- upomniała ich jakby była naprawde oburzona.
01:04:56 *Aleks 'No dobrze. Coś się da z tym zrobić. ' - powiedział. 'Spróbuję namierzyć Jacka. On będzie wiedział, kogo lepiej pod dach nie wpuszczać. Plotkarz niemały, ale jest z niego pożytek.'
01:05:40 *Aleks 'Do pojutrza będzie naprawdę trudno zrobić z tego dworek' - myślał na głos.
01:06:52 *Rozalia -Mogę Cię prosić na słówko?- poprosiła Aleksa do innego pokoju.
01:07:07 *Andre 'Poważnie używasz magii do pieczenia ciasta?' - roześmiał się. Aż usiadł z wrażenia.
01:07:18 *Essy otworzyła okienko na wieży, od strony zamku. Pogoda była piękna, więc i widoczność wspaniała.
01:08:09 *Rozalia - Panienki z burdeli to dobre aktorki, wynajmijmy je niech poudają- powiedziała, keidy byli w drugim pokoju.
01:09:04 Narracja: Na jednej sciance schodów było widoczne już nie tak bardzo ukryte przejście
01:10:56 *Essy zmrużyła oczy. Nie, chyba jej się nie przywidziało... Cofnęła się parę kroków. - Patrz tutaj! - pomacała przejście i spróbowała w nie wejść.
01:12:04 Narracja: drzwiczki otworzyły sie i przed nia ukazał sie korytarz. Teraz zakurzony i pełem pajęczyn, jednak to ten sam, który widziała jak wtedy kiedy Mizu wpuszczał służkę do pokoju.
01:14:48 *Essy No proszę, jednak znalazła ten pokój. Albo przynajmniej zaraz znajdzie... Pomyślała, że to i tak była dość kiepska kryjówka, skoro wsyzstkie dziewczęta ją znały, heh...
01:17:27 Narracja: na końcu korytarza były podwójne drzwi, prowadzące do znanego jej pokoju.
01:18:39 *Rozalia -Ale z drugiej strony, jak któryś z gości korzysta z takiego przybytku to dopiero będzie heca- dodała.
01:19:05 *Essy westchnęła, chwytając za klamkę. - No to zobaczmy, co jest w środku.
01:25:19 Narracja: W środku było tak samo jak wyszła z tego pokoju, tyle że wszystko było zakurzone. Wszystkie książki w biblioteczce na swoim miejscu, tak samo jak lekko zmiętolona pościel, na której leżał Mizu, kiedy Essy dla niego tańczyła.
01:26:27 *Aleks 'Możemy. Jeśli nie będą ci tutaj przeszkadzały.' - powiedział. 'Gorzej jeśli wpadniemy na takim oszustwie'
01:27:07 *Aleks 'Wówczas dobrze byłoby mieć choć ze dwie osoby faktycznie zatrudnione, mogące świadczyć naszą prawdomówność. '
01:27:52 *Rozalia -Toteż mówię, że trochę to ryzykowne. Gorzej będzie jak któryś z gości będzie klientem takiej pani.
01:28:22 *Aleks 'Najpewniej wszyscy' -roześmiał się. 'Szczególnie że zaproszone będą małżeństwa'
01:28:24 *Essy wzięła jeden z tomów i odkurzyła go dmuchnięciem. - Mogą być sporo warte, powinieneś je wziąć.
01:29:20 *Rozalia -To nie możemy takich pań tu zatrudnić, bo będa rozpoznane. Musimy prawdziwe służki zatrudnić-
01:29:37 *Aleks 'Ale nie licz na to, że mężczyzna rozpozna prostytutkę w skromnie ubranej i pozbawionej makijażu kobiecie'
01:29:39 *Roland -Ale to nie uchodzi tak kraść-
01:30:09 *Rozalia -Na pewno? Aż tak bardzo jesteście wzrokowcami?-
01:30:39 *Essy - Kraść? Ratujesz książki przed totalnym zbutwieniem.
01:31:41 *Aleks 'To daje wam, kobietom, ogromne pole do popisu'
01:32:46 *Johan wpuścił nieco zdezorientowanego Jacka, który rozglądał się nie mogąc się nadziwić, ile to zmian w ciągu ostatniego tygodnia tu nastąpiło. Przeszedł do jadalni i usiadł, czekając na Aleksa.
01:33:08 *Rozalia -Hmmm. No to działajmy.- zaproponowała.
01:33:57 *Rozalia -A jak mi się jakaś panienka spodoba to ją zatrudnię na stałe i uratuję od tego hańbiącego zawodu-
01:34:09 *Essy wcisnęła Rolandowi kilka książek. - Kupisz za nie nową sukienkę córce.
01:34:33 *Roland sie speszył -Dziękuję- odpowiedział. Był naprawde wdzięczny
01:36:20 *Essy uśmiechnęła się. - Zobaczę tylko ten zamek i będziemy stąd iść. Duszę się od tego kurzu.
01:36:23 *Aleks 'Niech pójdzie Mark i na początek wybierze kilka tych, które nie okradają swoich klientów'
01:37:47 *Aleks 'Ogrodnik będzie w południe. Niech przejdzie się przedmieściem i poszuka kilkuletnich róż i jałowców. A następnie przekupi ich właścicieli by byli skorzy wykopać rośliny. Obejście z razu nabierze życia'
01:37:52 *Rozalia -Nie wiedziałam, że Twój brat odwiedza takie ... lokale-
01:38:15 *Aleks roześmiał się. 'Mark to zakała rodu. Pewnie dlatego siedzi tutaj'
01:38:18 *Essy wzięła tylko jedną książkę, tą która leżała na łóżku. Nie mogła się oprzeć.
01:38:51 *Aleks 'Nie wnikając w szczegóły, jego żona jest teraz w okolicach Londynu z gachem. Jemu pozostało siedzenie kątem u nas'
01:40:08 Narracja: Ta książka nosiła tytuł Zetsumetsu-shu - kyūketsuki (Wymarłe gatunki - wampiry).
01:41:13 *Rozalia - Tak jawnie kochanka trzyma?- zdziwiła się. -Ale, masz rację, nie nasza rzecz. Jak ma chęć to i niech mieszka-
01:42:18 *Aleks 'Nie wiem na ile jawnie. Wiem tyle, co ludzie powiedzieli. Gdyby nie był taką pipą dawno by to uporządkował i zgłosił ją władzom'
01:42:22 *Essy nie pamiętała nawet jak się ten tytuł czytało. Ale padła na pewien pomysł. - Roland, a ty umiesz czytać? Ten tytuł strasznie niewyraźnie jest tu napisany, widzisz go?
01:42:44 *Aleks 'Masz rację. W końcu to rodzina. I może być przydatny' - uśmiechnął się. 'Poproszę go'
01:44:21 *Roland -Kiepsko u mnie z czytaniem, ale zaczął dukać tytuł. -Wymarłe gatunki - wampiry- przetłumaczył na ogólny.
01:45:53 *Aleks 'Nie martw się. Nie przyniosę ci wstydu' - powiedział. Podszedł do Rozalii by ją pocałować. W końcu byli tu sami.
01:47:06 *Rozalia oddała pocałunek, położyła dłoń na jego policzku. -Ja też nie przyniosę Ci wstydu- odpowiedziała zaraz po.
01:48:35 *Aleks 'Wiem, czemu uciekłaś do domu. Nie masz racji choć wiem jak wyglądał pozór' - powiedział spokojnie.
01:50:07 *Essy zamrugała i odebrała od niego książkę. A to ciekawostka. Uśmiechnęła się pod nosem.
01:51:01 *Essy - To ja zaraz wracam. Może znajdziesz coś jeszcze ciekawego - weszła znów na górę, otworzyła okienko i przeszła na dach wieży.
01:51:28 *Rozalia -Nie chciałam być przy tej rozmowie.- odpowiedziała. -Wróciłam, napiłam się herbaty, ochłonęłam i nie chowam urazy. - dodała.
01:54:55 Narracja: Daszek był dość stromy, ale dało się na nim usiedzieć. Z góry było widać całe miasteczko i oczywiście okazały zamek.
01:55:30 *Aleks pokiwał głową. 'Zrezygnowała z rejsu. Pewnie cię to ucieszy. Nie chciałem do tego dopuścić bo to było jej marzenie. Nie moje. Ja płynę wyłącznie dla złota. I dla zasady'
01:57:28 *Aleks 'Po prostu teraz czuję się jakbym ją zwyczajnie okradł.' - westchnął. 'Ale, do czora z nią. Chodźmy po Marka'
01:58:22 *Rozalia - Nie będę kłamać, że nie, chociaż i o rejs w jej towarzystwie byłam spokojna, kiedy obiecałeś mi być przykładnym mężem.- odpowiedziała. -Ale nadal martwi mnie to, że nikt nie wrócił. Nie wiadomo co kryje tamte morze-
01:59:07 *Aleks 'Z pewnością wraki poprzedników. Resztę ukaże nam sonar'
01:59:43 *Essy miała czas, by trochę pomyśleć, choć nie wiedziała, czy powinna się z tego cieszyć, bo im dłużej wszystko rozważała, tym większe miała wrażenie, że postąpiła jak idiotka. Cholera jasna, facet którego kocha do szaleństwa biegnie za nią, nie zważając nawet na swoją żonę, a ona go poturbowała magią? Nic dziwnego, że do tej pory jest jeszcze panną.
01:59:48 *Rozalia -Te dziwne skrzynki Amelii?-
02:01:02 *Aleks 'Dokładnie tak. To rzeczy z przyszłości. Pozwolą określić co dzieje się pod powierzchnią wody bez nurkowania'
02:02:53 *Rozalia -Bardzo przydatne- zauważyła. -Przyznam się, że trochę mnie goście w karczmie przytłaczają, mają te wszystkie dziwne rzeczy, swoja magię i problemy, o których ja nawet bym nie pomyślała. Przy nich czuje sie jakbym to ja była inna.-
02:02:59 *Aleks 'Wystarczy odpuścić sobie pełne żagle i uważnie nadzorować sonar. Jeśli to wina wiatrów lub zjawisk, pomogą liny którymi szczepimy okręty, łodzie, i ludzi na nich'
02:03:14 *Essy przez krótki moment chciała skoczyć z tej wieży, bynajmniej nie z rozpaczy, lecz z zażenowania. Szybko weszła do środka i wróciła do Rolanda. - I jak tam?
02:03:45 *Roland -Powinniśmy wracać już- odpowiedział. Bał się, że złapią go na kradzieży
02:04:13 *Essy - Racja - pokiwała głową.
02:04:32 *Aleks uśmiechnął się. 'Z rok temu sam miałem kłopot by zrozumieć to wszystko. Ale to możliwe. Wystarczy nie dziwić się niczemu. Oni sami wskażą ci swym zachowaniem, do czego służy ich magia.'
02:04:35 *Essy znów szła pierwsza, broniąc ich przed wszechobecnymi pajęczynami.
02:05:38 *Rozalia -Jak już wypłyniesz to będę doglądać Twojego powrotu. Masz teraz do kogo wrócić-
02:06:26 *Roland uwaznie stawiał kroki po schodach
02:07:54 *Aleks uśmiechnął się. Schylił się by pocałować ją w ramię. 'Wiem. Wrócę jak tylko oddadzą mi swoje złoto'
02:08:41 *Aleks 'A gdy wrócę, roztrwonimy je na naj zbędniejsze atrakcje jakie są możliwe w kraju'
02:08:55 *Essy - Wracasz do domu, czy idziesz od razu sprzedać łup?
02:10:01 *Rozalia -Oczywiście - powiedziała z błyskiem w oku. -Mam w tym wprawę-
02:10:35 *Rozalia -Chodźmy do Marka, mamy mało czasu-
02:10:59 *Roland - Nie mogę teraz, bo zaraz mnie złapią za kradzież. Musze kanałami sprzedać-
02:11:15 *Roland -Czyli wracam do domu-
02:12:32 *Essy - Niby taki uczciwy, ale gdzie sprzedać, to ma pojęcie - uśmiechnęła się figlarnie.
02:13:14 *Roland - Trzeba sobie jakoś radzić-
02:13:40 *Aleks z niemałym zawiedzeniem odstąpił od Rozalii otwierając drzwi i przepuszczając ją
02:14:45 *Essy - Nie zamierzam cię potępiać. Chodźmy.
02:14:58 *Rozalia -Będzie jeszcze czas i na to, na co masz chęć- wyszeptała do niego. -Bo ja też mam chęć- dodała idąc w stronę pokoju Emilio.
02:15:44 *Roland wyszedł z dworku i pokazał Essy drogę jak dojść na jego pole.
02:15:44 *Aleks podniósł tylko brwi, zadowolony. Cóż za otwartość... Uśmiechnął się od ucha do ucha. Poszedł za Rozalią.
02:16:46 *Mark '... i wyciął w pień wszystkich! Razem ze służbą! Ocalił tylko swojego psa. ' - dokańczał właśnie opowieść.
02:18:43 *Emilio -Też bym uratował Stefana!- odpowiedział szczęśliwy.
02:21:21 *Essy potrzebowała chwili swobody i samotności, i teraz mogła wrócić do starych problemów. Poszła więc z Rolandem, by od razu zwrócić mu sukienkę.
02:22:02 *Roland -Zachowaj, ładniej Ci w sukience- odpowiedział. -Kobiety powinny nosić suknie-
02:23:22 *Essy - Jeżeli to ulubiona twojej córki, to będziesz mieć przechlapane - zaśmiała się. Przyjęła jednak prezent.
02:24:55 *Roland -Jedna z kilku, więc może nie zauważyć.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#949  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:20 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
16.12.2016
____________________________________________________________


11:19:03 *Essy pożegnała się z Rolandem. Choć z początku wydał się gburem, teraz aż żal było tak szybko uciekać, ale nie miała po co siedzieć tu dłużej. Ostrożnie omijając grządki, przeszła przez portal i udała do karczmy.
11:32:13 *Mizu - O popatrz, a jednak żyjesz.- zaczepił Essy.
11:44:04 *Essy dość naiwnie rozejrzała się za Aleksem, choć nie miała dużej nadziei na to, że go tu spotka. Pewnie poleciał do Rozalii, by znów nie przyszło jej do głowy ściągać obrączki... Zbliżyła się do Mizu. - Właśnie wróciłam z zaświatów. I przyniosłam pamiątki – położyła na stole figurki. – Zdaje się, że po twoim odejściu masz jeszcze więcej fanów – uśmiechnęła się.
12:08:46 *Mizu spojrzał na figurkę. -No nie wierzę- powiedział. -Poszłaś do zaświatów, by kupować pamiątki jarmarczne?- zażartował.
12:10:11 *Essy - Mam coś jeszcze - powiedziała, wyciągając książkę. - Cieszę się, że się doszkalasz przed misją - puściła mu oczko. Chciała wybadać, czy pomimo rozczarowania, którego powodu mogła się tylko domyślać, nadal zamierza jej pomóc. Bardzo na to liczyła.
12:14:34 *Mizu - To w zaświatach i języków uczą?- dalej sobie żartował. W sumie faktycznie myślał, że Essy to kobieta nie dająca ponieść się emocjom, tak jak jego pożalsięboże fanki.
12:15:39 *Essy wzruszyła ramionami z uśmiechem. - Musisz przyznać, że warto było - podniosła małego Ryuu w stronę baru. Dzięki perspektywie prawdziwy Ryuu jak i figurka były podobnej wielkości. - Wielce akuratne.
12:19:04 *Mizu zabłyszczały oczy. -Muszę to mieć- wyszeptał.
12:25:42 *Essy - Z twoją podobizną jest gorzej - zerknęła na stół. - Za bardzo ci upięknili. Zakładam, że to przez legendę, według której byłeś całkiem przystojny - dworowala sobie.
12:25:49 *Essy schowała figurkę w pięść. - Nic za darmo.
12:26:57 *Mizu - W każdej legendzie jest ziarno prawdy- wymruczał jej do ucha.
12:27:21 *Mizu zmarszczył brwi. -Podaj cenę-
12:29:59 *Essy myślała intensywnie. - Chcesz obie? - upewniła sie.
12:30:32 *Mizu - No już CI odpuszczę, możesz zachować tę z moją podobizną.- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
12:34:55 *Essy - Za braciszka - postawiła palec na głowie figurki i przechylila lekko na boki - musisz mi powiedzieć, co mu obiecałeś wtedy na łące.
12:41:34 *Mizu -Nie powiem Ci, to jest sprawa między mną a Ryuu.- był uparty.
12:41:46 *Essy - Hm, może Ryuu się skusi na ciebie - zażartowała.
12:42:30 *Mizu -Nie sądzę by to chciał mieć. Chociaż... jest zupełnie inny niż ja go znam-
13:01:15 *Essy miała w sumie dwie sprawy, więc nie przejęła się za bardzo odmową. - Mówiłeś, że chcesz podróżować. Czemu nie zacząć od wyprawy na tajemnicze morze...?
13:03:22 *Mizu -To prawda. Skoro tu jestem, to na pewno nie wrócę do siebie. Chcę poznać inne światy, inne możliwości.- przyznał. -Jak bardzo te morze jest tajemnicze?- zapytał.
13:24:48 *Essy - Nikt nie wie, co jest za horyzontem - rzekła kusząca. - No, a jeżeli ktoś jednak wie, to nie wiadomo gdzie ten ktoś jest.
13:51:16 *Mizu -Ciekawe. Ale też i proste w wykonaniu. Wystarczy stworzyć portal po drugiej stronie i będzie sprawa załatwiona. -
14:07:57 *Essy pokręciła głową. - Nawet się nie waż. Zepsujesz całą zabawę. Po chwili zastanowienia jednak dodała. - Naprawdę mógłbyś to zrobić? - zdobycie niejakiej pewności, że wrócą byłoby uspokajające.
14:13:34 *Mizu -Mogę włączyć dowolny portal w zakresie danego świata. Dlatego podoba mi się to miejsce, bo mogę chodzić między światami-
14:33:08 *Essy - Kiedyś miałam podręczny portal, dzięki któremu mogłam z dowolnego miejsca dostać się do karczmy. Gdyby udało mi się go odzyskać, bylibyśmy nie do zatrzymania - dała się ponieść wyobraźni. Cholera, czy mogłobyć coś cudowniejszego od takiej wolności?
14:37:30 *Mizu - To gdzie go zgubiłaś?-
14:44:30 *Essy musiała się porządnie zastanowić. Na statku go jeszcze miała. Potem Will wyrzucił go do wody.. Ale oddał. Potem nieszczęsna akcja z Beatrycze, gdy Will zamknął jej portal, a potem wrócił na statek przez ten Laili. Już bez kółeczka.
14:51:37 *Essy zaśmiała się nagle. - Wygląda na to, że tutaj. W karczmie.-
14:52:58 *Mizu -To go znajdź- powiedział. Zainteresowała go. Jak go znajdzie to minie chwila kiedy mu go odda.
18:52:15 *Essy - Czekaj, czekaj... Chyba jednak zgubiłam go jak gonił mnie dinozaur. Ale też wychodzi na to, że w karczmie. Ryuu! - krzyknęła na kelnera. - Ty tu ostatnio sprzątałeś. Nie wpadł ci przypadkiem w ręce pewien złoty krążek?
18:52:43 *Mizu - Nie szkodzi. Poradzę sobie i bez tego krążka - odpowiedział.
18:52:52 *Essy - Ale dla mnie będzie bardzo przydatny. Ryuu, słyszysz mnie?
18:53:03 *Ryuu - Nie wpadł - odpowiedział.
18:53:11 *Mizu - Gdzie już byłaś? W których światach? -
18:53:20 *Essy - Czyli w karczmie go nie ma - stwierdziła. No, jeżeli Ryuu go nie znalazł, to ona tym bardziej. - Wielu różnych - odparła, siadając. - Pełne magicznych stworzeń. Zwierzoludzi. Technologii. Czasy dawne i przyszłe. Dziwny świat na odwrót, gdzie wszyscy chodzą do tyłu. Widziałam jak magiczne wojowniczki przywracają do życia. Jak grupka zwykłych studentów zmienia bieg historii...
18:53:28 *Mizu uśmiechnął się. - Świetnie, idealnie wręcz. A teraz płyniesz za horyzont? - odpowiedział.
18:57:14 *Essy - Obiecałam - odparła ze wzruszeniem ramion. Nie było opcji, by mogła zostawić Aleksa przy tak niepewnym powrocie. Łączyło ich zbyt wiele i skończyło się to zbyt nagle, by mogła tak szybko zapomnieć.
20:00:41 *John - Heh -
00:51:22 *Mizu - Skoro masz zobowiązanie, to się mieszać nie będę- odparł.
00:52:26 *Essy - To nici z figurki - spróbowała.
00:53:23 *Mizu -Zmieniłaś cenę, dobrze- podszedł ją jak małe dziecko. -Przyjmuje ofertę i chcę figurkę.-
00:55:13 *Essy przekręciła oczami i rzuciła mu małego Ryuu. - Tylko nie znikaj mi gdzieś. Nie wiem, kiedy dokładnie planują wyruszyć.
00:58:11 *Mizu złapał figurkę. - Hmmm, to dziwne. Skoro umawiałaś się na wyprawę a nic o niej nie wiesz poza tym, że się odbędzie-
01:00:12 *Essy - Pewnie oni sami nie wiedzą - odparła ze wzruszeniem ramion. - Mówię o Farice i Aleksie. Fariki jeszcze nie znasz, to w jej świecie morze jest takie nieprzyjazne.
01:01:10 *Mizu -A Aleksa zdążyłem poznać- dodał wciąż pamiętając cios mężczyzny.
01:03:24 *Essy przyjrzała mu się. - Coś nie tak?
01:04:38 *Mizu -Nic, przecież byłem świadkiem Waszej uroczej rozmowy, a raczej przepychanki słownej. - odpowiedział.
01:06:37 *Essy - To taka tradycja... - zażartowała. - Co ty na to, byśmy zaczęli naukę? - uśmiechnęła się szeroko.
01:08:59 *Mizu -To jak macie zamiar tak cały rejs , to od razu mnie utop-
01:10:17 *Essy - Wedle życzenia - rzuciła w niego wodną kulę.
01:12:24 *Mizy wystawił tylko dłoń przed lecąca kulą i tak w chwili zetknięcia, zamieniła się w lód i rozbiła na drobne kawałeczki. -EMocje sa dobre, kiedy chcesz wykrzesać więcej mocy, jednak pies pogrzebany jest w opanowaniu siebie i tego co robisz-
01:17:24 *Essy - Na razie moja moc nie jest duża, nawet jak się wścieknę - odparła. - Jak ty i Ryuu tworzycie te kotki, które zdają się żyć własnym życiem? Nawet w twoim świecie tego nie wypróbowałam.
01:19:38 *Mizu -Będzie duża, kwestia ćwiczeń- odpowiedział. -A te koty to summony, takie stworzenia, które żyją własnym życiem- odpowiedział.
01:20:59 *Essy - Nigdy nie spotkałam się z tą nazwą. Trudno stworzyć coś takiego?
01:23:04 *Mizu - Tu potrzeba wyższego levelu wtajemniczenia i umowa podpisana z danym zwierzem, by zgodziło CI się towarzyszyć-
01:25:02 *Essy zamrugała. - Nie bardzo rozumiem... Jak można podpisywać porozumienie z własnym tworem?
01:26:11 *Mizu -Bo to nie jest własny twór. Tzb teraz nie, ale wcześniej trzeba spotkać tego oryginalnego.
01:27:24 *Mizu - A to możliwe tylko w moim świecie, więc jeszcze długo nie będziesz miała okazji-
01:28:31 *Essy przypomniała sobie słowa Elizy. - Czyli one czują ból? I mogą... Zginąć?
01:30:16 *Mizu -Oczywiście, że tak. Potem chwila zajmuje gdy przywoła się drugiego, ale już nie będzie miał tego samego charakteru co poprzedni-
01:37:59 *Essy skrzywiła się. Czyli jednak dziewczynka słusznie się na nią wkurzyła, gdy spryskała kotka wodą. Spróbowała coś uformować z wody. Uszka, puchaty ogonek, łapki...
01:42:02 Narracja: Twór jaki wyszedł na dłoni Essy był okrągły, galaretkowaty, Miał krótkie nóżki, mała uszka i ogonek. Miało mordkę kotka, jednak nie ruszało się samo z siebie.
obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć
01:42:58 *Essy - Ym... To raczej nie przypomina królika, co?
01:43:32 *Mizu -Jak mu uszy przedłużysz i skrócisz ogonek, to i może zacznie.-
01:46:09 *Essy - Na razie niech sobie pochodzi - położyła galaretkę na stole i skupiła się na tych małych nóżkach. Szło topornie i wyszło dziwnie. Kotek co prawda poruszał kończynami, ale zdawał się lewitować w powietrzu, a nie opierać na nich. I ciągle miał ten dziwny uśmieszek.
01:49:31 *Mizu -Narazie się rusza, bo chcesz by się ruszał. Bez umowy nie będzie miał wolnej woli- wyjaśnił. -A żeby mieć umowę, musisz być silniejsza, więc kombinuj i koncentruj się- mówił ciągle by miała trudności właśnie w skoncentrowaniu się.
01:51:48 *Essy - Można mieć umowę i z większym stworem? Wielkości konia na przykład?
01:53:20 *Mizu ściągnął z ramienia swojego kota. -Jest taki mały, bo potrzebowałem go w Twoich włosach- odpowiedział. -Wielkość zależy od intencji-
01:54:43 *Essy skinęła głową na znak, że rozumiem. - Dużo masz takich summonów?
01:55:56 *Mizu -One są terytorialne. Można mieć tylko jednego.-
01:57:55 *Essy - To tą galaretkę sobie podaruję. Pomyślę nad czymś ciekawszym.
01:58:10 *Essy - Tak się zastanawiam... Ile właściwie masz lat?
01:59:01 *Mizu zaśmiał się. -Nie wystarczy stworzyć zwierzaka by móc z nim iść na deal, trzeba odwiedzić go w jego naturalnych środowisku -
02:00:24 *Ryuu -Kobiet się o wiek nie pyta- powiedział złośliwie stawiając przed nimi po piwie.
02:01:36 *Essy - Czyli w lodówce? Nie wiem, gdzie żyją galaretki.
02:02:24 *Essy - Tak wiem, Ryjku, dlatego ciebie nigdy nie pytałam.
02:04:49 *Mizu spojrzał na brata niezadowolony. Potem się zaśmiał z obu żartów.
02:07:35 *Ryuu postanowił zignorować przekształcenie imienia. Nie będzie pokazywać, że mu to przeszkadza, bo wtedy się zacznie.
02:07:36 *Essy - Orientuj się! - zawołała nagle i rzuciła do Ryuu figurkę Mizu. - Fajne, co?
02:09:36 *Ryuu złapał figurkę. Przyzwyczaił sie do latających rzeczy w karczmie i łapania ich zanim skończą podróż na twarzy. -Fajne, znam je Mizu był popularny po tym jak zwiał.-
02:11:52 *Essy - A ty dopiero jak cię zamknęli w klatce? - uśmiechnęła się, choć była nieco zawiedziona. Miała nadzieję, że go zaskoczy i może zaciekawi na tyle, by chciał figurkę w zamian za przysługę.
02:12:17 *Mizu -Hej, nie zwiałem, tylko zwiedzam-
02:13:35 *Essy - Fakt, nie zwiał. Według opowieści, poleciał za kobietą - wyszczerzyła ząbki.
02:14:10 *Mizu spojrzał na Essy -W sumie racja, ale motyw był zgoła inny-
02:15:49 *Essy - W ten inny nikt nie uwierzy - uśmiechnęła się figlarnie.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#950  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:21 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
17.12.2016
____________________________________________________________


21:24:52 *Laila wychodzi z pokoju i schodzi po schodach w dół
21:36:58 *Laila podchodzi do baru i się rozgląda
21:40:03 *Laila siada koło baru i wyciąga swój notatnik po czym coś w nim notuje
21:41:11 *W suficie karczmy nad środkiem głównej sali otwiera się portal. Wypada przez niego wysoki, starszy mężczyzna z siwiejącą brodą, ubrany w elegancką czerwoną kurtę. Widać, że pochodzi z bogatego rodu. Wstaje z podłogi, otrzepuje się z kurzu. Rozgląda się po karczmie i widzi Lailę.
21:41:31 *Portal natychmiast po tym zamyka się.
21:44:49 *Laila patrzy się na nowego - Witaj
21:44:55 *Antenat: Witam Panią serdecznie. Cóż to za miejsce, w którym się znalazłem?
21:46:13 *Laila - To między wymiarowa karczma. Skąd ten portal?
21:48:37 *Antenat: Z mojej posiadłości. Próbuję trochę w tym moich sił, ale niestety na początku zawsze są... trudności. Moją jest wycelowanie do właściwego miejsca, a z samym stworzeniem i utrzymaniem portalu nie mam problemów. Właściwie, to próbowałem otworzyć portal do pokoju obok, żeby nauczyć się celować, ale cóż... Widać rezultat.
21:53:05 *Laila - Ciekawe. To jak widzisz.Trafiłeś do karczmy gdzie jestem ja i dużo innych stworzeń które teraz śpią
21:54:46 *Antenat: Hmmm, interesujące. Właściwie to nawet bardzo. Istnienie takich miejsc między wymiarami potwierdzałoby moje teorie…
22:00:27 *Laila - Jakie teorie?
22:02:59 *Antenat: Teorie o tym, skąd pochodzą istoty nadrealne istniejące w mym świecie. Skoro w międzywymiarze może znajdować się ta karczma, czemu nie miałyby istnieć tu pierwotne siedliska tych... stworzeń?
22:08:03 *Laila - Fajna teoria. Który macie wiek?
22:11:15 *Antenat: Wiek? Mamy wiek XVII, ale domyślam się, że w innych światach są różne rachuby, więc zapewne w twoim świecie XVII wiek oznacza coś innego, niż w moim.
22:16:06 *Laila - U mnie taka teoria była dużo wcześniej. Bo u mnie portali było i jest dużo lecz niektóre otwierają się tylko raz
22:18:22 *Antenat: U nas na ogół nie ma tego typu problemów, a przynajmniej jeszcze się z takimi nie spotkałem. Po prostu wybierasz cel, otwierasz portal, przechodzisz i... w moim przypadku trafiasz nie tam, gdzie chciałeś. Aczkolwiek trzeba mieć odpowiednią wiedzę, by taki móc otrzymać. Społeczeństwo nawet nie wie, że to możliwe. A ja mam pewien interes w tym, żeby się nie dowiedziało.
22:22:06 *Laila - u nas otwierać portale umie może co milionowa osoba. Tak poza tym to jak się zwiesz?
22:24:32 *Antenat: Moje imię jest zachowane w sekrecie przez wzgląd na... pewne sprawy. Możesz natomiast do mnie mówić Antenat. A ty jak masz na imię?
22:36:44 *Laila - Jestem Laila. Widzisz te różowe drzwi za mną?
22:37:17 *Laila - Jestem Laila. Widzisz te różowe drzwi za mną?
22:40:14 *Antenat: Laila, co...? Ciekawe, mam bratanicę o tym imieniu... Ale nie widziałem jej od lat - Antenat patrzy za Lailę. Spostrzega różowe drzwi - Tak, widzę je. A czemu pytasz?
22:42:09 *Laila - To adamantytowe drzwi które są portalem do mojego świata.
22:44:33 *Antenat: Adamentyt, co? Przyjemny materiał. Właściwie, to używam go dużo do moich niektórych projektów. Nie wiedziałem, że nadaje się również na portale. Będę musiał tego spróbować.
22:48:13 *Laila - Przy twoich zdolnościach robienia portali lepiej nie rób go z adamantytu bo jak wybuchnie to ino roz
22:51:09 *Antenat: Spokojnie, z tym nie mam najmniejszego problemu. Tylko z wycelowaniem we właściwe miejsce mam kłopot. Właściwie, to wybuchy mogłyby być nawet przydatne przy moim projekcie.
22:51:20 *Laila - Ja go użyłam tylko ze względu na dużą możliwość rozwalenia portalu. On że jest odporny na magie to idealnie podtrzymuje go.
22:53:05 *Mark, rozbawiony co nie miara, wyszedł pierwszy z gabinetu. Najwyraźniej Aleks wziął trudy rozmowy na siebie. Teraz kierowali się do jadalni na śniadanie.
22:54:08 *Antenat: Rozwalenia portalu? Ciekawe... - w zamyśleniu przeczesuje ręką brodę - To mogłoby się kiedyś przydać...
22:54:12 *Johan 'Wygląda na to, że panicza trzeba będzie znieść do stołu, w końcu nie przystoi go karmić jak służbę' - zauważył, spoglądając na Aleksa z naganą w oczach.
22:56:42 *Mark ruszył od razu w kierunku drzwi. Przynajmniej dopóki nie usłyszał za plecami dźwięku przeładowanej broni. Doskonale wiedział że nic mu nie grozi, ale nie zamierzał wyprowadzać brata z równowagi i psuć atmosfery.
22:57:17 *Rozalia w ostatniej chwili powstrzymała się, by nie pójść. No tego też jej nie wypada robić.
22:57:22 *Aleks 'Poczułeś się ojcem?' - zapytał kpiąco, mimo że Mark podśmiewał się z jego zapalczywości, skoro tylko był odwrócony.
22:58:00 *Laila - Co jeszcze umiesz poza portalami?
22:58:19 *John stał przy barze. Szukał zmysłami Ryuu
22:59:10 *Ryuu wyszedł z zaplecza przeciągając się. Dobra drzemka nie jest zła. Zauwazył Johna. -Cześć, co podać/- zapytał.
22:59:27 *Zuri -Uczyłam się skryptów tworzących materię. To trudne i musiałam wymyślić coś, co mnie nie zabije, jeśli mi nie wyjdzie.-wyjaśniła, odkładając formę z tartą na stół.'
23:00:03 *Laila - Witaj Ryuu! Dla mnie spirytus ze sokiem malinowym
23:01:01 *Andre roześmiał się. Na dobrą sprawę nieumiejętne pieczenie też mogło być niebezpieczne, ale to przemilczał.
23:01:51 *Rozalia - Proszę mi tu nie warczeć przed śniadaniem- upomniała ich obu. Teraz miała wrażenie, ze miała trójkę dzieci, z czego Emilio był najgrzeczniejszy.
23:02:04 *Antenat zauważa Ryuu - Ach, witam. Poproszę butelkę szkockiej whiskey, jeśli tylko jest na stanie - mówi z powrotem do Laili - Jeśli chodzi o magię, to głównie przyzywanie, kilka zaklęć dotyczących umysłu, troszeczkę magii ognia... Ale skupiam się przede wszystkim na demonologii, zarówno w badaniach, jak i praktykach.
23:02:26 *Ryuu nalał Lailii spirytusu z sokiem truskawkowym.
23:03:37 *Ryuu spojrzał na nowego gościa. -Witam- odpowiedział i nalał mu czerwonego wytrawnego wina.
23:04:35 *Zuri -Wolałbyś, bym zaczęła od sprowadzenia żywej istoty?
23:05:02 *John długo patrzył przed siebie. W końcu się odezwał - Coś ciekawego -
23:05:41 *Andre 'To zależy co to by miała być za istota. Jeśli mam wybierać między biesem a złotą rybką, wolę rybkę'
23:05:59 *Antenat zmarszczył brwi: Wie Pan, to, że podaje mi Pan wino, nie przeszkadza mi, ale właściwie dlaczego? Nie ma whiskey? Cóż - Antenat wzrusza ramionami - Ja się dostosuję.
23:06:00 *Andre 'Ale, co wolę zdecyduję gdy skosztuję ciasta ' - roześmiał się ponownie.
23:06:01 *Laila pije - Truskawkowy ? Malinowego nie ma czy ciężko ci ręką go sięgnąć ?
23:06:55 *Ryuu poszedł na zaplecze. Potem wrócił do Johna. Postawił przed nim szklankę, do której nalał redbulla, następnie w szklance utopił mocno zmrożony kieliszek z równie mcno zmrożonym Jägermeistrem.
23:07:47 *Ryuu -Przeciez spełniam Twoją prośbę, by przez miesiąc nie było malinowego soku-
23:08:07 *Zuri pokręciła głową rozbawiona- W porządku.-podała całość- Tylko... to eksperyment. Może się okazać, że smakuje inaczej niż powinno.
23:08:52 *Zuri- Przedłużyłam brzmienie jednej runy. To bywa różne w skutkach.
23:09:21 *Rozalia -To może ja po niego pójdę?- zaryzykowała pytanie. -Coś długo nie wracają-
23:10:30 *Laila - Aha okey. - patrzy się na Antenata - To czym władasz?
23:11:31 *John przechylił szklankę i odstawił ją na blat. Była do połowy pusta
23:14:16 *Antenat: Nie ma co tu mówić o władaniu, raczej o... eksperymentach. Na razie. Głównie zajmuję się demonologią, czasem przyzywaniem ogólnie, rzadziej umysłem i ogniem. Ale nie są to jakieś wielkie moce, mimo wszystko jeszcze się uczę - spija elegancko łyk wina - Świetny aromat. A ty jaką magią się zajmujesz?
23:14:24 *Aleks zerknął na Rozalię nieco zaskoczony. Cóż było robić? Wszyscy chcieli iśc, to niechaj wszyscy idą.
23:15:21 *Andre pokiwał głową. Wydobył kawałek ciasta, próbując. Co miała na myśli mówiąc że bywa różne w skutkach?
23:17:01 *Rozalia - Nie ma w karczmie jakiejś uzdrowicielki, by mu te nogę wyleczyła?- spytała.
23:17:24 *Rozalia - Bo inaczej jeszcze z tydzień bedzie unieruchomiony.-
23:22:03 *Aleks 'Właśnie jest! Laila!' - ucieszył się.
23:22:10 *Laila - Demonologia powiadasz? Koło ciebie stoi demon
23:22:33 *Aleks 'Choć ostatnim razem... Laila potrafi być wulgarna niczym portowa dziewka. Nigdy człek nie wie na jaki jej humorek natrafi'
23:22:53 Narracja: Tarta jabłkowa smakowała śliwkami. Dokładnie. Śliwkami z cynamonem. Ciasto z kolei wydawało się lekko słonawe, ale o dziwo całość komponowała się dobrze.
23:24:22 *Antenat: Zdaję sobie z tego sprawę. Aczkolwiek, trzeba przyznać, u nas demony wyglądają znacznie inaczej. Duża część z nich nie potrafi przybrać formy humanoidalnej, a pozostałych nie da się pomylić z człowiekiem. Dopóki nie znajdą gospodarza.
23:25:01 *Rozalia - To po śniadaniu pójdę ją poprosić. -
23:26:58 *John - Słodkie -
23:27:46 *Ryuu - I ziołowe- dopowiedział za Johna.
23:28:32 *Emilio próbował sam wygrzebać się z łóżka. Nie sądził, że wszyscy będą się nad nim rozczulac i traktowac jak jajko.
23:29:52 *Laila pije po czym wystawia rękę w której pojawia się adamentytowy miecz - A tak umiesz?
23:31:20 *Antenat również wystawia rękę. Pojawia się w niej miecz czarny niczym bezkresna noc - Umiem, owszem. Ale rzadko z tego korzystam. Wolę inne metody walki.
23:31:41 *Laila - Jakie?
23:33:01 *Zuri usiadła obok, przyglądając się reakcji Andre- I jak?
23:33:24 *Antenat dokańcza kieliszek wina. Patrzy się na Lailę i pyta: Chcesz, żeby ci to opisać, czy pokazać, jak wygląda?
23:35:58 *Laila - zademonstruj. Chętnie zobaczę
23:36:44 *Andre 'Jak na śliwki w cieście, wspaniałe. Jeśli to miały być jabłka lub gruszki, trzeba to jeszcze dopracować. Na przykład dodając jabłek'
23:37:21 *Andre 'Właściwie, do czego ostatecznie potrzebne ci to zaklęcie?' - zaciekawił się nagle. 'Wiem, zaklęcie to nieodpowiednie słowo.'
23:38:13 *Aleks 'Tak czy siak, nie głodźmy go nim zdołamy, lub nie zdołamy wezwać Lailę.' - powiedział kierując się na schody energicznym krokiem. 'Nakryj do stolu Johan' - rzucił za siebie.
23:38:38 *Antenat: W porządku. W takim razie dla bezpieczeństwa lepiej, abyśmy weszli do jakiegoś chronionego miejsca. A mówiąc chronionego, mam na myśli, że magia się stamtąd nie wydostanie na zewnątrz. Masz może coś takiego, czy wolisz się udać w tym celu do mojej posiadłości?
23:41:10 *Zuri- To? Właściwie do niczego. To tylko takie ćwiczenie. Naukę często zaczyna się od ćwiczeń pozornie bezsensownych. Tu chodziło o samą umiejętność przekształcenia energii w materię. W tym wypadku w mąkę, masło, jajka, owoc...-wyjaśniła- Udało się, ale nieprecyzyjnie, skoro nie smakuje jabłkami.-westchnęła.
23:41:16 *John - Nie. Słodkie -
23:42:05 *Zuri nie lubiła, gdy po tylu ćwiczeniach wciąż jej coś nie wychodziło. Wywoływać run w powietrzu też nie umiała.
23:42:54 *Laila - stąd nie wyjdzie magia
23:43:42 *Rozalia -Hej, poczekaj- w sukni nie miała jak dogonić Aleksa.
23:44:19 *Emilio dał radę ubrać się samodzielnie. Jednak po schodach będzie potrzebować już pomocy
23:44:59 *Antenat: Ale inne znajdujące się tu osoby mogą zostać nią przez przypadek dotknięte. Wolałbym nie mieć z tym potem problemów.
23:45:33 *Ryuu -Redbul jest słodki, a Jägermeister ziołowy - wyjaśnił Johnowi
23:46:50 *Laila to opisz mi to bo mi się nie chce wstawać
23:46:56 *Laila - to opisz mi to bo mi się nie chce wstawać
23:47:35 *John - Aha -





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#951  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:21 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
23:49:42 *Antenat: Wstawanie nie musi być konieczne. Jeśli aż tak chcesz to zobaczyć, mogę zastosować pewne rozwiązanie, które pozwoli na stworzenie czegoś w stylu symulacji. Kojarzysz ideę wymiaru lustrzanego? To byłoby coś w tym stylu.
23:50:06 *Aleks przystanął zerkając na stojącego przed pokojem Emilio. Zdziwil się, ale bardziej dokuczał mu fakt, że chłopak mógł sobie porządnie zaszkodzić. Choć też sam, gdyby nie było mu wstyd, nadal zaciągałby nogą po wczorajszym upadkiu. Postanowił pozostawić to bez komentarza. 'Pomóc?' - zapytał po prosytu.
23:53:42 *Emilio był trochę zawstydzony, że jednak musi poprosić o pomoc. -Tak, nie zejdę sam po schodach- przyznał się.
23:53:43 *Laila - kojarzę ale to głupie jest niszczyć coś czego nie ma
23:53:45 *Emilio był trochę zawstydzony, że jednak musi poprosić o pomoc. -Tak, nie zejdę sam po schodach- przyznał się.
23:54:53 *Antenat: Nie do końca polega to na niszczeniu. Zobaczysz, o co chodzi. Chcesz?
23:55:17 *Aleks 'W ogóle nie powinieneś wstawać, dopóki się nie zrośnie' - powiedział. 'Na barana jesteś za duży' - określił kucając by Emilio mógł mu się wdrapać na plecy - jak plecak.
23:56:12 *Laila - Dajesz
23:58:04 *Emilio -Dobrze, następnym razem poczekam- odpowiedział i poszłusznie wdrapał sie na plecy ojca.
23:58:08 *John - Coś ciekawego podaj - powiedział do Ryuu
23:58:37 *Antenat podnosi dłonie. Dla niego i Laili na chwilę wszystko staje się wolniejsze i nieco ciemniejsze. Nagle wszystko wygląda, jakby wróciło do normy. Oboje jednak wiedzą, że to wymiar lustrzany.
23:58:56 *Ryuu postanowił sięgnąć to co miał pod ręką, bo John i tak nigdy sie nie skarżył. Wyciągnął paluszki solone.
23:59:49 *Antenat: Czy zatem mogę zaczynać?
00:00:51 *Essy wypiła swoje piwo i poprosiła o następne. Wystawiła rączkę do lodowego kotka.
00:02:10 *Laila podnosi rękę po czym pojawia się nad nią wielki biały okrąg ze znakami nie do odczytania i adamantytowa zbroja - Możesz zaczynać
00:02:46 *Zuri zmarszczyła lekko os i opadła na łóżko. Tyle się starała. Jedną sylabę tylko wydłużyła. JEDNĄ. A doskonale wiedziała, ze dużo więcej mogło się nie udać.
00:05:13 *Rozalia weszła na górę i zobaczyła uroczy obrazek ojca z synem. Az jej się ciepło na sercu zrobiło. Uśmiechnęła się. -Chodźmy na śniadanie- oznajmiła. Choć sama ani drgnęła, bo zapatrzyła się na swoich chłopców.
00:05:14 *Aleks zszedł po schodach. Mimo że Emilio był wysportowany, był dziesięcioletnim chłopcem. Tym samym był lekki. Przykucnął przy jednym z krzeseł by Emilio mógł usiąść.
00:05:45 *Johan ustawiał posłusznie tace na stole. Po chwili znalazł się tam również imbryk z herbatą.
00:06:35 *Antenat: W porządku. Uprzedzam, że nie mam zamiaru robić tego bezpośrednio na tobie. Zamiast tego użyjemy kopii i pokażę ci, czego używam. Mimo to, tarcza zdecydowanie może się przydać. Tak na wszelki wypadek - Antenat podnosi rękę i wypowiada słowo - Afrita! - Pojawiają się kopie Laili i Antenata, pozostające pod ich kontrolą.
00:06:55 *Mark 'Zjem tylko z wami, i ruszam załatwiać sprawy' - wyjaśnił.
00:07:12 *Antenat: Proszę, zaczynaj. Panie przodem.
00:07:59 *Rozalia poszła za nimi. Usiadła po prawej stronie Aleksa. Przytaknęła Markowi domyślając się, że sprawy oznaczają załatwienie im fałszywych służek na jutrzejsze przyjęcie.
00:10:46 *Laila - Jak efektywne są te kopie? Ja robię kopie w inny sposób. - koło niej pojawia się ognik koło którego pojawiają się dwa inne i tak się pojawiają aż nie stworzą idealnych kopi Laili i Antenata pod kontrolą Laili
00:11:09 *Lodowy kociak swój stan skupienia miał w zależności od humoru. teraz był zamrożony, cały w kolcach. Powąchał rękę Essy.
00:12:51 *Aleks 'W takim razie, Johan zostanie z Emilio a my ' - zwrócił się do Rozalii 'podejdziemy do karczmy porozmawiać z Lailą'
00:12:56 *Essy - Przepotwarzasz się w jeżowca, he? - zaśmiała się. Smyrnęła kotka po nosku. - Słodziak z niego - stwierdziła.
00:14:54 *Antenat: Te tutaj: tak samo efektywne, jak my sami. Działają również tak samo. Jednakże one są tu tylko po to, by nam samym nic się nie stało, poza tym są jedynie symulacją. Walka opiera się na innych kopiach.
00:14:59 *Lodowy kot poczuł zapach Essy. W końcu siedział w jej włosach to ją znał. Otarł się pyszczkiem o jej rękę. Był o wiele łagodniejszy niż ten ognisty, który teraz towarzyszy Elizie.
00:15:00 *Kopia Antenata: perfekcyjna replikacja - powstają 3 Perfekcyjne Odbicia
00:16:13 *Każda z kopi stworzonych przez Laile zaczyna tworzyć nowe ogniki które tworzą po dwa nowe idealne kopie Laili i Antenata
00:17:06 *Eliza siedziała w swoim pokoju, przytulona do własnych nóg. Myślała nad tym, co powiedział tamten blondyn... król piratów. Tak się jej przedstawił.
00:17:28 *Rozalia - To bardzo dobry pomysł- odpowiedziała.
00:17:41 *Essy zerknęła na Lailę i jej rozmówcę, przypominając sobie nagle o czymś. - Wybacz na chwilę, kotku - podniosła się, by podejść do czarodzijki i mężczyzny. - Witajcie - skinęła im głową. - Nie przeszkadzam? Mam pewną sprawę.
00:17:48 *Antenat: Dla celów demonstracji pozostańmy może przy takiej ilości twoich kopii. Nie chodzi nam w końcu o samą walkę, a o zademonstrowanie jej mechaniki.
00:19:23 *Mizu -Wcale się nie gniewam- odpowiedział tak jakby Essy mówiła do niego a nie go jego kota.
00:19:51 *Laila - Jak najbardziej. Twój ruch.
00:20:11 *Johan sprzątał po posiłku nie spiesząc się. Lubił takie poranki. 'Miałem wspomnieć. Wóz czeka już za bramą. Dziś go przyprowadzono po renowacji. Tuje zasadzone będą dopiero przed wieczorem' - powiedział.
00:20:21 *John - Masz coś ciekawego? - zapytał Ryuu
00:20:54 *Essy skrzyżowała ręce i odrząknęła głośno, próbując zwrócić uwagę Laili.
00:21:23 *Antenat: Chwila, wydaje mi się, że ktoś chce się do nas dobić - Antenat wyciąga siebie i Lailę z wymiaru lustrzanego, zapisując jednocześnię powstałą tam sytuację w swoim umyśle.
00:21:41 *Aleks 'Jeśli dobrze pójdzie, również przed wieczorem zjawią się pokojówki. Objaśnisz im co i jak' - zalecił Johanowi.
00:21:43 *Essy - Tyle was się porobiło. Mogłabym pożyczyć jedną Lailę na moment?
00:22:08 *Aleks wstał, spoglądając na Emilio 'Zostajesz tutaj? Czy odprowadzić cię na górę?'
00:23:09 *Antenat: Trochę... Ale to tylko symulacja. Już ją znikam z przyczynowości - macha ręką. Pozostałości kopii Laili i Antenata znajdujące się w tym świecie znikają.
00:23:24 *Emilo -ostanę tutaj, bo na górze nie mogę bawić się ze Stefanem- odpowiedział. Z tego co zrozumiał, to i tak rodzice wrócą za chwilę.
00:24:34 *Andre 'Znów jesteś niezadowolona. A przecież ciasto niczego sobie.' - uśmiechnął się.
00:24:46 *Antenat mówi do Laili: Chyba musimy przerwać symulację. Nie martw się, mam kopię w umyśle. Jeśli chcesz, mogę też spróbować przekazać kopię tobie.
00:25:00 *Andre 'Nie ma takiej istoty, która jest mistrzem we wszystkim. Każdy ma swoją domenę. Mocne strony które rozwija. Pozostałe powinien zostawić innym'
00:25:14 *Rozalia wstała. Była dumna z syna, ze jest posłuszny. -Jestem gotowa, mozemy iść-
00:25:24 *Andre 'Ale to ty decydujesz, które chcesz rozwijać. A gdy zdecydujesz, rozwijasz do skutku.' - ponownie się uśmiechnął.
00:25:43 *Zuri -Ale moją domeną jest magia.-stwierdziła
00:25:57 *Laila - Dobrze. - patrzy się na Essy - Po co ci ja?
00:26:13 *Aleks 'Niech tak będzie. Swoją drogą ciekawe gdzie ten pchlarz się podział' - rozejrzał się. 'Johan, gdyby Emilio chciał iść na górę, zaniesiesz go. Tylko uważaj na jego opatrunek'
00:26:44 *Essy - Wkrótce będę potrzebowała bardzo skutecznej i szybkiej pomocy uzdrowicielki. Mogę na ciebie liczyć?
00:27:30 *Stefan siedział na swoim miejscu w kuchni.
00:27:55 *Emilio -Stefan!- zawołał psa, i ten od razu przybiegł. Przynajmniej sie słuchał.
00:28:52 *Aleks uśmiechnął się do siebie. Przynajmniej tyle dobrego że ów pchlarz był posłuszny. Aleks niespecjalnie lubił tego psa. Ciągle miał świadomość że w jakiś sposob był to pies Essy. A przynajmniej dla niej kiupiony. Pocieszał się, że być może mu to przejdzie. Że przyzwyczai sie do zwierxzaka.
00:30:37 *Laila - Pewnie. A jakieś konkrety ?
00:31:42 *Rozalia - No to możemy iść. Ciekawe czy Laila jest na miejscu-
00:31:46 *Essy rozejrzała się po sali. Ryuu ją zabije, jeżeli zaraz pobrudzi podłogę krwią.... - Jak został jakiś wolny pokój, to daj klucz - rzekła do demona. - Lailo, zapraszam na górę. To nie potrwa długo.
00:32:00 *Antenat przygląda się rozmowie Laili i Essy - Przepraszam, że się wtrącam, ale chyba na mnie już czas. Postaram się znowu odwiedzić to miejsce tak szybko, jak tylko będę mógł. O ile znów nie pomylę kierunku, w który ma iść portal. W każdym razie, żegnaj, Laila. Dołożę rękę do tego, abym mógł dokończyć z tobą tę symulację.
00:32:01 *Essy - Rana postrzałowa, w brzuch. Nieduża, choć uciążliwa.
00:32:28 *Ryuu - Co Ty znowu kombinujesz?-
00:32:40 *Zuri -A w sumie daj spróbować.- usiadła, biorąc kawałek.
00:32:42 *Essy - Klucz - wystawiła rękę.
00:33:45 *Laila - Bywaj! - macha do Antenata ręką po czym patrzy się na Essy - kto ma tą ranę?
00:33:53 *Ryuu rzucił jej klucz. - Po schodach w lewo i wnów w lewo.- odpowiedział.
00:34:22 *Antenat - Żegnaj zatem! - mówi, po czym otwiera portal w podłodze - Mam nadzieję, że tym razem trafię - mruczy, po czym skacze do portalu. Portal zamyka się za nim bez śladu.
00:34:49 *Aleks 'Dla Laili dzień bez spirytusu to dzień stracony' - roześmiał się.
00:35:11 *Essy - Jeszcze nikt - odparła, kierując się na schody i w stronę pokoju, według wskazówek Ryuu.
00:35:35 *Aleks podał Rozalii ramię. Mogli iść. Po chwili już kierował się z nią od drzwi w stronę portalu.
00:36:15 *Laila idzie za Essy
00:36:24 *Rozalia -Mój boże, ona naprawdę ten spirytus pije?-chwyciła jego ramię i poszła za nim.
00:37:36 *Essy otworzyła drzwi i wpuściła Lailę pierwszą. - Siadaj sobie - rzekła i bez zbytecznego ociągania, zawołała. - Gabriel!
00:40:17 *Laila na wszelki wypadek ubrała na siebie adamantytową zbroje i siadła na krześle
00:40:20 *Zuri- Faktycznie dobre.-uśmiechnęła się- Choć nie zmienia to faktu, że nie powinnam robić takich pomyłek. Gdybym w taki sam sposób przekręciła runę ognia, spaliłabym karczmę.
00:46:41 *Essy tupała niecierpliwie nogą. Zerknęła na Lailę. - Nie bój się, tobie nic się nie stanie.
00:49:56 *Laila - Lepiej czuję się w zbroi kiedy nie wiem co się stanie
00:50:03 *John - Ciekawe, doprawdy ciekawe -
01:00:47 *Andre wyobraził sobie ogień pochłaniający drewnianą konstrukcję. To nie byłoby nic, za czym warto tęsknić. 'Poćwiczysz na wolnej przestrzeni' - powiedział. 'Ciekawe na ile te czary są w stanie dopomóc na codzień. Choćby i w Paryżu. Myślałem nad tym co mówiła twoja rodzina. Może służba to nienajlepszy pomysł'
01:01:22 *Aleks 'Pije? Pije, to w jej przypadku eufemizm' - roześmiał się. 'Zamknij oczy' - zażartował gdy przekraczali portal.
01:04:13 *Zuri- Gdybyś znalazł takich, którzy nie uciekaliby na widok ogona, to nie ma problemu. Tylko to właśnie samo w sobie jest problemem.
01:04:58 *Rozalia -A po co mam zamknać oczy?- zapytała się.
01:07:10 *Aleks 'Jeszcze kilka dni temu karczma była dla ciebie wypełniona magią. Bajką' - rzucił idąc przed siebie.
01:07:25 *Andre 'Żadnym problemem. Wystarczy by to nie ogon był najstraszniejszą ich wizją'
01:07:44 *Laila rozgląda się
01:07:44 *Laila rozgląda się
01:07:44 *Andre 'Kościół ma też wrogów. Jak każdy'
01:08:16 *Rozalia -Do tej pory jest wypełniona magią w którą ciężko jest uwerzyć jak się nie jest świadkiem tego co tu się dzieje.- odpowiedziała.
01:09:00 *Rozalia -Ale już nie bajka. Jestem równocześnie ciekawa o przerażona. Ale do tego drugiego się nie przyznaję.-
01:09:09 *Zuri -A magia może bardzo pomóc. Zwłaszcza połączona z mechaniką.-ożywiła się- Pierwsze łodzie podwodne miały problem z powietrzem. Magia to rozwiązała. Dlatego pierwsza łódź powstała w Tierze.
01:09:47 *Zuri -A jesteś w stanie znaleźć takich?
01:10:34 *Essy spojrzała nieco zdezorientowana na Lailę. - Zaraz przyjdzie - powiedziała możliwie pewnym głosem. - Gabriel! - powtórzyła.
01:11:11 Narracja: Kobiety usłyszały pukanie do drzwi.
01:12:38 *Essy w ułamku sekundy znalazła się pod drzwiami i otworzyła je.
01:12:53 *John - Coś się spóźnia... -
01:17:25 *Na progu stał Gabriel, tym razem w ciemnych spodniach i sportowej bluzie. Uśmiechał się lekko. Nauka ludzkich emocji wciąż przychodziła mu z trudem.
01:18:31 *Essy - Jesteś! Zapraszam... - wpuściła go do środka. - Widzisz, nie udało mi się dogadać z Johnem - rzekła ze smutną minką. - Wciąż nie wiem, co robi ten tatuaż, więc umowa z nim mnie nie obowiązuje. Chcę się go pozbyć. Znaczka w sensie, choć nie będę miała nic przeciwko, jeżeli Johna też... Nieważne. To jak?
01:18:36 *Laila widząc Gabriela wita się z nim - Witaj Gabrielu !
01:19:13 *Gabriel 'Wystarczyło zawołać raz' - powiedział do Essy. Westchnął słysząc, po co przychodzi. 'Czyli rozumiem że... mam cofnąć jego pomoc?' - zapytał ,by upewnić się że Essy wie co robi.
01:19:38 *Essy - Dokładnie.
01:19:44 *Essy spojrzała po sobie i pomyślała, że trochę szkoda sukienki. - Sekundka - podeszła do łóżka i ściągnęła z niego koc. Zdjęła sukienkę i owinęła się nim, z dziwną myślą, że właśnie robi striptiz aniołowi... - Gotowa!
01:19:44 *Gabriel uśmiechnął się do Laili, Znał dobrze jej przewiny i ciemne sprawki, ale lubił ją za wieność własnym zasadom.
01:20:11 *Wyciągnął dłoń do Essy zapraszając gestem by podeszła.
01:20:34 *Aleks otworzył drzwi od karczmy szeroko, przepuszczając Rozalię przodem.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#952  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:23 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
01:20:46 *Essy ścisnęła rękę na kocu. Trudno by było, żeby się nie stresowała. Podeszła do Gabriela.
01:21:56 *Laila przygląda się co robi Essy z Gabrielem
01:21:58 *Rozalia weszła do środka i od razu się rozejrzała, wzrokiem szukając czarodziejki.
01:22:01 *Andre 'Tak. Jestem w stanie ich znaleźć. Gorzej będzie zweryfikować, czy będziemy przy nich bezpieczni'
01:23:35 *Rozalia -Najwyraźniej już jej nie ma albo jeszcze jej nie ma-
01:26:35 *John - Ciekawe, mieć taką postać jak Gabriela na rozkaz -
01:28:21 *Zuri zawinęła ogon tak, że leżał na jej brzuchu i mogła się do niego przytulić. Taki trochę odpowiednik objęcia kolan, ale jakby subtelniejszy.-Ale da się?
01:28:24 *Ryuu - Nikt Gabrielowi raczej nie rozkazuje. Przychodzi na wołania, albo nie-
01:29:40 *John - Właśnie widzę -
01:31:18 *Essy przygryzła wargę, patrząc uważnie na Gabriela.
01:31:31 *Gabriel otoczył Essy ramieniem. Uniósł drugą rękę nad nią. Lekka, złota poświata uniosła się nad dziewczyną. Pierwsze co poczuła Essy, to okrutny, kłujący ból w podbrzuszu. Chwilę później mogła tylko paść zemdlona, podtrzymywana przez Gabriela tak, by koc z niej nie spadł. Położył dziewczynę na łózkiu. 'Tylko tyle mi wolno. Nie mogę wpływać na niczyje wybory' - wyjaśnił.
01:32:14 *Spojrzał na Essy z troską, poprawiając koc. Odwrócił się i skierował do drzwi.
01:32:31 *Aleks 'Gdzie nasza pijana czarodziejka?' - zapytał Ryuu.
01:33:21 *Ryuu -Poszła na górę- odpowiedział. -Z Essy- dodał.
01:33:27 *Essy jęknęła, z bólu, lecz po chwili odpłynęła. Teraz była zdana na pomoc Laili.
01:33:50 *Andre 'Wszystko się da.' - uśmiechnął się. 'Chcesz służby, będzie służba.' - powiedział spokojnie. 'Złoto to cudowny wynalazek. Można za nie kupić tak krzywoprzysięstwo jak i milczenie'
01:33:52 *Ryuu - Pewnie wrócą za chwilkę-
01:34:45 *Aleks 'Czemu mam wrażenie, że tam znów odbywa się coś idiotycznego?' - pokręcił głową. 'Daj nam coś do picia. Może być herbata z rumem' - to mówiąc podszedł do najbliższego od baru stolika i odsunął Rozalii krzesło.
01:35:32 *Ryuu - A upilnujesz to to/- spytał już podgrzewając herbatę.
01:35:51 *John - Gabryś - zawołał go
01:36:07 *Rozalia usiadła przy stoliku. -To dorosła kobieta, chyba nie zrobi sobie sama krzywdy?-
01:36:52 *Ryuu podał Aleksowi i Rozalii po kubku herbaty i dolał rumu do herbat.
01:39:48 *Laila podbiega do Essy po czym zbroja znika. Położyła dłonie na niej by po chwili światłość oplotła jej i Essy ciało
01:40:18 *Rozalia wzięła kubek do ręki i wypiła łyk herbaty. Skrzywiła się. -Mogę prosić soku do tego? Coś mi dzisiaj nie smakuje.-
01:40:55 *Ryuu póku nie było Lailii wziął do ręki sok malinowy i dolał Rozalii do herbaty.
01:41:00 *Essy nie poruszała się. Rana na brzuchu krwawiła obficie.
01:41:42 *Aleks, gdyby nie kultura, byłby przewrócił oczami. No tak, kobieta. Nie tylko musi pomarudzić. Musi sprawdzić, czy aby na pewno Ryuu nadal adoruje ją i gotów jest wokól niej skakać. Nie pozostawało mu nic lepszego jak po prostu znieść to, uznając za niegroźny wybieg. Mężczyźni nigdy nie byli domyślni.
01:42:25 *John - Widzisz? Nie pojawia się. Ciekawe w jaki sposób można wejść w posiadanie kogoś o takiej mocy -
01:43:45 *Laila przywołała ognika który przywołał dwa kolejne od których światłość leciała w Essy próbując zatamować krwawienie
01:45:56 Narracja: Krew powoli przestawała wypływać. Rana nie była wielka.
01:46:12 *Rozalia wypiła kolejny łyczek. Jeszcze by ło coś nie tak, ale wydziwiać już nie będzie. -Dziękuję, jest w porządku - odpowiedziała. -Mamy jakiś konkretny plan na przyjazd mojego ojca?- zapytała. -Bo w kwestoiach organizacji zaufałam johanowi-
01:48:45 *Zuri -Ty chciałeś służby.-przypomniała- Poza tym jeśli dobrze rozumiem, to powinniśmy mieć, by się za bardzo nie wyróżniać.
01:51:37 *Ryuu -Bo może źle wołasz?-
01:57:13 *John - Źle wołam? -
01:58:26 *Ryuu - Żaden facet nie lubi, kiedy inny facet woła go używając zmiękczenia imienia.-
02:01:22 *John - Naprawdę? Obchodzi go płeć oraz zmiękczanie imienia? -
02:01:40 *Ryuu -Nie wiem zgaduję-
02:02:30 *Gabriel stanął za Johnem. 'Naprawdę uważasz, że zdołasz wejść w posiadanie kogoś o mojej mocy?' - jego twarz wyrażała niedowierzanie.
02:03:08 *Laila skupia całą swoją życiodajną moc która leci wprost do Essy dając jej miłe ciepło które powoduje szybką regenerację komórek które były w miejscu rany
02:05:23 *John - Po co miałbym to robić? -
02:05:27 *Essy wciąż była nieprzytomna, choć oddech jej się uspokoił. W końcu powieka jej drgnęła, zmarszczyła czoło i lekko otworzyła oczy, patrząc na stojącą przy niej Lailę.
02:09:29 *Laila - Pobudka. Wracamy do karczmy. - moc dalej płynie do Essy
02:11:43 *Mizu w końcu się ruszył z miejsca i podszedł do Aleksa. -Kiedy wypływasz na to morze niby bez powrotu?- zapytał.
02:12:41 *Essy musiała się porządnie skupić, by przypomnieć sobie, co się stało. W końcu czoło jej się wygładziło, a twarz przybrała wyraz nagłego zrozumienia i niepokoju. Spojrzała na swój brzuch. Pamiętała jak paskudna była ta rana. I w paskudnym miejscu. - Dziękuję - rzekła cicho. - Myślisz, że... - zawahała się i zmieniła nieco pytanie - nic mi nie będzie?
02:13:27 *Aleks 'Gdy tylko Farika da znak' - odpowiedzial.
02:13:48 *Aleks 'Wiem, ze wróćiła do swojego świata. Tam miała porozmawiać z braćmi'
02:14:27 *Mizu - Cudownie. A kiedy to będzie, bo nie chce mi się za bardzo czekać, a już się zgodziłem towarzyszyć-
02:14:31 *Gabriel 'Nie wiem po co. Aczo mówisz o tym. ' -odpowiedział.
02:15:30 *Aleks 'Z pewnością niedługo. Na cóż demonowi pośpiech?' - roześmiał się. 'Trudno orzec czy Essy wypływa. Obiecuje, zmienia zdanie. Jak to wiedźma'
02:16:19 *Mizu -Jeszcze przed chwilą była bardzo chętna na wyjazd-
02:16:58 *Mizu -Bo tu jest nudno, poszedłbym pozwiedzać dalej-
02:17:07 *Aleks 'Dałem jej słowo i go nie cofnę. Ale zmuszać nie będę' - powiedział. 'A więc, sonar mamy. Czas poczekać na Amelię i Farikę'
02:18:27 *Rozalia wolała nie komentować. Zanurzyła usta w swojej niedobrej herbacie.
02:20:19 *Mizu -No dobrze, to poczekam.- mruknął i wrócił na swoje miejsce.
02:21:39 *John - Ciekawość nie oznacza chęci posiadania tego. Zwyczajnie ciekawi mnie jak możesz komuś takiemu służyć -
02:22:41 *Zuri -Ty chciałeś służby.-przypomniała- Poza tym jeśli dobrze rozumiem, to powinniśmy mieć, by się za bardzo nie wyróżniać.
02:24:06 *Aleks 'Gdzie ta Laila u licha?!' -zastanawiał się w głos.
02:24:53 *Andre 'Nie tylko dlatego. Nie chcę by moja żona pracowała fizycznie. To zabija radość życia'
02:25:49 *Andre 'Wtłacza człowieka w szare ramy codzienności, z których ciężko później uciec w marzenia'
02:25:50 *Rozalia - Pójdę po nią- odłożyła prawie pełny kubek i wstała od stołu. Udała się w stronę schodów.
02:27:46 *Rozalia poszła na górę. Zastanawiała się gdzie mogłaby być czarodziejka. -Laila?- zawołała
02:29:59 *Essy zerknęła w stronę drzwi, słysząc wołanie Rozalii. - Kończysz już? - zapytała Laili.
02:32:14 *Rozalia pukała do każdych drzwi. W końcu trafiła na te, gdzie przebywały Essy i Laila. Zapukała energicznie.
02:33:24 *Essy - Zajęte! - patrzyła intensywnie na drzwi. Niech nie waży się wchodzić.
02:34:33 *Rozalia -Jest tu Laila?- zapytała przez drzwi. Nie została zaproszona to nie weszła.
02:35:45 *Aleks wstał i ruszył za Rozalią. Cholera, na czym polega ten fenomen że właśnie tutaj, w karczmie ,kobiety jakoś uparły się by robić rzeczy głupie? Ktoś im dosypuje czegoś do herbaty czy jak?
02:35:52 *Essy - Nie ma! - skłamała. Po chwili zastanowienia uznała, że jednak nikt bez powodu nie woła Laili. - Coś się stało?
02:38:04 *Rozalia wiedziała, ze Essy kłamie, więc użyła podstępu. -Tak stało się i potrzebuję pomocy uzdrowicielki, to nie powinno w ogóle się wydarzyć- powiedziała przejęta tak jakby coś niedobrego stało się u nich.
02:38:38 *Essy zesztywniała. - Laila zaraz przyjdzie.
02:39:08 *Rozalia - Czyli tu jest, tak?- upewniła się.
02:39:24 *Essy - Tak...
02:40:42 *Rozalia -Byłabym wdzięczna by pojawiła się szybko- odpowiedziała drzwiom i wróciła. Na schodach spotkałą Aleksa -Sprawa załatwiona, są razem w pokoju, Laila zaraz przyjdzie na dół.-
02:43:35 *Aleks skinął głową. Teraz nie było już sensu siać paniki. Mądrzej było dopić w spokoju herbatę.
02:47:30 *Rozalia - Czemu pobiegłeś za mną. Przecież byśmy się nie pobiły, uprzejmie zapytałam o Lailę, dostałam odpowiedź i wróciłam-
02:52:26 *Aleks 'Jest coś... coś czego o niej nie wiesz' - powiedział szukając natchnienia w podłodze. 'A znajac jej próżność pewnie będzie chętna cię wtajemniczyć'
02:54:51 *Rozalia - A to jest coś, co powinnam wiedzieć? I powinno mnie to zmartwić?-
03:03:34 *John - No nic, sądziłem żeś ciekawszy Gabrysiu a tu taki zawód - odwrócił się do Ryuu - Daj coś ciekawego -
03:04:28 *Ryuu podał Johnowi anyżkowe cukierki.
03:07:06 *Aleks 'Nie. To jest coś, przez co lepiej jej unikać'
03:09:20 *Rozalia - Dobrze. A mogę wiedzieć co to jest? By w porę móc się wycofać.-
03:11:49 *Rozalia - Ok, a zmieniając temat, to musimy wymyślić jakaś opowiastkę jak się spotkaliśmy i co się działo przez te lat by mieć spójną wersję w razie wypytywania podczas przyjęcia. A na pewno będą się wypytywać. -
03:14:03 *John zaczyna jeść cukierki
03:15:37 *Gabriel był daleki od ludzkich kompleksów. Zawieszenie Johna było jego zawiedzeniem. Gdy tylko John podjął rozmowę z Ryuu, Gabriel skierował się do wyjśćia z karczmy.
03:15:40 *Gabriel był daleki od ludzkich kompleksów. Zawieszenie Johna było jego zawiedzeniem. Gdy tylko John podjął rozmowę z Ryuu, Gabriel skierował się do wyjśćia z karczmy.
03:21:07 *Rozalia - Ok, a zmieniając temat, to musimy wymyślić jakaś opowiastkę jak się spotkaliśmy i co się działo przez te 10 lat, by mieć spójną wersję w razie wypytywania podczas przyjęcia. A na pewno będą się wypytywać. -
03:30:40 *Essy przymknęła oczy, czując wracające siły i odprężając się. Wtem poczuła jak magia Laili zgasła i usłyszała łoskot. Otworzyła oczy i zobaczyła leżącą na ziemi czarodziejkę. - Laila?! - szybko zsunęła się z łóżka i uklęknęła obok niej. Oddychała, ale była nieprzytomna. Chyba magia ją wymęczyła.
03:30:53 *Essy wytarła resztę krwi o prześcieradło i szybko włożyła sukienkę, po czym zeszła na dół. Choć rany nie było widać, nie odzyskała pełni sił. Była dość blada i musiała opierać się o barierkę, czując drżenie nóg. - Pomóżcie! Laila zemdlała - zawołała ze schodów.
03:32:15 *Rozalia -I tyle z pomocy czarodziejki- mruknęła pod nosem.
03:35:19 *Aleks stanął na równe nogi. 'Co się tam do cholery stało?' - zapytał Essy. Widział że wygląda źle. 'Znowu jakieś diable sztuczki?!'
03:36:13 *Ersa wyszła z zaplecza 'I tak się nią nie zajmiesz. To kobieta' - objaśniła Aleksowi, nim skierowała się na górę.
03:36:20 *Essy - Nie twoja sprawa. Na górze i na lewo. Chyba nic jej nie jest, ale wypadałoby zanieść ją na łóżko.
03:36:32 *Na górę
03:37:25 *Rozalia spojrzała na Ersę. Skąd się ona tu wzięła? I kto to był?- takie myśli kołatały sie jak w głowie. Kiedyś moze bedzie miała okazję zapytać.
03:38:59 *Mizu również spojrzał na Essy. Zdziwił się mocno, jednak narazie tylko pokręcił głową.
03:40:49 *Essy skinęła głową Ersie i odwróciła się, by wrócić do Laili. Miała nadzieję, że któryś z mężczyzn się również wybierze. - Ersa... - zwróciła się do niej. - Nie przestrasz się tylko. Przysięgam, że Laili nic się nie stało.
03:43:49 *Aleks 'Zaniosę' - powiedział. 'Rozalia może iść ze mną skoro tak się boicie o moją niecnotę'
03:45:42 *Rozalia - A potem będę miała łatkę żony co łańcuchem przykuwa- odpowiedziała. Jednak wstała i poszła za nim.
03:45:44 *Aleks skierował się na schody, a następnie rozejrzał. W którym pokoju były?
03:45:56 *Essy - Tutaj - wskazała drzwi.
03:46:41 Narracja: Czarodziejka leżała obok łóżka jak długa, a łóżko... Spływało krwią.
03:49:08 *Rozalia trzymała się na uboczu, ale momentalnie zrobiło jej się słabo z powodu zapachu krwi. Nigdy przecież nie reagowała tak na krew.
03:54:01 *Essy nie potwierdziła, ale i nie zaprzeczyła. Wolała zostawić w tajemnicy to, co się tu stało.
03:56:42 *Aleks 'Ostatni przejaw troski mógł mnie kosztować zdrowie' - skwitował to kwaśno. 'A ja lubię moje zdrowie. Coście znowu wymyśliły?'
03:57:35 *Essy - Laila pomogła mi pozbyć się... Pewnego problemu - odpowiedziała, nie wchodząc w szczegóły.
03:57:45 *Rozalia spojrzała krytycznie na Essy. Ostatnio Essy problemem nazwała Emilio. -Pamiętam jak rozmawiałyśmy o problemach-
04:00:57 *Essy - Do gapienia się i komentowania nikogo nie wołałam - odparła Rozalii. O co jej znowu chodzi?
04:02:40 *Aleks 'Gdzie ją zanieść?' - zapytał trzymając Lailę na rękach. W sumie, mógł ją zanieść do siebie do domu,
04:03:14 *Essy - Do jej pokoju najlepiej. Łatwo poznać, po drzwiach.
04:03:39 *Aleks nie rozumiał ani trochę, o czym kobiety rozmawiają. Wiedział tyle, że Essy na ewentualny gest odpowie kolumną wody. Tym samym, nawet jeśli to była jej krew, nie warta była uszkodzenia biodra po drugiej stronie. Tak przynajmniej było to sobie łatwiej tłumaczyć.
04:04:36 *Skierował się z Lailą do jej pokoju. 'Niech ktoś powie Ersie że trzeba tu posprzątać.'
04:04:47 *Rozalia już się nie odezwała. Gotowało się w niej, bo z niekompletnych informacji wyciągnęła wnioski oczywiste. Essy nazwała jej dziecko problemem, a teraz sama za pomocą Lailii pozbyła się problemu, czego wynikiem jest właśnie łóżko pełne krwi.
04:06:57 *Essy rozejrzała się za Ersą. Szła przed nią na górę...
04:06:57 *Essy rozejrzała się za Ersą. Szła przed nią na górę...
04:16:29 *Aleks zaniósł Lailę do jej pokoju. Położył dziewczynę na łóżku. Okrył kocem i wyszedł. Jak najszybciej, by określić czy oszalał, czy może pokój czarodziejki naprawdę jest cały różowy.
04:18:02 *Ersa trzymała się na dole schodów. Skoro wszyscy tam poszli, ona nie była już potrzebna

04:20:13 *Essy wbrew pozorom czasami uczyła się na swoich błędach. Postanowiła nie opuszczać karczmy, nim Laila się nie ocknie. Zeszła na dół i natknęła się na Ersę. Podała jej klucz do pokoju. - Przydałoby się tam posprzątać - rzekła i następnie podeszła do baru, prosząc Ryuu o wod i opierając głowę o blat.
04:20:15 *Rozalia - Wyrok: grzeczny- zażartowała z wcześniejszego Aleksowego zaproszenia. -Zejdę na dół, bo zapach posoki jest zbyt silny- dodała.
04:21:33 *Ryuu podał Essy szklankę z wodą i cytryną.
04:22:19 *Essy wypiła zachłannie.
04:23:41 *Ryuu dodał wody. -Coście tam narobiły?- zapytał.
04:24:30 *Ersa skinęła głową. 'Nic się nikomu nie stało? Słyszałam jak Aleks pytał o krew'
04:25:39 *Aleks dołączył dopiero po chwili. Nadal nie przyszło mu do głowy, co może podejrzewać Rozalia.
04:25:49 *Essy - Wszystko jest już w porządku - odpowiedziała Ersie.
04:26:34 *Rozalia usiadła na swoim miejscu. Chwyciła za swoją, zimną już herbatę. Nadal była niedobra, ale wypiła łyk.
04:27:33 *Essy - Laila pomogła mi się pozbyć prezentu od tego tutaj - mruknęła, wskazując na Jinzę. - Zaraz... - wstała gwałtownie, aż zakręciło się jej w głowie. Przytrzymała się krzesła, a następnie powoli ruszyła do łazienki.
04:27:35 *Aleks ' Prócz tego że pokój Essy jest we krwi a pokój Laili jest różowy'
04:27:35 *Aleks zerknął na Johna. Następnie na wychodzącą Essy. Później na Rozalię. 'Czy ktoś w ogóle wie co się tutaj dzieje?'
04:29:52 *Essy zdjęła sukienkę i przyjrzała się swoim plecom. Cholera, udało się! Przejechała ręką po brzuchu... Tutaj też śladu nie było, tylko stara blizna. Postanowiła się odświeżyć i dopiero po chwili wróciła na salę w o wiele lepszym humorze.
04:31:06 *Mizu spoglądał na Essy. -Szkoda- powiedział gdy przechodziła obok niego.
04:31:44 *Essy zatrzymała się i zerknęła na niego. - Co znowu?
04:32:54 *Mizu -Nic. Sama się przekonasz.-
04:35:54 *Essy wiedziała, że on robi to specjalnie. Ale działało, zaciekawiła się i teraz zastanawiała intensywnie, co może mieć na myśli.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#953  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:24 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
18.12.2016
____________________________________________________________


17:52:08 *Essy usiadła przy barze i zaczęła bawić się szklanką.
17:53:33 *Dew - Rozumiem, że to są nasze okręty? - wskazał ręką na szkielety statków. Budował szła pełną parą. - Zastanawiam się jak mocne są te statki. Nie macie doświadczenia ze sztormami, niebezpieczeństwami związanymi z daleką podróżą morską.
18:05:06 *Farika - Tu nie ma sztormów. Nie wiedziałam co to jest przecież. Tu jest lato przez większą część roku-
18:28:38 *Dew - O tym też mówię. A tam - wskazał na horyzont - nie wiadomo co nas czeka. Możliwe, że żaden statek nie wrócił przez to, że nie był dostatecznie zabezpieczony. Przydałoby ktoś, kto zna się na tym z mojego świata.
19:02:16 *Essy spróbowała wpłynąć na resztkę wody, unosząc ją, jednak mimo kilku prób, nie udało się. Zrzuciła to jednak na ogólne osłabienie.
19:14:09 *Laila otwiera powoli swe ślepia - gdzie ja jestem?
19:14:15 *Aleks obracał kubek w dłoniach. 'Jasne licho! Powinna się już obudzić.' - przeszedł bliżej Rozalii. 'Mówiłem ci, że lepiej jej unikać. Kto wie co jej przyjdzie do głowy' - powiedział dyskretnie.
19:14:59 *Lilith - W pokoju jesteś. Ty mądra jesteś używać tyle mocy na zwykłą ranę? Nie lepiej było ją po prostu maścią posmarować?
19:15:34 *Rozalia - Przecież Ci dałam słowo, ze będe trzymać się od niebezpieczeństw jak najdalej. - odpowiedziała.
19:15:43 Narracja: Ludzi w pokoju Laili już nie było. Siedzieli na dole. Być może był tam niezauważony przez nikogo Neko. W końcu trudno szukać kota, gdy dyżurna czarodziejka nagle traci przytomność wśród krwi. Zresztą, ktokolwiek zaniósł Lailę, najpewniej jako mężczyzna dołożył starań by uviec z różowego pokoju czym prędzej.
19:17:44 *Zuri -Zależy jaka praca. Jeśli twórcza, to sama w sobie bywa marzeniem.-zauważyła- Choć trzeba przyznać, że sprzątanie zbyt twórcze nie jest.
19:19:00 *Andre 'O tym mówię. W moim świecie taki warsztat jak twój należałby mężczyźnie. Dla ciebie jest jak malowanie lub tkanie. Nie podoba mi się, by moja żona brudziła ręce smarem ale nie odbiorę ci tego. W zmywaniu naczyń, wieszaniu prania i myciu podłóg nie ma nic poetyckiego'
19:19:06 *Rozalia - To może zajrzeć do czarodziejki? Wypytać jak sie czuje? Choć teraz wątpię czy będzie skora do pomocy, kiedy tak się namęczyła.
19:19:25 *Farika -A znasz takiego fachowca, co by pomógł?- zapytała
19:20:39 *Dew - Nie, ale mogę popytać. Albo pogadać z Aleksem.
19:22:19 *Farika -Rozumiem. Mimo wszystki nasze statki są solidne, bo do linii horyzontu zawsze każdy płynie cały-
19:25:12 *Zuri -W takim razie postanowione.-uśmiechnęła się.- Zastanawia mnie tylko jak sprawdzisz, czy bezpiecznie będzie spać z nimi pod jednym dachem. Myślę, że nawet przeciwnicy Kościoła mogą mieć pewne... wątpliwości.
19:26:25 *Laila - Wolałam mieć pewność że sobie nie zdechnie. Przynieś mi spirytusu. Ja się tobą zaopiekuję.
19:26:28 *Dew - Skoro nie wiemy, co to jest, wolę rozważyć każdą możliwość.
19:26:57 *Lilith pokazała wilkowi by siedział koło Laili a sama wyszła z pokoju i poszła po schodach w dół
19:28:17 *Mizu podszedł do Essy. -Jakiś problem z wodą?- zapytał cicho, tak by tylko ona słyszała.
19:29:01 *Essy - Nie, woda jak woda. Z cytrynką całkiem dobra - udała, że nie wie, co ma na myśli.
19:29:47 *Andre 'Wezmę ludzi z polecenia innych. Nie z ulicy. Skoro innym nie zaszkodzili, nam też nie zaszkodzą.'
19:31:02 *Mizu poruszał palcem i resztka wody (jak zawartość małej łyżeczki) w jej szklance uniosła się i chlusnęła jej w twarz. Demon zasmiał się. -Domyślam się, ze jest smaczna- opowiedział wrednie.
19:31:14 *Mark przebierał się w koszulę. Zerknął do Aleksowej szafy. Tu można było znaleźć jakiś fajny uniform. I choć wisiały tylko dwa, jeden po prostu sobie przywłaszczył. Podobnie, jak kilka godzin wcześniej, garść monet z piwnicy. Był gotów do drogi. Postanowił jeszcze, nim wyjdzie, zajrzeć do Emulio. 'Przynieść ci coś z miasta?' - zapytał.
19:31:59 *Zuri -Inni nie mieli ogonów.
19:32:04 *Aleks obserwował wciąż Essy kątem oka. Zdziwiło go zachowanie Mizu. Wszak to że ma się możliwości nie oznacza że trzeba je eksponować w każdej jednej chwili.
19:32:56 *Rozalia - To może zajrzeć do czarodziejki? Wypytać jak sie czuje? Choć teraz wątpie czy będzie skora do pomocy, kiedy tak się namęczyła.
19:33:11 *Andre 'Sposób Aleksa na długie języki działa. Pierwszy może z nami pójść Jacques. On z pewnością nic nikomu nie powie. Sam w sobie będzie doskonałym powodem dla innych by nie naruszać naszych norm. Choć straszyć nikogo nie zamierzam'
19:33:35 *Lilith podchodzi do baru - Dzień dobry!
19:33:36 *Aleks 'Chodźmy. Mam nadzieję że nic jej nie jest. Że to nie była faktycznie jej krew.'
19:34:50 *Essy wzdrygnęła się, prychnęła i wytarła wodę rękawem sukienki. - Jak tylko wrócą mi siły, to się doigrasz - zagroziła.
19:34:51 *Aleks wstal i zaczekał aż Rozalia dopije herbatę.
19:35:10 *Emilio - Hmmm, coś fajnego dla dziewczyny, chciałbym dać Elizie coś.-
19:35:34 *Mark uśmiechnął się i puścił do niego oko. '
19:35:39 *Rozalia zostawiła pół kubka herbaty i wstała. -Gotowa- odpowiedziała.
19:36:01 *Mark 'Pewnie masz na myśli tą ciekawostkę... Perfumy. Ale nie pasują tak młodej damie. Postaram się wybrać coś... specjalnego'
19:36:36 *Zuri aż coś zabolało w gardle. Wzdrygnęła się. To mimo wszystko dość straszna metoda.
19:36:37 *Aleks podał jej rękę by nie wyjść na gbura i skierował się na schody, a po nich na górę. Pokój Laili był jednym z pierwszych.
19:37:29 *Andre zauważył minę Zuri. 'Spokojnie, nie zamierzam znęcać się nad pracownikami. Sami dopiszą sobie historyjkę. Tyle powinno wystarczyć.'
19:37:42 *Rozalia chwyciła jego ramie i poszła. - Dopiero teraz zauwazyłam jaki ten pokój pstrokaty-
19:37:45 *Essy obejrzała się na Aleksa i Rozalię, ale szybko odwróciła wzrok.
19:38:53 *Rozalia zapukała do różowych drzwi
19:39:22 *Mizu -Jakie siły?- zapytał kpiąco.
19:40:05 *Eliza wyszła ze swojego pokoju. Miała podgrążone i zaczerwienione oczy. Jedno z nich właśnie pocierała nasadą dłoni. Przeszła obok Aleksa i Rozalii jak duch, nie zwracając na siebie uwagi. Trochę jak pokojówki hotelowe. Niby są, ale prawie ich nie widać.
19:40:18 *Essy - Magiczne.
19:40:57 *Mizu - Aaaa te, których nie możesz używać?-
19:41:11 *Rozalia ponownie zapukała do pokoju Lailii.
19:41:14 *Zuri pokiwała głową- Mam nadzieję.-przytuliła się mocniej do ogona.
19:41:35 *Laila - Proszę !
19:41:56 *Essy zmarszczyła brwi. - To chwilowe.
19:41:56 *Rozalia odprowadziła wzrokiem Elizę. -Biedne dziecko -szepnęła do siebie.
19:42:10 *Rozalia otworzyła drzwi. -Dzień dobry- powiedziała.
19:42:17 *Eliza zeszła na dół i usiadła w swoim nowym ulubionym miejscu- na ławie przy palenisku. Podciągnęła nogi pod brodę i grzała się w cieple.
19:42:19 *Andre był już trzeźwy, choć nieco skacowany. Objął Zuri ramieniem. 'Spokojnie. Przecież nie jedziesz ze mną jako ozdoba. Jeśli się czemuś sprzeciwisz, możesz powiedzieć mi o tym'
19:42:56 *Essy obejrzała się na schody, oczekując że zobaczy Lailę. Ale to tylko ta smarkula.
19:43:29 *Ryuu przygotował dola Elizy gorącą czekoladę. Podszedł do Elizy i podał jej.
19:43:49 *Laila głaska wilka po głowie - Witaj
19:44:22 *Zuri -Wiem.-przymknęła oczy i oparła policzek na ramieniu Andre.
19:44:23 *Rozalia - Piękny zwierzak- powiedziała spoglądając na wilka. -Jak się Pani dzisiaj czuje?- zapaytała.
19:44:26 *Lilith - Można herbate , spirytus i miskę z wodą? - pyta się Ryuu
19:44:29 *Essy - Się dobrali - mruknęła, widząc Ryuu i Elizę.
19:45:20 *Mizu - Na jak długo chwilowe? Bo wiesz trening czas zacząc, a tu mocy brak, jak to możliwe, powiedz mi?- ciągnął ją za jezyk.
19:45:20 *Laila - Normalnie się czuje. Nic mi nie jest dużego.
19:45:34 *Wilk patrzy się na Rozalie
19:45:41 *Eliza kiwnęła głową w podziękowaniu i wzięła kubek w obie dłonie. Jednak nie wypiła nic, tylko położyła na stole. Zamknęła oczy, próbując zasnąć.
19:46:08 *Essy - Byłam ciężko ranna, muszę odpocząć.
19:46:26 *Rozalia - Bo ja przyszłam z zaproszeniem i prośbą. -
19:47:45 *Mizu - A co zrobiłas by być ciężko ranna?-
19:48:16 *Laila podnosi się i siada na łóżku - O co chodzi ?
19:49:00 *Essy - Dałam się postrzelić... Kilka dni temu.
19:49:01 *Rozalia - Zaproszenie byłoby do mnie do domu w Liverpoolu, a prośba, delikatna, jednak Pani pomoc jest konieczna. Mój syn, Emilio, spadł ze schodów i ma skręconą kostkę. Czy zechciałaby Pani pomóc w wyleczeniu go?-
19:49:42 *Mizu - Aha, ale jeszcze parę godzin temu nie miało to żadnego wpływu-
19:51:11 *Neko wychodzi z pod kołdry - Aye!
19:51:29 *Laila - Liverpool ? Który rok ?
19:51:57 *Essy - Pamiętasz ten tatuaż wyspy, co miałam na plecach? Była to cena za uleczenie i by się go pozbyć, jedynym sposobem było cofnięcie mnie do stanu sprzed uleczenia.
19:52:31 *- Rozalia - O papuga kapitana, Ty znasz Emilio, prawda?-
19:52:43 *Rozalia - 1694- odpowiedziała.
19:52:59 *Neko - Aye! Aye!
19:53:02 *Mizu -Teraz powtórz to jeszcze raz i pomyśl, dlaczego nie możesz nic zrobić-
19:53:22 *Laila - Kiedy się tam wybierasz?
19:53:44 *Rozalia -Mogę choćby i zaraz-
19:54:22 *Essy po chwili spojrzała na niego, w końcu zrozumiawszy. - Nie pomyślałam o tym kompletnie - przyznała.
19:54:40 *Aleks pofatygował się do rozmowy. 'Neko doskonale zna mój świat, to właśnie w nim bawił się w króla mórz' - uśmiechnąl się do Laili.
19:55:26 *Mizu -Brawo. -
19:55:55 *Eliza parokrotnie zmieniała pozycję. Tak za gorąco, tak za zimno, tak coś uwiera, tu coś tam innego... Nie mogła się ułożyć.
19:56:58 *Essy przygryzła wargę. - No ale chyba to żaden problem, byś powtórzył swoją sztuczkę?
19:57:12 *Zuri- Nie powiesz, do czego potrzebny ci ogon?-spytała nagle. Miała nadzieję, że zaskoczony odpowie. Chociaż mniej więcej.
19:59:25 *Mizu -A czy wyglądam na twoją marionetkę? Możliwe, że jesteś przyzwyczajona, że ten Twój bliski skaczę przy Tobie, ale chyba pomyliłaś osoby. - Mizu był zły za to, że Essy odrzuciła w tak łatwy sposób swój dar, dla wyglądu. Przecież mówił jej, że znaczek w żaden sposób nie jest aktywny magicznie.
20:01:46 *Mizu -Tym razem, za powtórkę z rozrywki musisz zapłacić, a cena musi mnie zadowolić-
20:02:34 *Lilith czeka na swoje zamówienie rozglądając się po karczmie
20:03:12 *Laila zmieniła się w postać człowieka - Zapytam się tylko Lilith co robi i idę z wami
20:04:21 *Rozalia nie mogła się nadziwić umiejętności Lailii. Kiwnęła głową na znak, ze rozumie.
20:04:27 *Essy - Przecież nie zrobiłam tego specjalnie! - obruszyła się. Nie spodziewała się tego po nim i poczuła się z lekka rozczarowana. Że niby teraz ona ma go błagać i prosić?
20:05:47 *Mizu -Zrobiłaś. Nie chciałaś mieć znaku, który tylko wygląda i to nie najgorzej. A ceną za to było odrzucenie swojego daru.-
20:05:54 *Wilk zawiesił swój wzrok na Aleksie
20:08:11 *Essy - Nie taki był mój cel - odpowiedziała ponuro. Była zła trochę na siebie, trochę na niego. Naprawdę cieszyła się z nowych umiejętności, a tu nagle zostały jej odebrane i to w tak niespodziewany i głupi sposób.
20:12:53 *Neko leci i siada Aleksowi na ramieniu - Ja jestem gotów
20:13:05 *Mizu - A jaki był Twój cel?-
20:14:00 *Lilith wraca do pokoju Laili





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#954  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:24 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
20:14:18 *Rozalia -Dzień dobry- powiedziała do Lilith
20:14:19 *Eliza z braku lepszej rozrywki spoglądała ukradkiem na Essy i Mizu.
20:14:44 *Essy - Już mówiłam. Pozbycie się tatuażu, ale na pewno nie zdolności. Co z tego, że był w porządku, nie wyraziłam na niego zgody.
20:15:44 *Lilith - Dobry. Co wy tak nad nią stoicie?
20:16:07 *Wilk stanął koło Lilith
20:16:54 *Mizu -I cięzko było sobie wyobrazić, że cofnięcie się w czasie, odwraca wszystkie nałożone rzeczy?-
20:17:47 *Essy przekręciła oczami. - Skupiłam się na tym, że będę się znowu taplać we krwi.
20:18:13 *Mizu - Co za próżność-
20:19:36 *Essy - Nie ryzykowałabym, gdybym nie maiła stu procentowej pewności, że się powiedzie. Wiem, co potrafi Laila, już nie raz mi pomogła - spojrzała mu w oczy. - No to jak będzie...?
20:20:33 *Mizu - Zastanowię się- odpowiedział. -Kto wie co następnym razem wymyślisz, by sie tego pozbyć.-
20:21:30 *Essy westchnęła. - No nie bądź taki... Miziu - uśmiechnęła się.
20:22:10 *Rozalia -Nie mamy złych intencji.- odpowiedziała.
20:23:21 *Mizu usiadł na hokerze przy barze i odwrócił się przodem do karczmy, opierając się o bar. -No jaki?- zapytał.
20:23:35 *Aleks zaś niczemu się nie dziwił, bo cokolwiek potrafiła Laila, i tak nie mogło być dziwniejsze od obecnego wystroju jej pokoju.
20:25:29 *Essy - Niesprawiedliwy - odparła. - Miałeś mnie uczyć, a teraz nie jest to możliwe i nic nie mogę z tym zrobić.
20:25:38 *Rozalia nie chciała w żaden sposób obrazić czarodziejki, więc nie ponaglała, chociaż zależało jej na uzdrowieniu syna przed przyjęciem
20:27:26 *Mizu - Ja niesprawiedliwy? Zrobiłaś to na swoje życzenie. Nikt Cię nie nauczył, że trzeba brać konsekwencje swoich czynów na siebie?-
20:27:44 *Lilith siadła koło Laili i mówi do niej - Gdzie idziesz i kogo tym razem uśmiercić ?
20:28:15 *Laila - Zaskoczę cię bo tym razem nie ma w planach nikogo uśmiercać
20:28:40 *Rozalia - Wolałabym by mój syn nie został uśmiercony- powiedziała z przestrachem
20:28:44 *Essy - Zrobiłam to nieświadomie, a ty mnie za to karasz. Myślisz, że bym ryzykowała utratę mocy, gdybym wiedziała? - sama zastanowiła się nad tym pytaniem. - Na pewno bym cię uprzedziła.
20:29:11 *Mizu -To dlaczego nie uprzedziłaś?-
20:30:06 *Essy - Bo myślałam, że rana będzie jedyną konsekwencją.
20:31:26 *Mizu -Rana, która miała tydzień temu...- powiedział jakby zamyślony. Następnie pstryknął Essy w nos. -Głupia baba-
20:32:08 *Mark rozejrzał się. To z pewnością było tutaj. Choć wyglądało to jak zwykła tawerna. Bywał tu już. Sprawdził czy ma magiczny przyrząd do negocjacji - złoto. Nie wiedział jak zacznie rozmowę. W końcu po prostu wszedł.
20:32:30 *Skierował się od razu na górę, tam gdzie były dziewczyny. Nie wiedział czy rozmawiać bezpośrednio z nimi czy poszukać kogoś przełożonego.
20:33:33 *Lilith - Faktycznie mnie zaskoczyłaś. Rozumiem że to jest coś co nie może czekać że od razu wstajesz?
20:34:57 *Essy nie spodobał się ten gest, skojarzył jej się z Ryuu. Ale chyba uda jej się przekonać demona, więc uśmiechnęła się kącikiem ust. - Musisz pamiętać, że nie mam 2000 lat. Zresztą nigdy wcześniej nie bawiłam się w cofanie czasu.
20:35:02 *Panienki zwróciły uwagę na nowego gościa, od razu taksując wzrokiem jego ubiór by zobaczyć czy jest co wyciągać. Bo nie wiadomo jak przystojny by nie był, klient musi mieć pieniądze.
20:35:32 *Mizu - Nie mam 2000 lat- odpowiedział.
20:36:21 *Essy - Więcej czy mniej?
20:36:58 *Laila - Tak. Neko chce mi pokazać Liverpool. Idziesz z nami czy zostajesz?
20:37:12 *Wilk pokiwał głową na nie
20:37:23 *Lilith - Zostanę tutaj
20:37:43 *Mizu -Mniej. Miałbym tyle, jakbym został.-
20:38:05 *Tajemniczy głos dochodzący z budki suflera, która od dawna powinna być pusta, bo Mietka zwolnili za chlanie w pracy-Psssst-podpowiada Essy -To ten moment, gdy dajesz mu w mordę.
20:38:55 *Posiadacz tajemniczego głosu dochodzącego z budki suflera, która od dawna powinna być pusta, bo Mietka zwolnili za chlanie w pracy obserwuje sytuację chrupiąc sobie popcorn.
20:40:23 *Essy rozejrzała się za źródłem głosu. Dafq?
20:41:03 *Tajemniczy głos dochodzący z budki suflera, która od dawna powinna być pusta, bo Mietka zwolnili za chlanie w pracy dochodzi z budki suflera.
20:41:30 *Laila wstaje z łoża - No to w drogę
20:41:37 *Essy nie wie, gdzie w karczmie jest budka suflera.
20:43:04 Narracja: Karczemna budka suflera jest miejscem mistycznym. Jest wszędzie i nigdzie. Nikt nigdy jej nie widział, choć niejedna osoba słyszała już dochodzący z niej głos.
20:44:44 *Rozalia uśmiechnęła się. -Chodźmy. - powtórzyła za Lailą.
20:44:45 *Essy zaczęła się zastanawiać, czy nie wariuje... Zrzuciła to jednak na osłabienie. - Ale wciąż więcej, niż wyglądasz.
20:47:57 *Lilith - Tak w ogóle Aleks. Co z wampirem?
20:48:17 *Aleks 'Nie uśmierci, nie uśmierci' - roześmiał się. Pamiętał że Laila miała respekt przed Luną, choć nie bardzo wiedział z czego ów wynika. Raczej by nie zaryzykowała konfliktu od kiedy się dogadały. Choć, teraz to on miał konflikt z Luną, i równie dobrze mogłaby odwrócić się zamiast pomóc. Przy czym zakładał, że Laila o tym nie wie.
20:48:55 *Aleks 'Nie mam pojęcia, co z wampirem. Póki co zaprosiłem go na herbatę. Przyjmie to zaproszenie lub i nie przyjmie. Ja jestem przygotowany. Najstarsze wino wytoczyłem z piwnicy'
20:49:32 *Aleks 'Pozostaje mi mieć nadzieję, że nie wprosi się podczas odwiedzin teścia, ale zakładam że przedwieczny nieumarły ma za sobą podstawową kulturę'
20:50:15 *Aleks 'Bardziej interesuje mnie, co z Elizą. Czy wszystko u niej w porządku'
20:50:41 *Rozalia -Ja rozumiem, że teraz sobie żartujecie, prawda?- zapytała
20:51:08 *Mark rozejrzał się. Uśmiechnął się do jednej z dziewczyn. 'Wina' - powiedział szukając miejsca gdzie mógłby usiąść. W końcu zauważył główną salę. Jako że był środek dnia, niewiele było osób. Ktoś siedział pod ścianą, ktoś grał sobie pijany na lutni.
20:51:46 *Aleks 'Poniekąd. Z pewnością przypisywanie kultury komuś, kto z upodobaniem straszy dzieci leży daleko od prawdy'
20:55:02 *Jedna z dziewcząt podeszła do Marka. Nalała mu wina do kubka. -Pan sobie życzy coś więcej niż wino?- zapytałą figlarnie.
20:55:10 *Zuri zagryzła wargę i podkuliła ogon. Nie odpowiadał.
20:57:08 *Rozalia chwyciła Aleksa pod ramię. -Chodźmy, bo Emilio czeka- pogoniła jego, bo jego mogła. Laila pewnie pójdzie za nimi.
20:57:20 *Zuri zagryzła wargę i podkuliła ogon. Nie odpowiadał.
21:00:13 *Eliza w końcu sięgnęła czekoladę i zaczęła sączyć, choć bardziej z nudów niż dlatego, że miała taką ochotę. W ogóle na nic nie miała teraz ochoty.
21:01:24 *Essy - Zrobisz coś dla mnie? Oblej tą małą.
21:02:14 *Mizu -To tylko dziecko, dlaczego miałbym to zrobić?-
21:04:12 *Essy - Dla mnie - wyszczerzyła ząbki. - Dla zabawy. To tylko woda, nic jej nie będzie.
21:04:21 *Mark 'Dużo więcej' - uśmiechnął się przejeżdżając ręką po jej talii. Położył na stole niedużą garść monet. Złotych monet.
21:05:25 *Panienka uśmiechneła się, oczy jej zabłyszczały na widok złota. Usiadła przed nim na stole. -Jak dużo?- zapytała.
21:05:39 *Mizu -Nie jestem chłopcem na posyłki-
21:06:05 *Essy - Tylko sztywniakiem.
21:06:15 *Aleks dał się pociągnąć Rozalii jak posłuszny mąż na dół. Zauważył Elizę. Uśmiechnął się do niej. 'Jest i mała księżniczka. Sama jedna w wielkiej sali, i wszystkie oczy skierowane na nią w trosce' - powiedział do Rozalii uśmiechając się.
21:07:19 *Laila - Który portal prowadzi do Liverpoolu?
21:07:29 *Mark 'Ty i dwie kteatywne koleżanki. Pieniądze będą tak dobre jak usługa. Ale mam jeden warunek. Spacer. Choćby i główną ulicą. Powiedzmy że brakuje mi rozmowy.
21:07:52 *Mizu - Jaki mam mieć interes w oblaniu dziecka, które w jakiś sposób upodoał sobie mój brat?-
21:08:20 *Rozalia spojrzała na nią. - Emilio byłby zachwycony, kiedy by go odwiedziła-
21:09:36 *Essy - Czyli mam rację. Sztywniak - droczyła się. Dostrzegła nagle Aleks i Rozalię. No dobra, może niech lepiej teraz Mizu tego nie robi.
21:10:01 *Andre 'Muszę coś odnieść na pewną niespokojną dzielnicę. Tam człowiek mocno rzuca się w oczy'
21:10:02 *Essy wstała, widząc czarodziejkę. - Laila! - zawołała za nią. - Cieszę się, że już ci lepiej.
21:10:43 *Aleks 'Nie wiesz?' - zapytał Laili zdziwiony. 'Sądziłem że Neko już wyśpiewał wszystko' - roześmiał się.'Drugi od prawej przed samą karczmą'
21:10:47 *Essy - I jeszcze raz dziękuję za pomoc.
21:11:48 *Laila - Nie ma za co. - powiedziała do Essy
21:12:11 *Panienka zsunęła się ze stołu i zniknęła na chwilę. Zaraz przyprowadziła ze sobą dwie dziewczyny, jedna brunetka, druga czarna, kiedy ona sama miała włosy koloru ciemnego blondu. - A gdzie chciałby pan pospacerować?-
21:12:22 *Essy - Jest, jest. Tylko odwdzięczyć się nie ma jak - uśmiechnęła się do niej.
21:12:58 *Mark 'Piękniejszego niż wasze buzie miejsca nie znajdę. Zaproponujcie coś'
21:14:08 *W oczach Zuri na krótką chwilę pojawiła się troska, ale zaraz zamaskowała ją lekkim, wymuszonym uśmiechem. -W porządku.
21:18:30 *Neko patrzy się na Aleksa - Będziemy łowić rybki ?
21:18:48 *Panienka - To są Lena i Nina, ja jestem Olga. - przedstawiła siebie i koleżanki. -Zaraz obok jest park, tam możemy iść na spacer-
21:23:50 *Essy usiadła z powrotem. Naprawdę ulżyło jej na widok Laili. Nie chodziło tylko o to, że była jej wdzięczna. Naprawdę lubiła czarodziejkę. - Dokąd to się teraz wybierasz?
21:25:33 *Mizu -Co Ci to maleństwo zrobiło/- dopytywał się. Musiał znac powód czemu chce dokuczyć małej.
21:26:21 *Laila - Do liverpoolu. Pomóż koledze Neko
21:28:36 *Essy - Na wycieczkę? - zapytała Laili, choć spodziewała się, że zaprzeczy.
21:31:28 *Essy nie była typem skarżypyty. Zresztą nie lubiła mówić o tym, co jej inni zrobili, bo w jakiś sposób to było wstydliwe. - Nic takiego.
21:33:05 *Mizu - Więc po prostu się nudzisz?-
21:34:35 *Mizu -Myślę, ze bycie szczerym wobec mnie, znacznie przyspieszy decyzję w pewnej sprawie-
21:35:04 *Mark podał jedno i drugie ramię tym kobietom, które stały najbliżej. Uśmiechnął się szeroko.
21:35:10 *Mark 'Chodźmy zatem'
21:35:31 *Aleks 'Dziś pewnie nie. Ale w ogóle możemy iść łowić'
21:36:04 *Aleks 'Nie traćmy czasu' - poprowadził pozostałych, choć przecież i tak wszyscy doskonale wiedzieli, którędy. Zdołał tylko obejrzeć się na Elizę.
21:36:21 *Aleks miał nadzieję, że nikt małej nie niepokoił. A dokładniej, że nie niepokoiły jej wampiry.
21:36:36 *Essy spojrzała na niego wrogo. - Szantażować mnie nie będziesz. Podaj lepiej cenę.
21:37:17 Narracja: Dziewczynki zaprowadziły Marka do pobliskiego gaiku. Było spokojnie na tyle by móc porozmawiać.
21:37:28 *Mizu -Tylko sugeruję.- odpowiedział.
21:37:39 *Mizu -Krążek, co daje możliwośc powrotu tutaj-
21:38:22 *Essy - Cholera - wyrwało jej się. Nie miała pojęcia, gdzie go szukać.
21:38:36 *Mark zauważył pieniek, na którym można było usiąść. Wyglądał dość czysto, nieomszony, niezakurzony. Wskazał kobietom miejsce ręką, nim sam usiadł. 'Właściwie, poprosiłem was bo wiem że nie o wszystkim można rozmawiać w przybytku. Mam nadzieję że mi to podarujecie. Oczywiście, opłacę wasz czas'
21:38:50 *Essy - I po co ja ci o tym mówiłam? Tak się płaci za szczerość z demonem.
21:39:20 *Eliza powoli sączyła czekoladę, ale zarówno po jej tempie, jak i minie można było łatwo wywnioskować, że nie ma apetytu. Jakby jej nie smakowało...
21:39:27 *Mizu - Do tej pory nie płaciłaś drogo-
21:40:08 *Ryuu podszedł do Elizy. Już nie mógł patrzeć na te 7 nieszczęść. -Co się dzieje?- zapytał wprost.
21:40:14 *Essy - Dobra, poszukam go.
21:40:53 *Mizu -Albo ... -
21:41:07 *Essy uniosła brew zaciekawiona.
21:42:00 *Dziewczęta spojrzały na niego zdziwione. - Konkrety porposze, nie godzimy się na bicie i inne ekscesy-
21:42:17 *Mizu -Kiedyś do Ciebie przyjdę i poproszę o przysługę-
21:42:33 *Mark 'Ależ skąd, drogie panie! Jestem dżentelmenem. Nie chcę informacji o nikim z kim powiązał was los.' - wyjaśnił od razu. 'Mogę liczyć na szczerość? '
21:43:37 *Olga -To zależy co zawiera ta szczerość-
21:43:42 *Essy spojrzała na niego podejrzliwie. - Wolałabym, byś sprecyzował, ale na razie i tak poszukam krążka.
21:43:59 *Eliza pokręciła głową- Źle się czuje.-powiedziała cicho.
21:44:06 *Zuri nagle odsunęła się od Andre. Nie gwałtownie. Po prostu bez powodu. Wbiła wzrok w podłogę.-Skoro musisz coś załatwić, to idź. Szybciej załatwisz, szybciej wrócisz.
21:44:19 *Ryuu - Potrzebujesz medyka?-
21:44:50 *Zuri nagle odsunęła się od Andre. Nie gwałtownie. Po prostu bez powodu. Wbiła wzrok w podłogę.-Skoro musisz coś załatwić, to idź. Szybciej załatwisz, szybciej wrócisz.
21:44:51 *Eliza pokręciła głową- Źle się czuje.-powiedziała cicho.
21:45:10 *Rozalia poszła z Aleksem w stronę portalu.
21:45:29 *Eliza -Nie, nie trzeba.-skuliła się trochę bardziej.
21:45:35 *Mizu - I Ty mówisz, że to ja jetem sztywniakiem-





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#955  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:25 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
21:48:00 *Essy - Ty nie chciałeś stworzyć małego deszczyku, a ja mam się zgodzić nie wiadomo na co? No wybacz.
21:48:03 *Andre 'Obiecuję nikogo nie straszyć i nie mordować' - roześmiał się.
21:48:35 *Andre 'Ani nie wpadać w kłopoty'
21:48:45 *Aleks 'Martwię się o dziewczynkę. Nie wyglądała najlepiej. Trzeba będzie później sprawdzić, co z nią'
21:49:25 *Mark 'Chciałem zapytać co sprawia, że tak piękne kobiety zdecydowały się na tak nieslawne zajęcie. Z góry przepraszam za krępujące pytanie'
21:50:12 *Mizu -Mały deszczyk wywołałby potem coś gorszego niż to co widziałas na polanie, po rozmowie z Ryuu-
21:51:06 *Olga - Są sytuacje, gdzie nie ma się wyboru, a jesli chce Pan nas obrazić, to lepiej, jeśli sobie pójdziemy-
21:52:45 *Rozalia -Tez mi szkoda tej małej. Ale każda próba przekonania jej, ze poza karczmą bedzie jej lepiej, kończyła się fiaskiem-
21:53:39 *Zuri wzięła do ręki blaszkę ze skryptem. -Gotowy?-spróbowała się uśmiechnąć.
21:53:43 *Mark 'Przeprosiłem. Odpowiadasz za nie. Ufają ci bądź jesteś od nich odważniejsza. A gdyby ktoś zaproponował prawdziwą pracę? Nie bacząc na wasz status społeczny? Nowy początek. Pracę pokojówki w rezydencji lorda? ' - spojrzał po ich twarzach poważnie.
21:54:20 *Aleks stanął pod domem otwierając drzwi. 'Jesteśmy. Zapraszam' - powiedział odsuwając się by kobiety mogły przejść.
21:54:22 *Zuri wzięła do ręki blaszkę ze skryptem. -Gotowy?-spróbowała się uśmiechnąć.
21:55:35 *Mark kontynuował. 'Na razie na dwa dni. Później mogłybyście zdecydować'
21:56:00 *Zuri -Oczywiście.-odpowiedziała, ale nie roześmiała się razem z nim.
21:56:15 *Ryuu - Czy czegoś Ci potrzeba?- pytał dalej.
21:56:32 *Zuri wzięła do ręki blaszkę ze skryptem. -Gotowy?-spróbowała się uśmiechnąć.
21:56:36 *Essy - Mogłabym się założyć, że nie.
21:57:15 *Emilio siedział przy stole i bawił się z psem. Wymyślił sobie rzucanie mu jabłka, a Stefan radośnie przynosił oboc.
21:58:49 *Laila idzie przed karczmę do wskazanego portalu
21:59:10 *Olga - Tak, a potem podstarzały lord będzie nas wykorzystywał, wymigując się tym, że przeciez u niego pracujemy.- prychnęła. Taka okazja była dla niej tak niewiarygodna, ze ciężko było uwoerzyć, ze ktokolwiek ją składa.
21:59:53 *Neko do Aleksa - Ciekawe kiedy Laila przyjdzie
22:01:47 *Mizu - A co mogłoby powstrzymać wściekłąego Ryuu?-
22:03:07 *Essy - Sam stara się nad sobą panować. Nie zrobi wielkiej afery za głupi żart... - zawahała się. - Przynajmniej nie powinien. To co, zakład? Jak wygram, pobudzisz we mnie moc na nowo.
22:03:14 *Mark uśmiechnął się. 'Kiedyś, być może. Obecnie lord podstarzały nie jest i nie zanosi się na to. Posiadłość Lorda White Johnsona. Jego syn oczekuje odwiedzin dystyngowanego gościa. Liczy na dyskrecję służby, a nagli nas wielki pośpiech. Dyskrecja waszego fachu to najlepsza referencja'
22:04:14 *Aleks obejrzał się. 'Ta Laila?' - zapytał.
22:04:34 *Essy miała nadzieję uzyskać to co chciała na skróty i bez wysiłku. Jak to złodziejka.
22:04:55 *Mizu -Cenę, za pobudzenie już Ci podałem-
22:05:08 Narracja: W domu Aleksa było gwarno. Jack istotnie stanął na wysokości zadania, przyprowadzając z miasta kucharki. W domu unosiły się smakowite zapachy. Jednocześnie z tym kilka dziewcząt dekorowało pokój wymieniając dzbany i świeczniki na te droższe, srebrne.
22:05:08 *Laila rozgląda się po wyjściu z portalu
22:05:09 *Neko - Aye!
22:05:42 *Essy - Co nie znaczy, że nie możemy się i o to założyć.
22:05:55 *Aleks 'Czarodziejko? Tutaj' - powiedział unosząc dłoń.
22:06:15 *Laila idzie w stronę Aleksa i Neko
22:06:21 *Olga - No dobrze, na dwa dni mozemy pójść, ale bez dotykania-
22:08:14 *Mark pokiwał głową. 'Rozumiem. To czysta oferta. Otrzymacie godną zapłatę. Rzeczą główną jest, by goście nie zorientowali się, że przyszłyście dzisiaj. Brat nie szczędzi złota swoim ludziom. Jeśli łaska, zmyjcie proszę makijaż i możemy iść. Mniemam że nie spieszno wam powiadamiać w przybytku o tym, gdzie będziecie'
22:08:34 *Laila - Ładnie tu macie.- mówi będąc blisko Aleksa
22:08:45 *Mizu - Nie bądź naiwna. Nie zapominaj z kim rozmawiasz i kogo próbujesz znamipulować-
22:08:57 *Eliza położyła dłoń na brzuchu. Ta czekolada chyba nie była dobrym pomysłem.
22:09:40 *Aleks 'Wchodźcie. Zapraszam. Emilio?' - krzyknął wgłąb domu.
22:09:55 *Rozalia -Dziękuję- odpowiedziała. Poszła zaraz za Lailą.
22:10:15 *Emilo -Słucham?- odpowiedział z salonu, gdzie bawił się ze Stefanem.
22:11:08 *Emilio próbował wstać. Ale pamiętał słowa ojca, ze nie ma nadwyrężać nogi, więc siedział i czekał.
22:11:50 *Aleks rozejrzał się, przyjrzał pracującym dziewczętom. W końcu podszedł do Emilio. 'Pewnie niemiło jest tak siedzieć z uszkodzoną nogą.' - zagadał. 'Zaraz będzie naprawiona' - uśmiechnął się od ucha do ucha. 'Nim dziadek zakołacze drzwi, będziesz mógł znów biegać. Byle nie po schodach.
22:11:54 *Aleks rozejrzał się, przyjrzał pracującym dziewczętom. W końcu podszedł do Emilio. 'Pewnie niemiło jest tak siedzieć z uszkodzoną nogą.' - zagadał. 'Zaraz będzie naprawiona' - uśmiechnął się od ucha do ucha. 'Nim dziadek zakołacze drzwi, będziesz mógł znów biegać. Byle nie po schodach.
22:12:45 *Mark prowadził dziewczęta przez jedną z ulic, nim zauważył kramik z drobnostkami. 'Doradzę się kobiet. Co może spodobać się bardzo młodej damie? Bardzo młodej' - zaakcentował ostatnie słowa.
22:13:02 *Essy - No tak, ze sztywniakiem - zażartowała, podnosząc się. - Idę szukać...
22:13:57 *Mizu -Idź, idź. Ja mam czas, Ty za to nie masz ciepliwości-
22:13:58 Narracja: Do domu wpadł brudny, zdyszany robotnik. 'Już, wszystkie stoją. Zasadzone' - nieokrzesany wszedł wprost do salonu w uziemionych butach ocierając brudną ręką czoło.
22:14:41 *Laila podeszła do Emilio - Skakałeś ze schodów? Pewnie za koleżanką biegłeś- zaśmiała się po czym siadła przed jego nogami - pokaż jak to wygląda
22:14:46 *Emilio -Jak to naprawiona?- zapytał się zdziwiony
22:16:10 *Aleks nachylił się do syna. 'Czary' - szepnął z uśmiechem. 'Nie mów innym, pewnie się wystraszą'
22:16:28 *Olga -Łańcuszek dla starszej bypasował. Bardziej noże branzoletka? Albo spinka do włosów?-
22:17:03 *Mark 'Spinka... Spinka...' - sięgnął po srebrną broszę z topazem. 'Czy to jest spinka?' - zapytał, ni to przekupy, ni towarzyszek.
22:17:34 *Emilio pokiwał głową. -Nie powiem nikomu!-
22:17:37 *Mark był zdezorientowany. Nie znał się na tym w ogóle. A przecież i spinek nie brakowało na kramie.
22:18:23 *Przekupka -To jest broszka drogi Panie, spinki ma pan tutaj:
22:19:01 *Zuri -Mhm.-mruknęła. Rzuciła blaszkę na łóżko i wyszła z pokoju. Jeszcze nie wiedziała gdzie iść. Gdziekolwiek.
22:19:08 *Johan, bliski zawału, jakoś wyprowadził robotnika do korytarza wypłacając mu należność. Jednocześnie wskazywał kucharkom gdzie mają ustawiać tace. Skinął na jedynego w tym gronie mężczyznę przykazując przesunięcie stołu.
22:19:27 *Mark z trudem, ale w końcu wybrał niekrzykliwą spinkę. 'Czy da się obwiązać ją płótnem?' -dopytywał, podając monety przekupce.
22:19:34 *wybiegła prawie
22:19:46 *Essy - A co mam z tobą siedzieć jak zaczynasz nudzić - posłała mu uśmiech.
22:20:47 *Andre poszedł za Zuri. 'O co chodzi?' - zapytał wychodząc za nią. 'W czym rzecz?'
22:21:40 *Laila daje ręce nad nogę Emili po czym z niej leci światłość która otula go swoim miłym ciepłem
22:21:49 *Aleks 'No to teraz pokaż Laili nogę, by mogła ci pomóc. Pamiętasz ją? Była na moim statku. Z rożowym mieczem'
22:22:09 *Zuri nie odpowiedziała. Najpierw o coś prosi, później nie odpowiada, a na końcu jeszcze się dziwi, że ją to irytuje.
22:22:42 *Emilio poddał się Lailii całkowicie. Czuł miłe ciepło. Zaśmiał się. -To naprawdę będzie działać?-
22:24:22 *Andre 'Ty chyba naprawdę jesteś w ciąży. Sądziłem że ciążowe humory to opowieści mocno przesadzone. Zaczynam uważać je za mocno przemilczane'
22:24:31 *Przekupka zabrała opłatę i zapakowała skromną spinkę dla Marka: http://img.szafa.pl/ubrania/1/...owa.jpg
22:26:15 *Mark mógł skierować się wprost do domu Aleksa. Wskazał paniom drogę. 'To już niedaleko' - powiedział, choć pewnie wszyscy w tym mieście wiedzieli gdzie mieszka lord White Johnson.
22:26:58 *Johan 'Jak to nie ma zniczy przy wejściu? Mówiłem wyraźnie. Oliwne znicze na wejściu!' - krzyknął do jakiegoś nieszczęśnika. 'Masz kwadrans jeśli chcesz zapłaty'
22:27:29 *Jack 'Niech potem zaprzęgną konie. Ja idę wyglądać czy statek nie przypływa!'
22:27:50 *Johan 'Najpierw to ty się przebierz chłopcze. Tak chcesz wóz prowadzić?'
22:28:16 *Olga -Dobrze, mam tylko nadzieję, że to żadne oszustwo-
22:28:23 *Zuri przyśpieszyła, idąc do portalu do jej świata. Przeszła przez warsztat jak burza, zamykając za sobą i zakluczając od zewnątrz. Część zamków dało się od środka otworzyć bez kklucza, ale ona wybrała akurat jeden z tych, które i od środka miały zwykłą dziurkę.
22:29:35 *Ryuu - Wygląda jednak, ze potrzebujesz medyka- spojrzał na Elizę.
22:29:55 *Rozalia przyglądała się uwaznie co robi Laila.
22:30:02 *Andre poszedł za Zuri. Widząc że jej nie ma, sprawdził najpierw czy nie ma jej w pomieszczeniu w którym ostatnio czuć było gaz. Następnie skierował się do drzwi. Szarpnął za klamkę. Poszukał klucza w drzwiach. Następnie na półkach. Chwilę rozważał, czy wyważyć drzwi. W końcu zawrócił.
22:31:07 *Mark 'Masz złą nadzieję. Cała zabawa tkwi w oszustwie. Goście nie mogą się zorientować, że jesteście świeżo zatrudnione' - uśmiechnął się. 'W domu jest pokój dla służby. Możecie mieszkać razem jeśli nie macie ufności'
22:31:14 *Eliza- Może być...-mruknęła bez przekonania.
22:32:07 *Olga - Czyli mamy uwadać służki, które pracuja tam od lat?-
22:32:28 Narracja: Po chwili dziewczynom ukazał się dom Aleksa. Widać było z daleka przygotowania do przyjęcia. W ogrodzie wisiały lampiony. Przed domem ustawiano znicze. Na środku dziedzińca stała czarna kareta zaprzęgana w dwa kare konie.
22:33:02 *Ryuu myślał intensywnie. Jak tu wezwać jakiegokolwiek medyka do małej dziewczynki. Przydałby mu się teraz Dagon i ten jego lekarz Peter-
22:33:08 *.
22:33:21 *Mark 'Dokładnie o to nam chodzi. Świat dużych nazwisk to świat pozorów. Niestety. Lub stety. Te pozory mogą przysporzyć złota i zaszczytu lub zdegradować.'
22:33:39 *Laila z której dalej idzie światłość mówi do Emilio - Następnym razem lepiej uważaj. Kości się szybko nie regenerują więc trochę może mi to zająć.
22:34:09 *Rozalia -To całe szczeście, ze nie złamał tej nogi-
22:34:17 *Dagon, zupełnie nieświadom tego że jest potrzebny, kręcił się po piwnicy sprzątając bałagan po Andre. Niemały bałagan. W rzeczywistości Dagon lubił kontrolować raz na jakiś czas, czy nikt nie dobrał się do jego skarbu - to pamiątek z czasów gdy karczma dopiero powstawała.
22:35:13 *Zuri wściekła nie miała pojęcia gdzie powinna iść. Po krótkim spacerze zawróciła do warsztatu, ale nie wracała do karczmy. Usiadła w osobnym pokoju, oddzielonym od reszty warsztatu bardzo grubą ścianą i dwoma drzwiami. Miała tam właściwie tylko łóżko i małą szafkę.
22:36:37 *Andre wróćił do karczmy. Wszedł do pokoju który zajmowali. Wściekły jak sto diabłów otworzył szafę spoglądając na kilka ubrań. Zgarnął spodnie i koszule. Spakował wszystko do saka który przyniósł tu wraz z odzieniem. Zarzuvił na plecy. W końcu upił soku ze szklanki postawionej tu nie wiadomo kiedy i zszedł na dół.
22:37:20 *Ryuu -Czekaj chwilkę- zagadął do Andre
22:37:23 *Lilith z wilkiem zeszli ze schodów i podeszli do baru
22:37:29 *Ryuu -ty czasem nie jesteś medykiem?-
22:37:46 *Andre 'Ja? Owszem. Jestem medykiem'
22:38:40 *Ryuu -Co tej małej chyba cos dolega, ale nie wiem co, mógłbyś spojrzeć?-
22:39:06 *Andre zerknął na niego uważniej odstawiając sak pod jeden ze stołów. 'Coś się stało?'
22:39:15 *Olga -No dobrze, a oprócz udawania i faktycznego służenia, to gdzie jest haczyk?-
22:39:50 *Lilith siada koło baru i głaska wilka patrząc się na karczmę
22:40:20 *Mark przystanął. Spojrzał na dziewczynę ze współczuciem. 'Może to i lepiej żeś podeszła tam, w tawernie. A jeśli los i tobie nareszcie chce dać życie bez haczyków?'
22:41:27 *Olga -Nauczyłam się, że nie ma nic za darmo-
22:41:42 *Andre 'Mogę.' - powiedział. 'Ale... raczej nie tutaj. Jeśli ma swój pokój to najlepiej tam. A jeśli nie ma, to w pokoju Zuri. ' - powiedział. Podniósł sak w którym najpewniej miał nie tylko ciuchy ale również akcesoria medyczne.
22:42:40 *Eliza nie słyszała tego co mówią. Siedziała z zamkniętymi oczami. Wyglądała jakby miała zaraz zasnąć, choć wyraz twarzy bynajmniej nie był błogi.
22:42:48 *Mizu zastanawiał się gdzie polazła Essy, która uparcie wolała szukać nieistniejącego przedmiotu niż zgodzić się na coś z nutką tajemniczości-
22:43:01 *Mark 'Nikt nie mówił o prezentach. Jedynie o pracy' - uśmiechnął się. 'Widzę, że przyspieszyli przygotowania, więc mamy niewiele czasu. Przedstawię was gospodarzowi i możecie zaczynać. Dziś jest tu przyjęcie. Brat był kapitanem statku. Potrafi zapanować nad pijanymi mężczyznami'
22:43:54 *Andre podszedł do dziewcztnki. 'Jestem lekarzem. Chcę sprawdzić, czy jesteś zdrowa. Pozwolisz mi?'
22:44:03 *Essy nie miała pomysłu, gdzie zacząć poszukiwania, skoro karczma odpadła, więc na razie wróciła do siebie.
22:44:53 *Essy wspięła się na trzecie piętro i wymacała w kieszeni klucze z breloczkiem w kształcie czerwonego smoka. Otworzyła drzwi, zapaliła światło, zsunęła buty i odrzuciła je w kąt. Przeszła do pokoju i usiadła na łóżku, rozglądając się. Przydałoby się tu w końcu posprzątać. Tymczasem kopnęła bluzkę pod łóżko.
22:45:01 *Mark uchylił drzwi, przepuszczając kobiety. 'Śmiało. ' - zaprosił je gestem ręki.
22:45:11 *Eliza otworzyła oczy i spojrzała na mężczyznę niemrawo. Pokiwała głową.-Jak panu na imię?-spytała cicho.
22:45:14 *Jack biegł w stronę domu jakby się paliło. 'Statek! Statek!' - wydzierał się.
22:45:50 *Andre 'Jestem Andre. A jak się zwracać do panienki?' - skłonił się.
22:45:56 *Essy wyjęła różyczkę. Lód na brzegach płatków stopił się, pozostawiając błyszczące kropelki. Położyła ją na szafce nocnej, następnie wyciągnęła i figurkę Mizu, której się przyjrzała z uśmiechem. Uchyliła szufladę pełną skarbów i wrzuciła do środka.
22:46:47 *Lilith do Ryuu - Można herbatę ? I miskę z wodą?





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#956  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:25 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
22:47:00 *-Eliza.-przedstawiła się, wstając powoli.
22:47:13 *Ryuu -Oczywiście- odpowiedział i podał Lilith herbatę
22:47:29 *Andre 'To bardzo ładne imię. Poproszę cię teraz byś poszła ze mną na górę. Nie mogę badać cię na środku karczmy'
22:47:39 *W szufladzie były różne ulotki dotyczące imprez kulturalnych, stare bilety na spektakle, monety z różnych światów, zaschnięty liść, zegarek, który zabrała Aleksowi, kilka innych drobiazgów oraz dziennik.
22:48:30 *Essy nagle usłyszała pukanie do drzwi. Podeszła do nich i otworzyła.
22:49:00 *Kurier - Dzień dobry, mam paczkę dla pani Esthery Golden.
22:49:21 *Essy - To ja - odparła, przyjmując pakunek.
22:49:24 *Lilith bierze herbatę i pije - Będziesz miał spokój od spirytusu na jakiś czas
22:49:43 *Jack w końcu wpadł do domu jak burza. 'Statek w porcie!' - krzyknął.
22:49:59 *Johan pokręcił głową. 'Jesteś przekonany, że należy tak krzyczeć?' - zwrócił mu uwagę.
22:50:12 *Kurier poprosił o podpis i zaraz zszedł na dół.
22:50:49 *Aleks odwrócił się zauważając Marka i kobiety. 'I widzisz, kochana? Przyszły nasze pokojówki.' - uśmiechnął się.
22:50:55 *Essy spojrzała na karton. Nareszcie! Zaraz zabrała się za otwieranie, by zobaczyć, czy wszystko jest w porządku.
22:51:02 *Rozalia -Tak szybko?- zdziwiła się.
22:51:14 *Eliza -Mhm.-mruknęła, zgadzając się i poszła w kierunku schodów. Wyglądała na osłabioną, mimo że tak właściwie nie zrobiła nic, co by ją mogło zmęczyć.
22:52:09 *Andre 'Dasz sobie sama radę ?Może cię zanieść?' - dopytywał. 'Wyglądasz na osłabioną.' - powiedział. Jednocześnie idąc za nią cały czas liczył się z tym, że może po prostu zemdleć.
22:52:53 *Rozalia uśmiechnęła się spoglądając na dziewczęta. -Dzień dobry- przywitała się.
22:53:55 *Aleks 'Drogie panie? Aleksander White Johnson. To ja was zatrudniam. A to Rozalia, pani tego domu i moja żona. Zwracacie się do niej tylko 'proszę pani'. Nie inaczej. Do mnie możecie mówić jak chcecie, byle z kulturą. I również czuję się tu panem. Zapraszam za mną' - powiedział. 'Dobra robota, Mark' - poklepał brata po ramieniu.
22:53:57 *Rozalia -spodziewałam się ojca nieco później.- zestresowała się.
22:55:05 *Aleks podał Rozalii rękę. 'Nim zejdzie ze statku i dojedzie tutaj, zdążymy' - powiedział. 'Właściwie, już zdążyliśmy. Johan, połóż proszę w pokoju Emilio kilka książek. Wolałbym by teść nie uznał że wychowuję go bez znajomości języków'
22:55:58 *Eliza-Dam sobie radę.-odpowiedziała. Odruchowo poszła do swojego pokoju.
22:56:31 *Olga i dziewczęta zmiesząły się. Najwyraźniej ten co je zrekrutował miał rację. pan domu nie był podstarzałym zgredem i żone miał piękną, to i skoki na bok nie przyjdą mu do głowy. -Dziekujemy za zaufanie - Olga odpowiedziała za wszystkie.
22:56:47 *Aleks 'No dobrze. Tu jest pokój dla pokojówek. W szafach na pewno jest odpowiedniejszy ubiór. Jeśli nie ma pracy dla pokojówki, docenię pomoc kucharkom w serwowaniu dań i wynoszeniu zastawy. Tam' - wskazał na odległe drzwi 'jest łaźnia'
22:57:17 *Dziewczęta pokiwały głową. Trafiło im się.
22:58:26 *Aleks 'Gości musicie zapowiadać. Zapewne nie jesteście zamężne, więc przebywanie w pokoju sam na sam z mężczyzną będzie nie w smak wyższym sferom' - wyjaśniał. 'Poza tym, jeżeli zrobicie swoje, nie wnikam na co przeznaczycie swój czas. Możecie tkać, chodzić na zakupy, na spacery, nawet grać i śpiewać'
22:59:25 *Aleks 'Wypłata w każdy piątek przed zachodem słońca. Chyba, że zechcecie odejść pojutrze'
22:59:52 *Aleks 'Ten krzykliwy jegomość którego minęliśmy to Johan. Dysponuje zapasami i pieniędzmi pod moją nieobecność.'
23:00:33 *Mark szedł za nimi. 'Aleks, daruj paniom. Pozwól im się przebrać, zapoznać z domem'
23:00:52 *Olga - Rozumiem. Ja umiem czytać, więc mogę zapowiadać gości.- odpowiedziała.
23:02:03 *Aleks 'Prawda to. Rozgośćcie się. Zależy mi na tym by dzisiejsi goście poczuli się dobrze. By byli zadbani przez służbę. ' - dodal. 'Umiesz czytać? ' - zdziwił się. 'Wspaniale. Oczywiście możesz. Zwiążcie tylko włosy. Będzie estetyczniej'
23:02:19 *Laila odsuwa ręce od Emilio - poruszaj nogą
23:02:25 *Jack kręcił się po domu. 'Jechać już czy nie jechać?' - zastanawiał się na głos.
23:02:54 *Andre poszedł za Elizą. 'No dobrze. Od jak dawna słabiej się czujesz?' - zapytał, sięgając do saka po swoją torbę i rękawiczki.
23:03:03 *Emilio poruszał nogą. -Działa!- okrzyknął.
23:03:15 *Andre podszedł następnie do dziewczynki dotykając jej czoła, i tętnicy szyjnej.
23:04:01 *Johan usłyszał krzyk Emilio. 'Już wyzdrowiałeś?' - zajrzał do salonu. 'Dziwne. Sądziłem że to zwichnięcie.' - powiedział, bardziej sam do siebie. 'No, to Stefan się ucieszy'
23:04:41 *Eliza -Dzisiaj rano.
23:05:31 *Eliza nie odsunęła się. Rozpoznawała ruchy mamy, które były takie same. Tylko że mama zwykle podawała jej termometr.
23:05:37 *Laila - stań teraz na niej
23:07:11 *Emilio stanął. -Nie boli, dziękuję- powiedział zadowolony. Nawet parę razy podskoczył.
23:08:12 *Andre uniósł lekko podbrudek Elizy, zaglądając w jej dolną powiekę i do nosa. 'Otwórz usta tak, bym widział twoje dziąsła' - polecił.
23:10:03 *Eliza posłusznie otworzyła usta, prezentując całą szczękę zadbanych zębów.
23:10:28 *Laila - Uważaj tylko na siebie byś sobie znów czegoś nie zrobił - wstała - gdzie tu macie kuchnie?
23:10:47 *Emilio wskazał palcem. -Tam-
23:11:08 *Emilio szukał wzrokiem Marka, ciekawy czy ma dla niego drobizg dla Elizy.
23:14:06 *Dziewczeta posżły do łaźni, przebrały się w skromne sukienki służej. Włosy zaplotły w warkocze.
23:15:38 *Rozalia - Podesżła do Aleksa. -Wiesz, ze kąpiel Cie nie ominie?- zapytała bardzo cicho. -Zrób to bez dąsania, bo jeszcze mam bardziej upartego Johnsona do namowy- zaśmiała się, mając na myśli Emilio.
23:18:39 *Laila poszła do wskazanej kuchni
23:38:13 *Aleks 'Wiem. Pytanie zasadnicze jest takie, czy zdążę skoro uprzedzą mnie trzy niewiasty' - uśmiechnął się. 'Mogę iść do karczmy. Ty zaś przygotujesz się, i przebierzesz.' - wyjaśnił.
23:38:47 *Mark w końcu wszedł do salonu. Podszedł do Emilio, w pełnej konspiracji podając mu zawiniątko. 'To srebrna spinka' - uprzedził jego pytanie. 'Na pewno jej się spodoba'
23:39:12 Narracja: Rżenie koni rozległo się sprzed domu. Powóz ruszał w stronę portu.
23:39:13 *Emilio -Dziękuję. - powiedział uradowany.
23:41:07 *Andre sprawdzil też węzły chłonne. W końcu sięgnął po stetoskop. 'Zdejmij bluzkę, sprawdzę twoj oddech' - polecił.
23:41:19 *Rozalia -To leć do karczmy, tylko po drodze weź odpowiednie ubranie, masz dodatki pasujące do mojej sukni - powiedziała. Na szczęście już szybciej miała przygotowane odpowiednie stroje.
23:42:00 *Aleks 'Radź więc, które będzie odpowiednie'
23:42:25 *Andre 'Coś cię boli?' - zapytał w końcu.
23:43:31 *Eliza po prostu zdjęła górną część ubrania.-Brzuch.-odpowiedziała, przewieszając bluzkę przez oparcie.
23:44:26 *Andre 'W porządku. Uważaj, to jest zime' - rozpoczął osłuchiwanie. 'Schyl się i odetchnij'. Gdy osłuchał jej pierś i plecy, przyłożył rękę do brzucha w kilku miejscach, naciskając.
23:44:54 *Andre 'Ile masz lat?'
23:45:28 *Johan sprawdził. czy ogród wygląda jak powinien. Teraz znów kręcił się po domu. 'Jack już wyjechał' - zakomunikował. 'Zapewne do godziny wróci'
23:45:32 *Rozalia zaprowadziła Aleksa do garderoby na piętrze. Wybrała dla niego czarny strój ze szmaragdowymi haftami, pasujący do jej zukni i biżuterii.
23:48:24 *Aleks 'Nie sądziłem że kiedykolwiek to założę' - roześmiał się. 'No dobrze. Niech będzie. Przebiorę się i skoczę do karczmy. Zadbaj o to by dziewczęta były świadome, co mają robić.'
23:49:29 *Rozalia -Tak, też Cię kocham, jak nie założysz, to wypatroszę- odpowiedziała i zacmokała na niego dając znak, ze żartuje.
23:51:49 *Aleks roześmiał się. 'Nie każ mi czekać nim zobaczę cię w nowej sukni' - powiedział do niej. Zaczął się rozbierać. Bez sensu było iść do karczmy z toną ubrań
23:53:09 *Andre 'Możesz założyć bluzkę. Więc... To zwykłe osłabienie. Najpewniej zjadłać coś nieodpowiedniego. Nie w każdym wieku można jeść wszystko. A, i ... masz nieco za blade dziąsła. Nie pozwól sobie upuszczać krwi, to ci szkodzi. Najpierw zdrowie, potem uroda'
23:53:49 *Andre 'Jeśli chcesz się tego szybko pozbyć, pij tylko gotowaną wodę i nie jedz nic do jutra. Ewentualnie herbatę bez miodu'
23:55:12 *Aleks przebrał się w mgnieniu oka. Sprawdził, czy ma przy sobie swój magiczny grzebień. W końcu zszedł również po brzytwę. Nie żegnając się - wszak wychodził na chwilę, skierował się do karczmy.
23:56:21 *Jack czekał już w porcie, wyglądając czy pasażerowie już wychodzą. Popalał sobie fajkę, mając nadzieję że zdąży ją zagasić nim jego gość go zobaczy. Aleks dokładnie opisał mu, kogo szukać wzrokiem. inna rzecz, że prócz tego, stał tylko jeden powóz. Z pewnością ojciec Rozalii spodziewa się, że zostanie powitany już w porcie.
23:57:29 *Rozalia zauważyła, ze łaźnia jest wolna, zmusiła Emilio, który też chciał iść za ojcem do karczmy, to kąpieli. Tym razem przeforsowała związanie włosów. Następnie sama błyskawicznie się wykąpała, nie mocząc włosów. Ubrała się w suknię, spięła włosy w luźnego koka i dopiero potem poinstruowała 'służki' co mają robić.
23:59:03 Narracja: W końcu wyczekiwanie goście pojawili się przed powozem. Sergio Marrero z dużo młodszą od siebie żoną Izabellą oraz jego syn Fernando. Bagaże zostały przyniesione przez obsługę statku pasażerskiego.
23:59:30 *Johan przysłuchiwał się tym instrukcjom skoro tylko przechodził to w tę, to we w tę korytarzem. 'Jeżeli mogę się wtrącić. Wypada aby przynajmniej jedna z nich była w salonie gdy będą tam goście.'
00:00:20 *Jack zagaszoną fajkę położył obok siebie na koźle, zeskakując. 'Państwo Morrero?' - zapytał dla pewności, uchylając drzwiczki.
00:00:34 *Olga -Ja będę. Mogę też zapowiadać, bo umiem czytać-
00:01:29 *Johan skinął głową. Nie chciał się wtrącać Rozalii. Sam musiał przebrać się i jeszcze raz upewnić, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
00:02:12 *Zawrocił jednak nagle. 'Upewnijcie się proszę, że pokój gościnny jest uprzątnięty a pościel świeża' - polecił. Zakręcił się na nodze i już zniknął gdzieś w przejściu do piwnicy.
00:04:06 *Sergio skinął głową. Otaksował powóz i konie wzrokiem. Następnie pomógł swojej żonie wejść do powozu. Potem wszedł i on i jego syn.
00:04:35 *Eliza -10
00:05:07 *Eliza ubrała się. Drgnęła, gdy Andre powiedział o upuszczaniu krwi. To nie było dla urody. -Dziękuję.
00:05:56 *Andre 'Więc z pewnością sama już zapamiętasz moje zalecenia. A, unikaj czekolady pod każdą postacią, i na wszelki wypadek, warzyw i owoców. Jeśli będziesz bardzo głodna, zjedz kawałek suchego chleba.'
00:06:05 *Aleks wszedł do karczmy, rozejrzawszy się. 'Łaźnia wolna?' zapytał od progu. Zauważył ,że nie ma Elizy.
00:06:35 *Ryuu -Wolna-
00:06:51 *Andre również skinął jej grzecznie. 'A więc nic tu po mnie... Chociaż...' - nadal szperał w torbie. W końcu wydobył jakąś fiolkę. 'Masz tu wodę?' - zapytał.
00:07:23 *Aleks 'I bardzo dobrze. Nalot teściów' - wyjaśnił pokazując brzytwę. 'Wbrew pozorom muszę się ogolić, nie skończyć ze sobą'
00:07:30 *Skierował się do łaźni.
00:08:59 *Emilio już ubrany odświętnie i wypiękniony poszedł za ojcem do portalu i do karczmy. Wszedł do środka. Napotkał tylko Ryuu. -Dzień dobry, jest Eliza?- zapytał.
00:09:15 *John otworzył oczy. Stał przed barem. Zaczął przeszukiwać karczmę zmysłami w poszukiwaniu Ryuu
00:09:57 *Eliza rozejrzała się.-Nie
00:10:08 *Zuri wróciła do karczmy. Skierowała się do pokoju.
00:10:22 *Andre 'Zaraz przyniosę. Mam tu coś co ci pomoże. Nie jest smaczne. Za to skuteczne'
00:10:47 Narracja: Andre w pokoju nie było. Wraz ze swoimi rzeczami był w pokoju Elizy.
00:11:17 Narracja: Konie zarżały cicho ruszając, równo i energicznie, choć nie tak szybko jak by ruszyły gdyby w kabinie nie siedzieli goście.
00:11:48 *Ryuu - U siebie w pokoju- odpowiedział. -Schodami do góry, na wprost i pierwszy pokój po lewej- wyjasnił malcowi. Może chłopiec poprawi jej humor
00:12:11 *Emilio skinął głową i pobiegł schodami do góry. Szybko trafił do pokoju Elizy. Zapukał.
00:13:00 *Andre wyszedł z pokoju. Zszedł na dół. Minął po drodze Emilio. Rozejrzał się przy barze. 'Szklankę wody mogę prosić?' - zapytał.
00:15:23 *Aleks w końcu umyty, i ogolony, z ciasno związanymi włosami z których i tak kosmyki umykały na boki, wyszedł z łaźni. Zauważył Andre z którym się przywitał. 'Niemal cię nie widać ostatnimi czasy' - powiedział.
00:15:39 *Aleks 'Porozmawiałbym ale spieszę do domu. Goście' - wyjaśnił.
00:16:04 *Ryuu -To zgarnij swojego syna z góry-
00:16:27 *Ryuu nalał wody do szklanki i podał Andre
00:16:45 *Emilio jeszcze raz zapukał do drzwi.
00:17:57 *Andre podziękował. Pożegnał gestem ręki Aleksa. Ruszył do Elizy na górę. Znow minął Emilio. 'Zaczekaj, chłopcze.' - polecił. Wszedł do pokoju. 'Zdaje się, że masz gościa. Nie słyszałaś pukania?' - zapytał, odstawiając szklankę i sięgając po krople.
00:19:05 *Johan stał przed drzwiami wypatrując powozu. W końcu zauważył. Trudno było zresztą nie zauważyć. Czekał w spokoju aż powóz zajedzie.
00:19:07 *Zuri -Tralala i super.-mruknęła ponuro.-Poszedł sobie.- wiedziała, że jeszcze nie wyszedł. Czuła, że jest w jednym z pokoi, ale skoro spakował swoje rzeczy, to widocznie nie zamierzał wracać. Trzasnęła drzwiami i rzuciła się na łóżko.
00:19:23 *Jack wjechal na podwórze, zatrzymując się niedaleko głównego wejścia do domu.
00:19:36 *Zsiadł otwierając drzwiczki od powozu by wypuścić gości
00:20:39 *Serio wyszedł jako pierwszy tylko po to by pomóz żonie wydostać się z powozu.
00:20:51 *Na końcu wyszedł Fernando.
00:21:19 *Jack ukłonił się im, po czym wsiadł z powrotem na górę i ruszyl z końmi pod stajnię by je wyprzęgnąć.
00:21:22 *Laila siada i wyciąga sobie notatnik w którym coś zapisuje





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#957  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:26 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
00:21:33 *Neko śpi na ramieniu Aleksa
00:22:13 *John do Ryuu- Daj coś ciekawego -
00:22:19 *Aleks z daleka już widział, że się spóźnił. Teraz pytaniem pozostawało, czy Rozalia ukryje to by miał czas dogonić przyjęcie.
00:22:53 *Aleks poprawił Neko, podtrzymując go by ten nie spadł, co śpiącemu na ramieniu kotu mogło się zdarzyć w szybkim marszu.
00:23:35 *Rozalia wyszła na przeciw ojcu. -Witaj - powiedziała z uśmiechem. Musiała ukryć fakt, że nie ma ani Aleksa ani Emilio.
00:23:48 *Eliza-Proszę.-zawołała, choć miała już pewną awersję do osób pukających do jej drzwi. Gdy tylko zobaczyła kto jest po drugiej stronie, jej oblicze stało się zimne jak lód- Wyjdź.
00:24:15 *Johan skłonił się uprzejmie. 'Oczekiwaliśmy państwa' - powiedział otwierając szeroko drzwi. Odsunął się jednak by Rozalia mogła porozmawiać z ojcem.
00:25:08 *Emilio nie wiedział o co chodzi. -Przyniosłem Ci coś ładnego i chciałem byś potowarzyszyła mi na przyjęciu- jęknął. Nie tak wyobrażał sobie to spotkanie.
00:25:14 *Andre podał szklankę Elizie. 'Wypij, to pomoże.' - nie wiedział czy powiedziała to do niego czy do chłopca, ale wolała zawczasu się ewakuować.
00:25:24 *Andre podał szklankę Elizie. 'Wypij, to pomoże.' - nie wiedział czy powiedziała to do niego czy do chłopca, ale wolał zawczasu się ewakuować.
00:27:40 *Andre zdążył przelotnie położyć chłopcu rękę na ramieniu. 'Powodzenia' powiedział dyskretnie. Zdawał sobie sprawę że to są dzieci, ale był przekonany że dla nich to sprawy wybitnie poważne. Pierwsze relacje które wpływają na wszystkie kolejne.
00:28:35 *Laila zasypia przy stole w kuchni
00:31:28 *Sergio spojrzał na córkę. Wyglądała zdrowo, schludnie. Doszukiwał się przekrętu. Był pewien, że poprzednie spotkanie było opłącone, z podstawionymi ludźmi. Przywitał się. Przedstawił Izabelę. Młodszą od Rozalii jej macochę.
00:32:18 *Zuri wzięła flet i zaczęla grać. Przez płacz cicha, smutna melodia często się urywała lub na chwilę stawała głosniejsza, wręcz piskliwa. Dopiero po pewnym czasie zaczeła się wyrównywac i pięknieć.
00:32:53 *Eliza- To miłe.-powiedziała dokładnie takim samym tonem, co wcześniej- Nie potowarzyszę. Prezentów od ciebie też nie chcę.
00:33:23 *Emilio nie do końca zrozumiał nastawienie Elizy. -Dlaczego? Przecież miło spędziliśmy czas.-
00:35:32 *Ryuu dał Johnowi fistaszki by zajął się łupaniem i jedzeniem.
00:36:46 *Rozalia wymieniła z ojcem parę uprzejmych zdań o pogodzie i o innych bzdetach by dac czas Aleksowi na powrót. Nie wiedziała też, że i kupuje czas dla syna.
00:37:15 *John zaczął jeść fistaszki
00:37:38 *Eliza przyjęła szklankę i wypiła szybko. Juz dawno oduczyła się wąchać lekarstwa.
00:39:00 *Eliza skrzywiła się. Trudno powiedzieć czy bardziej przez napój, czy przez chłopca.- Kto miło, ten miło. A teraz wyjdź.
00:41:05 *Emilio postawił zawiniątko ze spinką na stole. - Zobacz chociaż. - powiedział. Zrobiło mus uę cholernie smutno i przykro. Co się wydarzyło, ze przestała go lubić? -Do widzenia- odpowiedział i wyszedł z jej pokoju.
00:43:10 *Emilio zbiegł ze schodów z okropnym poczuciem zawodu. Próbował sobie przypomnieć czy coś zrobił nie tak, czy powiedział za dużo. -Do widzenia- jęknął żałośnie, wybiegając z karczmy.
00:44:48 *Chłopiec przebiegł przez złasciwy portal. Tłumił w sobie gniew i żal. Chciało mu się płakać, chociaż wiedział, ze jako mężczyzna nie może teraz. Teraz kiedy matka liczy na niego najbardziej.
00:45:54 *Aleks obszedł dom tak, by pozostać niezauważonym. Skierował się do drzwi ogrodowych. Powinny być dziś otwarte, choć pora roku nakazywała raczej ich zamknięcie.
00:46:48 *Emilio biegł, wiec i zauwazył ojca. Podbiegł do niego. -Tata? A ty co tu robisz?- zapytał.
00:46:51 *Eliza prychnęła tylko- Oby nie.
00:48:26 *Aleks 'Sprawdzam czy teren jest uporządkowany' - powiedział. Oczywiście skłamał. 'Goście już są. Dziadek na pewno zechce z tobą porozmawiać. A gdzie ty byłeś w takim razie?'
00:48:57 *Emilio -U Elizy.- przyznał się.
00:50:48 *Eliza położyła się do łóżka. Lepiej, żeby odpoczywała.
00:51:14 *Zuri wzięła flet i zaczęla grać. Przez płacz cicha, smutna melodia często się urywała lub na chwilę stawała głosniejsza, wręcz piskliwa. Dopiero po pewnym czasie zaczeła się wyrównywac i pięknieć.
00:56:28 *Aleks 'No proszę' - otworzył drzwi i przepuścił Emilio. 'Słabo wyglądała. Mam nadzieję że ją nieco rozweseliłeś?' - zagadnął.
00:57:00 *Andre zszedł na dół. 'Ryuu? Daj co masz mocnego' - powiedział zrezygnowany. Najwidoczniej nie on jeden miał dziś kiepski dzień.
00:57:38 *Emilio -Nie dało się. Kazała mi wyjść i nie chciała przyjąć prezentu. Nie rozumiem, przecież ostatnio była miła.-
00:58:44 *Ryuu nalał do kieliszka wódki i obok postawił sok pomarańczowy. -Kryzys w raju?-
00:58:52 *Aleks 'Kobiety miewają swoje humory. Nie da się tego zrozumieć. Trzeba to zaakceptować. Czasem są miłe jak kociaki,czasem wściekłe jak osy, i ani jedno, ani drugie nie leży blisko logiki. Muszę powitać gości' - powiedział kierując się do głównego wejścia. 'Ae po tym na pewno porozmawiamy'
00:59:32 *Andre 'Nie wiem, nie byłem' - wychylił od razu kieliszek zapijając sokiem. Najpewniej liczył na dolewkę.
01:00:17 *Andre 'Dlaczego nigdy nie słucham mądrzejszych? Bylo się trzymać od bab z daleka'
01:01:14 *Zuri wciąż nie mogła się uspokoić. Rzuciła fletem o ścianę. Zepsuła. Przesadziła i zepsuła.
01:01:50 *Ryuu -Tyle, ze chłop bez baby nie wytzryma długo-
01:03:02 *Emilio przytaknął i szukał psa, czy czasen nie wychodzi do salonu. W trakcie przyjęcia nie wolno mu.
01:05:29 *Ryuu nalał ponownie.
01:06:09 *Aleks wyszedł przed dom by osobiście przywitać gości. Niby nie przystawało to w posiadłościach, ale było w bardzo angielskim stylu. 'Nareszcie. Mam nadzieję że dotarliście bez przeszkód.' - powiedział. Podszedł do teścia podając mu rękę.
01:07:01 *Andre' To że miewa swoje fochy mogę zrozumieć. To że nie może się zdecydować czy się mnie bać czy przytulić, to mogę zrozumieć. Ale to że ucieka... nie mentalnie, tak dosłownie, bez przyczyny, tego nie mogę zrozumieć'
01:07:52 *Andre wychylił kolejny kieliszek. 'Idę się nachlać. Jakby zmieniła zdanie i zapytała, poszedłem gdzieś gdzie nie ma biesów, bożków i lukatanu'
01:08:16 *Andre zarzucił sak na plecy. 'Będzie wiedziała albo nie. Ja już nie mam siły'
01:09:03 *Zuri ogarnęła się jako tako. Na tyle, by nie było na pierwszy rzut oka widać, że płakała. Zeszła na dół. Spojrzała na Andre i stanęła w miejscu. Podejść? Nie podejść?
01:09:37 *Ryuu -Poczekaj, chyba tu się czai-
01:10:22 *Andre spojrzał na nią. Nieco chłodnym, nieco zawiedzionym wzrokiem.
01:10:34 *Sergio uścisnął dłoń Aleksowi. -Dziękuję, obuło się bez żadnych problemów. Jedynie powietrze przywitało nas chłodem-
01:13:30 *Aleks 'No cóż, uroki Anglii.' - uśmiechnął się. 'W domu jest o wiele cieplej, zapraszam' - ukłonił się macosze Rozalii, która rownie dobrze mogłaby uchodzić za jej młodszą siostrę. Następnie podał dłoń jej bratu.
01:15:02 *Stojąca obok Sergio Izabella dygnęła na przywitanie. Trochę pozazdrościła pasierbicy młodego męża. Jej się trafił wdowiec. Fernando miał uścisk mocny, jednak nie tak zdecydowany jak ojciec.
01:15:59 *Zuri spuściła wzrok- Przywiesiłam tamte uszy na jego domu.-poinformowała.- Po to prosiłeś o ogon?
01:19:26 *Andre 'Po to' - powiedział. 'Wiem że hańba na nic gdy się jej nie nagłośni. ' położył sak na podłodze. 'Zuri... Dlaczego ty ciągle przede mną uciekasz? Wiesz przecież że wystarczy kazać mi wyjść'
01:19:46 *Aleks 'Zaraz każę dorzucić w piece' - powiedział. Wskazał im ręką wnętrze, czekając aż wejdą.
01:20:25 *Andre 'Mogłaś powiedzieć. Skąd mam wiedzieć czy to kobieca zagrywka, czy cel sam w sobie?'
01:20:57 *Aleks zaczekał aż wejdą, nim sam wszedł czekając aż Johan zamknie ten pochód. Oraz drzwi. Szukał wzrokiem Emilio.
01:21:45 *Cała rodzina Marrero weszła do środka. Widać było, że nie tego się spodziewali. Byli mile zaskoczenie. Sergio najbardziej. Oczekiwał, ze bedzie miał czego się przyczepić.
01:22:35 *Emilio kręcił się wpobliżu. Miał ten charakterystyczny błysk w oku, oznaczający, ze ma chęć by nabroić.
01:23:59 *Aleks wskazał gościom salon, już zastawiony zastawą, zdobny w świeczniki i dzbany. 'Pozwól tu Emilio' - powiedział czekając aż goście usiądą.
01:24:54 *Emilio podszedł do ojca. -To nie ja- od razu zaczął sie bronić na zapas.
01:26:10 *Sergio, Izabella i Fernando zajęli swoje miejsca.
01:27:06 *Zuri podeszła do niego- Zadałam proste, krótkie pytanie...-mówiła w miarę zbliżania się.-... na które odpowiedź jest jeszcze krótsza i prostsza, odpowiednio tak lub nie.- dopiero gdy stanęła tuż przed nim, podniosła wzrok.- Czekałam na nią 20 minut. I tak właściwie nadal nie dostałam.
01:29:27 *Andre pokręcił głową. 'Pewnie przysnąłem... Zuri. Posłuchaj mnie. Zakochałem się i poszedłem za tobą dokądkolwiek chciałaś. Ale nie jest możliwe... Nie jest wykonalne bym biegał za tobą niczym pies za kiełbasą w każdej jednej chwili. Choć postaraj się założyć moiją dobrą wolę'
01:30:45 *Aleks uśmiechnął się. 'To właśnie mój syn, a twój wnuk ' - tu zwrócił się do teścia. 'Emilio. Poznaj swojego dziadka, Sergio Marrero' - tutaj Aleksowi brakło słow. Isabella nie wyglądała nijak na babcię. 'Jego żonę Izabellę, oraz swojego wuja Fernando'
01:37:20 *Sergio patrzył na Emilio zdzwiony. -Jest naprawdę podobny- powiedział choć miał ochotę dopowiedzieć, że do tej pory nie wierzył Rozalii w ani jedno słowo. Jednak teraz by gościem i nie mogł sobie pzowolić na takie uwagi
01:37:37 *Zuri -Zakładam, ale to nie jest pierwszy raz gdy tak się wyłączasz podczas rozmowy.- w jej oczach zabłyszczały łzy- To frustrujące. I niepokojące.
01:38:05 *Emilio - A żona dziadka to nie babcia?- zapytał, sugerując się logiką.
01:38:53 *Rozalia opanowała się, choć ledwo. Była dumna z syna. Dowalił nadąsanej macosze bardziej niż ona mogłaby to zrobić.
01:40:29 *Rozalia postanowiła jednak uratować sytuację. -Nie, skarbie, mama mamy to babcia. Ta pani jest nową żoną dziadka- wyjaśniła mu.
01:41:35 *Aleks niemal udławił się powstrzymując śmiech. Zdawał sobie sprawę z nietaktu. Posłał Izabelli przepraszające spojrzenie. 'Ale, oczywiście, powinieneś ją szanować tak samo, jak byś szanował babcię' - zastrzegł.
01:45:01 *Aleks skinął na Johana. 'Nalej gościom wina' - polecił, nie mogąc namierzyć wzrokiem żadnej z dziewczyn. Należało czymś ich poczęstować, nim przejdą do konkretów. Dla Aleksa było jasne, że Sergio bardziej interesował transport bydła niż ciasto.
01:45:37 *Andre osłabł motywacyjnie. 'Niepokojące to jest widzieć własną żonę uciekającą jak przed mordercą'
01:46:37 *Andre 'Niepokojące jest budzenie się przy dwumetrowym biesie. W końcu niepokojące jest gdy u wejścia do jaskini w której para okazuje sobie czułość stoi wszechmogący bożek o mentalności małego dziecka'





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#958  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:29 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
19.12.2016
____________________________________________________________


17:06:13 *Do karczmy wpadł nowy gość. Mężczyzna, o zielonych oczach, brąz włosach i brodzie, musiał złapać równowagę, jak gdyby ktoś pchnął go prosto w portal do karczmy.
17:07:04 *Nieznajomy wydawał się nieco rozdrażniony, ale wzruszył jedynie ramionami i dziarsko podszedł do baru. - Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z właścicielem tego budynku?
17:13:17 *Ryuu oderwał sie od polerowania szklanek. -Witam. Aktualnie właściciel gdzieś się kręci-
17:15:56 *Mężczyzna rozejrzał się szybko po gościach karczmy, jak gdyby upewniał się, że trafił we właściwe miejsce. Po czym wyciągnął dłoń w stronę Ryuu. - Benjamin Lazarus, profesor Akademii Nauk Kolbar VI. Rozumiem, że mają państwo pokoje do wynajęcia?
17:19:29 *Ryuu patrzył się na niego zdziwiony. Nikt tak sie nie witał. Niech mu będzie uścisnął jego dłoń. -Ryuu- powiedział krótko. -Owszem są- dodał odpowiedź na pytanie.
17:20:48 *Benjamin uśmiechnął się. - Wybornie. Jaki jest koszt wynajmu?
17:23:47 *Ryuu - Nic. Odpowiednią cenę zapłaciłeś przechodząc przez portal-
17:28:21 *Profesor Lazarus zdziwił się. Nie przypominał sobie, żeby płacił cokolwiek, gdy studenci wepchnęli go wbrew jego woli do anomalii przestrzennej na kampusie, ale skoro barman twierdził, że rachunek jest uregulowany to nie było powodu do zmartwień.
17:29:19 *Lazarus - W takim razie poproszę klucz do pokoju. Czy w budynku panują jakieś zasady odnośnie pracy do późnych godzin?
17:36:22 *Ryuu wyciągnął klucz. -Schodami do góry, potem na końcu korytarza w lewo i na samym końcu, pokój po prawej. -wyjaśnił.
17:36:44 *Ryuu -Jak obudzisz dzieciaka, to Ci Mika urwie łeb, a poza tym jest wolna wola.-
17:40:27 *Lazarus pogładził się po brodzie. - Zrozumiałem. Pójdę zatem obejrzeć nad czym muszę popracować. - wziął od Ryuu klucz i zgodnie ze wskazówkami udał się do pokoju.
17:43:53 *Ryuu - Baw się dobrze- odpowiedział i wrócił do poprzedniego zajęcia.
18:09:32 *Benjamin wszedł do pokoju i rozejrzał się. Miał trochę mebli, łóżko...ha, nie pamiętał kiedy ostatni raz spał w łóżku. Jego ciało dawno temu przywykło do krótkich cykli komory regeneracyjnej, więc pierwsze noce będą ciężkie.
18:14:07 *Lazarus podwinął rękaw i palcem przycisnął kawałek skóry który zaświecił się i wyświetlił inwentarz kieszeni podprzestrzennej.
18:19:20 *Lazarus miał przy sobie podróżny replikator, konwerter materii, zapasowe ogniwo i zestaw medyczny. To mało ale więcej niż dość żeby zbudować narzędzia potrzebne do przekształcenia pokoiku w pełni sprawną placówkę badawczo-medyczną.
18:26:27 *Benjamin wyszedł, zamknął swój pokój i wrócił na dół. Podszedł do Ryuu i spytał. - Czy wie Pan czy jest ktoś, kto wie gdzie prowadzą wszystkie anomalie w tym budynku?-
18:27:01 *Ryuu -Gdzieś się tu kręci, ale i tak nie zna wszystkich portali- odpowiedział.
18:27:27 *Ryuu - Co podać?- zapytał, skoro już nowy zlazł na dół.
18:28:18 *Lilith wychodzi z pokoju i schodzi schodami w dół karczmy
18:29:52 *John otworzył oczy i zaczął kończyć jeść fistaszki
18:32:45 *Lilith podchodzi do baru - Dzień Dobry!
18:33:12 *Ryuu - Witam-
18:35:14 *Lilith - Co tam u ciebie słychać?
18:38:27 *Ryuu - Raczej mało się zmieniło od wczoraj- odpowiedział. -Co podać?-
18:39:01 *Benjamin zajął miejsce przy barze i zastanowił się. - Rozumiem, że pieczeń z soziańskiego trójroga nie figuruje w menu, dlatego chętnie spróbuję specjału dnia... - zerknął na Johna i miseczkę. - ...byleby nie były to jedynie fistaszki. Do tego lampkę jakiegoś wina, preferowalnie ziołowego.
18:40:47 *Ryuu miał pole do popisu. Oczywiście chciał sprawdzić cierpliwość nowego gościa. Podał mu solone paluszki i do lampki wlał słodkie białe wino.
18:48:10 *Lilith - Herbatę z sokiem. Masz jakiś dobry sok?
19:16:05 *Laila budzi się i podnosi głowę ze stołu
20:43:59 *Dagon w końcu wyłonił się z piwnicy. Niezadowolony, zmęczony, że przyszło mu sprzątać to co przyszło mu sprzątać. Jego nastrój miał też pewien inny powód. Powód o którym nie powiedział od powstania karczmy nikomu, nawet Mice. Siadł ciężko, ówcześnie odwieszając niepasujący mu, granatowy roboczy fartuch, w którego kieszeń włożył zdjęte rękawice. 'Daj Ryuu choć wody' - mruknął.
20:46:12 *Zuri przymknęła oczy, zmuszając tym łzy do spłynięcia po policzkach. Tak na to nie spojrzała. A powinna. Nie musiała przepraszać. Jej spojrzenie zrobiło to za nią.
20:46:30 *Dagon zerknął na stolik Benjamina. Nachylił się konspiracyjnie do Ryuu. 'Powiedz, że to on zamówił wino do paluszków' - powiedział ze zgrozą w głosie.
20:47:14 *Ryuu podał najpierw Lilith herbatę. Następnie Dagonowi wode z cytryną. -Nie zamawiał, ja mu dałem- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
20:47:41 *Andre podszedł do Zuri. Wyciągnął rękę ocierając jedną łzę. 'Chodź tu. Mały glupiutki lisek' - uśmiechnął się smutno. 'Zniosłem rzeczy których pewnie żaden inny człowiek nie widział nie po to by teraz rozejść się w złości. Na pewno nie po to'
20:49:17 *Johan krzątał się po korytarzu, nim zszedł do piwnicy. Tutaj czekało przygotowane wcześniej wino. Wino które Aleks kazał przyprawić wedle własnego pomysłu by dodać mu klasy, już jakiś czas temu.
20:50:19 *Andre 'I... dziękuję za pomoc. Sam nie ośmieliłbym się poprosić.'
20:51:30 *Lilith patrzy na Dagona - Witaj!
20:51:42 *Ryuu -Coś taki nie w sosie?-
20:52:21 *Zuri uśmiechnęła się, ale Andre tego nie zobaczył, bo opierała już czoło na jego piersi. Jednak uszy świadczyły o poprawie humoru.-Nie ma za co. Duży, dumny człowiek.
20:53:25 *Olga podeszła do Johana. -Teraz można podać ciastka?- zapytała. -
21:03:41 *Johan 'Tak. To doskonały moment. Ciastka i herbatę. Wino podam na końcu' - powiedział.
21:04:17 *Dagon 'Miałem coś... Powiedzmy że zgubiłem. Coś dla mnie cennego sentymentalnie' - powiedział. 'Ale... nie warto się rozczulać. Stare odchodzi, nowe przychodzi'
21:06:47 *Dla Aleksa było dość jasne, że Sergio przyjechał głównie w interesach, a nie z powodów sentymentalnych. Jednak konwenanse wymagały uraczenia gości rozmową grzecznościową, i poczęstunkiem. Odliczał w myślach czas do przybycia kolejnych gości. Zaproszone zostały wszystkie liczące się rodziny z okolicy.
21:07:16 *Olga zmotywowała dziewczęta i poinstruowała, by talerzyki kładły z prawej strony gości. By były niewidzialne niczym duchy. To yła ich szansa na wyrwanie się z koszmaru, szansa na dobrą i uczciwą pracę. Po instrukcji, służki zrobiły tak jak Olga im kazała. Podały ciastka i herbatę w milczeniu.
21:15:40 *Zuri -Czemu faceci nigdy nie proszą... -zaśmiała się, podnosząc wzrok na Andre. Akurat to znała. Koda tak samo nie potrafił po prostu przyjść i poprosić.
21:16:22 *Andre 'Muszą czuć się zdobywcami całego świata' - roześmiał się cicho. 'I nie wyobrażają sobie, by mieli coś komuś zawdzięczać'
21:16:51 *Lilith pije herbatę
21:16:51 *Wilk wychodzi z pokoju i idzie po schodach w dół karczmy
21:19:58 *Zuri westchnęła teatralnie- A kobiety muszą patrzeć i udawać, że nie widzą jak się męczą.
21:21:20 *Aleks ignorował dziewczęta, skoro tylko nawykł do służby. Przemknęło mu przez głowę nim ocenił ich entuzjazm, że to będzie dla nich mniej stresujące. Nie chciał być nachalny, ale teraz był najlepszy czas by Sergio mógł porozmawiać z Emilio. Spojrzał na chłopca porozumiewawczo, zachęcając by ten przywitał się tak, jak należy.
21:26:55 *Emilio -Dzień dobry- powiedział. Właściwie to nie wiedział jak zacząć. Do tej pory jego jedyną rodziną była matka, a tu nagle pojawił się ojciec i jego brat. Następnie Dziadek, wuj i prawie babcia. Jednak nie chciał sprawiać rodzicom przykrości, ze jest niewychowany i nieogarnięty. -Miło mi poznać, pana dziadka, wuja i panią ... - zapomniał imienia.
21:27:23 *Izabella - Izabella, mam na imię Izabella.- odpowiedziała mu.
21:29:47 *John - Daj coś ciekawego - powiedział do Ryuu. Miał pustą miskę po fistaszkach
21:30:40 *Rozalia nie mówiła nic. Raczyła się teraz herbatą. Ta akurat smakowała, więc w tej karczmowej musiało być coś nie tak.
21:32:43 *Aleks 'Właściwie, planowaliśmy na dziś dzień przyjęcie, jako że niedługo wyruszam znów w interesach. Więc, jeśli sobie życzycie, możecie gościć u nas, na co liczę. Pokoje są już przygotowane'
21:33:56 *Andre 'Oraz pilnować by w domu było jedzenie. Ot, cały sposób na udane małżeństwo' - uśmiechnął się.
21:34:45 *Sergio uśmiechnął się nieznacznie. Dzieciak był bystry i bezpośredni. Kiedyś z niego będzie dobry negocjator. -Oczywiście skorzystamy z zaproszenia- odpowiedział. -Jednak jutro do południa, mamy zaplanowaną dalszą podróż, ufam, ze tak krótka wizyta nie będzie rozczarowaniem z Waszej strony-
21:36:45 *Zuri - To ja się chyba nie sprawdzę.-uśmiechnęła się, ale spuściła nieco uszy.- Bo ja nie lubię mieć tak niewielu zadań.
21:39:31 *Johan skłonił się i skierował w korytarz by odszukać Olgę. Najwyraźniej zjeżdżali się pozostali goście.
21:40:52 *Aleks 'Nie traćmy więc czasu na konwenanse a cieszmy się' - uśmiechnął się uprzejmie. Szukał wzrokiem służącej która mogłaby podać wino.
21:41:34 *Olga podeszła do Johana. -Wysłałam Ninę po wino- odpowiedziała.
21:43:03 *Nina podeszła do Aleksa z tacą i butelką wina. Następnie otworzyła wino i nalała odrobinę do lampki. Dała Aleksowi jako gospodarzowi do spróbowania i do akceptacji. Tego nauczyła się będąc wynajęta u jakiegoś bogatego klienta. Mogła zabłysnąć.
21:45:17 *Aleks powąchał wino i spróbował. Skinął jej głową z aprobatą odstawiając lampkę. Dziewczyny jak na razie dobrze się sprawdzały.
21:47:59 *Andre 'Nie martw się. Już ja cię zabawię. Paryż to miasto dla tych, którym ciężko usiedzieć w miejscu. Sama zobaczysz'
21:48:22 *Nina rozlała wino dla wszystkich oprócz Emilio. Oczywiście był za młody. Izabella też wydawała się jej za młoda, ale widoczna obrączka na palcu sugerowała, ze nie jest córką a żoną, więc i ona też dostała wino. Nina znikła szybciej niż się pojawiła.
21:48:27 *Neko budzi się po czym podnosi głowę rozglądając się
21:51:21 *Aleks dał znak gestem Emilio, że towarzystwo dorosłych pijących wino nie jest dla niego odpowiednie. Mógł zrobić w tym czasie cokolwiek mu się podobało. Więcej pola do popisu będzie miał gdy zejdą się pozostali goście. Z pewnością stanie się wówczas atrakcją przyjęcia.
21:52:12 Narracja: Neko leżał w przedpokoju, w skrzyneczce postawionej na szafce na buty. Jak się tam znalazł? Pewnie wdrapał się sam a ktoś ze służby doniósł mu skrzyneczkę.
21:53:46 *Emilio -Przepraszam - ukłonił sie i wstał od stołu. Odszedł powoli. Wciąż spięte włosy bardzo mu przeszkadzały, jednak jeszcze był silny i nie rozpuścił ich.
21:53:59 *Laila wychodzi z kuchni i rozgląda się po domostwie
21:54:34 *Neko zeskakuje na podłogę po czym idzie przed siebie
21:55:28 *Zuri -Mam nadzieję.-wytarła ostatnie łzy, jakie pozostały. -Zaprosimy Wiktora na ślub?
21:57:00 *Rozalia odprowadziła syna wzrokiem, by nie zdążył zrobić złego wrażenia.
21:57:29 *Ryuu - Pomóc Ci szukać co zgubiłeś?- zapytał. -Szczerze mówiąc do tej piwnicy to nie schodziłem by sprzątać-





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#959  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:30 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
21:58:08 *Andre 'Oczywiście że tak! Dostanie jednak jasny przykaz by nie mówić podczas zabawy o swojej pracy. Wolałbym by nie porównywał posypki na puddingu do egzemy' - roześmiał się.
21:58:47 *Dagon 'I tyle dobrego. I obawiam się, że wiem kto tam nabałaganił. Ale... raczej już nie znajdziemy. Przeszukałem całą'
21:59:39 *Sergio lubił przepych i przyjęcia, ale jeszcze bardziej lubił załatwiać interesy i interesowały go konkrety. Był ciekawy kiedy będzie miał sposobność na rozmowę z Aleksem.
21:59:55 *Zuri -Dogadałby się z Saudą. Ona też czasem zaczyna podobne rozważania.
22:01:52 *Ryuu -Czemu nie trzymałeś tego u siebie, a w piwnicy, gdzie kazdy ma dostep?-
22:02:08 *Lilith - A czego konkretnie ty szukasz ?
22:07:51 *Rozalia upiła łyk wina. Nieznacznie zmarszczyła brwi. Było cholernie niedobre. Co ten Aleks im podał? Ale z tego co zauważyła, to tylko jej nie pasuje. Innym smakuje. Zwaliła to na stresującą wizytę i fakt, że dziś jest pierwsze przyjęcie, gdzie jest w roli gospodyni.
22:27:23 *Zuri -Właściwie, to jak będziemy odwiedzać Wiktora, możemy zabrać Saudę. Z pewnością się dogadają. Jedno bardziej szalone od drugiego.
22:33:49 *Andre 'Tak, że się dogadają to jest oczywiste. Obawiam się jednak, że ze szkodą dla Wiktora który jest wizjonerem. Ma to dobre strony ale tacy jak on nie potrafią zejść na ziemię'
22:34:59 *Aleks zerknął na Rozalię. Niby nic... ale trochę już ze sobą przebywali. Widział gdy nie wszystko jej się podoba. Coś wówczas działo się z jej źrenicami. Jak wtedy gdy z własnego ślubu wygoniła go po Essy. Nie skomentował tego. Nie chciał sprawiać jej dyskomfortu.
22:36:19 Narracja: Na podwórze zajechały dwa powozy. Najwyraźniej dwa zupełnie różne powozy, z których zaczęli wysiadać ludzie. I w jednym, i w drugim, była dość młoda jak na lubujących się w przyjęciach możnych - para.
22:37:57 *Dagon 'Gdy ta karczma powstawała... Zanim powstała, było tylko jedno małe pomieszczenie. Później stało się piwnicą'
22:39:28 *Lilith - Tak w ogóle to skąd pomysł na karczmę z portalami?
22:41:28 *Dagon 'Po prostu. Miejsce w którym tacy jak ja, i inni szukający spokoju mogą odpocząć. Wiesz. Takie w którym nikt nie czuje się dziwnie. Gdzie zamiast zasad wybranego świata obowiązuje tylko prawo woli.'
22:42:04 *Rozalia postanowiła ukryć się za uśmiechem. Na szczęście rodzinka się nie zorientowała. Zerknęła na męża dyskretnie, on chyba też nie. Kolejni goście jednocześnie wywołali stres i ekscytację. Od tego jak dzisiaj wyjdzie to przyjęcie będzie zależeć jej przyszłe, wygodne życie. Oby wyszło.
22:42:32 *Zuri-Sauda też pewnie by się mogła czegoś nauczyć. U nas są protezy, ale nikt nie wypracował metody na...- zmarszczyła lekko nos -utrzymanie organów bez ciała. Jak jej o tym powiedziałam, wręcz błagała bym ją zabrała do Londynu.
22:43:50 *Lilith - Dobrze mi się o uszy obiło że się potomka dorobiłeś ?
22:48:27 *Olga czekała by powitać i zapowiedzieć nowych gości.
22:50:05 *Laila wychodzi z kuchni i zaczyna chodzić po posiadłości oglądając wszystko co zobaczy
23:08:27 *John - Pff, prawo woli. Największy błąd kiedykolwiek -
23:20:10 *Ryuu - A wolałbyś dyktaturę?- spytał podając Johnowi chałwę.
23:26:35 *Państwo Goldfield wysiedli rozglądając się. Johan pozostał w domu. Skoro Olga chciała się wykazać, wyglądałoby niezręcznie gdyby jej wszedł w paradę. Philipe podał ich bilety wizytowe, czekając aż zostaną zaproszeni. Rozglądał się z zadowoleniem po nowo przeprojektowanym ogrodzie. Jego uwadze nie uszły lampiony i znicze.
23:26:55 *Dagon 'A to arcyciekawe. Dlaczego to miałby być błąd?'
23:27:28 *Dagon 'Tak. Bardzo dobrze. Świetny dzieciak! Choć ostatnio nie mam dla rodziny za dużo czasu. Ciągle mam jakieś obowiązki'
23:29:20 Narracja: Laila widziała po kolei dwudrzwiowe wejście do salonu. Podobne do przestronnego pokoju naprzeciw. W nim też stał fortepian i okazała biblioteczka. Korytarz nie był długi, za to był szeroki. W jego połowie, między kuchnią sąsiadującą z pomieszczeniem dla służby a głównym wejściem, były drewniane, zakręcające schody prowadzące na piętro.
23:30:17 *Olga - Dzień dobry- powiedziała odbierając bilety. -Państwo Goldfield. Zapraszam do środka-
23:30:42 *Johan miał wielką nadzieję, że przekazał Oldze, by wpuszczała tylko gości zaproszonych.
23:31:20 *Laila podchodzi do biblioteczki i ogląda tytuły książek które są tam umieszczone
23:32:04 *Państwo Goldfield poszli za dziewczyną. Sara również była zdumiona zaistniałymi zmianami. Widząc w oddali powóz zrozumiała, że najwyraźniej Aleks nie jest tak skromny jak jego ojciec, toteż przestała dziwić się Rozalii że zależało jej na tak wystawnych koniach. A może to właśnie Rozalia sprawiła, że Aleks zdecydowal się na zadbanie o ojcowiznę?
23:32:50 *Lilith - Czas dla rodziny powinien być zawsze priorytetem. - powiedziała do Dagona po czym podała Ryuu pusty kubek po herbacie - możesz mi dolać ?
23:33:34 *Ryuu -Nie biję kobiet- zażartował i nalał herbaty do pustego kubka.
23:34:04 Narracja: W biblioteczce było kilka powieści. Większość stanowiły słowniki. Angielski, Francuski, Łaciński. Znalazło się kilka książek traktujących o medycynie. Kilka książek mówiących o rozwoju prawa w Europie. Była oczywiście również Biblia, spis zasad dobrego wychowania i zbiory baśni i legend. Pozostałe książki były księgami historycznymi.
23:34:57 *Dagon 'Byłby. Gdybym miał gwarancję że bez mojej pracy karczma może funkcjonować' - powiedział smętnie. 'Wygląda na to że przebudowa pokoi czy naprawa portali to moje zajęcia. Póki co nikt inny się na tym nie zna;
23:35:57 *Zuri- Ciekawe, czy by go zagadała na śmierć.
23:36:50 *Olga zaprowadziła gości do salonu i wróciła do kolejnych gości. Powozy były dwa
23:37:16 *Andre 'Raczej on ją. Zresztą, na dniach z pewnością się o tym przekonamy. A ty? W jaki sposób chcesz przemycić siebie na ślub?' - spojrzał na jej ogon. 'Nie bierz tego do siebie, ale na widok ogona mężczyźni złapią za broń, kobiety zemdleją, ksiądz pewnie skończy ze sobą a moja matka dostanie zawału. A wszyscy oni mogą jeszcze żyć przecież długie lata'
23:38:42 *Aleks wstał by powitać i przedstawić gości. 'Pozwólcie, to mój teść Sergio Marrero z żoną i synem. To państwo Goldfield, dalecy sąsiedzi i lokalni właściciele ziemscy.' - przedstawił małżeństwo.
23:38:50 *Laila bierze zbiór baśni i legend po czym zaczyna je czytać
23:39:52 *Sara ukłoniła się grzecznie, podając kobiecie rękę. Philipe uścisnął mężczyznom dłonie, skłaniając głowę. Szukali miejsca gdzie mogliby usiąść. Johan odsunął dla nich krzesła.
23:40:04 *Lilith - A Gabriel ci już nie pomaga ?
23:41:02 *Dagon 'Pomagał gdy bylem tu sam. Im mniej kary mi zostało, tym mniejszą pieczę nade mną trzyma. Ponoć gdy całkiem się uczłowieczę, nie będę go widział. Tak jak inni, będę mógł go co najwyżej wezwać. ' - wzruszył ramionami.
23:42:10 *Sergio -Witam- powiedział krótko podczas uściśnięcia dłoni. Izabella ukłoniła się delikatnie. Fernando zaś był milczący. Zdawał się być mniej smiały niż ojciec czy siostra.
23:44:39 *Druga z par również czekała już z zaproszeniem. Mężczyzna podał zaproszenie dziewczynie. Był to lord Richard Blackstone wraz z żoną Mary.
23:44:47 *Benjamin wyrwał się z zamyślenia. Paluszki go nieco zdziwiły, ale widział już pełnowartościowe posiłki w mniejszych formach.
23:45:07 *Zuri -Nie wiem. Madeline powiedziała, że dopasuje suknię do mnie. Sauda twierdzi, że w ciąży nie powinnam się zmieniać. To może zaszkodzić i mi i dziecku.
23:45:57 *Andre 'Kłopotem będzie welon. Z pewnością goście zobaczą twoje włosy. Może Madeline coś zaradzi'
23:46:02 *Rozalia również wstała, uśmiechneła się na widok Sary. -Witajcie, cieszę się, ze zechcieliście nas odwiedzić.-
23:46:54 *Sara uścisnęła Rozalię, co nosiło znamiona pewnego ekstrawertyzmu. 'Tak się cieszę, nareszcie się spotykamy. Spodziewałam się że odwiedzicie nas przed tygodniem'
23:47:16 *Sara 'Na targu również was nie było a nie chcieliśmy się narzucać'
23:47:58 *Olga -Dzień dobry, Państwo Blackstone, zapraszam do środka.-miała nadzieję, ze nie pomyli wymowy nazwisk.
23:48:05 *Philipe Goldfield spoglądał na żonę z wyrozumiałością. Była jak nurt rzeki. Wszędzie było jej pełno i porywała dla siebie każdego kogo napotkała a kto na czas nie uciekł. Ale za to była radosną i pozytywną osobą. przynajmniej dopóki nie szła za nim na licyutację.
23:48:11 *Lilith - To słabo szczerze mówiąc. A co zrobisz jak będziesz z człowiekiem. Oni długo nie żyją.
23:48:48 *Dagon 'A co tu będzie do roboty? Pożyję ile się da, potem umrę. Przynajmniej mam na to szansę. Jako demon mógłbym umrzeć jedynie całkowicie.'
23:49:20 *Lazarus najpierw skosztował wina. - Hmmm słodkie to wino... - po czym spróbował jednego paluszka. Ciężko mu było opisać wrażenia jednym słowem.
23:49:30 *Był w szoku, że w takim prostym patyczku zamknięto tyle ciekawego smaku. Nie były specjalnie pożywne, ale smakowały wybornie. - Rewelacyjne! Wspaniałe!
23:49:33 *Dagon 'Ryuu... podaj mu coś, co pasuje do wina. Równie dobrze może nie mieć pojęcia że coś tu nie pasuje'
23:50:12 *Zuri -Mam nadzieję. Pozostaje jeszcze fryzura. Odpowiednio zaczesane włosy mogą je zakryć.
23:50:43 *Zuri przemilczała, że będzie to jeszcze mniej wygodne niż kaptur.
23:50:48 *Andre obejrzał się na pełną zachwytu twarz gościa. 'Cokolwiek to jest Ryuu, podaj i nam' - uśmiechnął się pełen entuzjazmu.
23:50:54 *Rozalii Sara nie przeszkadzała. Lubiła ją własnie za to, jaka jest. Równiez ją uścisnęła. -Wybacz, nie miałam głowy ostatnio i przegapiłam targ- wyłgała się
23:51:31 *Ryuu -Na kucharza mnie tu nie przyjęli- prychnął.
23:51:57 *Philipe 'Głośno ostatnio o was w Liverpoolu. Zresztą, w Londynie też. Mówią że to wasze statki. Teraz wszyscy się zastanawiają po co aż tyle statków'
23:52:13 *Ryuu przyniósł Andre dwie lampki i słodkie białe wino. -Paluszki też chcecie?- zpaytał.
23:52:14 *Philipe 'O ile to oczywiście nie tajemnica'
23:52:43 *Andre 'Oczywiście. Skoro jego tak zachwyciły, zapewne i nam posmakujA. Ale chyba nie robi się ich z palców?'
23:53:34 *Lazarus zajadał paluszek po paluszku i zwrócił się do Dagona. - Pan zapewne jest właścicielem budynku?
23:53:51 *Dagon przewrócił oczami. 'Pewnie na zarządcę też nie. Masz przecież gotowce w szafkach. Wrzucasz na płytę w piecu, po minucie jest gotowe. Chyba nie sądzisz że stałem tu nad garami?' - roześmiał się.
23:54:22 *Dagon odwrócił się spoglądając na nowego gościa. 'Tak, właścicielem i konserwatorem. W czymś pomóc?'
23:54:33 *Ryuu -Nie, nie - zasmiał sie i poszedł po paczke osolonych paluszków. Podał je Andre.
23:56:05 *Olga zaprowadziła Lorda Richarda i jego żonę Mery do salonu.
23:56:15 *Lazarus wstał i wyciągnął dłoń w stronę Dagona. - Profesor Benjamin Lazarus, miło poznać. Od dzisiaj wynajmuję pokój w pana lokalu. Pański pracownik już zajął się formalnościami.
23:59:13 *Laila po przeczytaniu kawałka odkłada książkę i wchodzi do salonu
00:00:26 *Dagon odwajemnił uścisk. 'Miło mi poznać. Dagon. Mam nadzieję że dobrze spędzisz tu czas'
00:00:46 *Zuri spojrzała na to, co przyniósł demon. Ciekawe... Rozejrzała się, zastanawiając się, który stolik wybrać. W karczmie nie było tłoczno, więc i wybór był duży. Przysiadła przy jednym z tych najbliżej baru.
00:01:24 *Aleks 'Kogo ja widzę! Poznajcie. Państo Marrero, rodzina mojej żony Rozalii. Goldfieldów już znacie.' - dał szansę Richardowi i Mary by mogli podejść i się przywitać.
00:01:26 *John - Wybacz zamyślenie. Prawo woli. Gabryś łamie je zakładając Ci ograniczenia -
00:01:55 *Aleks 'Sugeruję przenieść się do bawialni, tam stoi fortepian. O ile oczywiście Rozalia zabawi nas swoją grą'
00:02:45 *Dagon 'Niekoniecznie. Miałem wybór' - odpowiedział Johnowi. 'On po prostu wyjaśnił mi na czym ten wybór polegał. I ja i Ryuu możemy stąd pójść. Ale najpewniej zabraknie nam czasu by wrócić.'
00:03:47 *Zuri -Nie wiem. Madeline powiedziała, że dopasuje suknię do mnie. Sauda twierdzi, że w ciąży nie powinnam się zmieniać. To może zaszkodzić i mi i dziecku.
00:03:50 *Richard podszedł do Sergio Marrero. 'Richard Blackstone, finansista' - przedstawił się podając rękę. 'Moja żona Mary'
00:04:04 *John - Przypomnij mi zatem jak brzmi prawo woli? Nic nie może zostać zrobione przeciwko twej woli, tak? -
00:04:34 *Andre 'Wiem że tego nie lubisz. Strojenia się na siłę. Pomyśl że i mi się nie upiecze. ' - uśmiechnął się. Spoglądał ochoczo na wino.
00:05:17 *Dagon 'Prawie. Prawo woli szanuje nie tylko twoją wolę, ale też wolę wszystkich innych. Jeśli twoją wolą jest pozbawienie woli innych, będzie ci to uniemożliwione'
00:05:35 *Benjamin uśmiechnął się serdecznie do Dagona. - Nie mam co do tego wątpliwości. A jeśli chodzi o pomoc...jest pan w stanie wskazać anomalie prowadzące do światów utrzymujących ludzkie życie, bogatych w złoża metali...duranium, kord, trytan, nilimit?
00:07:10 *Dagon 'Najłatwiej o nie w przestrzeni kosmicznej. Duranium jest w połowie umożliwiających życie światów. Z pozostałymi może być ciężej'
00:08:41 *John - Chwila. Czy wisi gdzieś spisane prawo woli? -
00:08:42 *Dagon 'Pytanie tylko, czy dysponujecie technologią umożliwiającą wydostanie się do przestrzeni kosmicznej'
00:09:01 *Dagon 'Nie musi wisieć. Zawsze reagujemy na czas'
00:09:08 *Uśmiech Lazarusa stał się nieco pobłażliwy. - Wiem, że najłatwiej o nie w przestrzeni kosmicznej. Choć chowam parę ciekawych rzeczy w kieszeniach to okręt do nich nie należy, niestety. - dodał, zupełnie bez złośliwości.
00:11:17 *Dagon 'Więc ... trzeba poszukać kogoś, dla kogo to nie problem. Tylko gdzie?' - zaczął szperać w pamięci. Łącznie takich porali było może ze cztery?
00:11:31 *Lilith pije przysłuchując się rozmowie
00:12:03 *Sergio -Sergio Marrero, konsul. - uścisnął dłoń Richarda - Moja zona Izabella- przedstawił żonę, która ukłoniła się delikatnie. -Oraz syn Fernando-
00:12:08 *Zuri nalała wino do obu lampek i podsunęła jedną Andre. Swoje powąchała -Pachnie dobrze.-stwierdziła i spróbowała- Smakuje też niczego sobie.
00:13:01 *Andre spróbował. 'Przydałoby aię ciastko z kremem do tego.'
00:13:36 *Richard podał rękę Fernando. Szybko ocenił że nie mógł być on synem Izabelli. Była na to stanowczo za młoda.
00:14:55 *Philipe 'A gdzie nasz mały gołębiarz' - roześmiał się rozglądając za Emilio.,
00:16:29 *Rozalia przez chwile myślała czy pamięta jak czyta się nuty. Ewentualnie zagra coś z pamięci. - Oczywiście, z przyjemnością zagram- odpowiedziała.
00:16:59 *Benjamin mrugnął tajemniczo - Dojdziemy do tego. Na razie wystarczy choćby jeden portal spełniający wymagania.
00:17:07 *Zuri -Coś nam Ryuu do tego dał. -sięgnęła i spróbowała paluszek.-Ciastko z kremem to to nie jest, ale też dobre. Mamy podobne, ale grubsze i na bazie drożdży.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#960  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:30 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
00:17:24 *Aleks wstał. 'Chodźmy więc. Johan z pewnością doniesie nam wina.' - stwierdził. Sam, przechodząc obok Johana, szepnął 'Powiedz służącym że należy donieść poczęstunku'
00:18:36 *Rozalia -Pewnie skorzystał z możliwości oddalenia się i gdzieś broi- odpowiedziała Philipe
00:19:55 *Philipe 'No tak, jakżeby inaczej. Taki sam łobuziak jak jego ojciec. I przyuważyłem, że i on odkrył wyjście oknem na dach'
00:20:43 *Rozalia zamarła. -Jak to wyjście na dach?- zapytała się. Być może goście mieli okazję poznać ich syna, kiedy biegał po dachu domu.
00:20:51 *Lilith wstaje i mówi - Dobrej nocy wszystkim - po czym idzie do pokoju Laili razem ze swoim Wilkiem
00:20:54 *Sara 'Oj, chłopcy muszą się wyszaleć. Lepiej teraz niż po czterdziestce' - przytykała mężowi.
00:21:06 *Dagon 'Chodźmy więc, to niedaleko' - powiedział.
00:21:44 *Dagon 'Portale starałem się uporządkować chronologicznie. Tylko te najstarsze są wyjątkami;
00:21:59 *Służki po namowie Johana przyszły z tacami w ręku, gdzie były przekąski. Każdy z gości mógł się nimi uraczyć.
00:22:40 *Ryuu -Ja tego nie robię, wyciągam gotowe już-
00:22:44 *Sara chętnie się raczyła. I tak, jako dama, nie mogła zjeść więcej niż pozwolił jej gorset. Ale ten na szczęście nie decydował o tym jak często bywała głodna.
00:24:19 *Benjamin podążał za Dagonem. - Ciekawe. Doświadczyliście kiedykolwiek destabilizacji portalu?
00:24:50 *Rozalia zasiadła do fortepianu. Nie miała chwili by się oswoić, ale miała nadzieję, ze ten prosty utwór będzie i tak niezłą pokazówką. ( https://www.youtube.com/watch?...3SsshEs )
00:25:57 *Nina uzupełniała wino gościom. Nie znała nikogo z nich, więc nie było szans, że zostaną zdemaskowane.
00:33:07 *Lazarus - Koledzy ze stacji w systemie Fro Sigma załamali taki korytarz. Wiązka cząsteczek subatomowych wywołała załamanie anomalii i falę grawitonową, która...cóż, powiedzmy, że już nie korespondujemy ze sobą.
00:35:55 *Aleks rozsiadł się wygodnie w jednym z półfoteli, spoglądając z dumą na żonę. Uwielbiał muzykę, a przecież tak rzadko miał okazję posłuchać czegoś na poziomie większym niż wiejska przytupajka.
00:36:03 *John - Skoro nie jest spisane to kto wie jak ono brzmi i czy ktoś nie kłamie? -
00:36:26 *Sara stała, wsłuchuiąc się w utwór. Również jej się podobało. Rozmarzyła się zerkając raz po raz na męża.
00:37:04 *Richard zachował bezemocjonalny wyraz twarzy, ale po jego postawie rownież było widać relaks. Dźwięki fortepianu szybko przełamały lody typowe dla takich przyjęć.
00:38:19 *Dagon 'Te portale są nieco wrażliwsze niż się wydają. Tak. Zdarzyły się takie destabilizacje. Na przykład tamten ' - wskazał na portal do świata Miki - przenosi gdzie chce. W dowolne miejsce i czasy. Bywa rownie ciekawy co niebezpieczny'
00:39:34 *Sergio wreszcie też się rozluźnił. Zapomniał już, że Rozalia miała talent do gry.
00:42:04 *Sergio żałował, że ona nie urodziła się mężczyzną, bo nadawałaby się na jego zastępce o wiele bardziej niż Fernando, który nie ma odwagi by wchodzić w co ryzykowniejsze układy. Ale los płata figle, kiedy córka zyskuje charakter ojca, a syn matki.
00:42:25 *Dagon 'A ten który cię interesuje... ' - dał znak ręką by Benjamin poszedł za nim. 'To ten ostatni. Z czerwonawą poświatą. Nie powiem ci gdzie dokładnie przenosi, jeszcze go nie przekraczałem w tym stuleciu'
00:43:12 *Aleks 'Sądzę, że panie doskonale poradzą sobie w swoim towarzystwie. Panów zapraszam do gabinetu na cygaro. Warto omówić kilka ciekawych zagadnień'
00:43:46 *Aleks 'W końcu czym byłoby przyjęcie bez męskich i damskich tematów?' - uśmiechnął się wstając.
00:44:40 *Benjamin - Hmmm...próbowaliście może promieniowania chronitonowego żeby ustawić konkretny moment w czasie? - Benjamin podszedł do nieco złowieszczo wyglądającego portalu. Rozważał, żeby porozmawiać jeszcze z Dagonem, bo był pierwszą osobą w karczmie z którą mógł poruszyć interesujące tematy.
00:46:49 *Dagon 'Nie pomyślałem o tym. Na pewno nie zrobię tego gołymi rękami' - uśmiechnął się. 'Czas będzie poodświeżać znajomości w kilku światach'
00:47:00 *Sergio ucieszył się. -W takim razie prowadź-
00:47:04 *Lazarus - Jednak praca najpierw, potem przyjemności. - Jeśli zdobędę nieco materiałów spróbuję pomyśleć nad jakimś stabilizatorem czasowym dla portalu.
00:47:31 *Rozalia wstała i odeszła od fortepianu. Była zadowolona, że nie pomyliła klawiszy.
00:47:47 *Aleks wskazał drogę do gabinetu. Otworzył drzwi ukazując wnętrze dekorowane dębowym drewnem.
00:48:18 *Sara 'O, moja droga! Widać że twoje wykształcenie nie poszło na marne' - uśmiechnęła się. 'To było piękne'
00:48:59 *Izabella jak dotąd była nastawiona niechętnie do Rozalii tak podeszła. -Racja, to było naprawde piekne- dodała do wypowiedzi Sary.
00:49:21 *Mary również się uśmiechała. 'Nie mogę uwierzyć, że w tak krótkim czasie doprowadziłaś cały ten dom i braci do porządku. Musisz mi zdradzić jaką to zrobiłaś sztuczką' - spojrzała rozbawionym, ale kąśliwym wzrokiem za mężczyznami.
00:50:07 *Mary 'Musisz opowiedzieć o waszych podróżach po Europie. Zawsze marzyło mi się podróżowanie.'
00:51:45 *Lazarus - Jeśli zdobędę nieco materiałów spróbuję pomyśleć nad jakimś stabilizatorem czasowym dla portalu. No nic, czas na mnie.
00:51:52 *Rozalia -Dziękuję bardzo.- odpowiedziała wszystkim. -Ale to jest bardzo proste, za ucho i wytargać- zażartowała. Wreszcie jakieś informacje z zewnątrz. Czyli oficjalna wersja to to, ze byli cały czas w podróży. Nie było to dla niej problemem opowiedzieć o krajach w których była.
00:51:57 *Aleks sięgnął do szuflady wyjmując cygara. Z pobliskiego barku sięgnął szklanki i whisky by poczęstować panów. 'Odsłonię rąbka tajemnicy. Statki istotnie są moje, ale nie mnie będą służyły. Sergio jest również utalentowanym handlowcem' - wskazał na teścia. 'A i mnie czas skończyć z podróżami i osiąść na stałe przy rodzinie'
00:52:15 *Dagon 'A te materiały... to do celów naukowych? Czy politycznych?'
00:53:17 *Sara 'Jak byłam młodsza, czasem podróżowaliśmy. Męczące i niebezpieczne' - powiedziała zamyślając się. 'Szczególnie że wówczas morza roiły się od piratów. Uchowaj bóg, żadnego nei spotkaliśmy'
00:54:31 *Lazarus był bardzo zaskoczony tym pytaniem. - Naukowych oczywiście! Polityka mnie nie interesuje...może dlatego paru dziekanów chciało mnie usunąć! - zaśmiał się radośnie. W Akademii zamachy na życie ciała pedagogicznego były tak nagminne, że wszyscy traktowali je jako coś normalnego.
00:54:50 *Sergio sięgnął po cygaro i szklankę whiskey. - Nie badź taki skromny, też masz dryg do interesów- odpowiedział.
00:54:59 *Rozalia przejęła się. -Całe szczęście, że i my nie spotkaliśmy żadnego z nich. Nie wiem co bym zrobiła, jakby skrzywdzili mi syna-
00:55:26 *Aleks 'Tutaj wszyscy z handlem są zaznajomieni, a i nasza umowa jest na wskroś uczciwa' - uśmiechnął się do Sergio. 'Richard zbił mały majątek na handlu cukrem. Zaś Philipe na odważnych inwestycjach w nowatorskie pomysły'
00:56:28 *Nie chciał, by Sergio poczuł się nieswojo. Zastanawiał się dlaczego Fernando wciąż milczy. 'Dziękuję' - powiedział. 'A właśnie. Jeśli twoje ładunki są gotowe, mogę odprawić statki lada dzień. Choćby i po najkrótszej linii'
00:57:57 *Aleks 'Panowie? Coś do przewiezienia?'
00:58:51 *Richard pokręcił głową. 'Ponoć ten pirat, Kieł, buduje małą armię w drodze na zachód. Wymknął się gubernatorowi wprost z portu. Szczwany lis. Musiałbym na głowę upaść by załadować cukier na statki w tamtym kierunku'
00:59:46 *Sergio. -Ładunki będa gotowe za 2 dni, więc jak najbardziej można już wypływac- odpowiedział. Pseudonim Kieł już słyszał. Tylko nie wiedział skąd.
01:00:34 *Aleks 'Kieł to tylko jeden pirat. W dodatku stary. Jeśli mam być szczery, nie warto poświęcać udanego interesu w obawie przed jakimś szaleńcem. '
01:01:35 *Aleks 'Poza tym, jeśli wypuścimy powyżej czterech statków, nie zaryzykuje. Nawet całkowity szaleniec nie zaatakuje floty. Chyba że by miał galeon. A tego raczej od armii nie dostanie' - puścił Richardowi oko.
01:01:46 *Rozalia - Bardzo podobało mi się we Francji i nieco dalej za Europą w Indiach. Chociaż z chęcią popłynęłabym zwiedzić Gdańsk, podobno mówią tam językami całego świata-
01:02:30 *Sara rozemocjonowała się. 'Słyszałam że tamtejszy król poszedł Turka bić. Ciekawe jak to wygląda. Taka tamtejsza wojna...'
01:02:56 *Mary pokręciła głową. 'Tak samo jak wyglądała irlandzka. Nic co kobieta powinna oglądać. Powiedz, widziałaś kiedyś trupa?'
01:03:07 *John - To jak brzmi prawo woli? -
01:03:18 *Sara pokręciła głową. 'Masz rację. ' - aż usiadła z wrażenia na wyobrażenie pola usłanego trupami. 'Na obrazach wygląda to inaczej. Dumniej'
01:03:51 *Dagon ledwo ochłonął po spacerze. 'Nie brzmi. Ono jest' - odpowiedział do Johna siadając.
01:03:57 *Rozalia przyłożyła dłoń do ust. -Ja chyba tez wole na obrazach oglądać sceny wojenne.-
01:05:00 *Mary 'Richard mówi że Francja chce wojny z nami. Oby bóg dał, byśmy oglądały tylko na obrazach. Pewnie właśnie o tym rozmawiają. Umarliby bez swoich rozmów o wielkiej polityce' - roześmiała się by rozładować napięcie.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
Nowy temat Odpowiedz
 [ Posty: 988 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 45, 46, 47, 48, 49, 50  Następna


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: