SSRPG.PL

Najlepsze forumowe PBF'y






Nowy temat Odpowiedz
 [ Posty: 988 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 46, 47, 48, 49, 50  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#961  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:31 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
22.12.2016
____________________________________________________________


21:12:09 Narracja: Puk puk.
21:13:11 *Olga otworzyła drzwi.
21:16:19 Narracja: Za drzwiami stały dwie kobiety i dwóch mężczyzn, ubranych iście wyjściowo. Jedna z kobiet spojrzała na Olgę, po czym wyciągnęła rękę z zaproszeniem na nazwisko Abigail Jolly.
21:23:32 *Olga - Dzień dobry Pani Jolly.- przywitała się. -Zapraszam Panią do środka- dodała wskazując dłonią korytarz.
21:29:03 *Abigail - Zaraz... - wskazała na pozostałych. - Mark powiedział, że mogę zabrać przyjaciół. Georginia - przedstawiła blondyneczkę. - Samon i mój brat, Christian.
21:30:46 *Olga spojrzała spłoszona na pozostałych. -Ale... mam polecenie wpuszczać tylko osoby z zaproszeniem- powiedziała cicho. Nie wiedziała co robić, nie znała się na układach między Państwem a ich znajomościami.
21:34:56 *Abigail ( https://1.bp.blogspot.com/-F-R...529.png ) - To jakieś nieporozumienie - zajrzała do kortytarza. - Gdzie jest Mark? Zaraz się wszystko wyjaśni.
21:39:55 *Olga spanikowała. Zaraz gość narobi krzyku, a ona i jej przyjaciółki wrócą na ulice tam gdzie ich miejce. A ten dzień to ich szansa. -Nie ma potrzeby wzywać nikogo. Proszę wejść- wpuściła wszystki. Nie chciała mieć kłopotów.
21:46:45 *Abigail uśmiechnęła się oczami. Widziała, że dziewczyna się stresuje, ale cóż... Cel został osiągnięty. Razem z przyjaciółmi weszła do środka. Georginia była wyraźnie młodsza od reszty, mogła mieć około 16 lat ( http://67.media.tumblr.com/ba7...250.gif ).
22:02:07 *Samon ubrany był po wojskowemu. Miał jasne, kręcone włosy i elegancki wąsik ( http://szuflada.net/wp-content...627.jpg )..
22:02:18 Narracja: Olga zaprowadziła całą czwórkę do pokoju bawialnego, gdzie przebywały Sara, Mary, Izabella i Rozalia. Panowie wczesniej udali się do gabinetu by omówiuć ważkie sprawy. Wokół kobiet krążyły Nina i Lena. Nina z winem, lena z przekąskami.
22:03:23 *Ostatni z gości, Christian, był brunetem o wyjątkowo ciemnych oczach. ( https://s-media-cache-ak0.pini...bc4.jpg )
22:09:38 *Abigail jako jedyna nie rozglądała się na boki, zupełnie jakby znała to miejsce. - Dzień dobry - przywitała się z kobietami i dygnęła z uśmiechem. Podobnie przywitała się Georginia, mężczyźni ukłonili się po swojemu. Każdy po kolei się przedstawił, zarówno z imienia i nazwiska. Abigail Jolly, Georginia Reynolds, Samon Freehold i Christian Hollens.
22:10:23 * Nicole Eirin wchodzi do pokoju PBC
22:12:32 * Saoya wchodzi do pokoju PBC
22:13:22 *Rozalia naprawdę musiała wsiąć się na wyżyny cierpliwości, by przy rozmowie o trupach i piratach udawać zatrwożoną. Uratowali ją nowi goście. -Witam Państwa- przywitała ich z usmiechem. -Rozalia White Johnson.- przedstawiła się. Kobietom dygnęła, męzczyzną wystawiła dłoń do ucałowania.
22:14:24 *Reszta kobiet równiez przywitały się z imienia i nazwiska. Sara Goldfield. Mary Blackstone. Izabella Marrero.
22:17:06 Narracja: Izabella wydawała się być w wieku zbliżonym do Georgini.
22:19:19 *Zuri obudziła się i uniosła na łokciach, spoglądając na Andre. Dobrze było znów się pogodzić, choć słowo ''znów'' zmniejszało znacznie satysfakcję. Musi jakoś się dostosować. Zawsze była cierpliwa, czemu teraz ma z tym problem? Westchnęła. Chyba faktycznie jest w ciąży... Ale nawet przed ciążą, przed możliwością jej wystąpienia zdarzały jej się różne wyskoki. Pytanie tylko: dlaczego?
22:21:20 *Zuri po pewnym czasie uznała, że nie chce jej się teraz o tym myśleć. Tym bardziej, że była głodna. Wstała ostrożnie, by nie obudzić śpiącego obok Andre, obmyła się i ubrała, po czym zeszła na dół, rozglądając się za Ersą lub Ryuu. Za kimś, kto mógłby jej podać posiłek.
22:24:02 *Abigail - A więc to pani udało się w końcu złapać tego pirata - zaśmiała się.
22:26:38 * Miska wchodzi do pokoju PBC
22:27:15 *Andre ocknął się słysząc zamykane drzwi. Wstał natychmiast, podchodząc do szafy. Sprawdzał, czy Zuri zabrała wyjściowe rzeczy. Nieco uspokojony, lecz nie do końca, przeczesał włosy, obmył twarz i założył spodnie i koszulę, schodząc za nią na dół.
22:27:30 *Ryuu polerował szklanki jak zwykle.
22:27:49 * Saoya odłączenie (timeout)
22:28:13 * Szpajku odłączenie (timeout)
22:28:13 *Aleks 'Jak to jest Sergio? Prowadzisz biznes wraz z synem, czy sam o wszystkim decydujesz? O ile można spytać'
22:29:44 *Rozalia zachichotała. -Taki z niego pirat jak z prostytutki zakonnica- obróciła słowa Abigail w żart. Nie wiedziała ile ona wie i ie mogła pozwolić, by ktoś z gości mógłby choć pomysleć o tym, ze Aleks mógłby być piratem.
22:29:56 *Zuri -Dzień dobry.-przywitała się.- Jest jakieś śniadanie? Cokolwiek, byle sycące i nie trujące.
22:30:40 *Andre stanął tuż za Zuri. 'I herbata z rumem' - podpiął się pod jej zamówienie.
22:32:26 *Mark w końcu wszedł do domu, w sam raz za nowymi gośćmi. Uśmiechnął się na ich widok. 'A jednak przyszliście! Przepraszam cię' - zwrócił się do Rozalii 'ale trzeba było przypilnować Jacka przy koniach. Biedaczyna, zupełnie sobie z nimi nie radzi'
22:33:27 *Sergio westchnął cicho. Nie chciał synowi robić wstydu, jednak prawda była taka, że Frenando miał dwie lewe ręce do interesów. - Fernando wdraża się- odpowiedział najbardziej łagodnie jak się dało.
22:34:08 *Mark 'Abigail' - ukłonił się. 'Przedstawisz mi swoich gości?'
22:34:35 *Abigail - Zakładam, że przez tyle lat sporo się zmieniło... Mark! - zwróciła się do mężczyzny. - Czy to prawda, co pani Rozalia mówi, że jednak Aleks porzucił swój piracki fach? - uśmiechnęła się. Była starą przyjaciółką Johnsonów... Bardzo starą. Właściwie znali się jako dzieci i pamiętał Aleksa biegającego z kijem i marzącego o morskich wyprawach.
22:36:19 *Mark roześmiał się 'Aleks ma syna, moja droga. I to całkiem poważny młodzieniec obecnie'
22:37:24 *Zuri obejrzała się i uśmiechnęła, po czym rozejrzała się po pustej karczmie i wybrała stół najbliżej baru.
22:37:31 *Aleks 'Rozumiem' - pokiwał głową. 'Najlepsza nauka płynie z obserwacji. Mniemam że obejrzeliście rzeczone fregaty.' - uśmiechnął się. 'Szybkie, zwrotne i ładowne.'
22:38:26 *Mark 'A Rozalia którą właśnie poznałaś to jego żona'
22:38:35 *Ryuu poszedł do kuchni i za namową Dagona wykorzystał któregoś gotowca i podgrzał. Wrócił z obiadem w posraci zupy do Zuri. Nalał tez obojgu po herbacie z rumem.-
22:39:13 *Mark starał się przemilczeć to, co Abigail powiedziała o pirackim fachu Aleksa. Nikt nie wiedział czy Rozalia wie. Pozostawało mu mieć nadzieję że inni nie słyszeli bądź uznali to za żart.
22:39:48 *Abigail - Christiana już znasz, a to moi drodzy przyjaciele Georginia Reynolds i Samon Freehold - po słowach Marka była zaskoczona i uradowana. - Z chęcią poznam tego młodego dżentelmena. A do drugiego się nie odzywam! Żadnego zaproszenia! Żadnego listu! Jedyne co go może uratować to to, że na mój ślub też go nie zaprosiłam.
22:39:58 *Zuri podziękowała za zupę, ale zapach rumu w herbacie ją odrzucił. Dyskretnie odsunęła od siebie kubek.
22:40:23 *Andre chętnie odebrał zamówienie, herbaty próbując zanim dobrze usiadł przy stole. Miał dobry humor. Poprzedniego dnia jakby wielki ciężar spadł mu z serca, choć nadal tkwił nad nim inny, jeszcze niewypowiedziany. Ciężar niepewności kolejnego dnia.
22:40:47 *Lilith i wilk wychodząze swojego pokoju i schodzą po schodach w dół karczmy
22:41:04 *Laila się budzi i rozgląda się
22:41:15 *Ryuu -Co się dzieje z tymi babami, już druga krzywi się na herbatę. Soku dolać?-zapytał patrząc na Zuri.
22:41:43 *Zuri -Bardziej o rum chodzi.-wyjaśniła- Poproszę samą, bez rumu.
22:41:46 *Mark 'Sądzę że to roztarnienie z jego strony. Znasz go, bywa lekkoduchem. Zaś otrzymałaś zaproszenie na przyjęcie.' -rozejrzał się za poczęstunkiem.
22:42:10 *Mark 'Ale, dość o nim. Poproszę tu Emilio a wy przełamcie lody'
22:45:39 *Rozalia w duchu odetchnęła z ulgą, że nie będzie musiała zabić Abigail za wypaplanie wszystkiego.
22:45:51 *Abigail - Od ciebie - odparła, wciąż udając obrażoną. - Oczywiście, zaczekamy.
22:46:45 *Emilio gonił akurat po parterze z psem. Nikt mu nie zabronił bawić sie ze Stefanem, który radośnie szczekał podczas zabawy.
22:47:18 *Christian - Pięknie panie wyglądacie, a gospodyni w szczególności - skłonił się Rozalii z uśmiechem.
22:48:47 *Lilith z wilkiem podchodzą do baru - Dzień dobry - wita się z pozostałymi
22:49:04 * Nicole Eirin odłączenie (timeout)
22:49:14 *Zuri nie czekając na herbatę wzięła się za zupę. Nie jadła łapczywie, ale dość szybko pozbawiła talerz zawartości.-Proszę dokładkę.-powiedziała cicho, czerwieniąc się lekko jakby ze wstydu, że tyle je.
22:49:24 *Rozalia usmiechneła się. -Schlebia mi Pani- odpowiedziała.
22:50:36 *Ryuu poszedł do kuchni by zrobić to samo dla Zuri. Pod drodze zaparzył nową herbatę. Podał jej zupę i herbatę.
22:51:21 *Sergio - Miałem okazję się przyjrzeć. Podobaja mi się. Może i mają mniejszą ładowność, ale za to są szybkie- odpowiedział Aleksowi.
22:51:41 *Abigail - Pewnie nie bez powodu. Proszę uważać, bo zaciągnie panią do swojej pracowni i ponudzi przez parę godzin. Już widziałam jak poluje na swoje ofiary - puściła Rozalii oczko.
22:54:27 *Zuri -Dziękuję.-tą porcję jadła już spokojniej, ale jak na nią to dziwne, że w ogóle poprosiła o drugą porcję.
22:54:46 *Laila bierze książkę i sprawdza jej tytuł po czym wraca do czytania jej
22:55:50 *Samon zaśmiał się na słowa Abi. - Oto dlaczego pożyczam ci tylko te książki, które już przeczytałem. Inaczej zdradzisz mi wszystkie tajemnice.
22:56:08 * So Ji Sub wchodzi do pokoju PBC
22:57:03 *Rozalia - Proszę się nie martwić, mam dobrze wyszkolonego obrońcę- powiedziała z uśmiechem. Oczywiście miała na myśli Emilio. Tak samo to, że i sama mogłaby się obronić.
22:57:40 *Georginia nie wtrącała się do rozmowy i uśmiechała płocho. Widocznie nie czuła się pewnie w pobliżu nieznajomych.
22:58:24 *Emilio sam pomyślał, że szczekanie psa mogłoby zdenerwowac gości, więc wyprowadził Stefana na zewnątrz. Cały czas zastanawiał się czy Eliza widziała już spinkę i czy jednak zmieni zdanie i przyjdzie.
22:59:15 *Emilio wrócił do domu i poszedł do salonu, nikogo nie było, więc szukał dopóki nie trafił do pokoju z fortepianem.
22:59:40 *Rozalia - O właśnie wszedł mój obrońca- powiedziała z suną patrząc na syna.
23:00:02 *Mark 'Emilio, bardzo dobrze że jesteś.' - zwrócił się do Abigail 'To właśnie ten wspomniany dżentelmen'
23:01:13 *Mark 'Przedstaw się' - szepnął do Emilio dyskretnie.
23:01:37 *Abigail - To niesamowite jak bardzo jest podobny! - zadziwiła się.
23:02:31 *Emilio nie wiedział, ze ilość gości sie podwoiła. -Emilio White Johnson- powiedzial i ukłonił się. -Dzień dobry-
23:02:39 *Andre 'No proszę. Nareszcie jesz ile należy' - zauważył.
23:03:32 *Lilith siada koło baru- Można herbatę dostać? Proszę.
23:04:16 *Andre przywitał się skinieniem głowy z Lilith
23:04:30 *Ryuu -Oczywiście- odpowiedział i nalał Lilith herbatę
23:05:50 * Nicole Eirin wchodzi do pokoju PBC
23:08:21 *Abigail uśmiechnęła się do chłopca. - Witaj Emilio, miło cię poznać. Jestem Abigail.
23:08:25 *Zuri również skinęła na powitanie kobiecie z wilkiem.-Jakoś tak wyszło.-odpowiedziała Andre -Mówiłam, że mi się zwiększył apetyt. Jak ta kdalej pójdzie, to przytyję i bez ciąży.
23:09:04 *Pan Goldfield pozostawał w milczeniu póki rozmawiano o interesach go niedotyczących. Gdy jednak rozmowy zmieniły swój ton, rozpoczął żywą dyskusję. Tym razem rozmawiano o prawie. Wszyscy żyli rozpoczętym dwa lata wcześniej w Ameryce polowaniem na czarownice.
23:09:07 *Zuri również skinęła na powitanie kobiecie z wilkiem.-Jakoś tak wyszło.-odpowiedziała Andre -Mówiłam, że mi się zwiększył apetyt. Jak ta kdalej pójdzie, to przytyję i bez ciąży.
23:09:38 * Nicole Eirin opuszcza pokój.
23:10:27 * Jinza wchodzi do pokoju PBC
23:10:50 *Lilith bierze i pije herbatę a wilk patrzy się na raz na Andre raz na Zuri
23:11:09 *Pan Goldfield pozostawał w milczeniu póki rozmawiano o interesach go niedotyczących. Gdy jednak rozmowy zmieniły swój ton, rozpoczął żywą dyskusję. Tym razem rozmawiano o prawie. Wszyscy żyli rozpoczętym dwa lata wcześniej w Ameryce polowaniem na czarownice.
23:13:13 *Emilio odwzajemnił uśmiech. -Miło mi, że tak ładna Pani zaszczyciła nas swoim towarzystwem.- jak chciał to i potrafił być czarujący.
23:14:20 *Mark uśmiechnął się od ucha do ucha. Johan przechodzący przez pokój również uśmiechnął się pod nosem.
23:15:16 *Fernando dopiero teraz mógł sie odezwać, bo conieco udało mu się wywiedzieć na ten temat. -Powiadają, ze taka to i tylko z kotem czarnym chodzi i na miotle lata, a i czarnomagiczne sztuki zna.- oczywiście to same ploteczki.
23:16:05 *Abigail zaśmiała się i smyrnęła chłopca po nosku. - Za dużo czasu spędzasz z wujem.
23:17:30 *John otworzył oczy. Stał przed barem. Przeszukiwał zmysłami karczmę





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#962  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 00:32 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
23:17:41 *Izabella -Jeśli i ojciec tak samo czaruje, to teraz się wcale nie dziwię, że mu uległaś- odezwała się do Rozalii.
23:18:28 *Aleks 'Wątpię. Choć uwierzę że częśc niedowartościowanych panien tak właśnie się nosi by wzbudzić strach w innych. Nawet za cenę straty życia.'
23:20:23 *Christian - Podobny do ciebie ten mały czaruś - zażartował cicho do Samona. - Czy jest coś o czym nie wiem?
23:21:50 *Samon - Nie. Niestety - spojrzał ukradkiem na Rozalię.
23:24:41 *Rozalia milczała długo, nie wiedziała, czy młoda macocha chciała jej dogryźć czy mówila szczerze. Podeszła do syna i poprawiła mu zsuwającą się wstrążkę na włosach. -Jeszcze chwila, a podpijesz serca wszystkich Pań- zażartowała do niego.
23:25:44 *Andre 'Wspominałem ci już Zuri, że jestem medykiem?' - uśmiechnął się.
23:26:53 *Andre sam odsunął herbatę z rumem od Zuri. Od razu zaczął ją popijać. 'Syn czy córka?' - uśmiechnął się jeszcze szerzej. 'Jeśli chcesz, zbadamy to i będziesz mogła po ślubie w Paryżu pochwalić się swojej rodzinie'
23:27:22 *Zuri spojrzała na Andre, nie rozumiejąc.- Wielokrotnie.
23:28:32 *Andre 'Więc. Syn czy córka?'
23:29:07 *Samon - Swoją drogą to dość dziwne, że przez tyle lat dorobili się jednego dziecka - mężczyźni wciąż cichcem plotkowali. - Mąż widocznie dość leniwy.
23:30:02 *Christian - Albo mało skuteczny... - odwrócił się do Rozalii i jej syna. - Emilio, ile masz lat?
23:31:26 *Zuri -Ja naprawdę nie wiem.- powiedziała- Ale Sauda będzie wiedziała.
23:31:28 *Emilio - Dziesięć.- odpowiedział wesoło.
23:32:18 *Zuri -Nie wiem też co bym wolała... Dla mnie to raczej bez znaczenia.
23:32:30 *Andre 'Tak sądziłem. Że medycyna waszego świata jest nieporównywalnie daleko do tej znanej mnie. Ale... naprawdę chcesz wiedzieć przed narodzinami dziecka?'
23:33:53 *Zuri- W moim kraju można to sprawdzić. A skoro można, to się sprawdza.-wzruszyła ramionami.
23:35:49 *Mark
23:35:58 *Fernando - To fakt, próżność kobiet jest tak daleko idąca, ze i ryzykują życiem za te przebieranki.-
23:36:32 *Mark 'Nie ma wina?' - rozejrzał się. Stali tu już kilka ładnych minut.
23:37:54 *Pan Goldfield roześmiał się. 'Jak się ożenisz chłopcze, to po dwudziestu latach będziesz za ich próżność dziękował bogu, gdy żona pokazywać ci się będzie dopiero godzinę po przebudzeniu'
23:37:59 *Nina wystraszyła się i szybko pobiegła po lampki i nowe wino. Od razu rozlała wino i wręczyła nowym gościom.
23:39:17 *Zuri- Zresztą mogę wiedzieć i nie mówić tobie.
23:39:57 *Aleks 'Sądzę że możemy wracać do pań, nim zaczną snuć rozmowy o dzieciach i robótkach. Wtedy będzie już na to za późno. Więc, umówione?' - spojrzał na Sergio i Fernando.
23:41:27 *Sergio - Umowa jest bez zmian i nadal trwa- odpowiedział. Fernando tylko kiwnął za słowami ojca głową.
23:42:02 *Rozalia gestem głoni oddaliła Ninę. Nie miała chęci na wino, które jej nie smakuje.
23:43:10 *Georginia odmówiła wina, kręcąc główką. Reszta przyjęła napitek.
23:43:48 *Samon - Nie bądź taka, Georgie, trochę cię to rozluźni.
23:44:08 *Georginia - Nie lubię alkoholu. Ludzie zachowują się po nim... Dziwnie.
23:47:01 *Abigail zaśmiała się na to stwierdzenie. - Moja słodka, mała Georgie... Może herbaty się napijesz? Albo soku? - zapytała.
23:47:44 *Georginia zawstydziła się lekko. - Sok może być - odparła.
23:50:09 *Nina lawirując między gośćmi usłyszała prośbę o sok. Poszła do kuchni po sok dla Georgii. Po chwili była już przy niej, z sokiem na tacy.
23:55:45 *Andre 'Wolę byś nie wiedziała. Oczekiwanie na potomka to magia'
23:57:51 *Sergio czekał, aż wszyscy opuszczą gabinet by zostać z Aleksem sam.
23:58:55 *Georginia podniosła soczek i uśmiechnęła się wdzięcznie.
23:58:56 *Zuri -Lub na potomków.-uśmiechnęła się- Co jeśli to bliźniaki?
00:01:45 *Sergio odezwał się, jak byli sami - Ostatnio dużo podrużuje, młoda żona, to i wymaga więcej uwagi. Bedąc w Lizbonie, w katedrze, natrafiłem na nader ciekawy dokument, z datą bliską naszego pierwszego spotkania. Powiem wprost. Rozalia to przebiegła franca. Wiem, bo płynie w niej moja krew. Więc jeśli przekupiła Pana by wykonać ten desperacki akt... Ja z chęcią przebiję jej ofertę.-
00:09:02 *Christian wykorzystał fakt, że przyjaciele zajęli się małą i przybliżył się do Rozalii. - Moja siostra zdołała już niejako zdradzić mój zamiar... W wolnych chwilach zajmuję się rysunkiem i byłbym wielce rad, gdyby pozwoliła mi pani namalować swój portret.
00:16:31 *Rozalia uśmiechnęła się. -Jest mi bardzo miło. Jednak nie wypada mi odwiedzać obcego mężczyznę.- propozycja kusiła, jednak Rozalia wolała uniknać plotek, szczególnie, że i tak jej pojawienie się w Liverpoolu jest niemałą atrakcją.
00:19:15 *Aleks wraz z panami wyszli z gabinetu. Kierowali się do pokoju w którym byli goście. Oczywiście, na tyle cicho, na ile pozwalały im wypite wino i whisky.
00:19:55 *Andre 'Wtedy... nie pomyślałem o tym. A jak duże mamy na to szanse? W wielu pokoleniach w twoim rodzie rodziły się bliźnięta?'
00:20:56 *Christian - W takim razie przyniosę sprzęt ze sobą - odparł szybko.
00:22:16 *Zuri -Nie wiem.-przyznała- ALe raczej nie jakoś wiele...-zastanowiła się- Żadnych nie znam. Pradziadek miał brata bliźniaka.
00:22:39 *Rozalia -Na takie odstępstwo mogę się zgodzić- odpowiedziała.
00:24:22 *Aleks puścił gości przodem. Chciał pomówić z Sergio. 'Wiem kim jest Rozalia. I dlatego została moją żoną. Nie musiała mnie przekupować. Choć przyznam, ślub miał jedynie ochronić waszą rodzinę przed plotkami. I nie sprawić zawodu mojemu ojcu'
00:25:41 *Aleks 'Widziałeś Emilio. Łatwiej byłoby ci mnie przekonać że jest czarnym niewolnikiem, niż do tego że to nie mój syn' - uśmiechnął się.
00:26:13 * Luna_s20 odłączenie (timeout)
00:28:37 *Christian - Bardzo mnie to cieszy - odparł z czarującym uśmiechem. - Przyda się tylko spokojny kącik, w którym nikt nie będzie nam przeszkadzał. Jeżeli to pani nie przeszkadza, mogę przyjść nawet jutro.
00:31:05 *Sergio - To akurat fakt. Wnuka widziałem dziś po raz pierwszy i skóra zdarta z Ciebie.- zgodził się. -Chciałem jedynie rozwiać wątpliwości, teraz mogę dotrzymać obietnicy, w uznaniu jej praw do dziedziczenia.- odpowiedział.
00:36:11 *Rozalia - Myślę, że ten pokój jest odpowiedni, jest dobrze oswietlony i przestronny.- odpowiedziała. Chciała uniknąć spotkań z nim w nieodpowiednim miejscu. Do tego, pokój z fortepianem był ogolnodostępny dla kazdego i nikt nie będzie nic podejrzewał. -Co do daty,to dam znać, jutro jeszcze goszczę ojca z rodziną-
00:43:17 *Aleks 'Wedle woli. Pozostaw jej tytuły płynące z nazwiska, to one dają jej tą niezwykłą siłę napędową. Nigdy nie gardziłem dobrami ale nie chcę byś uznał, że to posag był przyczyną.'
00:46:59 *Sergio - Tak bym myślał, gdybym miał do czynienia z nędzarzem, tak to powinienem być Ci wdzięczny że Roza wtedy trafiła na Ciebie-
00:49:13 *Christian - Rozumiem. Zakładam, że nie jestem pierwszym, który coś takiego pani proponuje, jednak postaram się, by obraz olśniewał i mógł dorównać pani urodzie.
00:49:28 *Sauda weszła do karczmy. Od razu wypatrzyła siostrę. Z uśmiechem podeszła do niej.- Mała, mam nowiny.-powiedziała stając za siostrą i przytulając ją od tyłu.
00:49:47 *Sauda- Bliźniaki.-wyszczerzyła się.-Dwujajowe, więc najpewniej chłopiec i dziewczynka.
00:52:26 *Zuri spięła się, gdy została tak ''zaatakowana'' przez siostrę, mimo że spodziewała się tego po niej. Z zadziwiejącym spokojem zdjęła ręce Saudy ze swoich ramion.-To faktycznie nowina...-uśmiechnęła się lekko do siostry.
01:02:52 *Sauda- No ba!-odpuściła sobie w końcu uwieszanie się na lisicy i usiadła na krześle obok.-A apetyt widzę dopisuje?-zauważyła dwa talerze przed Zuri. Oba opróżnione.-Jak u mamy, gdy byłą z Nikką.
01:05:19 *Laila wstaje i odkłada książkę po czym idzie do wyjścia z domostwa
01:06:36 *Andre 'Jesteś przekonana, że dasz sobie radę bez piastunki? Dwoje dzieci to ogromna praca'
01:08:20 *Sergio - Tak bym myślał, gdybym miał do czynienia z nędzarzem, tak to powinienem być Ci wdzięczny że Roza wtedy trafiła na Ciebie-
01:08:26 *Aleks zauważył wychodzącą czarodziejkę. Złapał ją przy drzwiach. 'Jesteś pewna że chcesz nas opuścić?' - zapytał.
01:09:12 *Zuri -Nie mówiłam, że nie chcę piastunki.
01:09:16 *Aleks obejrzał się na Sergio rzucając mu przepraszające spojrzenie. Prawo gościnności miało swoją cenę, a to i Sergio musiał wiedzieć.
01:09:39 *Sauda -Ja przecież mogę pomóc.-zaoferowała.-Przynajmniej jestem pewna. Bo wiesz... One najpewniej będą miały ogony.
01:09:56 *Andre 'Więc postanowione. Gdy tylko będziemy w Paryżu, zgłoszę rodzicom by poszukali kogoś równie dyskretnego co odpowiedniego'
01:10:36 *Andre 'Właściwie zawsze będziesz mile widziana. Na dzień, dziesięć, miesiąc. Choćby i na rok' - uśmiechnął się. 'Po prostu. Wychowałem się w domu ze służbą i wiem jak wielka to pomoc.'
01:11:21 *Zuri- Dziękuję.-powiedziała im obu, po czym odchyliła się na krześle. Niby już wiedziała, ale jak Sauda potwierdziła... Rany.
01:11:57 *Sauda- Z pewnością. Ja wychowałam się w domu bez służby i wiem, jak wiele mogliby za mnie zrobić.
01:11:57 *zaśmiała się.
01:13:49 *Rozalia - Dziękuję.- odpowiedziała i sięgnęła po przekaske, którą miała na tacy Lena. - Zastanowię się.- dodała po chwili nie dając jednoznacznej odpowiedzi.
01:17:46 *Andre 'Runy! Na pewno jest jakiś czar który można rzucić nie na dzieci, ale na służbę.'
01:18:33 *Sergio skinął głową. A cóż innego mógł zrobić, gospodarz zagoniony, to i nie będzie go zagadywał.
01:20:04 *Laila - Opuścić?
01:20:32 *Aleks 'Widzę że wychodzisz w połowie przyjęcia. Nie spróbowałaś nawet wina. Byłaby wielka szkoda.'
01:22:07 *Christiana to nieco zdziwiło, przecież już się zgodziła, zaproponowała pokój... Ach, kobiety. Zapragnął ją namalować gdy tylko pierwszy raz ją zobaczył. Była wyjątkowo piękna. Kwiatem w pełni dojrzałym, który jedynie przez krótki moment będzie cieszył oczy, nim zacznie usychać. Warto było uchwycić tę chwilę.
01:22:09 *Zuri -Wpływać na umysły? Mowy nie ma.-powiedziała obużona i trochę przestraszona pomysłęm.
01:22:29 *Sauda-Nikt tego jeszcze nie zrobił bez... powikłań.-wyjaśniła.
01:23:51 *Laila - Przyjęcie. Tak. Wino pewnie dobre jest. Fajną masz książkę. Za czytałam się tak że niczego nie zauważyłam. Prawie tak samo jak w Antegrii. Jakie to wino?
01:24:13 *Sara podjadała ciasto, popijając winem. Wciąż była pod wrażeniem muzyki zaserwowanej przez Rozalię. Zwróciła się do Abigail. 'Skoro jesteście przyjaciółmi Marka, jak to jest że nie widywałyśmy się wcześniej? Mark, o ile pamiętam, wrócił dość dawno temu. Będzie z pół roku'
01:24:56 *Sara' To wielka szkoda tak zaniedbywać znajomych. Przed każdym weekendem organizowane są piękne targi na głównym placu. Możecie nam potowarzyszyć'
01:25:47 *Aleks 'Oczywiście gronowe sprowadzone jeszcze przez mojego ojca. I doprawione według starej rodzinnej receptury.
01:26:52 *Philipe 'Mam nadzieję że nie ominęło nas bardzo dużo' - uśmiechnął się do pozostałych. 'A widzę kilka nowych twarzy ' - tu spojrzał na nowych gości.
01:29:14 *Abigail - Z Markiem mieliśmy głównie kontakt listowny, choć w ciągu tego półroku widziałam się z nim parę razy. Już od dawna nie mieszkam w Liverpoolu i rzadko mam okazję zwiedzić miasto, więc propozycji jestem chętna.
01:30:56 *Sara 'My na pewno będziemy tam przed południem. Kto wie co można kupić. A, ' - tu zwróciła się do Rozalii 'Emilio na pewno ucieszy fakt, że będą również gołębiarze' - uśmiechnęła się radośnie. Wybryk chłopca wciąż ją cieszył i był przyczynkiem do wielu zabawnych anegdotek wśród znajomych.
01:31:18 *Laila - No to o tak stoimy. Prowadź. - śmieje się - A teraz na serio. Masz mapę tej posiadłości ?
01:32:10 *Abigail zerknęła to na Sarę, to na Rozalię. Spodziewała się, że któraś wytłumaczy żart, którego nie może teraz pojąć.
01:32:41 *Rozalia -Oj, wolałabym by ostatni incydent się nie powtórzył- powiedziała kładąc dłoń na ramieniu syna.
01:33:02 *Aleks 'Mapa nie jest potrzebna. Możesz chodzić gdziekolwiek zechcesz, pokoje są otwarte' - powiedział. 'Podobnie biblioteczka stoi otworem jeśli lubisz czytać. Wewnętrzne schody zaprowadzą cię do pokoi naszego, Emilio, i gościnnego. Jest tam też dodatkowy pokój który na rqzie jest pusty. Zewnętrzne prowadzą do spiżarni, na strych, do piwnicy, a obecnie również na strych pobliskiej stajni.'
01:33:42 *Rozalia -Emilio, z dobroci serca wypuścił wszystkie ptaki, w tym i gołębie pocztowe- wyjaśniła.
01:35:19 *Laila - Dobrze. To teraz chodźmy z powrotem bo mi narobiłeś smaku na to wino.
01:35:32 *Philipe 'Dobrze, by mężczyzna rozumiał cierpienia braci mniejszych. Inaczej mógłby być kiedyś bez serca.'
01:36:03 *Aleks poprowadził Lailę do bawialni. 'Wina dla tej damy!' - powiedział od progu.
01:36:34 *Nina podeszła do Lailii i Aleksa z tacą, na której były lampki wina.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#963  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 21:08 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
23.12.2016 Wesołych Świąt
____________________________________________________________


22:03:50 Narracja: Przygotowania szły pełną parą, choć wiele zostało jeszcze do zrobienia i każda pomoc się przyda. Essy skołowała skądś ozdóbki, które właśnie z pomocą Patricka i Nathana rozwieszała po karczmie. Nill, której przybycie było miłą niespodzianką, zajęła kuchnię, z której wydobywały się magiczne zapachy.
22:09:15 *Lilith schodzi po schodach w dół karczmy a za nią drepcze wilk
22:11:17 *Essy - Podaj mi łańcuch... Nie ten, czerwony! - rzuciła ze szczytu piramidy z krzeseł. Obróciła się, by ponaglić Patricka, gdy wtem dojrzała Lilith. - Witajcie! Trochę za wcześnie jesteście... Chyba, że przyszliście pomóc?
22:12:10 *Lilith podchodzi do baru i patrzy się na Patricka i Nathana po czym patrzy na Essy - Witaj. Co to za święto się szykuje ?
22:13:32 *Essy o mało nie spadła ze sporej wysokości. - Żartujesz sobie? Przecież jest Boże Narodzenie! Wigilia! Święta!
22:15:43 *Lilith - Boże Narodzenie. Fajnie brzmi. O jakim Bogu mówisz? Chętnie ci pomogę. Tylko powiedz w czym ?
22:18:51 *Essy - Jezus się narodził. Cóż, niektórzy uważają, że to jedyny Bóg - zastanowiła się nad jej pytaniem. - W sumie... Zaraz przyjdą dziewczyny ze stroikami. Trochę poturbowały się w drodze i trzeba je ponaprawiać.
22:19:04 *Do karczmy weszły dwie blondynki, jedna starsza, druga młodsza - Elena i Cassie Drake. Nate uśmiechnął się do nich, choć nie mógł się ruszyć, gdyż właśnie przytrzymywał niepewną konstrukcję, na której stała Essy.
22:19:28 *Elena - Gdzie to postawić? - wskazała głową trzymany karton.
22:19:58 *Essy - Na barze możesz. A to jest Lilith - wskazała kobietę. - Pomoże wam!
22:20:36 *Elena - Witaj, Elena Drake, miło cię poznać. A to moja córka, Cassie.
22:21:53 *Lilith - Witaj. Lilith jestem. A to mój wilk - pokazuje ma czarnego wilka który siedzi koło jej nogi
22:23:14 *Cassie - Wow, ale fajny! Da się pogłaskać? Jak się wabi? - odłożyła kartony na blat.
22:24:21 *Lilith - Pewnie że da się pogłaskać. Lilith się wabi.
22:24:27 *Elena patrzyła na wilka niepewnym wzrokiem. W karczmie była pierwszy raz, ale słyszała opowieści od męża... Nie chciała wyjść na przewrażliwioną.
22:24:33 *Wilk patrzy się na Cassie
22:25:49 *Cassie - Tak jak ty? Zabawnie. Ale przynajmniej nigdy nie zapomnisz - zaśmiała się i nachyliła się nad zwierzęciem, bez strachu klepiąc go po główce. - Cześć Lilith!
22:26:10 *Lilith - To co mam robić ?
22:28:52 *Wilk tuli się do ręki patrząc na Cassie
22:32:00 *Elena skupiła się na wyjmowaniu stroików z kartonów. Były to okręgi zbudowane z szyszek z doczepionymi koraliczkami, gwiazdeczkami i świeczkami w środku, niestety niektóre z ozdóbek poodpadały, część stroików była powykrzywiana... - Trzeba coś z tym zrobić...
22:32:47 *Elena - Essy... Co się im właściwie stało?
22:33:08 *Essy - Soul trochę za mocno chwycił.
22:33:14 *Elena - Soul?
22:33:20 *Essy - Mój smok.
22:33:30 *Elena - Aha.... Zapomnij, że pytałam.
22:34:08 *Cassie - Też umiesz mówić jak ten, no... Neko?
22:36:24 *Lilith - Nie mówi teraz i nie mówił. A Neko ty skąd znasz?
22:38:05 *Cassie - A byłam tu raz w karczmie i go poznałam. Zabawny kotek. Właściwie, to gdzie jest?
22:38:34 *Do karczmy weszła Rozalia z Emilio. Na początku nie chciała przyjść, jednak uległa synowi, który tak właściwie to nigdy nie obchodził świat z prawdziwego zdarzenia. (Suknia: http://hosting.zdjec.top/image.php?di=4PQH )
22:38:52 *Lilith - Poszedł z siostrą na wycieczkę.
22:39:25 *Cassie - Ale będzie...?
22:41:11 *Lilith - Nie wiem. Jak będę wiedzieć to ci powiem - uśmiechnęła się do niej
22:43:47 *Elena odrząknęła głośno. - To jak, pomożecie mi?
22:47:41 *Lilith podeszła do Eleny - Co zrobisz z tymi wykrzywionymi ?
22:49:37 *Elena - Naprostuję jak się da... No nie, pęknięta szyszka. Chyba ten do wyrzucenia...
22:51:10 *Cassie wyjęła pistolet do kleju i rozejrzała się za gniazdkiem. Czy jest tu w ogóle?
22:51:11 *Lilith - Ciebie co sprowadza do karczmy ? Poza ozdobami ?
22:55:06 *Elena - Mój mąż lubi tu przesiadywać - wskazała na Nate'a. - Byłam ciekawa tego miejsca.
22:56:59 *Cassie w końcu znalazła gniazdko i powtykała kable, by klej się nagrzał. Przygotowała sobie stroik do naprawy.
22:57:18 *Laila z Neko na ramieniu wchodzą do karczmy przez różowe drzwi
22:59:11 *Lilith - Wiesz. Ja tu jestem pierwszy raz od kilku moich lat a pół roku karczmy. I dużo zaszło tu zmian
23:00:32 *Neko lata po karczmie i wita się z każdym - Hoi !
23:01:25 *Essy - Neko! Laila! Witajcie!
23:01:34 *Cassie pomachała do Neko z uśmiechem.
23:02:37 *Laila patrzy na przygotowania - Witajcie!
23:03:03 *Lilith - Cześć Laila! - macha do niej ręką
23:04:56 *Elena starała się nie dziwić za bardzo. - Ach, tak... Słyszałam o tych różnicach czasowych. Dobrze, że u nas czas leci wolniej. Chyba zabiłabym Nathana, gdyby po miesiącu wrócił, mówiąc że w karczmie był tylko godzinkę...
23:06:17 *Do karczmy weszła Rozalia z Emilio. Na początku nie chciała przyjść, jednak uległa synowi, który tak właściwie to nigdy nie obchodził świąt z prawdziwego zdarzenia.
23:06:50 *Emilio- Łaaał, ale tu fajnie- powiedział wesoło, kiedy już rozejrzał się po pomieszczeniu.
23:10:05 *Essy zerknęła na nowych gości. - Trochę za wcześnie jesteście - rzuciła możliwie bez niechęci.
23:10:10 *Lilith - Tak w ogóle to wy z jakiego światu pochodzicie ?
23:11:37 *Elena - 21. wiek, jeżeli wiesz o co chodzi. Samoloty, komputery, elektryczne szczoteczki do zębów.
23:13:23 *Rozalia - W takim razie pomożemy w przygotowaniach- odpowiedziała. Tak jak sobie obiecała nie będzie ukazywać niechęci wobec Essy.
23:17:36 *Laila podchodzi do baru - A co tu tak pachnie? Nie potrzeba wam kogoś kto to spróbuje czy dobre jest ?
23:17:44 *Essy - Nill jest sama w kuchni, może coś się tam znajdzie do roboty - odsunęła się nieco, by obejrzeć skończone dzieło - wieniec zdobiony bombkami i lampkami. - I jak to wygląda?
23:22:34 *Rozalia przytaknęła i poszła w stronę kuchni. -Emilio, to, ze mnie tu nie bedzie, nie znaczy, że Cie nie widzę- przypomniała synowi, że nie wolno rozrabiać, nawet jesli jest bez kontroli.
23:22:43 *Nill usłyszała Lailę i wychyliła się z kuchni. Zmieniła się znacząco. Twarz miała nieco mocniej opaloną, sylwetkę mocniejszą, jasne włosy związane w dwa warkocze i z piórkami na końcach. Sukienka była połączeniem beżu i brązu, w iście indiańskim stylu. - Pierniczki! Za dwie minutki będą, to przyniosę.
23:23:09 *Nill - Dzień dobry - przywitała się z Rozalią.
23:24:58 *Rozalia - Dzień dobry- odpowiedziała. Pierwszy raz widziała Nill.
23:25:05 *Neko przylatuje i siada na ramieniu Cassie - Hoi! - patrzy się na nią
23:26:05 *Nill https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/73 ... 2660bd.jpg
23:27:44 *Rozalia - Słyszałam, że potrzebna Ci pomoc-zagadała.
23:29:07 *Cassie kleiła już trzeci stroik. Zerknęła na Neko. - Hoi! - odpowiedziała roześmiana. - Gdzie byłeś?
23:30:34 *Neko - Byłem w domu Aleksa - uśmiechnął się
23:30:47 *Nill - Jakoś sobie radzę, ale jeżeli pani chce pomóc... - zawróciła do kuchni, prowadząc Rozalię. W środku było kilkanaście rozpoczętych potraw. Ryba w mące, jakieś ciasto w misce, sałatka na wpół zrobiona...
23:31:43 *Emilio usłyszał Neko. -Nie widziałem Cie tam. Gdzie byłeś? Stefan nie szczekał?-
23:31:50 *W zasadzie trudno było uwierzyć, że w kuchni rzeczywiście pracowała tylko jedna osoba. Wyglądało to jakby po prostu stado kucharek zrobiło sobie przerwę.
23:33:01 *Neko - Stefana ja nie widziałem. Fajnie się u ciebie śpi. - zaśmiał się
23:34:16 *Cassie - Hej, jestem Cassie - przywitała się z chłopcem.
23:34:56 *Cassie - Skąd wy się znacie? - zerknęła na blondyna i Neko.
23:37:25 *Rozalia spojrzała po potrawach, oceniając która potarafiłaby dokończyć. - Myslę, że z sałatką sobie poradzę- powiedziała. -Albo po prostu przyprowadzę tu swoją kucharkę, będzie szybciej- dodała po chwili.
23:37:31 *Neko - Jak jeździłem statkiem z Aleksem to on mi kiedyś pokazał Emilio
23:43:02 *Emilio -Tak, to prawda, poznaliśmy się na statku-
23:45:07 *Nill zajrzała do piekarnika, pierniczki już ładnie się zarumieniły. Z pomocą szmatki wyjęła blaszki. Rozejrzała się po kuchni. - Może... Jeżeli rzeczywiście mamy zdążyć do wieczora, to pomoc się przyda.
23:48:19 *Essy zeszła z krzesełek i przesunęła piramidę parę metrów dalej, by na nowo na nią wejść. - Jeszcze jeden... Może dwa. Starczy ozdóbek na dwa?
23:49:42 *Nate - Powinno starczyć... Musimy mieć jeszcze czas na posprzątanie tego bajzlu.
23:50:03 *Essy - Ryuu się tym zajmie - odparła. - Jeżeli w końcu przyjdzie...
23:52:00 *Rozalia - Chociaż teraz uznaje, że to jednocześnie dobry i zły pomysł, bo ta kucharka zwariuje jak przejdzie przez portal- wytłumaczyła się. -Pochodzę z czasów, kiedy takie dziwy uznaje się za czarostwo i w ogóle dzieło diabła.-
23:53:02 *Neko mówi do Cassie - Co tam u ciebie słychać?
23:54:09 *Nill pokiwała głową i westchnęła. - W takim razie się pospieszę. Zaniesiesz kilka pierniczków Laili? Chciała spróbować. Szkoda, że nie ma Ersy.
23:54:42 *Rozalia -Ersy? Chyba nie miałam okazji jej poznać-
23:55:27 *Nill - Pracuje w karczmie, gotuje i zazwyczaj chowa się w kuchni.
23:57:29 *Rozalia - Rozumiem. Chociaż głównie widziałam tu bardzo wysokiego barmana- odebrała pierniczki.
23:59:02 *Lilith - To żyjesz w dużo dalszych czasach niż ja
23:59:35 *Nill - To Ryuu. Pani tu często przychodzi? Dziwne, że jeszcze Ersy pani nie widziała, chyba że już tu jednak nie pracuje. Taka ładna brunetka.... Muszę zapytać Ryuu, gdzie jest. Tylko, że jego też nie ma.
00:01:15 *Elena - Zapewne... To znaczy, nie żebyś wyglądała na zacofaną, ale... Nie często się widuje kobietę z wilkiem. Który wiek?
00:02:27 *Rozalia - Właściwie dopiero od półtora miesiąca mieszkam w Liverpoolu i od tego momentu sporadycznie tu przychodzę. Możliwe, że mijałyśmy się- odpowiedziała. Wyszła z kuchni i położyła na barze pierniczki. Nie zwykła roznosić dań niczym służka, więc kto je chciał, to sobie weźmie. Wróciła do Nill i robienia sałatki.
00:05:21 *Nill zastanawiała się, za co wziąć się najpierw... Nalała wodę do garnka, by się zagotowała, a następnie zajęła się rybą. - Właściwie, to jestem Nill - przedstawiłą się, gdy kobieta już wróciła.
00:07:42 *Rozalia na chwilę podniosła wzrok na Nill, jednak nie przerywała krojenia. Dość sprawnie posługiwała się nożem. - Rozalia, miło mi poznać- przedstawiła się.
00:08:34 *Amelia weszła do karczmy w swoim zwykłym stroju. Nie siliła się na jakiś świąteczny nastrój. Miała za to coś innego. Może nie do końca gwiazdkowego, ale związanego ze zbliżającym się końcem roku. Znowu na ramieniu miała torbę. Mniejszą niż tą z sonarem, ale i tak niemałą. A w niej niespodziankę. Miała nadzieję zastać Aleksa. Była ciekawa, czy by go to zainteresowało.
00:09:58 *Nill - Mnie również. Mówiła pani, że od niedawna mieszka w Liverpoolu, a gdzie wcześniej?
00:11:00 *Essy - Ame! - zawołała spod sufitu. - Jak miło, że jesteś! Co tam przyniosłaś?
00:12:01 *Rozalia - Głównie podróżowałam, ale zawsze wracałam do Hiszpanii, skąd pochodzę- odpowiedziała.
00:13:44 *Amelia skinęła wszystkim na powitanie. Raczej nie przepadała za świętami. Głównie dlatego, że dla niej to był dzień jak każdy inny, tylko w reklamach pojawiał się śnieg, a androidy sprzątające korytarze w mieście nosiły mikołajowe czapki. Jednak jak ją zapraszali, to wydawali się tak podekscytowani, że trudno było nie przejąć chociaż odrobiny tego entuzjazmu.-Hej.-uśmiechnęła się do Essy.
00:14:05 *Amelia -Taką tam niespodziankę. Aleksowi by się pewnie spodobało, ale jego widać nie ma.
00:16:59 *Essy - Przyjdzie - odparła. - Rozalia i Emilio już są.
00:18:21 *Amelia -Najwyżej Emilio opowie ojcu co stracił.-uśmiechnęła się.
00:18:28 *Nill - Zna może pani Aleksa? - zapytała i przygryzła wargę. To, że mieszka w Liverpoolu nie znaczy, że od razu go musi znać!
00:20:39 *Rozalia zaśmiała się. -Pewnie, że znam, to mój mąż- odpowiedziała rozbawiona.
00:22:35 *Nill również zaśmiała się, uznawszy za przypadek, że jej mąż ma tak samo na imię. - Miałam na myśli Aleksandra White'a Johnsona.
00:24:03 *Essy - Skoro tu jesteś, to cię wykorzystam. Wskakuj tam na stół i rozwieszaj lampki!
00:24:57 *Rozalia - Tak, mówimy o tym samym Aleksandrze- odpowiedziała. Rozalia była już przyzwyczajona, że wywoływała zdziwienie, kiedy mówiła o sobie i Aleksie.
00:26:26 *Rozalia - A po głównej sali biega jego syn- dodała nadal rozbawiona.
00:27:05 *Amelia spojrzała na dekoracje.- Mogłam jednak przyjąć to zlecenie kurierskie...-mruknęła, ale odłożyła torbę i dała się wykorzystać.
00:30:00 *Nill zorientowała się, że trochę za bardzo przesoliła rybę... Odwróciła się do Rozalii ze zdziwionym wyrazem twarzy. - Przepraszam, jakoś trudno mi w to uwierzyć... Ile tu czasu minęło?
00:31:40 Narracja: Lampki były niebieskie w kształcie sopelków lodu. W równych odstępach były do nich przyczepione ostrokrzewy, co wydawało się odpowiednimi miejscami do zawieszenia na ścianę.
00:33:07 *Rozalia -Nie tylko Tobie.- odpowiedziała. -Czas płynie normalnie. Po prostu nasze spotkanie 11 lat temu zaowocowało pojawieniem się Emilio, ale dopiero niedawno Aleks się o nim dowiedział- wyjaśniła.
00:35:06 *Nill - Teraz rozumiem. Ojej... - nowina była co najmniej szokująca i Nill trawiła ją chwilę. W końcu uśmiechnęła się - Musi być naprawdę szczęśliwy.
00:36:41 *Rozalia - Z pewnością...-





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#964  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 21:21 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
26.12.2016 Wesołych Świąt
____________________________________________________________


21:01:27 *Essy pojawiła się nagle za Amelią... I wsadziła jej na głowę opaskę z porożem reniferka. - Fajnie, że przyszłaś!
21:05:16 *Amelia- O nie, nie nie. Rozwieszam lampki. Sań ciągnąć nie będę.-powiedziała ściągając poroże.
21:06:49 *Essy zaśmiała się wesoło. - Do tego cię zmuszać nie będę, ale ściągać ci tego nie wolno. Nastawię jakąś muzyczkę... Chłopaki, możecie zacząć ustawiać stoły! - podeszła do radyjka stojącego na barze i włożyła do niego płytę.
21:08:01 *Rozalia skończyła kroić sałatkę. Zmieszała wszystkie warzywa z majonezem i musztardą. Doprawiła pieprzem i solą. -Chodź spróbuj, z gotowaniem u mnie różnie.- zachęciła Nill.
21:09:56 *Amelia -Nie muszę ściągać, skoro już to zrobiłam.-uśmiechnęła się, odkładając opaskę na stół.
21:11:57 *Emilio przygldał się przygotowaniom. Zastanawiał się co mógłby zrobić. Nie chciał też przeszkadzać.
21:12:11 *Lilith podchodzi do baru - Laila a ty tak w ogóle to jakie masz kontakty z resztą ? Bo według ciotki tylko ty masz z nimi kontakt.
21:12:12 Narracja: W karczmie nagle rozbrzmiały słowa piosenki: Snow is falling, all around me Children playing, having fun It's the season, love and understanding Merry Christmas everyone!
21:13:06 *Neko siedzący na Cassie mówi - Co teraz będziemy robić ?
21:13:17 *Laila - Po ostatnim resecie ich nie widziałam.
21:15:23 *Amelia uśmiechnęła się. Stare. Cholernie stare. Ta piosenka ma przecież... 2 tysiące lat.
21:17:06 *Essy zerknęła niezbyt zadowolona na opaskę obok Amelii. Podeszła znów do kobiety i nachyliła się, by odebrać poroże, niby niechcąco opierając się ręką o jej plecy na wysokości pasa. W rzeczywistości przyczepiła jej kokardę, która udawała teraz czerwony ogonek.
21:19:32 *Amelia - Czy ja twoim zdaniem wyglądam jakbym nie miała czucia? - spytała, odczepiając i ten świąteczny atrybut.
21:19:51 *Cassie rozejrzała się. - Chyba zaraz trzeba poroznosić stroiki. Ale najpierw obrusy...
21:23:10 *Neko tuli się do Cassie - ty łowiłaś kiedyś rybki ?
21:23:12 *Amelia - Naprawdę, nie zmuszaj mnie do noszenia takich rzeczy. Czuję się jak klaun.
21:24:28 *Nill przerzuciła rybkę na drugą stronę i podeszła do Rozalii. Spróbowała sałatki. - Jak dla mnie trochę ostra, ale odzwyczaiłam się od takich przypraw. Innym powinna smakować - uśmiechnęła się przepraszająco.
21:24:53 *Essy - Zapewniam, że nie wyglądasz jak klaun. Z tym ogonkiem byłaś całkiem sexy - puściła jej oczko.
21:26:01 *Amelia - Aha... - pokiwała głową - A po co mi to?
21:26:19 *Cassie - W sumie to nie. Ale za to pływałam z delfinami!
21:26:50 *Rozalia również spróbowała. -Hmmm, może za mocno pod siebie przyprawiłam. Lubię ostre potrawy- odpowiedziała.
21:28:43 *Essy - Po co wyglądać sexy? No nie wiem... Raz do roku można - zażartowała sobie z niej. Skoro zrezygnowała z ogonka, to sama go sobie przyprawiła i zaczęła podśpiewywać piosenkę z radia, kręcąc przy tym tyłeczkiem. Wróciła na swoją piramidę krzesełkową, by dokończyć wieniec.
21:29:15 *Neko - Zabierzesz mnie kiedyś do tych delfinów ?
21:29:51 *Nill - Przyda się jeszcze jeden sędzia. Zawołać kogoś?
21:30:40 *Cassie - Pewnie! Tak się składa, że mieszkam nad oceanem i czasem je widuję z okna. Cudowne stworzenia.
21:32:34 *Rozalia - Pewnie, zawołaj, a ja zajmę się kremem do ciasta, skoro biszkopt już jest gotowy- odpowiedział spogladając na opakowania z gotoy biszkoptem.
21:32:48 *Amelia podeszła do Essy- A gdybym tak zatrzęsła tymi krzesłami?-zaczęła zastanawiać się na głos, specjalnie tak, by Essy usłyszała.
21:35:50 *Essy - Wtedy Laila by się tak nie nudziła - odparła, wieszając bombki. - Albo miałabym najlepszą stypę na świecie. Podasz mi czerwony łańcuch?
21:37:57 *Zuri zeszła na dół zwabiona głosami i zapachami. Rozejrzała się po karczmie nie rozumiejąc co się dzieje.
21:39:54 *Nill wyjrzała z kuchni. Cassie i Elena zajęte. Patrick i Nate układają stoły. Essy na wysokościach. Amelia... - Amelia! Możesz na chwilkę podejść?
21:40:49 *Amelia -Jasne.-kiwnęła głową i rozejrzała się za tym łańcuchem.-O ten?-spytała, podnosząc to, o co prosiła.
21:41:22 *Essy - Mhm - schyliła się, by odebrać łańcuch. - Dzięki wielkie.
21:41:51 *Essy przy okazji zauważyła lisiczkę. - Zuri! Rozumiem, że zostaniesz z nami na przyjęciu?
21:43:27 *Zuri zobaczyła nową osobę, Rozalię. Znała jednak jej zapach. Była już tu wcześniej. Emilio poznała w łączonym śnie. W koszmarze Aleksa. Podeszła do Amelii i Essy. - To jakaś okazja? - spytała, przekrzywiając jedno ucho.
21:44:51 *Rozalia akurat lubiła kręcić kremy do ciast. W jakiś sposób ją to rozluźniało i mogła podjadać.
21:44:53 *Nill przygryzła wargę. Chyba Amelia też jednak była zajęta. A ten mały brzdąc... Aż nabrała głośno powietrza. To musiał być syn Aleksa. - Hej, Emilio! Potrzebujemy pomocy!
21:45:48 *Essy - Owszem. Wigilio-Bożonarodzeniowo-Sylwester.
21:46:33 *Amelia zerknę łatwo na lisiczkę. No tak. Inny świat, inne święta. - To w naszym świecie taka tradycja.
21:47:56 *Emilio ciekawsko przyglądał się Zuri. Oprócz Lailii w wersji elfiej nie widział tu nikogo inaczej wyglądającego.
21:48:46 *Emilio zerknął na Nill. Podszedł do niej. -Dzień dobry- odpowiedział. -Co się stało?- zapytał.
21:50:10 *Zuri spojrzała na Essy-niewiele mi to mówi.- uśmiechnęła się nieśmiało. Amelii skinęła głową w podziękowaniu.
21:50:23 *Nill przyglądała mu się z szeroko otwartymi oczami. Zdała sobie sprawę, że w milczeniu, co mogło wyglądać dość dziwnie. - Emm... Mama cię prosi do kuchni.
21:51:29 *Zuri spojrzała na Emilio- A gdzie podział ojca? - spytała dziewczyny
21:54:06 *Laila - Można spirytusu?
21:56:05 *Emilio przytaknął. -Dobrze, już idę.- odpowiedział z uśmiechem i poszedł do kuchni.
21:58:12 *Rozalia podeszła do syna. -Potrzebuję pomocy, tylko odpowiedz prawdę- powiedziała i dała synowi łyżkę z sałatką do spróbowania.
21:58:33 *Emilio zjadł i od razu wydał werdykt. -Za ostre-
22:00:31 *Rozalia - No dobrze, trzeba naprawić- odpowiedziała. Jej naprawde smakowało. Dodała do sałatki majonezu i dokroiła marchewki, którą miała odłożoną, bo wydawało jej się, że jest jej za dużo. Słodki smak marchewki powinien naprawić smak całej sałatki.
22:02:52 *Lilith - nie możesz sobie raz w roku odpuścić ?
22:03:22 *Laila - Eeee. Mogę ale po co?
22:05:30 *Lilith - Bo nowy Bóg się narodzi
22:05:57 *Laila - Aha. No to mogę raz w roku nie pić. Ale co z tego będzie ?
22:06:45 *Amelia -Trudno powiedzieć.-wzruszyła ramionami-Przecież to Aleks. Znasz go.
22:06:47 *Nill - Można też dodać śmietany albo jogurtu - zaproponowała.
22:09:41 *Zuri - No tak.
22:10:02 *Rozalia - Hmmm, racja, nie będzie takie ciężkie- zgodziła się z Nill i dodała nieco jogurtu i wymieszła sałatkę. -Emilio, nie uciekaj, próbuj jeszcze raz- w ostatniej chwili zawołała syna, bo już wiał z kuchni.
22:11:42 *Essy wskazała Laili choinkę. - Prezent jest podpisany... Niby nie powinno się otwierać przed kolacją, ale na zdrowie!
22:12:35 *Emilio spróbował, choć wolał spróbować krem. -Teraz jest dobre.- odpowiedział.
22:13:17 *Laila - Prezent? Dla mnie ?
22:13:55 *Essy - Oczywiście! Sama zobacz!
22:14:33 *Eliza powoli zeszła na dół. Była dość niemrawa, ale wyglądała dużo lepiej niż poprzedniego dnia.
22:14:48 *Laila wstaje i podchodzi do niego patrząc się na niego
22:14:49 *Rozalia wzięła drugą łyżkę i nałożyła orzechowego kremu. -W nagrodę masz coś lepszego do próbowania- powiedziała z uśmiechem.
22:17:21 *Emilio wziął łyżkę z kremem, który zniknął bardzo szybko. -A to nie wymaga naprawiania- odpowiedział. -Pyszne~!-
22:18:05 *Rozalia - Bo mama wie co dobre- zaśmiała się.
22:18:05 Narracja: Prezent był podpisany 'Dla Laili von Everec od Świętego Mikołaja'. Był w kwadratowym kartoniku, okrytym ozdobnym papierem z choinkami. Co było w środku? Trzeba otworzyć, by sprawdzić.
22:19:08 *Nill uśmiechnęła się sama do siebie. Co za uroczy chłopczyk!
22:19:09 *Zuri spojrzała na dziewczynkę z zainteresowaniem. Już od kilku dni czuła ja w karczmie, ale teraz widziała po raz pierwszy. Uśmiechnęła się do niej przelotne, po czym wróciła wzrokiem do Essy. - Pomóc w czymś?
22:20:23 *Laila obraca pudełkiem by sprawdzić czy gdzieś jeszcze jest coś napisane po czym podchodzi z prezentem do baru i zaczyna go rozpakowywać
22:20:59 *Eliza spojrzała na Zuri. Jej jeszcze nie widziała. Nie widziała nikogo podobnego.
22:22:37 *Lilith patrzy na Laile i na jej prezent
22:22:56 *Emilio jednak szybko zaczął się wycofywać z kuchni. Zaraz pewnie wepachają mu inne rzeczy do próbowania, a znając matkę, będzie to ostre jak cholera. -Mogę już iść?- zapytał niepewnie.
22:24:47 *Essy zastanowiła się. - W torbie przy barze są obrusy. Duże, białe pod spód, a krótkie, czerwone na na wierzch i na środek - powiedziała na głos i po chwili zeszła. - Ale dla ciebie, lisiczko mam zadanie specjalne - pokiwała na nią palcem, by poszła za nią.
22:24:53 *Rozalia -No dobrze, chyba słyszałam Elizę, pewnie ciągnie Cie do niej- odpowiedziała. -Leć-
22:24:56 *Essy zastanowiła się. - W torbie przy barze są obrusy. Duże, białe pod spód, a krótkie, czerwone na na wierzch i na środek - powiedziała na głos i po chwili zeszła. - Ale dla ciebie, lisiczko mam zadanie specjalne - pokiwała na nią palcem, by poszła za nią.
22:26:57 Narracja: Jak można było się spodziewać, w kartonie było kilka buteleczek spirytusu, a obok kartoniki ze sokiem malinowym.
22:27:07 *EMilio opuścił kuchnię. Faktycznie Eliza zeszła na dół. Uśmiechnął się. -Cześć Eliza, jak dobrze, że czujesz się lepiej- przywitał się radośnie.
22:28:23 *Zuri machnęła ogonem i poszła za Essy.
22:28:24 *Eliza zajęła swoje zwykłe miejsce na ławie przy palenisku, z którego nie zwracając na siebie uwagi mogła przyglądać się przygotowaniom.
22:29:13 *Zuri machnęła ogonem i poszła za Essy.
22:29:56 *Laila - Oooooo... Już lubię tego nowego Boga. To pewnie od wysłannika jego. - na twarzy pojawił się uśmiech i radość
22:30:43 *Eliza- Tak.-odpowiedziała z wymuszoną uprzejmością.
22:31:52 *Essy podeszła do stolika stojącego w kącie i podniosła z niego reklamówkę. Zuri już po zapachu mogła się domyśleć, co jest w środku. Jemioła. - Sądzę, że ktoś z takimi zmysłami znajdzie odpowiednie miejsca, by to poprzyczepiać - puściła jej oczko. - Nie zapomnij o górze i zapleczu!
22:31:54 *Eliza- Tak.-odpowiedziała z wymuszoną uprzejmością.
22:32:45 *Essy zerknęła na Lailę z uśmiechem. Z pewnością na to zasłużyła.
22:32:52 *Emilio -Podobała Ci się spinka?- zapytał. Był ciekawy czy otworzyła prezent.
22:34:00 *Mizu wszedł do karczmy. Nie chciało mu się czekać na wyprawę nad tajemnicze morze więc zaczął zwiedzanie światów wczesniej. Właśnie wrócił i bardzo się zdziwił. -Chyba trafiłem z włe miejsce- mruknął.
22:35:09 *Zuri -Nie do końca rozumiem ideę wieszania pasorzyta na ścianach...-zauważyła trzeźwo.-To też jakaś tradycja?
22:35:13 *Eliza -Nie spojrzałam.-powiedziała. Nie zachowywała się wprost nieuprzejmie, ale każdy z odrobiną wyczucie zauważy chłód, z jakim odpowiadała chłopcu.
22:35:14 *Zuri -Nie do końca rozumiem ideę wieszania pasożyta na ścianach...-zauważyła trzeźwo.-To też jakaś tradycja?
22:36:52 *Essy - A to słuchaj, to jest ciekawa opowieść - przeszła na środek i rzekła głośno. - Czy ktoś zna z was opowieść o jemiole? - zauważyła Mizu i uśmiechnęła się do niego na przywitanie.
22:37:37 *Emilio wyraźnie posmutniał. Nie rozumiał dlaczego Eliza zachowuje się tak dziwnie. Właściwie to widział podobne zachowanie u matki, raz w miesiącu, wtedy każdy jej unikał jak tylko mógł, bo mógłby oberwać. Nie wiedział, ze każda dziewczyna to ma. -No dobrze, ale zobacz, jest ładna i pasuje do Ciebie-
22:39:51 *Eliza - Dziękuję - odpowiedziała sucho.
22:42:22 *Laila - To dziś się napijemy. Lilith ty też się napijesz.
22:42:30 *Essy - Nikt? No dobrze - usiadła sobie na stole. - Słyszałam to dawno temu, mogły zatrzeć mi się szczegóły... Ale to było tak. Pewna królowa, czy też nawet bogini miała pięknego i dzielnego syna, ulubieńca wszystkich.
22:42:38 *Lilith - Pewnie.
22:42:42 *Mizu - Co tu się wyprawia?- zapytał.
22:43:52 *Emilio przytaknął i wycofał się. Nie chciał dostać po głowie za darmo. Rozglądał się, szukając pomocy. Może kto inny wytłumaczy Elizie, ze nie chciał jej urazić.
22:43:59 *Essy - Matka tak bardzo go kochała, że wyprosiła u wszystkich ludzi, stworzeń, skał i roślin, by nie zrobiły mu krzywdy. I tak też się stało. Prawdziwą pałacową rozrywką odtąd było rzucanie w chłopaka wszelkich ostrzy i przedmiotów, które się go nie imały.
22:44:23 *Essy - Mizu, nie jącz i słuchaj! - zaśmiała się. - Więc...
22:44:38 *Zuri usiadła obok.
22:45:02 *Laila - Chce ktoś się napić? Ja stawiam!
22:45:32 *Eliza przekręciła się tak, by lepiej widzieć Essy opowiadającą tą historię o jemiole.
22:46:33 *Essy - Więc wyglądało na to, że chłopcu nic stać się nie może. Jednak jego matka zapomniała wyprosić jedną, niepozorną roślinkę o łagodność dla jej syna. Jemiołę. Wiedział o tym jej drugi syn, młodszy, o mrocznym sercu, zawładniętym ambicją. Wyciosał więc on strzałem z jemioły i podczas jednego pokazu, na oczach wszystkich zastrzelił ulubieńca królewskiego.
22:49:36 *Essy milczała chwilę, dla stworzenia klimatu. - Matka wylała tysiące łez nad synem, a jej żal był głęboki jak morze... Jednak zarządziła, by w każde święto dwóch, co stanie pod jemiołą złożyło sobie pocałunek, symbol miłości, tak by jemioła już nigdy nie była powodem rozpaczy..





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#965  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 21:25 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
22:49:42 *Mizu - Porywająca historia- powiedział ironicznie. -Widziałaś gdzieś mojego brata?-
22:50:58 *Essy spojrzała z udawaną pogardą na Mizu. - Nie znasz się. I nie wiem, gdzie się Ryjek podział.
22:52:09 *Zuri słyszała podobne legendy nie raz. Mniej więcej na takich samych opierały się miejscowe wierzenia jej świata, w sporej części prawdziwe.
22:54:00 *Mizu - Tak, nie znam, bo sie od tego trzymam z daleka i dlatego jestem zdrowszy- odpowiedział.
22:55:40 *Mizu nachylił się do Essy- Jego imię oznacza smok i jest tak samo dumny jak te stworzenia, nie radze przeginać- wyszeptał jej do ucha. Jak mówił to czuła chłodny powiew powietrza na szyi.
22:55:51 *Amelia - A wierzysz w tą opowieść?
22:57:42 *Essy zerknęła kątem oka na demona, nie odsunęła się jednak. - Jak na razie to go tu nie ma - odparła. - Poza tym zero w tobie romantyzmu. Ale miło, że jesteś. Gdzie się podziewałeś?
22:59:09 *Essy zwróciła się do Amelii. - Słyszałam już bardziej niezwykłe historie i dowody na ich prawdziwość, ale nie w tym przypadku. Jednak historia jest na tyle piękna, że mogę w nią wierzyć.
23:00:27 *Mizu - Byłem tu i tam. Mówiłem, ze chcę zwiedzać, nie będę długo grzał miejsca w tej karczmie- odpowiedział tajemniczo. -A co do romantyzmu, to zostaje tam gdzie jego miejsce, w książkach dla bab-
23:01:28 *Laila nalewa soku i spirytusu do dwóch kufli po czym jeden daje Lilith
23:01:35 *Amelia - O totototo. - wskazała palcem demona - Święta racja.
23:01:50 *Rozalia przełożyła biszkopt kremem. Następnie udekorowała go polewą czekoladową i orzechami włoskimi. -Gotowe- powiedziała z uśmiechem. -Teraz mam ochotę całego go pochłonąć- powiedziała patrząc na tort.
23:03:52 *Essy - Z takim myśleniem, to rzeczywiście nic dziwnego, że masz szanse tylko u napalonych służek - zaśmiała się. - A to - wskazała Amelię. - To mężczyzna w przebraniu kobiety. Nie słuchaj!
23:04:42 *Nill - Hmmm.... Nie ty jedna. Przepiękny.
23:08:18 *Lilith podnosi kufel - Zdrowie! - i pije
23:08:57 *Rozalia - Jest jeszcze coś do zrobienia?- zapytała. -Musze koniecznie czymś się zająć, bo zaraz torcik zniknie- zażartowała.
23:09:02 *Laila też podnosi kufel - Zdrowie! - i pije
23:09:03 *Wilk podchodzi do Essy i patrzy się na nią
23:09:14 *Amelia roześmiała się.-Po prostu realistka. Wiesz do czego sprowadzono romantyzm w 41 wieku? Martin jest bardziej romantyczny od wszystkich facetów w moim mieście razem wziętych.
23:09:41 *Essy paczy na wilka.
23:09:51 *Essy poklepała wilczka po głowie.
23:11:21 *Zuri - To ja porozwieszam tą jemiołę.
23:12:49 *Mizu uśmiechnął się do niej z błyskiem w oku. Wziął od Zuri tego chwasta, o którym mówiła Essy i podrzucił tuż nad ich głowami. -Patrz- wskazał na górę, by odwrócić jej [Essy] uwagę. Następnie pociągnął Essy do siebie, przechylił i pocałował. Nie dał jej uciec z uścisku.
23:13:28 *Zuri uśmiechnęła się. - Ciekawy sposób. - przyznała i zabrała się za rozwieszanie reszty.
23:16:34 *Zuri zgodnie z instrukcją nie ominęła również kuchni i góry.
23:17:54 *Essy spojrzała na to, co robi i przekeciła oczami. - Wiesz, że to tak nie... - nie dokończyła, gdyż Mizu bardzo skutecznie zatkał jej usta. Otworzyła szeroko oczy i mruknęła coś niewyraźnie, próbując się uwolnić. Na koniec przywaliła mu pięścią w twarz.
23:20:51 *Mizu był przygotowany, od razu przymroził miejsce, w które go uderzyła. Nie miała wielu mośliwości, więc i dało się domyślić. Puścił ją i upadła na tyłek, miała tez bolącą dłoń, bo uderzyła w lód. -I to niby ja jestem nieromantyczny- zakpił i zasmiał się.
23:21:24 *Eliza uśmiechnęła się widząc sztuczkę demona. To było zabawne.
23:24:45 *Laila - Tej ja mam pomysł Lilith.
23:25:02 *Lilith - Nie. Ja wiem co chcesz zrobić
23:25:32 *Laila - Pffff. No weź. Będzie śmiesznie
23:26:01 *Essy zacisnęła zęby, rozmasowując bolącą pięść. - Dupek - warknęła, podnosząc się z ziemi i rzucając mu pogardliwe spojrzenie. Odwróciła się na pięcie. Na tyłku wciąż miałą tą śmieszną kokardkę, teraz nieco zgniecioną przez upadek. Mężczyźni już rozłożyli obrusy, więc zaczęła pomagać Cassie w roznoszeniu stroików. Przygotowania zbliżały się ku końcowi.
23:26:04 *Neko zasypia na ramieniu Cassie
23:27:40 *Zuri skończyła rozwieszać jemiołę. Jedną zostawiła dokładnie nad łóżkiem jej i Andre. Skoro to było w świecie Amelii, to także w jego. W końcu to był ten sam świat. Czasy inne, ale to chyba dość stara tradycja?
23:28:03 *Wilk siada koło nogi Essy
23:28:22 *Zuri siadła przy jednym z już gotowych stołów zastanawiając się, co z sobą zrobić.
23:28:24 *Rozalia wychiliła się z kuchni i widzac, że obrusy są na stole, wyciągnęła talerze, by nakryć do stołu.
23:29:09 *Rozalia przyjrzała się Zuri. -Dzień dobry- powiedziała z uśmiechem i położyła przed lisiczką talerze, płaski i głeboki.
23:30:01 *Eliza podniosła się i podeszła do Rozalii, by wziąć od niej część naczyń i pomóc w nakrywaniu.
23:30:22 *Zuri- Dzień dobry.-uśmiechnęła się.-Pomóc?
23:30:53 *Rozalia -Dziękuję- powiedziała do Elizy. -Poprosze, na zapleczu są sztućce-
23:31:05 *Essy musiała uważać, by nie kopnąć zwierzęcia, ani się o niego nie potknąć. - Czekasz na coś do jedzenia? Wiesz, do kogo się przyłasić, heh? - zaśmiała się.
23:33:00 *Mizu -No już się nie denerwuj, mogę Ci zrobić zimny okład na obity tyłek- zaśmiał się.
23:33:20 *Wilka patrzy się na Essy nic nie odpowiadając. Będąc cicho. Nie słychać nawet jak oddycha (może dla tego że nie oddycha)
23:34:56 *Zuri kiwnęła głową i poszła na zaplecze. Wróciła ze sztućcami i zaczęła rozkładać.
23:35:01 *Essy - Nawet się nie waż - rzuciła do demona. Zerkała co jakiś czas ciekawie na wilka. - Czy tylko mi się zdaje, że coś jest z nim nie tak?
23:36:58 *Eliza szybko się uwijała, równo układając naczynia. Zerkała czasem na Emilio. Było jej... głopio? Nie lubiła go. Ale czemu? Czym jej tak podpadł? Te pytania dręczyły ją w jego obecności bardziej niż ta obecność sama w sobie.
23:37:24 *Emilio zastanawiał się, czy ni eprzyprowadzić Stefana. Był tu też inny pies, pewnie dobrze by się bawili.
23:38:54 *Essy zauważyła małą. Poczekała, aż postawi wszystkie talerze i przeszła obok niej, nieznacznie podstawiając nogę...
23:39:40 *Lilith słysząc Essy mówi do niej - z nim jest wszystko dobrze
23:39:51 *Emilio zauwazył, ze Eliza potknęła się. Podbiegł szybko, by ją przytrzymać, by sie ni eprzewróciła.
23:41:16 *Mizu zauważył, co zrobiła Essy. - A może Ty liczysz na rózgę pod choinką? A może i na klapsy?- zapytał
23:42:10 *Eliza przy pomocy Emilio odzskała równowagę.-Dziękuję.-powiedziała szczerze i bez ironii. Spojrzała na Essy. Prychnęła i poszła na górę, po drodze tylko zachaczając o nią.-Nie masz co robić?-ofuknęła kobietę.
23:44:09 *Essy spojrzała zaskoczona na Emilio. Przypomniało jej to scenę, gdy przez jej wybryki Rozalia o mało nie zostałaby pochlapana pepsi, gdyby jej Aleks nie osłonił. Odwróciła się niezbyt zadowolona. - Trzeba uważać jak się łazi - odgryzła się dziewczynce.
23:45:25 *Essy zerknęła na Lilith, potem znów na wilka. - Na pewno? W sumie tak jakoś dziwnie wygląda... Sama nie wiem - Mizu za to ostentacyjnie olała.
23:45:58 *Eliza obejrzała się na Essy- Jak tam nos, zagoił się?
23:46:29 *Essy - Aaa, więc to w nos celowałaś? Dlatego jest cały i zdrowy.
23:47:44 *Emilio patrzył na obie. Elize i Essy. W takich sytuacjach działał instynkt samozachowawczy i on doskonale wiedział, ze jak tylko sie wtrąci, to obie rzucą się na niego z pazurami.
23:47:49 *Eliza przewróciła oczami-W twarz ogólnie. Jak zeszłaś na dół trzymałaś się za nos. Pomyślałam, że to przez to.
23:49:14 *Eliza- Swoją drogą niezależnie od tego, czy w nos, czy w czoło, to nie jest trochę wstydem dostanie po twarzy od dziewczynki?
23:49:44 *Essy - Osłaniałam twarz, by powstrzymać śmiech, kochanko wampira.
23:51:11 *Rozalia rozłożyła wszystkie talerze i zaklaskała w dłonie. -ŚWIĘTA są!- upomniała obie.
23:51:27 *Eliza przygryzła wargę.-A ty się dziwisz, że dostałaś.-krzyknęła i pobiegła na górę.
23:51:28 *Laila - Co myślisz nad tym by rozbudować domek ?
23:51:58 *Po długiej nieobecności profesor Lazarus powrócił do karczmy. Poszukiwania materiałów okazały się bardzo owocne i dzięki uprzejmości Thoperian miał w pełni naładowany replikator. Gdy zszedł na dół, przygotowania bardzo go zaskoczyły. Podszedł do Emilio i spytał - Powiedz mi chłopcze, cóż to za okazja?
23:52:58 *Lilith - Domek? Po co? Jest wystarczający. - mówi trzymając rękę pod blatem którą rysuję coś palcami w powietrzu
23:53:25 *Zuri podniosła wzrok na dziewczynkę. Rzuciła Essy spojrzenie pełne dezaprobaty. Naprawdę? Z małym dzieckiem? O cokolwiek poszło nie mogło być aż takie złe. A Essy zrezygnowała z resztek jakiegoś honoru i dumy, by nasycić pseudodumę i dopiec małej dziewczynce?
23:53:46 *Emilio -Kobiety mają dużo okazji do kłótni- odpowiedział, myśląc, że chodzi mu o warczące Elize i Essy.
23:54:06 *W dodatku to chyba było jakieś święto. A w święta chyba nie należy się kłócić?
23:54:53 *Lazarus - Oh mój drogi, nawet nie wiesz jak bardzo. Chodziło mi raczej o nowy wystrój lokalu.
23:55:34 *Essy przymknęła oczy, by przypomnieć sobie, co jeszcze miała zrobić. Ale w uszach dudniły jej kroki Elizy. Przegięła. Cholera.
23:55:57 *Emilio -Bo Święta Bozego Narodzenia są- odpowiedział.
23:58:10 *Amelia poszła w kierunku schodów- Brawo, zgasiłaś dziesięciolatkę.-mruknęła bez zbędnych emocji i poszła na górę.
23:59:59 *Rozalia ukradkiem zerkała na Lazarusa. W końco zainteresował się jej synem. Jakoś nie ufała obcym, którzy kręcą się przy jej dziecku.
00:00:37 *Zuri spojrzała za dziewczynką, ale widziała że Amelia już idzie. Nie ma sensu robić sztucznego tłoku. Poruszyła nosem, czując nowy zapach. Spojrzała na mężczyznę rozmawiającego z Emilio, przekrzywiając nieco prawe ucho, co w jej lisiej mimice oznaczało zaciekawienie. Nie gapiła się jednak. W końcu to niegrzeczne.
00:00:38 *Lazarus - Bożego? Narodzenia? - profesor nie kojarzył takiego święta. Akademia była domem dla studentów najróżniejszych ras i wierzeń, ciężko było to wszystko zliczyć.
00:01:01 *Zuri spojrzała za dziewczynką, ale widziała że Amelia już idzie. Nie ma sensu robić sztucznego tłoku. Poruszyła nosem, czując nowy zapach. Spojrzała na mężczyznę rozmawiającego z Emilio, przekrzywiając nieco prawe ucho, co w jej lisiej mimice oznaczało zaciekawienie. Nie gapiła się jednak. W końcu to niegrzeczne.
00:01:58 *Laila - Rozumiem. Tak więc wracajmy do mojego planu.
00:02:45 *Emilio -W nocy z 24 na 25 grudnia narodził się Jezus, syn boży- odpowiedział tak jak zapamiętał. Nie miał wiele okazji by świętować ten czas, bo w więksozści przypadków był z matką na statku.
00:03:17 *Amelia przeszła się korytarzem powoli, nasłuchując, czy będzie dziewczynkę słychać z któregoś pokoju. I faktycznie, zza jednych drzwi dochodził płacz. Zapukała, a nie usłyszawszy ''spier*alaj ani żadnego synonimu, weszła zamykając za sobą drzwi.
00:03:58 *Lazarus czuł, że przyciąga spojrzenia, zwłaszcza, że wszyscy oprócz niego wydawali się już zaznajomieni. Wszak, gdy ostatnio nawiedził karczmę, było tu mało gości. Nie krępując się, zwrócił się do Emilio z uśmiechem - Cóż, ten Jezus wydaje się być istotnym jegomościem. Świętujmy zatem!
00:05:10 *Essy zerknęła na schody. Chyba powinna pójść i ją przeprosić, ale nigdy nie była w tym dobra, ale jakoś nie zależało jej na wybaczeniu małej. Poza tym nie chciała wracać na dół z kolejną śliwą... Ale było jej po prostu głupio.
00:05:23 *i jakoś
00:05:31 *Mizu wstał i poszedł do baru. nalał sobie pierwszej lepszej whiskey jaką znalazł. Od razu zmroził szklankę. Zrobił drugą identyczna i podszedł do Essy. -Uszy do góry.-
00:06:11 *Emilio - Jest ważny, to zbawiciel... chyba- powiedział. Niewiele pamiętał z lekcji z pastorem. Tych niedzielnych zajęć nie lubił.
00:06:38 *Essy - Powinnam się cieszyć. Dogryzłam jej. Juhu - mruknęła i wypiła dużego łyka.
00:08:17 *Wilk podszedł do Lazarusa i zaczął patrzeć się na niego swoimi czarnymi ślepiami
00:08:35 *Zuri nie była Ryuu i musiała zaczekać, aż herbata się zagotuje, a następnie nieco przestygnie. Białej nie zalewa się wrzątkiem. Gdy już napar był gotowy, poszła gdzieś usiąść. Zatrzymała się przy Essy .-Nie wyglądasz na wybitnie szczęśliwą.
00:08:38 *Essy na spojrzenie Zuri i słowa Amelii nie zareagowała, ale i tak dotarły do niej i jeszcze bardziej psuły humor.
00:09:11 *Lazarus - Drogi chłopcze, zbawicielem Twoim, jak i moim jest przede wszystkim wiedza... - Benjamin chciał kontynuować, ale dostrzegł patrzące na niego zwierze. Nigdy nie miał ręki do zwierząt...no chyba, że na stole laboratoryjnym.
00:09:46 *Emilio -Jaki fajny ten piesek~!- powiedział radośnie i wystawił mu rekę do powąchania.
00:09:49 *Essy - Jestem zmęczona - odparła byle co, racząc się kolejnym łykiem whiskey.
00:10:16 *Emilio - Jak to wiedza?- zapytał.
00:11:06 *Mizu - Trza było sie poddać pod tą jemiołą, to byś miała lepszy humor- zażartował.
00:13:42 *Lilith - Nieee. Idę ci zająć łóżko. -Odwraca się do reszty ludzi w karczmie - Dobranoc ! - wstaje i idzie do pokoju Laili
00:14:04 *Wilk podchodzi do Laili
00:15:50 *Zuri -Ta.-kiwnęła głową widząc, że Essy nie ma ochoty na rozmowę. usiagła na ławie gdzieś z boku. Z braku lepszego zajęcia wyjęła z kieszeni jakąś tabliczkę, przeczytała zawartość, po czym rzuciła na podłogę jakiś metr od niej. Jednak zanim metal odbił się od drewna, zamienił się w niedużego czworonożnego stworka wyglądającego trochę jak szczenię wilka z rogami i niedużymi skrzydłami.
00:17:05 *Essy - Czy ja wiem, aż taki dobry pocałunek to to nie był - odparła i trudno było rozpoznać, czy żartuje, czy jednak mówi poważnie.
00:17:11 *John otworzył oczy. Stał przed ladą. Przeglądał karczmę w poszukiwaniu osób w niej przebywających
00:17:26 *Lazarus - Widzisz mój drogi, kiedyś ludzie bali się piorunów, traktowali je jako znaki od wymyślonych bóstw. Nie minęło parę tysiącleci, a prąd stał się zasilaniem dla maszyn w służbie człowieka. Wszystko to było możliwe dzięki ciekawości, poznawaniu świata i jego tajemnic.
00:17:56 *Zwierzak był w całości z wody, z małymi lodowymi elementami. Nie skakał, nie biegał. Lisiczka wiedziała, że to będzie tylko bezwładna marionetka. Poruszyła lekko dłonią w prawo i stworzenie posłusznie skoczyło kilka kroków w odpowiednim kierunku, zostawiając za sobą wilgotne ślady na podłodze, ale nie kałużę. Nic, co nie wyschnie w minutę.
00:18:01 *Mizu - Brzmisz, jakbyś chciała powtórki z rozrywki-
00:18:05 *Mizu spojrzał na stworka -To nie mój- odpowiedział.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#966  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 21:26 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
00:18:18 *Zwierzak był w całości z wody, z małymi lodowymi elementami. Nie skakał, nie biegał. Lisiczka wiedziała, że to będzie tylko bezwładna marionetka. Poruszyła lekko dłonią w prawo i stworzenie posłusznie skoczyło kilka kroków w odpowiednim kierunku, zostawiając za sobą wilgotne ślady na podłodze, ale nie kałużę. Nic, co nie wyschnie w minutę.
00:20:15 *Laila zaczęła głaskać wilka po głowie dalej pijąc
00:20:25 *Essy spojrzała na Lailę, na Johna... Uniosła nieco wzrok... - Ekhem. Spójrzcie w górę! - powiedziała, wskazując na coś palcem. Dokładnie na środku pomiędzy czarodziejką i lodozjadaczem wisiała piękna i rozłożysta jemioła.
00:21:11 *Mizu zastanawiał się, jak zrobić psikusa stwórczyni tego lodowego zwierzęcia. Kiedy ten poszedł w lewo. Mizu sprawił, by poszedł w prawo, na przekór Zuri.
00:23:27 *Laila patrzy się na jemiołę - No widzę. Chwast wam na suficie rośnie - zaśmiała się
00:25:48 *Nill drzemała, oparta o blat stołu, gdy wtem do jej nozdrzy wdarł się zapach spalenizny. Zerwała się jak oparzona. - O nie... - jęknęła, szukając ścierki, by wyłączyć piekarnik.
00:26:28 *Essy - Nie byle jaki chwast, ale jemioła! No, już, bez ociągania. Buzi, buzi!
00:26:41 *Rozalia wróciła do kuchni. -Bardzo sie przypaliło?- zapytała.
00:26:46 *Zwierzak stanął na chwilę w miejscu, ale w końcu przeszedł na lewo.
00:27:13 *Mizu musiał mocniej się skoncentrować, jednak znów rozkazał zwierzakowi zawrócić.
00:27:34 *Nill złapała uchwyt od piekarnika i otworzyła gwałtownie. Kuchnię okryła gorąca i śmierdząca para.
00:28:34 *Zwierzak stanął na chwilę w miejscu, ale w końcu przeszedł na Lewo.
00:29:34 *Essy zerknęła na Mizu i Zuri. Chyba dobrze się bawią. Szkoda, że ona jeszcze nie może czarować, przez upartość demona. No i jej własną.
00:29:43 *Zuri zmarszczyła lekko brwi czując, że ktoś jej przeszkadza. Skupiła się mocniej na poczynaniach stworka-Hamale.-mruknęła i zwierzak zaatakował demona. Dla żartu wprawdzie, jak to czasem szczeniaki dla zabawy się czasem pogryzą.
00:29:44 *Rozalia od razu zasłoniła nos i podeszła do okna, by je otworzyć. Musiała też na chwilę wyjść, bo zrobiło jej się słabo.
00:30:49 *Nill tymczasem wyciągnęła to, co zostało w piekarniku.
00:32:16 *Laila - Yyy. Raczej niee. - malutka czerwona iskierka poleciała z ręki na głowę wilka
00:33:17 *Essy - Ależ tak trzeba! Dla ukojenia bólu zrozpaczonej królowej... W policzek...
00:33:34 *Z ramienia Mizu wyskoczył mały lodowy kociak. Jednak zanim trafił na podłogę z tych 186 cm, to zrobił się parokrotnie wiekszy. Teraz stanął przed nim kociak zwielkości pumy. Fuknął na stworka Zuri i od razu zaatakował łapą z wysunietymi pazurami.
00:34:44 *Essy - O kurczę - wyrwało jej się. Nagła zmiana wielkości kociaka nieźle ją zaskoczyła.
00:35:06 *Rozalia blada na twarzy ominęła walczace lodowe zwierzaki i otworzyła drzwi do karczmy, by zrobić przeciąg i rozdmuchać dym.
00:35:25 *Wodny zwierzak przeskoczył nad łapą. Zuri musiała teraz patrzeć na niego, zamiast wbijać wzrok w kolana. Prawie wilk przebiegł pomiędzy łapami kota i oparł się przednimi łapami o buty demona. Szczeknął triumfalnie.
00:35:47 *Lazarus wyciągnął replikator z podprzestrzennego schowka. Na stoliku pojawiło się spore pudełko, jeden z boków był pusty. Za machnięciem ręki wysunął się holograficzny interfejs. Lazarus wybrał parę opcji i po chwili w środku pojawił się niebieski krążek.
00:37:00 *Lazarus wziął krążek, wcisnął przycisk na obudowie. Krążek zaczął wciągać gryzący dym do środka. Profesor poszedł do źródła dymu i po chwili cała karczma była czysta.
00:37:18 *Zuri poczuła dym już dłuższą chwilę temu. Zdąrzyła przywyknąć do stopniowo rosnącego zapachu. Zresztą ''walka'' była całkiem ciekawa.. Zaczęła machać lisim ogonem.
00:38:29 *Emilio najpierw zapatrzył się na lodowe zwierzaki, następnie na świecidełka, które wyciągnął męzczyzna. Szedł za nim, by sprawdzić co się stanie. -Łał, ale super, jak to Pan zrobił?- zapytał.
00:38:31 *Patrick zaniepokoił się nagłym pojawieniem się dymu i wpadł do kuchni. Pomiędzy obłokami dostrzegł Nill. - Wszystko w porządku?
00:39:14 *Nill - Tak... I nie. Spaliłam rybę - przyznała.
00:40:58 *Lazarus zwrócił się do Nill, zatroskany - Możemy zreplikować nową. - nie rozumiał święta, ale widział, że wszystkim bardzo zależy, żeby było idealnie. Spalona ryba na pewno nie była idealna.
00:41:35 *Laila - Essy kto to wymyślił ?
00:41:50 *Zuri uśmiechnęła się lekko i nawróciła wodnego zwierzaka. -Fien.-powiedziała cicho i woda zmieniła się w popiół, który opadł na podłogę.
00:41:54 *Nill rozejrzała się zaskoczona, że dym tak nagle zniknął. Spojrzała na trzymaną w rękach własną porażkę. - Da się coś z tym zrobić?
00:42:40 *Essy - Nie słyszałaś opowieści o jemiole?
00:42:43 *Mizu już miał rozkazać temu pseudo wilkowi by odszedł, ale ten zminił się w pył. Demon strzepnął z butów to co na nich zostało.
00:43:02 *Lodowy kociak podszedł do Mizu upominając się o głaskanie.
00:43:39 *Essy zaklaskała krótko na skończony pokaz Zuri.
00:44:35 *Zuri na uznanie odpowiedziała tylko kiwnięciem głową. Nic szczególnego.
00:44:52 *Laila - Powiem ci że nie słyszałam
00:45:47 *lodowy kociak przednimi łapami oparł się o uda Mizu, który pogłaskał go zauchem i pod szyją. -Tak, wiem, lubisz to bardzo-
00:46:11 *Essy - Taka tradycja, nie ma co się zastanawiać - odparła, gdyż nie chciało jej się znów opowiadać tego samego. - Jeden, mały buziak.
00:46:17 *Essy - John?
00:48:59 *Essy nie mogła powstrzymać uśmiechu, widząc jak Mizu bawi się z kotkiem. Było w tym coś uroczego.
00:50:04 *Laila - W sumie to co mi zależy
00:51:17 *Rozalia widząc, że dymu nie było, zamknęła drzwi od karczmy. Skorzystała z okazji, ze nikogo za barem nie było, nalała sobie soku z jabłek.
00:51:43 *Wilk patrzy się na Essy tym razem pięknymi ludzkimi niebieskimi oczami
00:52:05 *John - A, witam- John dotknął palcem wskazującym w czoło Essy
00:54:20 *Essy odskoczyła jak oparzona. Dotknęła czoła. Odwróciła się do Mizu, szarpiąc go na rękę, by na nią spojrzał. - Mam coś na czole? - zapytała z przejętym wyrazem twarzy.
00:54:59 *Mizu odkleił sie od kota i spojrzał na Essy. -Nie masz nic na czole- odpowiedział.
00:55:29 *Essy - Na pewno?
00:55:49 *Amelia zeszła w końcu z Elizą. Po dziewczynce nie było widać płaczu. Rozglądała się ciekawsko za torbą Amelii. Nie mogła się doczekać pokazu. We włosach miała spinkę, którą parę dni wcześniej dał jej Emilio.
00:56:47 *Mizu -Na pewno. Nie panikuj.- odpowiedział.
00:58:31 *Essy i tak miała ochotę, by to sprawdzić, ale postanowiła mu zaufać. - Ok - powiedziała i odetchnęła z ulgą.
00:59:13 *Lazarus zerknął na spaloną rybę, podwinął lewy rękaw. Z nadgarstka popłynął promień światła skanera. Lazarus tylko ten sprzęt wmontował w ciało i nigdy sie z nim nie rozstawał. Po paru minutach wrócił do replikatora, wprowadził dane ryby i pozwolił urządzeniu działać.
01:00:03 *Amelia -To tam.-powiedziała cicho, wskazując głową porzuconą w kącie torbę. -Zabierzmy ze sobą Emilio. Wzięłam to głównie ze względu na niego i jego ojca. Zaprosisz go?
01:00:35 *Gdy potrawa była gotowa, profesor zaniósł ją Nill. - Smak może być nieco...płaski. Replikowane jedzenie zawsze smakuje tak osobom przyzwyczajonym do domowej kuchni.
01:01:06 *Eliza nie była specjalnie zadowolona, ale kiwnęła głową. Poszukała wzrokiem chłopca.
01:01:17 *Emilio przyglądał się poczynaniom profesora. Był pod ogromnym wrażeniem. -Pan umie czarować?- zapytał.
01:01:40 *Nill spojrzała na rybę z niedowierzeniem. - Pan jest niesamowity! Najmocniej dziękuję.
01:03:02 *Eliza- Nie widać go.-powiedziała gotowa w związku z powyższym zrezygnować z jego obecności.
01:03:06 *Lazarus z zadowoleniem uśmiechnął się do Nill i ukłonił się. - Do usług!
01:03:12 *Amelia -To go poszukaj. Pewnie jest w kuchni.
01:04:18 *Nill uśmiechnęła się wdzięcznie i skinęła głową.
01:04:31 *Eliza posłusznie poszła do kuchni. Spojrzała na Emilio zainteresowanego profesorem i wróciła do Amelii.- Jest zajęty.
01:05:19 *Amelia- Nawet nie spytałaś.
01:05:22 *Eliza- Podglądałaś?
01:06:52 *Amelia- Nie, ale następnym razem jak chcesz, by ktoś ci uwierzył, że rozmawiałaś, to odczekaj tyle, ile powinna mniej więcej trwać taka rozmowa.
01:06:57 *Nill i Patrick zaczęli roznosić przekąski. Owoce, koreczki, paluszki.
01:07:04 *Po czym profesor zwrócił się do chłopca. - Nie mój chłopcze, to nie czary. Użyłem maszyny, która zmienia materię w przedmioty. W tym przypadku zdobyty przeze mnie metal w rybę.
01:07:29 *Nate rozebrał górę krzeseł, porządkując je.
01:08:03 *Eliza zaczerwieniła się, gdy Amelia pokazała jak łatwo było zauważyć jej kłamstwo.-Ale jest zajęty.-próbowała się wybronić.
01:08:40 *Amelia zaśmiała się- W takim razie zaczekamy trochę.
01:08:44 *Emilio miał coraz bardziej otwarte oczy. -Niesamowite- odpowiedział. -Tez tam mogę umieć?- zapytał.
01:09:37 *Essy pozbierała kartony i zaniosła je na górę, do swojego pokoju. Przy okazji przebrała się już w odświętny strój - białą, wełnianą sukienkę, ocieplacze na łydki. Włożyła też opaskę, którą pogardziła Amelia. http://dtpmhvbsmffsz.cloudfron...316.jpg
01:09:42 *Amelia- Poza tym możnaby wszystkich na to zaprosić. Myślę, że wiele osób to zainteresuje.
01:09:46 *Rozalia wróciła do kuchni. -Dzień dobry- przywitała się z Profesorem. -Mam nadzieję, że mój syn Panu nie przeszkadza.-
01:12:02 *Lazarus - Oczywiście! Musiałbym tylko nauczyć Cię obsługi owego urządzenia... - profesor odwrócił się od Emilio w stronę Rozalii. - Dzień dobry! Oczywiście, że nie przeszkadza. Jest bardzo ciekawy, godna pochwały cecha.
01:12:03 *Mizu -Nie zapomniałas o spodniach?- zapytał. Mizu był przyzwyczajony do panien skromniej ubranych.
01:13:06 *Emilio - To ja bardzo chcę- odpowiedział. -Mamo, mogę nauczyc się jak to- wskazał na urządzenie- działa?- zapytał.
01:13:42 *Zuri uśmiechnęła się lekko, słysząc o ciekawości. Nagle mina jej zrzedła. Znała ten zapach...
01:13:50 *Rozalia uśmiechneła się do profesora. -O ile to nie jest niebezpieczne - odpowiedziała bardziej do Lazarusa niż do Emilio.
01:14:53 *Essy - Spodnie do sukienki?
01:15:33 *Przez drzwi wparowała Tamara. Blondwłosa dziewczyna z kocimi uszami i ogonem. Szybko wypatrzyła Zuri.-Jak śmiałaś mi nie powiedzieć?-zawołała na całą karczmę.
01:16:24 *Laila narysowała coś w powietrzu po czym znów zaczęła głaskać wilka
01:16:31 *Lodowy kociak podbiegł do Tamary. Przyjaźnie otarł się jej o nogi.
01:16:52 *Mizu - Ach, przepraszam za złe zadane pytanie. Nie masz dłuższych sukienek?-
01:17:01 *Profesor demonstracyjnie uderzył się otwartą dłonią w pierś i przysiągł. - Włos z głowy pani syna nie spadnie! - szybko wykonał parę ruchów przy interfejsie, które wprowadzały blokady bezpieczeństwa. Normalnie ich nie potrzebował, ale dzieci potrafiły być niebezpiecznie kreatywne. Następnie zwrócił się do młodego ucznia.
01:17:19 *Lazarus - Zaczniemy od podstaw. Co chciałbyś stworzyć...wybacz, nie spytałem jak się nazywasz...
01:17:47 *Essy - Nie przy sobie - wzruszyła ramionami i po chwili uśmiechnęła się, przekrzywiając główkę. - Coś się nie podoba?
01:17:56 *Zuri-Przecież mówiłam...
01:18:46 *Tamara nie zwróciłą uwagi na kota, zajęta przyjaciółką.-Ale nie o małżeństwie. Ani o bliżniakach.-mówiła już znacznie ciszej, skoro była blisko Zuri, ale nadal była nakręcona.
01:19:02 *Mizu -Ja nie narzekam- odpowiedział, następnie zobaczył za kotem. -Zaraz zmolestuje wszytskich, prosząc o głaskanie- zasmiał się.
01:19:21 *Lodowy kociak był natrętny i bez głaskanka nie pójdzie.
01:19:25 *Zuri -Pierwsze: łatwo się domyślić. Drugie: Niby kiedy miałam ci to powiedzieć?
01:20:00 *Essy zainteresowała się nowo przybyłą, której czepił się i kociak. Podpełzła bliżej rozmawiających.
01:20:30 *Rozalia uspokoiła się. Mężczyzna brzmiał wiarygodnie.
01:20:35 *Tamara odepchnęła kotka nogą. Nie miała teraz zamiaru zajmować się jakimś lodowym zwierzakiem.-A o tym?-spytała rozkładając ręce, bo jak inaczej pokazać budynek, w którym się jest?
01:21:02 *Emilio ukłonił się delikatnie. -Emilio White Johnson- przedstawił się.
01:21:12 *Zuri- A o tym sam Strażnik zabronił mi mówić.
01:21:51 *Profesor wyciągnął do niego dłoń - Benjamin Lazarus, bardzo miło mi poznać. Zatem Emilio, co chciałbyś najpierw stworzyć?
01:21:57 *Tamara- Do dupy ze Strażnikiem. Taki z niego bóg, jak z piasku posiłek.
01:22:30 *Zuri- A ty oczywiście o jedzeniu...-uśmiechnęła się i dźgnęła kobietę- kota -Nic dziwnego, że ci się przytyło.
01:23:00 *Lodowy kot wydał z siebie dźwięk podobny do miauczenia i mruczenia. Upominał się o głaskanie.
01:23:05 *Tamara- Nie zmieniaj tematu.
01:23:08 *Laila zasypia na barze
01:23:18 *Essy dość bezczelnie podsłuchiwała ich rozmowę, ale chyba im to nie przeszkadzało.
01:23:18 *Wilk idzie do pokoju Laili
01:24:08 *Zuri- Nie zmieniam. Podążam od jednego do następnego. Tak się postępuje podczas rozmowy.
01:24:58 *Tamara westchnęła. Kot swoje i pies swoje. Zerknęła na Essy -A ty nie za ciekawska?
01:26:29 *Essy odkleiła wzrok od ściany, która niby ją interesowała. W sumie dzisiaj była wyjątkowo ciekawa. - Chciałam się tylko przywitać. Witaj - wyszczerzyła ząbki. - Nigdy cię w karczmie nie widziałam.
01:27:42 *Zuri -I tak krzyczysz na całą karczmę.-powiedziała zgodnie z prawdą. Trudno, by ktokolwiek jej nie usłyszał.
01:30:46 *Tamara- Witaj.-skinęła głową. Westchnęła -Dobra, już przestaję.-powiedziała- Ale na tym ślubie u Andre MUSZĘ być, jasne? Już sobie załątwiam kamień duszy.
01:31:35 *Emilio zastanawiał się długo. -A mogę zrobić smoka? Takiego jak ma Farika?- az miał gwiazdki w oczach.
01:32:00 *Rozalia przyłożyła dłoń do czoła. No tak. Co innego mógłby wymyślić jej syn.
01:32:08 *Essy - Ślub? - wtrąciła zaciekawiona. Tej części akurat nie słyszała.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#967  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 21:26 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
01:32:49 *Zuri -No dobrze, dobrze... Tylko się tam zachowuj.
01:32:57 *Tamara- Sugerujesz, że nie umiem?
01:32:57 *Tamara spojrzała ponownie na Essy -A jednak podsłuch.uje....
01:33:23 *Lodowy kociak dalej namolnie ocierał się o nogi Tamary.
01:34:06 *Lazarus był zaskoczony prośbą, ale musiał rozczarować chłopca. - Niestety smoka nie jesteśmy w stanie stworzyć, jeśli jest to żywe stworzenie. Replikator tworzy tylko przedmioty nieożywione.
01:34:10 *Essy - Nie odpuści - powiedziała, zerkając na kociaka. - Ani ja - przysiadła się do stolika, patrząc na Zuri z zapytaniem. - Jaki ślub?
01:35:56 *Po własnych słowach profesor zastanowił się. Nagle przyszedł mu do głowy pomysł. - Choć...jeśli mi dobrze opiszesz tego smoka, pomogę Ci stworzyć coś podobnego.
01:36:23 *Emilio nie do końca zrozumiał. -Ale jak nieożywione?-
01:36:33 *Tamara uraczyła wreszcie zwierzaka swoją uwagą.- No dobra, chodź tu.-mruknęła, biorąc go na kolana. Pogłąskała kotka najpierw po główce, za uchem, potem na grzbiecie i dalej, szukając gdzie lubi, a gdzie nie lubi. Jako jeden z nich, wiedziała, że koty potrafią być drażliwe.
01:37:06 *Zuri westchnęła- A nie możesz spytać Andre, jak już się obudzi?
01:37:38 *Essy pokręciła głową, nie spuszczając z niej wzroku.
01:38:23 *Przez drzwi karczmy wpadła Lif, a chwilę za nią jej zielona siostra. Dobrze się bawiły, przebiegając między stolikami jakimś cudem o żaden nie zahaczając.
01:39:09 *Zuri-Skoro ona-wskazała Tamarę.- jest zła na mnie, że nie powiedziałam o tym ślubie, to jak myślisz, czyj to może być ślub?
01:39:57 *Lodowy kot był duży, ale nie ciężki. Pozwolił na głaskanie pod szyja i za uchem. w innym miejscach podnosił łapę na jej rękę i przuciskał niżej.
01:40:11 *Emilio -No taka jaszczurka, tylko ma skrzydła i zionie ogniem-
01:40:33 *Essy - No tak. Hah... Gratuluję!
01:41:32 *Zuri -Dziekuję.
01:41:58 *Drzwi karczmy otworzyły się, wpuszczajac do środka rudowłosą kobietę, idącą pod ręką z wysokim blondynem. Za nimi pojawił się czarnowłosy chłopak.
01:42:36 *Mizu zwrócił uwagę na trójkę nieznajomych.
01:42:37 *Fyllip - Mam nadzieję, że się nie spóźniliśmy - powiedział z lekkim uśmiechem.
01:43:08 *Lif postanowiła zgubić swoją siostrę. Po kilku bardzo pozawijanych zakrętach wpadła do kuchni i zaraz schowała się do pierwszej lepszej szafki, wyrzucając z niej przy okazji zawartość.
01:43:11 *Eliza spojrzała na wampiry i zaraz przesunęła się bliżej Amelii.
01:44:02 *Lodowy kociak zerwał się z kolan tamary i podbiegł do rudowłosej kobiety. Przednimi łapami oparł sie o jej suknię. Zamruczał głośno i trącił pyszczkiem dłoń kobiety by go pogłaskała.
01:45:49 *Essy - Nie, właściwie to jeszcze czekamy na parę osób - odparła, gdyż nikt inny się nie kwapił. - Proszę, siadajcie!
01:45:55 *Amelia -Co jest?-spytała dziewczynkę, obejmując ramieniem. Nie potrzebowała jednak wyjaśnień. Nałożenie się nagłego ataku strachu z przybyciem tej trójki nie mogło być przypadkowe.
01:46:47 *Fyllip puścił Clarissę, dając nieme pozwolenie kobiecie.
01:47:21 *Lazarus wprowadził parę komend. Replikator w błysku energii stworzył mechaniczną skrzydlatą jaszczurkę. Nie była większa od jabłka. Podał ją Emilio. Mechaniczny smok zerkał na chłopca z zaciekawieniem, a Lazarus wyjaśnił. - Ty i ja jesteśmy żywmi organizmami. To jest mechaniczny smok. Urządzenie, które posiada zaawansowany zestaw reguł, pozwalający jej zachowywać się jak żywe stworzenie
01:48:06 *Clara ukucnęła, by pogłaskać kotka. Jak jej to przypomniało dawne czasy, gdy sama mogła tworzyć takie rzeczy... W sumie nie tak dawne, ale ona miała wrażenie, że minęły wieki.
01:50:04 *Hyve wpadła za Lif. Nie musiała długo szukać. Bałagan na podłodze i zapach Lif mówiły jasno gdzie smoczyca się schowała.
01:50:39 *Daniel nie musiał szukać dziewczyny, wiedział dokładnie, gdzie jest, wszystkie zmysły ciągnęły go do niej. Utkwił wzrok w Elizie.
01:52:36 *Emilio wystawił rękę do mechanizmu. -Jakie to fajne- powiedział. -Już wiem, co mozemy zrobić. Mama chciała swoje noże, ale statek odpłynął. Zróbmy je!- oznajmił radośnie
01:52:39 *Rozalia była już spokojna, że profesor z Emilio nie rozwalą karczmy, bo jego twory były małe. Wzięła tort na tortownicę i wyniosła na salę. Przystanęła na chwilę, kiedy zauważyła Fyllipa. Jego akurat tu sie nie spodziewała.
01:53:39 *Lodowy kot wdzięczył sie i prężył pod dotykiem kobiety. Mruczał głośno.
01:53:46 *Zuri zerknę łatwo na nowo przybyłych. To nie byli ludzie. Wiedziała to.
01:53:56 *Eliza kiwnęła mu głową. Była ciekawa, czy mu się udało.
01:59:19 *Profesor rozwinął gestem interfejs do większych rozmiarów, przywołał wzorzec noża, przełączył urządzenie w bardziej plastyczny tryb edycji i zaprosił gestem chłopca. - Tutaj masz podstawowy model noża. - profesor dotknął czubka ostrza i przeciągnął go. Ostrze sie wydłużyło.
01:59:58 *Lazarus - Model zmienisz dotykiem. Spróbuj przygotować broń twojej matki.
02:00:15 *Lazarus miał świadomość, że wytworzenie broni będzie wymagało wyłączenia zabezpieczeń, ale chciał zobaczyć jak chłopiec poradzi sobie z zadaniem.
02:00:44 *Clara zachichotała cicho, wciąż gładząc lodowego kota, co przyciągnęło zaciekawione spojrzenie Fyllipa. Widocznie nie nawykł do widoku jej zadowolonej i uśmiechniętej.
02:01:40 *Mechaniczny smok przefrunął z ręki chłopca na ramie i swoimi wbił swoje ślepka w model broni.
02:02:11 *Daniel odwrócił wzrok, przyglądając się pozostałym w karczmie, choć bez większego zainteresowania.
02:02:15 *Emilio patrzył zaciekawiony. -Na pewno musi być mniejszy- powiedział i palcem najpierw potknął czubka noża by sprawdzić jak model reaguje. -I płaski- dodał próbując złapać model kciukiem i palcem wskazującymm by spłaszczyć go.

02:03:29 *Rozalia ustawiła tort na środku stołu. Starała sie ignorować nowe towarzystwo. Żałowała, ze Aleks nie był zainteresowany przyjęciem i raczej się nie pojawi.
02:03:44 Narracja: Chwilę zajęło nim chłopiec opanował ruchy konieczne do opanowania modelu, jednak metodą prób i błędów udało mu się osiągnąć zamierzony rezultat.
02:04:24 *Eliza odetchnęła z ulgą. Mimo wszystko miała nadzieję, że obędzie się bez picia.
02:04:49 *Lif wyruszyła z kuchni i spojrzała na Fyllipa. Rozpoczynała go. I Clarę też. podeszła bliżej i nagle ja olśniło. To jego zapach czuła. Przed domem Aleksa.
02:07:23 *Fyllip spojrzał przelotnie na Lif, widocznie też poznając stworzonko. Zastanowił się, gdzie jej pani. W karczmie jej nie było z pewnością.
02:07:38 *Emilio kombinował jak tylko mógł by stworzyć mamie nowe noże. Kształ był prosty, płaski, którki na około 12-15 cm, tak by mogła schować go w gorsecie.
02:08:36 *Lazarus obserwował z zadowoleniem. Raz czy dwa musiał poradzić chłopcu co powinien zrobić, jednak Emilio był pojętnym uczniem. Trochę posmutniał na myśl o tym. Dyskretny skan stanu zdrowia wskazywał, że czasy w których wychowywał się chłopiec były bardzo prymitwne. Dziecko mogłoby wiele osiągnąć, ale w swoim świecie po prostu się zmarnuje...
02:09:48 *Hyve wyszła za siostrą, spoglądając na nią, następnie na wampira i znowu na nią. Siostrą lekko Lif.
02:09:52 Narracja: Nagle po karczmie rozniosło się donośne - Ho, ho, ho! - które zdawało się przybierać na sile.
02:10:23 *Tamara rozejrzała się za źródłem głosu.
02:11:27 *Essy rozejrzała się zdezorientowana, podobnie Nill, Patrick, Nate... Istoty z bardziej wyczulonymi zmysłami mogły poznać, skąd głos dobiega. Tak oto Daniel i Fyllip zerkali w stronę paleniska.
02:11:46 *Zuri wypuściła rażone głośnym dźwiękiem uszy. Również się rozejrzała, węsząc zawzięcie.
02:12:04 *Emilio był skoncentrowany na modelu, jednak dźwięk wybił go. -A to co?- zapytał.
02:12:38 *Eliza zapomniała o wampirach, patrząc teraz tam, gdzie wszyscy.
02:12:59 *Rozalia również się zdziwiła, stała teraz za barem szukając wzrokiem na co miała chęć przed chwilą, a tu jakieś dziwne odgłosy dobywały się z paleniska.
02:13:33 Narracja: Płomień w kominku zadrgał, aż w końcu zgasł, jednak w karczmie pozostało jasno dzięki wszechobecnym światełkom. Wtem pomiędzy niedopalonymi kawałkami drewna pojawiła się para nóg w czerwonych spodniach.
02:13:40 *Rozalia odruchowo chwyciła za nóż, którym Ryuu najczęściej kroił limonke i cytrynę, gotowa rzucić w intruza.
02:13:46 *Amelia znała ten głos. Przewróciła oczami . Co roku była zmuszona słuchać go aż do porzygu.
02:14:55 *Zuri dłonią dotknęła kieszeni spodni, upewniając się, że ma tam skrypty.
02:16:30 *Tamara zwężyła lekko oczy, patrząc na czerwone spodnie. Kto takie nosi? Jaskrawe, niepraktyczne i kiczowate.
02:16:31 Narracja: Postać schyliła się, by wyjść z paleniska na salę. Postać nie do pomylenia. Czerwony płaszczyk obszyty białym futerkiem, równie czerwona czapka z pomponem, wielki worek na plecach, a na twarzy, otoczony gęstą brodą i wąsami, szeroki uśmiech. - Ho! Ho! Ho! - powtórz, rozglądając się wesoło. - Wesołych świąt, moje dzieci!
02:17:04 Narracja: powtórzył
02:18:05 *Rozalia obserwowała, czy mężczyzna w czerwonym nie jest groźny. Dopiero kiedy uznała, że jest bezpiecznie odłożyła nóż i sięgnęła po sok z czarnych pożeczek. Coś ją brało na kwaśne smaki.
02:18:32 *Amelia odwróciła wzrok. miała dość tej sylwetki. Niby prezentowała sobą szczęście i dobrobyt, ale w jej życiu jakoś nic nie zmieniał.
02:18:33 Narracja: Nagle zrobiło się jakoś weselej, nie wiadomo skąd słychać było dzwoneczki, może tylko się zdawało? Chyba nie było teraz na sali nikogo, kto by się choć trochę nie uśmiechnął.
02:20:20 *Lazarus przeprowadził skan istoty. Większość gości karczmy charakteryzowała się nietypowymi odczytami, więc nie zaskoczyło go, że nowy gość również nie pozwalał urządzeniu jednoznacznie określić swojego profilu biologicznego.
02:20:28 *Amelia się nie uśmiechnęła, ale ona nie dość, że nie uznawała świat, to wręcz ich nienawidziła. Tyle radości i ani trochę nie było przeznaczone dla niej ani jej przyjaciół.
02:22:10 Narracja: Mikołaj rozejrzał się dokoła z niemalejącym uśmiechem. Podszedł... Do Amelii. - Nieustraszona Amelio. Zawsze martwisz się o wszystkich, dopiero na końcu o siebie. Niech więc tak będzie… Dzięki temu będziesz mogła dojrzeć każdego ze swoich przyjaciół, kiedy tylko zapragniesz. Wystarczy, że o nich pomyślisz – wyjął z worka niewielkie zwierciadełko ze wstążeczką wokół uchwytu i podał kobiecie.
02:23:28 *Amelia przyjęła prezent. Nawet rzuciła krótkie 'dziękuję'.
02:24:09 *Emilio stał obok Lazarusa nieco osłupiały. Kimże jest ten człowiek? Myślał intensywnie
02:25:20 Narracja: Mikołaj - Emilio! Chodź tu, łobuziaku! - zaśmiał się wesoło, łapiąc za potężny brzuch. Po chwili jednak spoważniał, patrząc na chłopca. - Emilio, choć niewiele masz lat, wiele widziałeś i niewiele z tego, co dzieci powinny widzieć. Niech ten drobny prezent osłodzi ci życie. Zawsze znajdziesz tam coś dobrego, na co akurat będziesz mieć ochotę – wręczył chłopcu malutki, zielony woreczek,
02:25:26 Narracja: z którego wystawało kilka cukierków.
02:26:42 *Emilio najpierwsz szukał wzrokiem matki, której kiwnięcie głową dopiero pozwoliło mu podejść. -Dziękuję- odpowiedział przyjmując woreczek ze słodkościami.
02:27:45 Narracja: Mikołaj następnie zbliżył się do matki chłopca. - Nieważne jak wielki smutek cię ogarnie, te dźwięki zawsze przyniosą ci ukojenie – podał Rozalii uroczą pozytywkę z figurką baletnicy.
02:29:29 *Rozalia uśmiechnęła się. -Dziękuję, to miłe-
02:31:46 Narracja: Mikołaj odszukał wzrokiem Elizę. Uśmiechnął się do niej nad wyraz czule i podszedł do niej. Zajrzał do kieszeni i wystawił przed nos dziewczyny piękne, złote pióro. - Czasem człowiek się gubi... Nie z własnej winy. Tym piórem może być zapisana tylko słuszność i prawda.
02:33:15 *Amelia jakoś tak nie poczuła tej świątecznej atmosfery, ale skoro dają... Zresztą ten Mikołaj nie był na plakacie, lecz prawdziwy. Powiedzmy, że mu odpuści...
02:34:38 *Eliza spojrzała na prezent. - Dziękuję. - uśmiechnęła się, obracając pióro w dłoni.
02:36:17 *Emilio dopiero teraz zwrócił uwagę na Elizę. Zauważył, że miała jego prezent we włosach. Ucieszył się, że jednak jej się spodobała.
02:37:17 *Lazarus przeniósł swoją uwagę na worek mężczyzny. Zdecydowanie było to coś podobnego do jego podprzestrzennego schowka, jednak worek nie posiadał żadnych ustalonych granic, a mimo wszystko mężczyzna nie miał problemu z wydobyciem z niego przedmiotów. Fascynujące.
02:38:25 Narracja: Mikołaj skierował się do Zuri. - Moje drogie dziecko. Nie jestem w stanie dać ci nic lepszego od daru, który nosisz pod sercem, jednak przyjmij ten oto skromny prezent - ujął jej dłoń i położył na niej kostkę, srebrzystą na pięciu ściankach, jedna tylko była idealnie czarna. - Będzie ci służyć radą w najgorszych chwilach, gdy twój umysł będzie zmącony niepokojem i niepewnością.
02:40:45 *Zuri obserwowała mężczyznę w czerwonym. Wydawał się miły, choć Amelia chyba za nim nie przepadała. Większość osób jednak było zadowolonych z prezentów, więc chyba w porządku? - Dziękuję - uśmiechnęła się - Przyda się.
02:41:14 Narracja: Mikołaj podszedł do Essy -Kolejny łobuziak- powiedział głaszcząc kobietę po głowie. Wręczył jej mały domek, który miał otwierany daszek. Była to szkatułka na biżuterię. -Pamiętaj, że zawsze masz gdzie wrócić, bo tutaj jest Twój dom- powiedział wskazując gestem na całe otoczenie. A to czy wskazywał na karczmę czy na ludzi, to już wiedziała sama Essy.
02:42:49 *Tamara z trudem się tonowała, by nie wołać '' teraz ja, teraz ja ''. Jednak udało jej się poprzestać na wyczerpującym spojrzeniu.
02:44:58 *Essy uśmiechnęła się, przyjmując prezent. Gdy tylko Mikołaj się odwrócił, zajrzała do środka.
02:48:12 Narracja: Mikołaj w końcu spełnił nieme błaganie Tamary i podszedł do niej. Tym razem wyciągnął nieco większy pakunek. - Wiem chociażby po swojej żonie jak ciężko jest kobiecie wybrać coś rano z szafy. Miejmy nadzieję, że to ułatwi codzienne dylematy. Suknia na pierwszy rzut oka szara, zwykła, może przybrać kształt jaki tylko wymarzysz.
02:49:58 *Essy oglądała uważnie swój prezent. Poważnie? Zwykła szkatułka? A wszyscy dostawali takie magiczne prezenty...
02:52:54 *Tamara uśmiechnęła się szeroko. Wyglądała teraz jak najszczęśliwsza kobieta na świecie. - Dziękuję! - zawołała, przytulną się do mężczyzny. Na chwilę, ale jednak.
02:53:50 *Mikołaj podszedł do profesora. - Ty wiesz czego chcesz. Proszę, włóż tu rękę i wyjmij, co ci przeznaczono - wystawił ku niemu worek.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#968  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 21:28 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
02:54:53 Narracja: Mikołaj - Ho! Ho! - zaśmiał się wesoło na gest Tamary. To było to. Uwielbiał uszczęśliwiać wszystkich wokół.
02:54:53 Narracja: Mikołaj podszedł do profesora. - Ty wiesz czego chcesz. Proszę, włóż tu rękę i wyjmij, co ci przeznaczono - wystawił ku niemu worek.
02:58:33 *Lazarus włożył rekę do worka. W środku jednak nic nie było. Początkowo profesor był zaskoczony, jednak wyciągnął rekę i uśmiechnął się do Mikołaja. Wiedział co oznaczał ten tajemniczy gest.
02:59:07 *Emilio spojrzał na swój model sztyletu, podszedł sam do niego. Chciał dokończyć go sam.
03:00:51 *Tamara przełożyła od przodu sukienkę, jakby sprawdzała, czy jej pasuje. Prosta w kroju suknia przyjęła ciemno fioletową barwę. Po chwili dekolt się nieco pogłębił, a od kolana w dół pobiegło rozcięcie.
03:01:45 *Zuri pokręciła głową że śmiechem, patrząc jak jej przyjaciółka się stroi.
03:01:48 *Profesor spojrzał na Emilio i zachował dystans. Jeżeli chłopak będzie potrzebował pomocy to o nią poprosi, ingerowanie na siłę może go zniechęcić. Przeglądał dane zebrane na temat tajemniczego worka. Jak tylko rozstawi laboratorium, dane pomogą mu udoskonalić własną technologię.
03:13:27 *Emilio wykreował odpowiedni kształt jaki chciał. Szukał wzrokiem Lazarusa. Zastanawiał sie, czy dobrze
03:16:08 *Profesor podszedł. Kształt był nieco niedokładny, ale replikator minimalnie skoryguje niedoskonałości. Benjamin był pod wrażeniem, chłopak z prymitywnej cywilizacji pierwszy raz miał kontakt z interfejsem holograficznym i poradził sobie wyśmienicie. Lazarus odbezpieczył replikator, zlecił dodatkowe przygotowanie ozdobnych pochew do broni.
03:17:19 Narracja: Mikołaj podszedł do Mizu i pogroził mu palcem. – Ty, ty, ty – uśmiechał się jednak cały czas. – Odebrałeś już dzisiaj swój prezent, choć za bardzo pospieszyłeś się. Ale z tą jemiołą to nieźleś wykoncypował – zaśmiała się tym swoim ho ho ho.
03:17:27 *Essy oderwała wzrok od prezentu i spojrzała na Mikołaja z niedowierzaniem.
03:17:39 Narracja: Mikołaj – A tak poważnie… To tego szukałeś, prawda? – z uśmiechem podał mu złoty krążek, o którym swego czasu wspomniała mu Essy.
03:17:43 Narracja: Replikator błysnął i w środku pojawiły się zaprojektowane przez chłopca noże. Profesor podał je chłopcu. - Chodź, zaniesiemy je ostrożnie Twojej matce.
03:17:57 *Essy patrzyła już na to z pełnym oburzeniem. – Hej, to przecież moje! To jakiś pieprzony żart!
03:19:13 *Emilio był szczęśliwy -Ta rzecz jest niesamowita- powiedział ważąc w dłoniach zaprojektowane noże.
03:19:53 *Mizu - Było i raz, będą kolejne- powiedział z szyderczym uśmieszkiem. Wziął do ręki krążek.
03:20:37 *Tamara podniosła wzrok na lisiczkę - No co? Tu tak masz z maszynami.
03:20:52 *Lazarus schował replikator do schowka i śmiejąc się odpowiedział chłopcu. - To jeszcze nic Emilio. Ten replikator jest mały, planuję zbudować większy, który pozwoli tworzyć jeszcze większe przedmioty.
03:20:56 *Essy - Ja wiem! - wystrzeliła palec w kierunku Mikołaja. - Żaden z ciebie święty, tylko przeklęty demon, dlatego trzymasz ze swoimi!
03:21:14 *Emilio podszedł do matki. -To dla Ciebie, bo ja zgubiłem ten kluczyk do szuflady- powiedział pokazując jej sztyleciki własnej roboty.
03:22:37 Narracja: Mikołaj wzruszył potężnymi ramionami. - Nigdy nie mówiłem, że jestem święty. Ale zaraz, zaraz... Zdaje się, że ktoś jeszcze dziś do nas zawita! - podszedł do drzwi i otworzył je szeroko.
03:23:08 *Profesor poszedł za chłopcem. Rozalia zastrzegła, że nie chce żadnych niebezpiecznych przedmiotów, dlatego czuł się zobowiązany wytłumaczyć. - Obiecywaliśmy, że będziemy robić tylko bezpieczne przedmioty, ale Emilio bardzo chciał sprezentować pani własnoręcznie wykonane noże. Mam nadzieję, że nie ma nam pani tego za złe, pani... - Lazarus zorientował się, że nie spytał Rozalię o imie.
03:23:45 *Zuri westchnęła. - No masz rację - przyznała.
03:24:21 *Rozalia zdziwiła się. -A skąd Ty je masz- zapytała, jednak profesor wytłumaczył. -ROzalia White Johnson- przedstawiła się. -Nie chowam urazy- dodała, że nie jest zła, ale zdziwiona.
03:26:16 *Lazarus, standardowo, wyciągnął dłoń na powitanie. - Benjamin Lazarus, cała przyjemność po mojej stronie.
03:26:47 *Aleks nieco zaskoczony stał za drzwiami. Zerknął na przebierańca, po czym zajrzał do karczmy spoglądając na palenisko. Przecież aż tak zimno w środku być nie mogło.
03:27:19 *Rozalia przywitała się z nim po męsku, jak miała w zwyczaju witać się jako Neptune. -Miło mi Pana poznać.-
03:27:24 *Rozalia wzięła jeden nóż do ręki. Wyciągnęła z pochwy. Sprawdziła go. Ostry jak cholera. Spróbowała rzucić. Rzuciła tak, że uż świsnął obok głowy Fyllipa. Doskonale wiedziała gdzie rzucić by nie zrobić nikomu krzywdy. Nóż wbił sie w rame okienną.
03:28:00 *Znów skierował wzrok na czerwone odzienie, Najwyraźniej w środku było tłoczano i wesoło. I wyjaśniło się nareszcie, gdzie podziali się Rozalia i Emilio.
03:29:27 *Emilio spojrzał na ojca. -Tata! Popatrz co udao mi sie zrobić dla mamy!- krzyknął radoś nie i pobiegł z jednym nożem w ręku do Aleksa, by mu pokazać swoje dzieło.
03:29:39 *Amelia spoglądała właśnie na to zwierciadełko, które dostała, próbując zrozumieć jak tego używać.
03:29:46 *Lazarus nie spodziewał się, że Rozalia tak wprawnie posłuży się bronią. W sumie nigdy nie spytał Emilio po co jego matce noże, teraz już mógł sobie wyobrazić. - Bardzo wprawnie się pani posługuje tymi nożami. To specjalny stop, nie zardzewieje i będzie tępić się bardzo powoli, nawet przy...częstym użytkowaniu.
03:31:24 Narracja: Mikołaj - Aleksie, witaj! Już się bałem, że nie przyjdziesz, a został mi to prezent i dla ciebie... - grzebał chwilę w worku. - Niełatwo znaleźć, raz zgubioną rzecz - w końcu wystawił w jego stronę opaskę... Tą samą, którą zdobył w koszmarze. Chroniącą przed wszelkimi niebezpieczeństwami.
03:32:39 *Rozalia - Dziękuję Panu bardzo, to dzięki Pana pudełku dało się to wykonać.- odpowiedziała mając nadzieje, ze sprawnie wymigała się o odpowiedzi skąd umie posługiwać się taką bronia. W końcu odzienie nie wskazywało na to, ze w ogóle cokolwiek potrafi więcej poza gotowaniem.
03:33:23 Narracja: Zwierciadełko pokazuje osobę, o której Amelia pomyśli, jeżeli jest z nią jakoś związana emocjonalnie.
03:34:39 *Aleks udawał że szykuje się na atak Emilio i zimitował kilka obronnych tricków, oczywiście odpowiednio ostrożnie.
03:35:25 *Przyjrzał się dziełu Emilio. 'A jak to możliwe?' - zapytał oglądając nóż z każdej strony i oddając go Emilio.
03:36:00 *Lazarus - Nie ma problemu. Jeśli będzie potrzeba, mogę pomóc w wytworzeniu kolejnych przedmiotów. To specjalny stop - nie rdzewieje, bardzo wolno się tępi, nawet mimo...częstego użytkowania. - mrugnął.
03:36:23 *Eliza poszła już w kierunku schodów. Nadal musiała dawkować karczemne emocje. Przemknęła po schodach na górę i do swojego pokoju.
03:37:19 *Impreza się nie kończyła, ale Lazarus był potwornie zmęczony. Jego ciało nie przyzwyczaiło się jeszcze do odpoczywania poza komorą regeneracyjną.
03:38:25 *Lazarus - Wybaczy pani, ale muszę udać się na spoczynek. Niech pani w moim imieniu przeprosi Emilio. Dobranoc. - odparł do Rozalii i udał się do swojego pokoju.
03:38:32 *Emilio -Tamten pan- wskazał na Lazarusa- Ma takie pudełko co najpierw trzeba zrobić kształt, a potem to robi takie prawdziwe- powiedział rozemocjonowany.
03:38:53 *Rozalia - Oczywiście, dobranoc- odpowiedziała.
03:38:58 *Daniel czmychnął na górę, uważając, by nie dać się zauważyć.
03:39:30 *Aleks był wyraźnie tym zainteresowany. 'Kto wie? Może i mnie się uda coś wykonać? Jeśli oczywiście udostępni tę swoją magię'
03:39:47 *Tamara poskładała swój prezent - Ja się zbieram. Jutro prowadzę zajęcia dla nowej grupy. - powiedziała - Trzymaj się lisku. - przytuliła przyjaciółkę na pożegnanie.
03:41:21 *Zuri - W takim razie wiele ciepliwości. - życzyla przyjaciółce - Do zobaczenia. Dam Ci znać jak będę wiedziała kiedy ślub.
03:41:21 *Emilio - Pan profesor mówi, że zrobi większe kiedyś- powiedział.
03:42:00 *Tamara - Dzięki. Do zobaczenia - powiedziała i wyszła.
03:42:07 *Daniel nawet nie pukał, po prostu wszedł bezszelestnie do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
03:43:39 *Eliza nie zauważyła jego wejścia. Przebiegała się właśnie w koszulkę nocną, stojąc tłem do wejścia.
03:44:25 *Fyllip nawet nie drgnął, gdy nóż przeleciał obok niego. Następnie wziął go do ręki i przyjrzał się ostrzu, czekając aż Rozalia zauważy, kto ma jej 'zgubę'.
03:46:43 *Daniel nie zamierzał sam się zdradzać. Patrzył w dziewczynę jak w obrazek, pomału podchodząc bliżej.
03:47:17 *Rozalia pożegnała się z profesorem, zauwazyła, ze Emilio zagadał ojca, mogła wreszcie odebrać swój nóż. Jednak nie było go w miejscu, gdzie powinien być. Po chwili namierzyła, ze trzyma go Fyllip. Podeszła do niego. Przecież nic jej nie zrobi na oczach wszystkich. -Dzień dobry, chyba znalazł pan moją zabawkę-
03:49:33 *Eliza sięgnęła szczotkę do włosów i wtedy mniej więcej poczuła się obserwowana. Obróciła się i cofnęła o krok. Nie krzyknęła, choć chciała. Zamiast tego spytała - I jak?
03:50:35 *Fyllip rzeczywiście nie zamierzał robić jej krzywdy, ale pobawić się mógł. Przejechał płaską powierzchnią noża po jej szyi i dekolcie. - Witaj ponownie, Rozalio.
03:53:48 *Daniel - Fyllip nie odpuszcza... Przynajmniej nie tak szybko - zauważony, podszedł już całkiem blisko, patrząc na nią z góry. Spojrzał na jej rękę i ujął delikatnie nadgarstek, ale nie o niego mu tym razem chodziło. Chwycił za szczotkę do włosów, delikatnie odplątując jej palce. - Mogę?
03:53:52 *Rozalia spłoszyła się. Zerknęła na Aleksa, który akurat był zajęty podziwianiem noża zrobionego przez magiczne pudełko. Nie bała się o życie, ale o to, ze znów ulegnie temu mężczyźnie, jeszcze na oczach męża. -Takie zachowanie jest niestosowne, panie...- wiedziała jego imię od Elizy, sam jej się nie przedstawił.
03:54:00 *Zuri zerknęła na Fyllipa. Nie podobał jej się jego gest. Tym bardziej, że Rozalia wyraźnie nie była z niego zadowolona. Lisiczka stłumiła cichy pomruk.
03:55:55 *Fyllip odwrócił nóż, tak że teraz trzymał za ostrze i przyłożył rękojeść do swojej piersi, kłaniając się głęboko. - Fyllip Phantomhive, do usług.
03:58:19 *Eliza kiwnęła głową, puszczają szczotkę. Pamięta. Czyli dobrze. Obędzie się bez awantur. Chyba.
03:58:29 *Essy siedziała przy stole w niezbyt świątecznym nastroju obserwując rodzinne spotkanie.
03:59:24 *Daniel usiadł na łóżku i gestem zaprosił Elizę na swoje kolana.
04:00:17 *Rozalia uśmiechnęła się. -Miło mi Pana poznać Panie Phantomhive- odpowiedziała.
04:01:48 *Eliza z początku niepewnie, ale jednak podeszła i zajęła wskazane miejsce. Trudno jej było obrócić się do wampira tyłem. Zerknąłem na niego co kilka, może kilkanaście sekund.
04:01:50 *Lodowy kot demona w końcu odkleił sie od Clarissy. Wskoczył na stł u od tyłu położył przednie łapu na ramionach Essy. Teraz mordką łaził się jej do ucha. Poliał ja parokrotnie szorstkim językiem. Szorstkim i zimnym.
04:02:43 *Fyllip spojrzał jej w oczy, wystawiając w jej stronę rękojeść, by odebrała własność. - Tak, naprawdę miło - zasugerował za pomocą czaru.
04:03:58 *Amelia podeszła do Essy-Hej, co jest? - spytała. postanowiła zagrać jej własną kartą, choć sama nie była do niej przekonana - Święta, a ty taka markotna?
04:04:50 *Rozalia odebrała nóż i wsadziła go do pochwy. Jak już spojrzał w jej oczy, to ona nie mogła oderwać swoich od jego spojrzenia.
04:05:29 *Essy w pierwszym odruchu dość brutalnie odepchęła zwierzę. Naprawdę nie miała na to ochoty.
04:06:03 *Daniel - Nie kręć się tak, bo cię nigdy nie uczeszę - mruknął jej do ucha, rozbawiony. Coś się zmieniło. Na pewno. Eliza nie mogła wiedzieć jeszcze co, ale mogła wyczuć zmianę.
04:08:10 *Lodowy kociak zmniejszył rozmiar do rozmiaru zwykłego kota. Podszedł do niej pakując sie na kolana. Mruczał jak mały traktorek.
04:08:12 *Essy - Widziałaś jaki prezent dostałam? - podała najgłupszy powód swojego zmartwienia. Ważne, że najmniej prawdziwy. Bo prawda nikogo nie obchodziła. Ich wszystkich gówno obchodziło, co czuje.
04:08:52 *Eliza - mhm-mruknęła i usiadła już nieruchomo z głową skierowaną na wprost.
04:09:30 *John usiadł i zamknął oczy
04:10:32 *Amelia - Jakoś nie wierzę, że to o to chodzi... - stwierdziła, siadając obok. - Przynajmniej lubisz to święto.
04:10:33 *Daniel raz po raz przejeżdżał ręką po jej włosach. Zdawało się, że po paru minutach są już idealnie rozczesane, a jednak nie przestawał. Do tego uparcie milczał.
04:13:58 *Essy poddała się urokowi kotka i zaczęła smyrać go po szyjce. Zerknęła w stronę Amelii. Naprawdę nie znała powodu? W sumie o to się teraz starała, by nikt nie znał prawdy, ale i tak miała wrażenie, że jej żal jest niczym lewitujący nad nią transparent, który każdy widzi, ale udaje, że nie widzi. - Jak ci się widzi twój prezent?
04:14:15 *Eliza nawet zaczęła się uspokajać, ale jego milczenie ją martwiło. Zaczęła ponownie robić się nerwowa, co objawiało się między innymi kompulsywnym upychaniu każdego koszyka jaki znalazł się na jej twarzy za ucho.
04:16:03 *Kot ocierał się o jej rękę, raz za razem liżąc ją zimnym językiem. Sam w sobie nie był zimny.
04:16:29 *Amelia - Nawet spoko. - wzruszyła ramionami. - Choć mógł być lepszy.
04:18:16 *Daniel w końcu zaprzestał czesania i odłożył szczotkę obok, na łóżko. Po tak długim czasie, tego cichego szurania za uchem, mógł nieco dezorientować. Tym razem sam zgarnął jej natrętny kosmyk z twarzy. - Nie pragnę już twojej krwi - odezwał się w końcu.
04:18:42 *Amelia - Wiesz, widziałam w zamrażalniku na zapleczu ogromne pudełko lodów czekoladowych. Pozostaje tylko znaleźć dwie łyżki, przyprawić lakierem wiśniowym i szamać.
04:19:18 *Eliza zamrugała zaskoczona - Nie?
04:19:34 *Rozalia w końcu oderwała wzrok od Fyllipa i zauważyła Clarissę. -Żony Pan nie przedstawi?- zapytała się.
04:21:21 *Essy spróbowała się nie roześmiać. - Poważnie, wolałabyś lody od magicznego zwierciadełka?... - zastanowiła się. - Pomyśl w ten sposób... To lustereczko musi być sporo warte. Ciekawe ile za nie dostaniesz pudełek lodów.
04:22:30 *Fyllip przez chwilę spojrzał na nią rozbawiony. Naprawdę zamierza się tak bawić? - To nie moja żona - odparł - tylko... Uczennica.
04:22:54 *Amelia - Nie sprzedam tego. tylko proponuję wyżerkę. Ten jeden raz w roku można.
04:24:02 *Rozalia - Rozumiem, Pan jest prywatnym nauczycielem.- stwierdziła.
04:25:01 *Daniel pokręcił głową. - Poprosiłem o to Fyllipa. Jeżeli nie mogę cię kosztować, to nie chcę nawet pragnąć. Ale mimo to twój zapach wciąż mnie oszołamia. Nie rozumiem tego. Pragnę cię i nie pragnę jednocześnie. Nie pragnę twojej krwi, ale chcę być blisko. I nie wiem do końca dlaczego.
04:26:20 *Essy - Jak proponujesz, to idziesz - uśmiechnęła się krótko.
04:27:45 *Fyllip - Myślę, że tak to można określić. Ale dość o mnie, opowiedz coś o sobie, bardzo jestem ciekawy. Gdzie poznałaś Aleksa?

04:29:28 *Amelia - Jasne. - podniosła się i szybko zniknęła na zapleczu. Wróciła ze wspomnianym pudełkiem, łyżkami i wiśniówką. Cóż, likieru nie było. postawiła to wszystko na stole i usiadła obok Essy. g To smacznego. - uśmiechnęła się, otwierając pudełko.
04:29:37 *Rozalia - W Dublinie- odpowiedziała krótko. Zamierzała nagiąć niektóre fakty, ale to co jest wygodne i zgodne z prawdą to powie.
04:31:15 *Eliza sięgnęła dłonią do karku. To faktycznie musi być dziwne uczucie - Ma sens. - kiwnęła głową głową. - A co ze mną?
04:32:11 *Essy - ...nego - mruknęła, nim wygrzebała pierwszą łyżkę lodów na spróbowanie. Naprawdę były dobre.
04:34:07 *Amelia - Smakuje? - zadała pytanie retoryczne - Spróbuj teraz.- powiedziała, dodając alkoholu.
04:34:09 *Fyllip - A skąd właściwie pochodzisz? Akcent cię zdradza. Portugalia?
04:35:30 *Daniel - Hmm? - zapytał, jakby zamyślony. To pytanie nie miało dla niego dużo sensu. - Nie będę cię już gryźć, chyba cię to cieszy?
04:35:38 *Zuri - Krwiopijca. - podsumowała pod nosem, wstając. Skierowała się na górę.
04:36:54 *Rozalia - Pochodzę z Hiszpanii- odpowiedziała.
04:36:58 *Eliza -Tak. - przyznała - Ale ja też jestem zahipnotyzowana...
04:37:09 *Essy podsunęła łyżkę pod lany trunek, by i go samego spróbwać, co akurat nie było już takim dobrym pomysłam. Za samą wiśniówką nie przepadała, ale z lodami to co innego.
04:38:24 *Amelia - Czekolada, wiśnie i alkohol. - uśmiechnęła się - Czy istnieje lepsze połączenie?
04:39:23 *Fyllip - Pani wybaczy, muszę pilnie porozmawiać z przyjacielem - rzekł, dość szybko kończąć rozmowę i udał się śladem Zuri.
04:40:01 *Rozalia przytaknęła. Nie miała powodu by myśleć o nim źle.
04:40:31 *Essy owszem, wpadło coś do głowy, ale nie była na tyle pijana, by mówić to na głos. Zaśmiała się cicho z łyżką w buzi. - Chyba nie.
04:41:55 *Zuri poszła do swojego pokoju. Cicho, by nie budzić Andre przygotowała ubrania, które zamierzała założyć po kąpieli.
04:44:06 *Daniel - Skąd wiesz?
04:45:01 *Amelia z równie pełną gębą kiwnęła głową. - I dlatego zaproponowałam. Doniosę rumu, a jak się upija, to wyrzucisz z siebie prawdziwy powód.
04:47:04 *Essy - Zobaczymy - uśmiechnęła się, przyjmując wyzwanie.
04:47:13 *Eliza - Ja zawsze potrzebuję powodu, by kogoś nie lubić. A jest taki jeden chłopiec, którego nie lubię właśnie bez powodu. To z jego domu przeprowadzał mnie Fyllip.
04:49:30 *Amelia kiwnęła głową i przyniosła dla każdej z nich po 2 butelki rumu i po butelce absyntu. Musiała nieść na dwie raty.,ale szybko się uporała.
04:49:34 *Daniel - Porozmawiam z nim - rzekł po chwili ciszy. - Nie mogę jednak nic obiecać.
04:50:27 *Amelia przyniosła jeszcze po szklane, oraz miskę z lodem.
04:51:06 *Essy - Rozumiem, że to na rozgrzewkę - zażartowała, otwierając pierwszą butelkę.
04:51:39 *Eliza - Dziękuję. To i tak dużo. - powiedziała i niespodziewanie przytuliła się do wampira.
04:52:38 ‹Saoya› ./fejk Amelia - Mamy dla siebie cały bar - uśmiechnęła się wskazując rzędy butelek na półkach.
04:53:06 *Zuri już z ubraniami przeszła do łaźni.
04:54:38 *Daniel dziwnego doznał uczucia, czy też wrażenia. Nieważne czy mu się uda, czy nie, warto było to powiedzieć, by odczuć jej wdzięczność. Delikatnie pogładził ją po główce.
04:56:33 *Essy - Ja dam radę, a ty? - uśmiechnęła się prowokująco. Wystawiła ku niej butelkę, chcąc wnieść toast. - Za co?
04:57:10 *Eliza również poczuła się dziwnie. Jednak w pozytywny sposób. Zamknęła oczy. Chyba po raz pierwszy była w jego obecności całkowicie rozluźniona.
04:57:54 *Amelia - Za to bezsensowne święto? - żal proponowała.
04:58:26 **zaproponowała
04:59:14 *Essy - Bezsensowny to ten toast - zachichotała. - Niech będzie, kiczowato, za zdrowie!
05:01:08 *Daniel im więcej zaczynał rozumiem, co się dzieje, tym bardziej go to przerażało. Spiął się nagle i zaczął delikatnie odplątywać ręce dziewczynki. - Zaraz przyjdę... Porozmawiam z nim i przyjdę.
05:01:32 *Amelia - Nie... - pokręciła nosem - Takie toasty zostawmy na moment, gdy będzie nam już wszystko jedno. Za Zuri, która ponoć nosi pod sercem wielki skarb.
05:03:07 *Essy skinęła głowę, stuknęła szklanką o jej szklankę i wypiła. - Teraz to i nawet sens ma, dlaczego tak nagle ślub chcą brać.
05:03:15 *Eliza kiwnęła głową. Sama była zszokowwna tym, co właśnie się stało. Usiadła na łóżku obok niego.
05:03:57 *Amelia - W świecie Zuri już wzięli.
05:05:10 *Essy - Ślubów nigdy za wiele - powiedziała, z gorzką nutą.
05:06:08 *Zuri weszła do pomieszczenia i poszła odłożyć najpierw rzeczy na stołku, a dopiero potem cofnęła się, by przekluczyć drzwi.
05:06:36 *Daniel jeszcze przez chwilę patrzył w oczy Elizy, nim zebrał w sobie siły, by po prostu wstać i wyjść z pokoju. Nie musiał szukać Fyllipa, ten po prostu wyszedł z jednego z pokoi, z perfidnym uśmiechem.
05:08:31 *Amelia - Tobie o to... - pokiwała głową - poległaś szybciej niż sądziłam.
05:12:49 *Essy wylizała dwie łyżki lodów w milczeniu. Rzeczywiście, za wcześnie się zdradziła. Wciąż czuła opory, by swobodnie o tym rozmawiać. - Może tak. I co z tego.
05:14:53 *Amelia - Nic. Twoje uczucia. Nic mi do nich.
05:17:42 *Zuri dość szybko się uwinęła. Wracając postanowiła sobie zaparzyć herbatę. Spojrzała na Clarissę trochę współczująco, ale tylko na chwilę. Nie zamierzała wykraczać poza względną kulturę.
05:24:04 *Essy przytaknęła, marszcząc brwi i zatykajac usta butelką. Po chwili odstawiła ją na stół. - Ty za to nic kompletnie o sobie nie mówisz.
05:29:03 *Amelia - Bo nie ma nic ciekawego do mówienia. - wzruszyła ramionami.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#969  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:03 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
27.12.2016 Wesołych Świąt
____________________________________________________________


22:03:44 *Zuri zalała białą herbatę i siedząc blisko paleniska, zaczęła pić. Małymi łyczkami,nigdzie jej się nie spieszyło.
22:12:01 *Rozalia -No tak, mężczyznę od chłopca odróżnić można po wielkości zabawek- skomentowała rozmowę Emilia z Aleksem i ich zachwyt na temat jej zabawek. Teraz jak już miała noże, to czuła się bezpieczniej sama ze sobą.
22:12:13 *Nill wyszła z zaplecza z uratowaną przez profesora rybą. Chyba nie było sensu czekać dłużej z kolacją. Na stolę zaczęły pojawiać się różnorakie potrawy, a sala wypełniła się przejemnymi zapachami, ściągając wszystkich do stołu.
22:12:39 Narracja: Drzwi do pokoju Elizy otworzyły się, co znów nie zostało poprzedzone pukaniem.
22:13:43 *Eliza spojrzała w kierunku wejścia. Tak szybko? Czy tym razem kto inny?
22:14:12 *Essy zdjęła flaszki ze stołu i schowała pod krzesłem. - A mnie to akurat ciekawi - odaprała Amelii. - Dlaczego nie lubisz świąt? - zapytała.
22:15:35 *Amelia- A jakoś tak. Nigdy nie obchodziłam...-wyjaśniła nic właściwie nie wyjaśniając.
22:16:23 *Essy - Chyba nie powiesz mi, że w waszych czasach zapomniano o świętach?
22:20:29 *Amelia -Nie. Ale jakoś tak ich magia zanika, gdy pod bilbordem z grubasem w czerwonych gaciach ty zabijasz kota zastanawiając się dlaczego ty bardziej od niego zasługujesz na życie.
22:23:53 *Aleks w końcu wszedł głębiej w salę, chcąc określić co się tu wyprawia. Rozglądał się za Ryuu. Cokolwiek się wyprawiało, łatwiej to będzie pojąć po rumie.
22:24:02 *Essy - Rozumiem, chociaż święta nie mają nic do tego. Cóż... W moim świecie nie ma Bożego Narodzenia, a wszelkie święta i festyny były dla nas najlepszym czasem. Opustoszałe domy, tłumy ludzi z sakiewkami... W święta zawsze najłatwiej się było obłowić.
22:24:55 Narracja: Ryuu już na pcozątku przygotowań zwiał do losowego portalu, odgrazając się, ze sami wszystko będa sprzatać. W barze samoobsługa.
22:25:39 *Luna z cicha zaszła Essy za plecami. 'Wiesz, jak nazwać złodzieja bez zasad?' - zagadnęła dyskretnie. Pewnie wszyscy już wiedzieli, że nie wygrała by konkursu na przyjazną duszę ani na altruistkę roku.
22:26:14 *Rozalia odebrała nóż od Emilio. -Czas usiąść do stołu.- powiedziała, jednak zanim go puściła, to ukucnęła przed nim i przytulia. -Dziękuję za prezent.- udałowała go w policzek.
22:26:24 *Amelia- U nas zawsze stawiano wtedy więcej droidów policyjnych. I tyle z obławiania się.
22:26:33 *Aleks nie doczekawszy się nikogo kto by mógł go obsłużyć, przeszedł za bar sięgając butelkę... wina. Stwierdził że w tak licznym towarzystwie ktoś musi zachować przytomność umysłu. Choćby dlatego że składało się głównie z kobiet. No i była tam Essy co samo w sobie było zapowiedzią zdarzeń głupich i bolesnych w skutkach.
22:26:51 *Fyllip wszedł do pokoju z uśmiechem, za nim Daniel.
22:27:11 *Aleks 'A co macie dla mnie?' - zagadnął spod baru. 'Prócz Fylipa' - dodał w myślach.
22:28:13 *Emilio - To specjalnie da Ciebie, bo Cie kocham mamo, tylko nie mów nikomu- powiedział bardzo cicho.
22:28:43 *Daniel skinął Elizie głową. Nie był jednak pewien, czy wszystko jest w porządku.
22:28:45 *Rozalia uśmiechnęła się i wstała. zaprowadziła syna do stołu.
22:28:51 *Eliza Fyllipa się jednak bała, ale postanowiła tego nie pokazywać. Skinęła głową na powitanie.
22:29:03 *Andre pojawił się obok kobiet nie wiadomo kiedy. 'Nie przejmuj się nią' - powiedział do Essy. 'Jest równie wulgarna i nieokrzesana co ta czarodziejka, Laila'
22:29:38 *Nill właśnie wychodziła z kuchni z miską pierników, którą o mało nie wypuściła na widok Aleksa.
22:30:04 *Laila podnosi głowę z baru - Witam - mówi zaspanym głosem po czym się rozgląda
22:31:01 *Amelia - Oj tam, oj tam. - machnęła ręką.
22:31:03 *John otworzył oczy. Stał przed ladą
22:32:05 *Nill - Pierniczki mogą być? - zapytała Aleksa.
22:32:13 *Fyllip wciąż uśmiechał się szeroko. Podszedł do Elizy i ukucnął przy niej. Spojrzy mu w oczy?
22:32:17 *Rozalia przypomniała sobie, że przez ostatnie kilkanascie minut całą siłą woli powstrzymywała się przed zjedzeniem tortu, którego zostawiła w bezpiecznym miejscu z dala od siebie. Wróciła po niego do kuchni.
22:33:47 *Rozalia -Sernik to jeszcz enie jest, ale myślę, ze orzechowy tort przypadnie Wam do gustu- odezwała sie do wszystkich. Ze zrobienia go była bardzo dumna.
22:33:50 *Rozalia -Sernik to jeszcz enie jest, ale myślę, ze orzechowy tort przypadnie Wam do gustu- odezwała sie do wszystkich. Ze zrobienia go była bardzo dumna.
22:33:54 *Essy - Nie wiem, ale możesz się przedstawić - mruknęła. - To prywatna rozmowa.
22:34:18 *Zuri podniosła wzrok na Andre. Wstała i podeszła do niego, Amelii i Essy.
22:34:48 *Eliza wolała nie patrzeć mu w oczy. Miała nadzieję, że to nie będzie konieczne.
22:36:20 *Fyllip - I jak mam ci pomóc jak unikasz pomycy? - powiedział rozbawiony.
22:36:51 *Eliza bawiła się palcami, wbijając w nie wzrok.
22:36:51 *Daniel wyglądał na spokojnego, choć zachował zdwojoną czujność.
22:37:45 *Essy - Siadajcie - zaproponowała Zuri i Andre. - Już wszyscy wiedzą, macie co świętować - uśmiechnęła się.
22:39:01 *Daniel - Elizo... Tak trzeba.
22:39:09 *Laila przeciąga się
22:39:58 *Zuri przewróciła oczami. -Ja naprawdę kiedyś uduszę Tamarę.-mruknęła, siadając.
22:41:15 *Eliza spojrzała na wampira. A jednak. Westchnęła i skupiła na Fyllipie wzrok.
22:42:04 *Essy zaśmiała się. - I przy okazji 'świętego' - poruszyła palcami w geście cudzysłowia - Mikołaja. W tym drugim ci mogę pomóc.
22:45:20 *Fyllip - Słyszałem, że ktoś powiedział ci, że nie przepadasz za pewnym chłopcem - wymruczał - a ty tak łatwo uwierzyłaś... Niedobrze. Powinnaś sama o tym zdecydować. - w jego oczach pojawił się nieco niepokojący błysk. - Kogo innego tak naprawdę nie lubisz.
22:45:32 *Laila patrzy się za bar - Można dostać pieczeń ?
22:47:59 *Andre 'Mogłaś mnie zabrać ze sobą' - uśmiechnął się do Zuri.'Zawsze przychodzę po czasie...'
22:48:45 *Daniel wyrwał do przodu. - Nie! - wrzasnął. Zostało mu jednak na tyle rozsądku, by nie rzucać się na silniejszego od siebie wampira. - Fyllipie, błagam cię, na naszą dawną przyjaźń... Nie rób tego.
22:48:52 *Eliza nie musiała się zbyt długo zastanawiać. Odwróciła wzrok od Fyllipa, zaciskając zęby.
22:49:40 *Aleks 'Nill? Skąd się tu wzięłaś?' - był równie zaskoczony. 'Przypłynęłaś sama?'
22:49:50 *Laila po chwili patrzy i widzi że jedzenie jest przed nią po czym zabiera ciastko i je je
22:50:45 *Zuri -Tak ładnie wyglądasz gdy śpisz. Aż żal budzić.-uśmiechnęła się.
22:55:00 *Nill - Lailo, zapraszamy do stołu! Wszystko tam jest, pieczeń również - uśmiechnęła się.
22:56:57 *Nill - Nie, Bhandra jest ze mną, choć nie wiem, czy przyjdzie do karczmy - wzruszyła ramionami. Spotkanie z Aleksem było dość zaskakujące i nie była pewna jak ma go traktować. Czy tamten sen śnił się tylko jej? - Poznałam twoją żonę. I syna - powiedziała z uśmiechem.
22:57:29 *Fyllip wciąż patrzył na Elizę, niewzruszony. - Dam Ci wybór - powiedział po chwili. - Spójrz mi w oczy, teraz. Albo ja spojrzę w oczy jemu - wskazał ręką na Daniela. - A co się wtedy stanie... Zobaczymy.
22:57:30 *Laila patrzy się na Nill po czym wstaje i przysiada się do stołu pocierając ręką swoje zaspane powieki - Witajcie
22:57:49 *Aleks 'Cóż, przegapiłem całą dumę i przyjemność z ich przedstawienia. Powiedz! Jak ci się tam żyje!' - zawrócił do baru po lampkę i nalał jej wina, podająć.
22:59:49 *Eliza zmarszczyła brwi, ale nie spojrzała już na Fyllipa.
23:04:12 *Nill - Z pewnością inaczej - powiedziała. - Inaczej niż w moim świecie i inaczej niż w karczmie... Ale w tym pozytywnym sensie - uśmiechnęła się. - Jest dużo pracy, jednak to dla mnie nie nowość i nie przeszkadza mi. Ważne, że mogę być z Bhandrą.
23:04:17 *Andre 'Widać będę musiał odświeżyć dawne nauki i narysować śpiącą ciebie, byś mogła zmienić zdanie' - rozejrzał się przy okazji, co by tu złapać smacznego do jedzenia.
23:05:14 *Aleks 'Spodziewałem się, że gdy zobaczę cię ponownie, będziesz już szczęśliwą matką' - powiedział. Rozglądał się, gdzie ten Bhandra.
23:05:58 *Bhandra miał ogronmy problem. Mi8ł zadanie wybitnie proste. Donieść na stół orzeszki i paluszki. Ale skąd on mógł biedny wiedzieć że te dziwne, kolorowe paczuszki to właśnie to, czego szuka?
23:06:17 *Aleks 'Rozalio?
23:06:22 *Eliza zacisnęła dłoń w pięść, przygryzając wargę. Bardzo niechętnie, ale w końcu spojrzała mu w oczy. Chyba jak ją zahipnotyzuje to będzie mniej niebezpieczne
23:06:32 *Aleks 'Chyba nie odmówisz mi dziś swego towarzystwa?'
23:07:19 *Rozalia wstała od stołu i podeszła do Aleksa. -Nie odmówię- odpowiedziała.
23:07:33 *Zuri zaśmiała się.-Ale ja widzę ciebie. Poza tym zapachu nie narysujesz. A człowiek pachnie inaczej gdy śpi. Spokojniej.
23:07:51 *Eliza zacisnęła dłoń w pięść, przygryzając wargę. Bardzo niechętnie, ale w końcu spojrzała mu w oczy. Chyba jak ją zahipnotyzuje to będzie mniej niebezpieczne
23:08:23 Narracja: Wybór był spory. Głownie tradycyjne, wigilijne potrawy typu barszcz, krokiety, śledzie, choć nie zabrakło i karczmowej pieczeni, tostów, koreczków. Były też ciasta, pierniczki, cukierki. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.
23:08:33 *Daniel - Nie rób tego!
23:10:29 *Rozalia - Z Nill zdązyłyśmy się poznać. Bardzo uczynna i miła młoda dama- pochwaliła dziewczynę.
23:12:38 *Fyllip tylko czekał, aż jego i dziewczęcia oczy znów się spotkają. - Nie tyle, co nie lubisz... Po prostu się go boisz. Wiesz o kim mówię, prawda? Oczywiście, o Danielu. Masz powody, z pewnością. A skoro się boisz, nigdy nie zaufasz.
23:15:12 *Lazarus zszedł z powrotem na dół. Dalej był potwornie zmęczony, ale nie mógł zasnąć. A skoro spać nie mógł to równie dobrze mógł dołączyć do świętujących.
23:16:00 *Nill zarumieniła się na tę uwagę Aleksa. Peszyły ją tak prywatne tematy. Uśmiechnęła się, gdy Rozalia do nich podeszła. - Rozalia bardzo mi pomogła w przygotowaniach, sama bym nie dała rady.
23:16:08 *Laila bierze talerzyk i nakłada sobie pieczeni a do kufla leje sobie spirytusu który dostała w prezencie - kto się tak postarał to przygotować ?
23:16:17 *Emilio nigdzie nie widział Elizy. Skoro widział ją w spince, to pewnie przestała się na niego gniewać. Postanowił pójsc po nią do jej pokoju. Najpierw tylko zerknął na rodziców czy są zajęci sobą i go nie widzą, potem czmychnął na górę po schodach.
23:16:18 *Emilio nigdzie nie widział Elizy. Skoro widział ją w spince, to pewnie przestała się na niego gniewać. Postanowił pójsc po nią do jej pokoju. Najpierw tylko zerknął na rodziców czy są zajęci sobą i go nie widzą, potem czmychnął na górę po schodach.
23:16:28 *Eliza spojrzała na Daniela, przełykając ślinę. Fyllip miał rację. Właściwie nie potrzebował hipnozy, by mu uwierzyła, że boi się czarnowłosego wampira. Był w końcu wampirem.
23:17:24 *Emiio -Dzień dobry- powiedział i szybko minłą Lazarusa na schodach. Podszedł do pokoju Elizy i zapukał.
23:20:45 *Daniel spojrzał na nią z bólem i spuścił wzrok.
23:21:57 *Aleks był dumny z Nill. Oto kobieta wychowana na salonach zauważyła w niej damę. Miał rację, wówczas w porcie. Jego rola dobiegła końca. Rola - bo praca należała do samej Nill.
23:22:13 *Fyllip podniósł się z kucek. - Wracam na dół, bo jeszcze Clarissa się zanudzi. Wesołyś świąt!
23:22:52 *Lazarus odparł równie krótko - Dzień dobry. - I ziewając zajął miejsce przy stole.
23:23:30 *Andre zauważywszy sernik zareagował tak, jak mężczyzna winien reagować na widok ciasta. Czyli dokładnie z takim samym zachwytem jakim mały chłopiec reaguje na widok zabawkowej kolejki. Od razu złapał na talerzyk kilka kawałków, niepomny na etykietę.
23:23:30 *Eliza w pierwszej chwili spojrzała na Daniela nawet przepraszająco, nim spuściła wzrok. -Wyjdźcie proszę. -powiedziała cicho, niemal szeptem.
23:27:04 *Aleks skinął Lazarusowi. Wyglądało na to że nie mieli jeszcze przyjemności porozmawiać. Czyżby ktoś nowy w karczmie?
23:27:21 *Daniel był niebywale zaskoczony tym, że Eliza wolała sama zostać zahipnotyzowana. Chciał coś powiedzieć, ale to już nie miało sensu. Z kamiennym wyrazem twarzy skinął jej głową na pożegnanie i wyszedł z pokoju.
23:29:24 *Patrick podszedł do Nill, odbierając jej miskę z pierniczkami. - Daj, zaniosę - uśmiechnął się. - Zostało coś jeszcze?
23:30:01 *Nill - Dziękuję - oddała mu naczynie. - Tak, choć na razie nie ma więcej miejsca. Jak zabraknie, to się dołoży.
23:32:49 *Essy - Więc... Wychowałaś się na ulicy? - zapytała Amelii, nakładając sobie krokieta. - Wygląda na to, że wszystkie światy są w jakiś sposób do siebie podobne.
23:32:55 *Lazarus skinął również Aleksowi. Nie mieli okazji poznać się jeszcze osobiście, ale słyszał jak Emilio wołał na niego tato, więc pewnie mężczyzna wiedział już co nieco o profesorze. Lazarus wziął talerz i nabrał sobie kapusty wigilijnej i nieco replikowanej ryby.
23:34:29 *Fyllip akurat otwierał drzwi. - Witaj Emilio! - rzekł, mijając go w przejściu. - Miło, że jesteś.
23:35:00 *Emilio -Dzień dobry, jest Eliza?- zapytał.
23:36:05 *Essy zerknęła kątem oka na Aleksa. Miała nadzieję, że się zjawi, jak cholerna idiotka czekała na niego, nie wiadomo nawet po co. A on jeszcze jej nie zauważył. Przynajmniej tak jej się wydawało.
23:36:31 *Fyllip - Oczywiście, z pewnością ucieszy się na twój widok. Wchodź, wchodź.
23:38:32 *Andre 'Zuri! Koniecznie spróbuj sernika! Jest świetny.'
23:38:34 *Aleks widział Essy. Zdawał sobie sprawę, że tutaj, przy świątecznym stole, żale, anse i urazy nie mają żadnego znaczenia. Oraz,że jest w tym gronie jedyną osobą która nie dostała prezentu. Jednak nie chciał narazić się na kolejne niesnaski. Doskonale pamiętał jak to było gdy poszedł za nią do portalu.
23:38:39 *Amelia -Ta.-mruknęła.-Dobra, bo miałam tylko na chwilę wpaść.-powiedziała, podnosząc się- Nara.-rzuciła, wychodząc. Godzina policyjna, a ona pijana wraca do siebie... pojebało ją? Aż tak nie chce jej się gadać o świętach, że będzie ryzykować dociążenie głowy metalem? Albo wypalenie dziury plazmówką? Na to wygląda.
23:39:20 *Eliza miała jak na razie dość wszystkiego.-Spierdalajcie. Wszyscy- powiedziała, nie przejmując się tym, że kogoś urazi, że język niewłaściwy, że ogólnie nie powinna.
23:39:37 *Emilio usłyszał, że Eliza nadal się złości. Zrezygnował z wizyty i wycofał się. Poszedł na dół ze smutną miną.
23:40:01 *Essy - Co? - podniosła się zaraz po Amelii. - Wczoraj mówiłaś, że zostaniesz na szampana...
23:40:16 *Aleks wiedział, że nie zdoła zatrzymać Amelii. Nigdy mu się to nie udawało. Bez sensu było próbować. 'Wróć niedlugo. Na rejs' - powiedział.
23:42:23 *Zuri przejechała dłonią po głowie. Niby ciąża tak wczesna i nie powinna na nią jakoś znacznie wpływać, ale uznała, że starczy jej towarzystwa. Podniosła się i bez wyjaśnień poszła do swojego warsztatu.
23:42:26 *Dagon wpadł nagle do karczmy, wystrojony jak stróż w Boże Ciało. Marynarka, koszula, dyskretny w barwach krawat. 'Wiele mnie ominęło? Widzę że nie' - oświadczył na widok stołu.
23:43:21 *Andre pokręcił głową. 'Co za uciekinierka... będzie wdychać ten swój gaz dla zdrowotności' - uśmiechnął się do siebie, bliżej przysuwając sernik.
23:44:32 *Mika jakoś na świętowanie humoru nie miała. Meggy znikała w Nowym Yorku, ona sama zajmowała sie Diego. Do tego gryzło ją coś jeszcze do czego za bardzo przyznać się nie umiała.
23:45:04 *Essy znów poczuła się głupio. Najpierw Eliza przez nią uciekła, teraz Amelia. Co się z nią dzieje?
23:45:57 *Essy - Witaj Dagonie, miło że jesteś - mruknęła. - Siadaj i częstuj się, wesołych świąt.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#970  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:04 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
23:46:43 *Emilio wrócił na swoje miejsce. Dalej zastanawiał się nad tym co zrobił Elizie, że jest na niego zła.
23:48:03 *Daniel zszedł z góry i bez pożegnania opuścił karczmę.
23:48:24 *Essy spojrzała za nim zdziwiona. Nawet nie widziała kim jest ten przystojny chłopaczek.
23:49:25 *Fyllip po chwili również zszedł na dół. Podszedł do Clarissy, która rozmawiała z Cassie. - Mam nadzieję, że dobrze się bawisz - rzucił, siadając obok.
23:49:46 *Rozalia - Zrobiłam tort orzechowy- pochwaliła się mężowi. -Chcesz spróbować?- zapytała podekscytowana.
23:51:11 *Aleks 'Obiecałem że spróbuję go jako pierwszy' - odpowiedział, pełen pozytywnego zaskoczenia. Tak mógł żyć. Z pewnością. Z piękną żoną piekącą torty.
23:51:35 *Lazarus pomachał Dagonowi na powitanie. Mógł mu wiele opowiedzieć na temat świata do którego go skierował, ale okazja nie wydawała się odpowiednia. Miał wrażenie, że wcześniejsze dobre humory opuściły świętujących. Martwiło go to. Był to problem, a problemy były po to by je rozwiązywac.
23:52:35 *Dagon uśmiechnął się na widok swego niedawnego rozmówcy. 'I jak poszukiwania statku?' - zapytał dosiadając się.
23:52:47 *Bhandra postawił przekąski na stole. Podszedł do Aleksa, podając mu rękę. Rozejrzał się. Nie miał jeszcze okazji poznać wielu osób stąd.
23:52:48 *Rozalia podeszła do tortu. Chwyciła za nóż. najpierw wycięła równo okrąg naśrodku. Nastepnie pokroiła go na równe części. Podeszła do nill i Aleksa z dwoma talerzykami i ich porcjami.
23:54:16 *Rozalia -Witam- przywitała Bhandrę. -Ma Pan chęć na tort?- zapytała.
23:54:32 *Eliza opadła na łóżko i westchnęła. No i co zrobiła? Nie powinna ich wyganiać. Teraz będzie myśleć. Ewentualnie spać, ale to niewiele mniej dółujący sposób spędzania czasu. Poza tym nie była śpiąca.
23:55:19 *Bhandra 'Ogromną' - przytaknął. 'Nie przedstawisz mnie Aleksie?'
23:55:54 *Aleks 'Mój nietakt. Bhandra, mąż znanej ci już Nill. Oto moja żona Rozalia. Gdzieś w okolicy powinien być też mój syn Emilio'
23:56:04 *Nill przyjęła tort od Rozalii. Uśmiechnęła się na widok Bhandry.
23:56:52 *Bhandra 'Zniknęłaś mi, sam nie wiem kiedy.' - poskarżył się.
23:58:14 *Gabriel wniósł właśnie tacę z szampanem. Otworzył go z hukiem, nalewając trunku do lampek. 'No, kochani. Szef z okazji swoich urodzin pozwolił mi z wami wypić' - uśmiechnął się. 'Szampana oczywiście'
23:58:21 *Nill - Chciałam się zameldować, że będziemy, a tu się okazało, że ani Ersy, ani Ryuu nie ma i musiałam praktycznie wszystko sama przygotowywać. Dobrze, że Rozalia mi pomogła.
23:58:25 *Lazarus - Statku nie znalazłem, ale pokaźne złoża osmu były. Tubylcy na szczęście byli przyjaźnie nastawieni choć musiałem się sporo natłumaczyć co właściwie u nich robię. Mają bardzo ciekawy podział między natywnymi rasami. Thoperianie są na samym szczycie i można by było rzec, że nic nie robią, ale tak naprawdę dzięki ich modłom, cały ekosystem jest utrzymany w równowadze.
23:58:59 *Rozalia -Miło mi poznać- ukłoniła się delikatnie na przywitanie.
23:59:34 *Essy zaśmiała się pod nosem na słowa Gabriela.
00:00:27 *Dagon 'Wszystkie rasy inteligentne, świadome, cechuje jedna ogromna wada. Strach przed pogorszeniem bytu. Pewnie dlatego zwykle to uprzywilejowana grupa uzurpująca sobie prawo do duchowości stoi na szczycie.'
00:00:34 *Zuri dość szybko wróciła do karczmy eskortowana przez siostrę.
00:00:56 *Zuri przewróciła oczami
00:01:00 *Andre wstał na ich widok. 'Sauda! Wiedziałem że mogę na ciebie liczyć! Przywiodłaś nam zgubę'
00:01:37 *Sauda -... I właśnie dlatego nie powinnaś pracować. - strofowała lisiczkę.
00:02:45 *Andre 'Na Boga! Wszystko z nią w porządku?' - podszedł czym prędzej.
00:03:19 *Lazarus, bez opamiętania, ciągnął opowieść - Po analizie ich modły to w zasadzie kod źródłowy, który muszą regularnie uzupełniać wewnątrz maszyny zarządzającej światem. Kod degraduje z czasem i gdyby przestali, cały świat popadłby w chaos. Fascynująca sprawa!
00:03:38 *Gabriel podchodził kolejno do gości, by każdy mógł wziąć lampkę szampana'
00:03:39 *Sauda - Tak, tak. Po prostu jej tłumaczę, co może powodować praca u kobiety w ciąży.
00:03:52 Narracja: Z radia zaczęła lecieć piosenka 'Last Christmas'.
00:03:59 *Elena - O nie.
00:04:21 *Nate - O tak! - podszedł do żony. - Zapraszam panią do tańca.
00:04:29 *Rozalia podeszła do do tortu. Jedną porcję podała synowi. Widziała, że Emilio siedzi jak struty. Następnie wróciła do Bhandry z talerzykiem. Jak obiecała.
00:04:41 *Zuri - Jestem ciężarna, a nie kaleka. - burknęła
00:05:03 *Elena pokręciła głową rozbawiona, ale chwyciła dłoń Nathana i zaczęli tańczyć.
00:05:06 *Andre 'No właśnie!' - odpowiedział. 'Lepiej usiądź'
00:05:33 *Rozalia wzięła lampkę od anioła. Miała nadzieję, że szampan będzie jej smakować. Nie tak jak wino na jej przyjęciu czy herbata z rumem.
00:06:09 *Dagon 'Musisz mi to kiedyś koniecznie pokazać!' - zapalił się do podróży. 'Ale najpierw ' - podał rozmówcy lampkę 'najpierw toast świąteczny'
00:07:14 *Essy zerknęła z uśmiechem na parkę. W ich czasach wszyscy mieli dosyć tej piosenki, a jednak każdy cichcem słuchał w samotne wieczory, hah. Zaczęła podśpiewywać ją pod nosem.
00:07:17 *Aleks 'Andre! Gratuluję!' - mimo wszystko usłyszał słowa Zuri. 'Nie zwlekaliście' - roześmiał się. 'Koniecznie proś na przyjęcie urodzinowe!'
00:07:23 *Zuri - Ale... - westchnęła i dała się posadzić, ale widać było jej niezadowolenie tym faktem.
00:08:14 *Gabriel podszedł w końcu i do Zuri. 'Rozumiem że szampan to za wiele, ale...' - podał jej lampkę szampana dla dzieci. 'Bąbelki, owszem'
00:09:05 *Zuri pokręciła głową.-Nie dziękuję. -odmówiła napoju.
00:09:44 *Gabriel 'Nalegam, to urodziny mojego szefa'
00:09:50 *Sauda - Nie zwlekali. - zgodziła się. - A wiesz jak się tata na wnuki?
00:10:15 *Andre 'To znaczy że wszyscy już wiedzą?'
00:10:25 *Aleks spróbował w końcu torciku.
00:11:23 *Zuri - Naprawdę nie. - ponownie pokręciła głową. Od samego zapachu gazowanego napoju robiło jej się niedobrze.
00:12:00 *Gabriel 'W takim razie pozostaje owocowy sok' - uśmiechnął się podchodząc do Nill i Rozalii.
00:12:01 *Nill podeszła do lisiczki. - Nie zdążyłam jeszcze pogratulować. Bałam się, że już uciekłaś na dobre z przyjęcia i nie będę miała okazji. Życzę wam wszystkiego dobrego.
00:12:18 *Sauda - Przed tatą trudno ukryć niektóre rzeczy.
00:12:20 *Laila kiwa głową by jej oczy przestały gapić się w jeden punkt (zapatrzyła się tak jak kot patrzący na akwarium)
00:12:26 *Rozalia wzięła lampke od anioła. Miała nadzieję, że szampan będzie jej smakowac. Nie tak jak wino na jej przyjęciu czy herbata z rumem.
00:12:34 *Nill - Polecam torcik orzechowy pani Rozalii, przepyszny!
00:13:57 *Zuri - Dziękuję - odpowiedziała Nill. Wcale jej nie cieszył powrót tutaj. Chciała pobyć sama
00:14:19 *Laila pije spirytus by po chwili dokończyć jeść pieczeń
00:15:10 *Eliza zeszła na dół i poszukała Emilio. Ile można samemu siedzieć?
00:15:36 *Emilio pałaszował właśnie torcik. Siedział do niej tyłem, nie zauwaxył jak zeszła.
00:15:39 *Cassie - Mamo, tato! Jemioła! - zawołała z uśmiechem.
00:16:36 *Nate i Elena spojrzeli w górę. - Spostrzegawcza dziewczynka - uśmiechnął się i pocałował ukochaną. Krótko i czule, by nie wzbudzać zgorszenia.
00:17:55 *Essy dosiadła się do Laili. - Co tam? - rzuciła, stawiając przed sobą butelkę rumu.
00:18:15 *Aleks widział parę. Zrozumiał dość szybko że zupełnie niepotrzebnie pokłócił się z Essy, zamienił jej i sobie życie w piekło, wściekł całą załogę, stracił wsparcie Kła i przyjaciół i pozabijał kupę ludzi. Ale postanowił nie czynić sobie wyrzutów, w końcu nikt nie jest nieomylny.
00:19:54 *Aleks 'Jestem pod wrażeniem, Rozalio. Pomimo niego nalegam na kucharza, ale zawsze możesz jego pracę nadzorować, wedle swoich przepisów'
00:20:30 *Eliza podeszła do chłopca nieśmiało. Stanęła tak, by ją zobaczył. - Przepraszam, że byłam ostatnio taka okropna. - powiedziała cicho. - Nie czułam się najlepiej.
00:21:37 *Rozalia -Dziękuję- odpowiedziała i spróbowała szampana. Jak się spodziewała nie smakował. Skrzywiła się. -Anielski szampan jest ohydny- stwierdziła z kwaśną miną.
00:21:54 *Laila - Jakoś leci. Dochodzę do wniosku że spanie na barze nie jest dobre. Drewno robi mi coś przez co jestem trochę otumaniona. Ale już jest lepiej - pije spirytus - A u ciebie co słychać ?
00:22:28 *Emilio odwrócił się i uśmiechnął. -Nie przejmuj się. Kazdy może mieć zły dzień- odpowiedział.
00:23:16 *Lif wraz z Hyve kombinowały właśnie jak tu kogoś sprowokować. Znalazły idealną ofiarę, która właśnie miała na talerzu sporo sernika. Nie był blondynek, ale też się nada.
00:24:02 *blondynem
00:24:39 *Eliza - Ja miałam ostatnio kilka takich dni.
00:25:59 *Emilio - Przeżyłem wszystkie takie dni u mamy, to i u przyjaciółki przezyje- zażartował.
00:26:07 *Aleks uśmiechnął się, odbierając od Rozalii szampana i wylewając go obok siebie na podłogę. 'I po kłopocie.' - powiedział, nalewając owocowego, słodkiego wina w miejsce szampana i podając jej lampkę.
00:26:12 *Hyve zakradła się do Andre. skoczyła na stół, złapała pierwszy z brzegu kawałek i uciekła.
00:26:38 *Andre 'Jakieś jaszczurki mi tu skaczą!' - wykrzyknął.
00:27:27 *Essy - Myślę, że każdy po nocy na czymś twardym i niewygodnym czułby się nieswojo - zaśmiała się. - U mnie? Chyba w porządku - wzruszyła ramionami i wypiła rumu. - Cieszę się, że przyszłaś. Amelia mi uciekła, nie mam z kim pogadać.
00:27:45 *Eliza uśmiechnęła się. - Dziękuję - rozejrzała się. - A Amelia sobie poszła?
00:28:23 Narracja: Zaczęła lecieć kolejna piosenka: 'All I Want For Christmas Is You' https://www.youtube.com/watch?...iqx6GMY
00:29:05 *Nate i Elena nie przerywali tańca.
00:29:32 *Fyllip - Zatańczymy? - rzucił do Clarissy. Słowa piosenki całkiem mu się spodobały.
00:29:59 *Rozalia zaśmiała się na poczynania męża. -Oby to było smaczne- powiedziała i spróbowała. Tak, to też było niesmaczne, jednak postanowiła udawać by nie sprawić przykrości Aleksowi. Jednak było coś grubo nie tak, skoro nie smakował jej alkohol.
00:30:00 *Clara - Jakoś nie mam ochoty... - rzuciła z niechęcią.
00:31:01 *Fyllip mimo to wyszczerzył ząbki w uśmiechu. Nie przejmował się jej oschłością. I tak należała do niego, czy tego chciała, czy nie.
00:31:05 *Lif po chwili powtórzyła wyczyn siostry, ale pozwoliła sobie na większą śmiałość, bo zgarnęła od razu wszystkie pozostałe na talerzu Andre kawałki. I jeszcze się bezczelnie obejrzała wyzywająco.
00:31:44 *Zuri uśmiechnęła się patrząc na umykające zwierzaki.
00:32:42 *Sauda - A to co to i czyje to? - spojrzała za łuskowatymi stworami.
00:33:11 *Andre 'Widzieliście to?!'
00:34:56 *Eliza wypatrzyła torbę Amelii. - Wiesz, chciała nam coś pokazać. Mówiła, że będę mogła sama spróbować. - powiedziała, idąc w kierunku torby- Próbujemy?
00:35:15 *Rozalia w końcu dodała dwa do dwóch i najpierw spojrzała gniewnie na Aleksa, potem zrobiło jej się bardzo ciepło. Zamrugała parokrotnie, bo stanęły jej łzy w oczach. -Ja.. przepraszam, muszę wyjść na chwilę na zewnątrz- powiedziała i szybkim krokiem udała się do wyjścia. Jak już wyszła, to oparła się o ścianę karczmy. Musiała zrobić parę głębszych oddechów.
00:35:16 *Zuri - Tak. Ciekawe stworki. - uśmiechnęła się.
00:35:24 *Emilio -Na pewno sami możemy?- zapytał się.
00:35:37 *Andre 'Sernik też był ciekawy! O tyle ciekawy, że mój'
00:36:11 *Lif stanęła na tylnych łapach z dumą prezentując zdobycz.
00:36:42 *Emilio -Oho, widzisz, nie tylko Ty masz złe humory - powiedział widzac matke, jak wychodzi na zewnątrz. Całkowicie się tym nie przejął, bo już nawykł.
00:39:18 *Essy zerknęła na Lailę. Czyżby zasnęła? Podniosła się cichcem, poszukać innego towarzystwa.
00:39:27 *Hyve w międzyczasie schowała swój kawałek i ponownie zakradła się do Andre korzystając z tego, że Lif odwraca jego uwagę. Sprawnie wydobył nóż z jego buta. Musiał to poczuć. Smoczyca wiedziała to, więc zaczęła od razu uciekać.
00:39:47 *Aleks 'Przestań się mazać. To jest tylko mała jaszczurka'
00:40:17 *Andre rzucił za jaszczurką nożem tak, by ten wbił się w drewno tuż przed nią'
00:40:37 *Eliza - Widzę. A z tym, co przyniosła Amelia... Może faktycznie lepiej nie ruszać. Wiesz, to wybucha.
00:40:50 *Nill spojrzała za Rozalią. Wyczuła, że coś się musiało stać.
00:41:55 *Hyve syknęła zatrzymując się, ale zaraz pobiegła dalej, omijając broń.
00:42:04 *Nill - Jest jeszcze torcik jagodowy - powiedziała.
00:42:06 *Emilio -Fajnie, ze wybucha, ale moze lepiej poczekać aż Amelia nam pokaże-
00:42:40 *Nill zrobiła go specjalnie dla Bhandry, wiedziała jak uwielbia te owoce.
00:43:04 *Aleks rzucił widelczykiem o stół. 'Przepraszam, muszę odrobić męską pokutę' - uśmiechnął się przepraszająco. 'Żona najwyraźniej ma do mnie pretensję' - powiedział już dyskretniej. Wyszedł za Rozalią. 'O co chodzi?' - zapytał cicho.
00:44:21 *Eliza kiwnęła głową. W końcu to jej. - Właśnie-przypomniała sobie o czymś - Nie podziękowałam ci za spinkę.
00:45:25 *Rozalia wolała zostać sama, ale skoro już jest, to go przecież nie pogoni. Nadal miała w ręku lampkę wina. -Przepraszam, ale to wino też muszę wylać- odpowiedziała i właśnie zrobiła to co powiedziała.
00:45:53 *Zuri - Chyba się zbytnio nie przejęła.
00:46:42 *Rozalia - Jeśli nie smakuje mi rum w herbacie, wino z naszej winiarni, anielski szampan i słodkie wino stąd, to wniosek jest jeden- dodała.
00:48:50 *Essy rozejrzała się i, o dziwo, znalazła jakąś samotną duszę przy stole. Usiadła obok mężczyzny. - Pan czeka na kogoś?
00:48:59 *Patrick - Nie, przyszedłem sam.
00:49:38 *Essy - A... Jakoś wcześniej pana w karczmie nie widywałam. Ale zna pan tu kogoś?





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#971  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:11 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
00:50:00 *Laila - Zawsze możesz wstąpić do mnie na górę jak mnie nie ma. Tam zawsze ktoś jest z kim możesz pogadać. No chyba że tam nikogo nie ma. Mi się zawsze wydawało że ty pierwsza jesteś do rozmowy z ludźmi - mówiła po czym wzięła kawałek ciasta na talerzyk
00:51:06 *Patrick - Owszem, kilka osób. Aleksa, Nill, Bhandrę, Amelię... I proszę, mów mi Patrick.
00:51:17 *Rozalia - I to nie uczulenie na alkohol- wzięła parę głębszych wdechów.
00:51:36 *Essy skinęła na słowa Laili, że zrozumiała i zapamięta.
00:52:07 *Bhandra 'Gdzie? ' - rozejrzał się po stole. 'Chętnie spróbuję' - podniósł się chwyciwszy talerzyk.
00:52:17 *Aleks 'Mnie nie przepraszaj, ani go nie robiłem ani nie kupowałem' - powiedział. 'O co naprawdę chodzi?'
00:52:39 *Essy - Essy - przedstawiła się. - Też ich znam. Hmm... Każde z innego świata, rozumiem, że w karczmie ich poznałeś?
00:52:44 *Aleks 'Jeśli ktoś powiedział coś, jeśli ja powiedziałem coś co cię uraziło, to nie mam o tym pojęcia'
00:53:24 *Patrick - Większość tak.
00:54:27 *Bhandra odnalazł w końcu jagodowy torcik. Nałożył sobie od razu dwa kawałki. 'Czyjakolwiek to inicjatywa, jest to bardzo dobra inicjatywa. Nill? Tobie też nałożyć?'
00:54:33 *Rozalia nie liczyła, że sam się domyśli, więc dała mu kilka wskazówek, jednak musiała powiedzieć wprost. W końcu to tylko mężczyzna. -Zostaniesz ojcem po raz drugi...- powiedziała -jupi... - dodała ironicznie. Nie chciała. Nie chciała TERAZ, może później, ale nie teraz.
00:54:43 *Essy westchnęła mentalnie. Niezbyt gadatliwy gość... - Większość...?
00:56:23 *Patrick - Spotkałem Nill w jej świecie. Była wtedy jeszcze z Selene.
00:56:47 *Aleksa na chwilę zatkało. 'Mówisz poważnie?' - zapytał. Podszedł do Rozalii, odbierając jej lampkę i wyrzucając ją na beton. Chwycił ją pod żebrami i podniósł do góry obracając się wokół siebie. 'Córka! Niech mnie kule jeśli będzie inaczej!'
00:56:48 *Essy - Nie znam jej - odparła, nagle dość zaciekawiona.
00:56:52 *Eliza poszła na swoje zwykle miejsce. Usiadła i podciągnęła kolana. dlaczego jest taka smutna? Przecież zdjęto z niej hipnozę i pogodziła się z Emilio.
00:58:19 *Patrick - Znasz Nill, a nie wiesz kim jest Selene? - zapytał zdziwiony. - Ona... Eh, może Nill ci sama powie. Choć nie wiem, czy mądrze będzie o to pytać.
00:58:40 *Zuri nagle zmarkotniała. Wstała - Idę się położyć. - zakomunikowała i poszła zrobić co powiedziała.
00:58:46 *Bhandra wskazał na Patricka widelczykiem. 'Obym nie słyszał tego imienia drugi raz przy tym stole' - rzucił. 'Doprawdy, nie kojarzy się zbyt pozytywnie'
00:59:06 *Rozalia była zła na siebie, że pomyliła się w liczeniu. Możliwe, ze przechodzenie między Liverpoolem a karczmą pomieszały jej dni. Inaczej nie dopuściłaby Aleksa w dni w które da się spłodzić dziecko. Reakcja Aleksa ją zaskoczyła. Jak ją podniósł i zakręcił, to jej samej zawirowało w głowie. Spojrzała na niego niepewnie. -Naprawdę chcesz?-
00:59:10 *Andre wstał za nią. 'O co chodzi?' - dopytywał. 'Przepraszam na chwilę' - powiedział do pozostałych.
00:59:13 *Essy - O Nill słyszałam głównie od Aleksa, a potem spotkałam ją i męża na statku... Tak za dobrze, to się nie znamy - wytłumaczyła.
00:59:34 *Sauda - Coś nie tak? - spytała lisiczkę, również idąc za nią.
01:00:07 *Emilio poszedł za Elizą z talerzykiem z torcikiem w ręku. -Spinka to drobiazg. Cieszę się, ze nie gniewasz sie na mnie- odpowiedział.
01:00:19 *Aleks 'Nie tylko chcę. Jestem przekonany, że... Przecież dobrze wiesz, że marzyłem o córce. Będzie tak piękna jak ty'
01:01:01 *Zuri - Gdzie tam. - uśmiechnęła się - Wszystko w porządku.
01:01:15 *Eliza - Drobiazg, ale miły.
01:01:51 *Sauda zmarszczyła brwi. - Uważaj, bo uwierzę.
01:02:15 *Aleks 'Wiem że masz wiele ukrytych talentów ale... zdaje się że uśmiechasz się wyginając usta nie w tę stronę' - roześmiał się stawiając Rozalię. 'Wiesz że o was zadbam'
01:02:30 *Essy zaciekawiła się jeszcze bardziej na uwagę Bhandry. - To ktoś z rodziny Nill?
01:03:07 *Bhandra 'To kobieta która o mało nie zniszczyła Nill. Nie tylko jako istnienia, ale i jako osoby. Nigdy nie będzie miała u mnie szacunku'
01:03:56 *Emilio - Wiesz, ze zaproszenie do mnie jest nadal aktualne. Chciałabym być czuła się u mnie jak u siebie w domu.-
01:03:58 *Bhandra 'Żywy dowód na to, że i w dobrej wierze da się krzywdzić'
01:05:03 *Essy - To już akurat wiem od dawna.
01:05:21 *Rozalia - Wiem, ze zadbasz, jednak przed chwilą sie wystraszyłam i spanikowałam, dlatego wyszłam-
01:05:37 *Aleks sięgnąl do kieszeni. 'Widzisz to?' - pokazał opaskę Rozalii. 'Nie pytaj jak. Ochroni nas'
01:05:41 *Laila je sobie ciasto - Tak w ogóle to kiedy ten Bóg ma się narodzić ?
01:06:26 *Eliza - Ale teraz tutaj wszyscy są - zauważyła - Możemy tak po prostu wyjść?
01:06:48 *Dagon 'Oj, czarodziejko, czarodziejko... Bóg nie musi się rodzić. Jest od zawsze i na zawsze. Przynajmniej ten bóg. A że występuje w trzech osobach... To rocznica narodzin jego syna w ludzkim ciele'
01:07:18 *Zuri - Nie pomyślałaś, że mogę po prostu chcieć zostać sama na chwilę?
01:07:42 *Andre 'W takim razie... Mam nadzieję że to nie jest żadna moja przewina?'
01:08:05 *Sauda - Nie tak nagle i nie w tak gwałtowny sposób.
01:08:08 *Essy - I tak oto demon tłumaczy czarodziejce istotę Boże Narodzenie - rzekła głosem narratora, po czym zaśmiała się.
01:08:25 *Rozalia przytaknęła. Poczuła ulgę, jednak nadal nie czuła się gotowa. -Anastazja, jak będzie córka, a jak drugi syn to Ty wymyślisz, byś mi znów nie mówił, że głupie imię mu nadałam-
01:08:39 *Dagon również się roześmiał. 'Czemu nie? Skoro już pracujemy z Gabrysiem dla tego samego boga...'
01:09:31 *Zuri przewróciła oczami. - Nie. Nie twoja. Po prostu... - nie dokończyła, odwracając wzrok.
01:09:34 *Aleks 'Powiedziałem, głupie? Sądziłem że powiedziałem, hiszpańskie'
01:09:35 *Lazarus uprzejmie odmówił - Dziękuję, ale nie pijam alkoholu, nawet przy okazjach...ale z radością wzniosę toast czymkolwiek innym.
01:10:13 *Dagon postawił przed Lazarusem sok owocowy. 'To będzie odpowiednie' - powiedział. 'Właściwie, wino bezalkoholowe' - puścił do niego oko.
01:11:29 *Laila - Aha. Czyli nie świętujemy jego urodzin tylko jego syna? Spoko. A ładny on chociaż był ?
01:12:14 *Andre utkwił wzrok w Saudzie szukając wyjaśnienia tej sytuacji. Dla niego to wszystko było nowe. Nie wiedział czy to naturalne zachowanie wynikające z ciąży, czy może w warsztacie coś się stało.
01:12:14 *Rozalia - Powiedziałeś, że idiotyczne, ale jestem w stanie Ci to wybaczyć.-
01:13:02 *Sauda - Po prostu...? - próbowała sprowokować Zuri do dokończenia zdania.
01:13:16 *Essy wyjęła smartfona, wpisała w google Jesus i podstawiła Laili pod nos. - Sama zobacz.
01:13:17 *Aleks 'Na dniach i tak należy go ochrzcić. Otrzyma drugie do kompletu' - uśmiechnął się. 'Poza tym, będzie dzielny i silny.'
01:13:37 *Zuri - Mam dość.
01:13:38 *Rozalia -Mam prośbę. Nie mówmy jeszcze nikomu, póki nie będzie pewności. Do tego Twój przyjaciel Andre również ma podobą nowinę, nie zepsujmy im tego-
01:13:41 *Lazarus uśmiechnął się i skinął Dagonowi sokiem owocowym. Lazarus wreszcie przypomniał sobie starą książkę, którą czytał jeszcze jak był studentem. - Ah, to jest to chrześcijańskie święto, uczczenie narodzin syna jedynego bóstwa w jakie wierzyli chrześcijanie?
01:14:18 *Dagon 'Powiadają że całkiem przystojny, choć przyznam nieskromnie żem przystojniejszy'
01:14:38 *Emilio -Nie teraz, teraz nie wypada, później.- odpowiedział.
01:14:46 *Zuri - To dopiero pierwszy miesiąc, a wszyscy mnie traktują jakbym była niepełnosprawna.
01:15:16 *Gabriel odnalazł w końcu Elizę i Emilio. 'No proszę, gołąbeczki. Znalazlem was. Nie wznosicie toastu wraz z innymi?' - podał im po lampce szampana dla dzieci.
01:16:06 *Emilio widział Gabriela pierwszy raz. -Dzień dobry- powiedział i wziął lampkę. -To jest wino? Bo tata nie pozwala mi pić wina-
01:16:20 *Eliza - Chętnie. - odpowiedziała Emilio. Podniosła wzrok na anioła - Ale mam alkoholu chyba nie wolno...
01:16:32 *Emilio -Ale w sumie to teraz go nie ma-
01:17:26 *Nill wróciła z łazienki i usiadła obok Bhandry. - Smakuje? - zapytała z uśmiechem.
01:17:38 *Rozalia - Będę gruba, cholera, wtedy na pewno uciekniesz daleko- zażartowała.
01:18:07 *Laila bierze telefon do ręki i się patrzy - Ale przecież to są malunki a nie zdjęcia
01:18:20 *Aleks 'Nie będziesz gruba, tylko przy nadziei' - odpowiedział. 'Między zaniedbaniem a noszonym pod sercem dzieckiem jest ogromna różnica'
01:20:04 *Essy - 2000 lat temu nie było aparatów - wzruszyła ramionami. - A i te obrazy to tylko interpretacja. Właściwie... Gabriel! Powiedz mi, czy tak wyglądał Jezus? - pomachała komórką przed sobą.
01:20:08 *Dagon 'Za czasów w których żył w moim świecie nie było zdjęć. Można było drugą osobę tylko namalować' - pospieszył z wyjaśnieniem. 'Obraz dość wierny. No, może zmieniłbym kilka szczegółów. Strój na poważniejszy'
01:20:37 *Gabriel 'To prawda. To szampan bez alkoholu'
01:20:55 *Gabriel 'Wracajcie do reszty. Już jest Boże Narodzenie'
01:21:28 *Rozalia -Mówisz tak, bo mnie ostatnio nie widziałeś. Gdyby nie treningi u Kła, to bym co najwyżej za kotwicę mogła robić-
01:21:57 *Emilio siędnął po lampkę i wypił łyka. -To jest naprawde dobre- zachęcił by Eliza wypiła
01:22:25 *Aleks przewrócił oczami. 'Przecież kobiety od wieków rodzą dzieci. Inaczej ludzie by już nie istnieli. Pomyśl że niedługo będziesz miała obok siebie dorastającą młodą kobietę. Córkę, przyjaciółkę i powiernika w jednym'
01:23:59 *Eliza napiła się trochę. - Faktycznie. - zgodziła się z chłopcem. Wypiła szybko do końca.
01:25:07 *Laila zwraca telefon - Rozumiem już.
01:26:02 *Essy odebrała własność i rozejrzała się. Większość osób siedziało już przy stole, ale kogoś jej brakowało.
01:26:15 *Rozalia pogładziła się po jeszcze płaskim brzuchu i dopiero teraz się uśmiechnęła. -Teraz to mnie zepsułeś w pozytywny sposób-
01:29:34 *Laila - Tak w ogóle to ten Bóg ma jakieś relacje z resztą bogów ?
01:29:36 *Rozalia - I nauczę ją walczyć, rzucać nożami i bronić się przed przystojnymi piratami, zanim nie skończy chociaż 15 lat- żartowała sobie, chcąc zobaczyć minę męża.
01:31:31 *Amelia weszła w podłym nastroju,wzięła torbę, butelkę czegoś mocnego i wyszła.
01:32:08 *Dagon 'O ile mi wiadomo, jest dość wojowniczy pod tym względem. Trudno innym zasiąść z nim przy stole.
01:32:52 *Essy - Ame! - krzyknęła za nią. O nie, drugi raz jej nie pozwoli uciec. Poszła za nią.
01:33:03 *Aleks 'Sam zamierzam ją bronić przed piratami, niepomny na ich wygląd. ' - uśmiechnął się. 'Po co ma uczyć się na swoich błędach gdy może się uczyć na naszych?'
01:33:33 *Sauda - Jesteś moją pierwszą siostrą w ciąży. Martwię się po prostu.
01:34:00 *Rozalia - Razem wybijemy męską część miasta, jak który na nią spojrzy- powiedziała z błyskiem w oku.
01:34:08 *Aleks 'Hej hej! Moja panno!' - krzyknął za Amelią. 'ładnie to tak uciekać z przyjęcia?'
01:34:21 *Gabriel 'Mniej więcej. Choć... raczej ubierał się poważniej'
01:34:54 *Aleks 'O ile sami nie umrą z zachwytu, mocno nas wyręczając' - roześmiał się.
01:35:25 *Zuri - To martw się bardziej na odległość. - powiedziała świadoma, że jej wypowiedź można podsumować jednym słowem : 'odejdź'
01:36:03 *Essy dojrzała Aleksa i Rozalię, i jakoś pożałowała, że poszła za Amelią. - Przyganiał kocioł garncowi - mruknęła na jego uwagę. Sami też uciekli. - Gdzie ona jest?
01:36:07 *Laila - To dobrze i źle. Chodź lepsze to niż skończyć jak Perun.
01:36:36 *Emilio -Popatrz Amelia nam ucieka, chodźmy te wybuchy odpalić-
01:37:15 *Lazarus był nieco zmieszany pewnością z jaką rozmówcy wierzyli w boskość owej istoty - Bóg jest bogiem dopóki nie zdobędzie się wiedzy dzielącej go od, że tak to ujmę, śmiertelników.
01:38:52 *Aleks 'Coś się szykuje' - oświadczył Rozalii choć było to oczywiste.
01:38:56 *Rozalia -Umierać z zachwytu mogą, przynajmniej nie pobrudzę rąk-
01:39:25 *Sauda poruszyła nosem. - Dobrze. - powiedziała w końcu. Z twarzy wyglądała na złą, ale jej opuszczone uszy i ogon świadczyły o smutku-Radź sobie sama. - powiedziała i wyszła.
01:40:36 *Rozalia - Amelia znów wygląda na zmartwioną- zauważyła.
01:42:04 *Essy postanowiła przejść się naokoło karczmy, by nie stać tu jak idiotka obok miziających się Johnsonów. Ruszyła, poprawiając opaskę z porożem reniferka.
01:45:30 *Zuri - Zaczekaj. - zawołała za Saudą, ale ta się nawet nie obejrzała. Lisiczka nawet pobiegła kilka kroków za nią, ale widząc wrogi wyraz twarzy siostry, odpuściła. Ze spuszczonymi uszami i podkulonym ogonem poszła do pokoju. Nie chciała tego powiedzieć...
01:46:02 *Zuri nie o to chodziło.
01:48:15 *Rozalia - Może porozmawiaj z Amelią, zdaje się, że tylko przed Tobą się otwiera. Ja pójdę pochłonąć torcik, zanim cały zniknie. Już podczas produkcji miałam na niego chęć-
01:50:53 *Rozalia musnęła delikatnie musnęła usta Aleksa i wyswobodziła się z jego objęć. -Idę zamieniać się w kulkę- puściła mu oczko.
01:52:17 *Laila pije spirytus
01:53:25 *Essy postanowiła wejść tylnym wyjściem. Na zapleczu było cicho i pusto. Słyszała dobiegającą z sali muzykę, szmery rozmów i co jakiś czas salwę śmiechu, ale jakoś nie miała ochoty dołączać. Wahała się, czy nie pójść śladem Amelii i po prostu zmyć się do siebie.
01:54:55 *Aleks 'Postaram się wydobyć z niej co ją gryzie. Choć nie obiecam że się o tym dowiesz.' - odpowiedział.
01:55:25 *Aleks 'Chodźmy. Zbierzmy wszystkich na ten toast'
01:55:30 *Rozalia -Nie nalegałabym. Jeśli ktoś mówi Ci coś w tajemnicy, to lepiej zachować to dla siebie-
01:56:05 *Rozalia -Na tym polega zaufanie, czyż nie?-
01:58:25 *Amelia siedziała w swoim świecie, w budynku z portalem. Jakoś nie spieszyło jej się do pracy, ale wrócić też nie chciała. I tak nikt z nią nie gadał.
02:04:49 *Patrick - Za pięć minut północ - zauważył. Wstał, by dolać wszystkim szampana, by mogli wznieść toast równo o północy.
02:05:27 *Dzisiaj bowiem zamierzali też świętować Nowy Rok.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#972  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:22 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
02:15:55 *Aleks 'Zdajesz sobie jednak sprawę, że nie powinienem samotnie szwędać się po jej świecie?' - zapytał dla pewności. 'Muszę czekać aż wróci sama'
02:16:37 *Dagon w końcu wyszedł przed karczmę. 'Ludzie! Co z wami?! Chodźcie wszyscy do środka!'
02:22:45 *Nill zauważyła, że Rozalia wróciła w lepszym nastroju. I najwyraźniej bardzo głodna, bo zjadała już trzeci kawałek tortu.
02:30:26 *Zuri już w pokoju wydobyła z szuflady cudem odratowane pudełko lukatanu. Chodziła z nim po pokoju to otwierając, to zamykając.
02:32:28 *Nill rozejrzała się. W sumie już brakowało tylko Zuri, Aleksa, Amelii i Essy. Gdzie się podziali?
02:33:06 *Aleks usiadł radośnie, rozglądając się za swoim szampanem. W końcu go namierzył. 'Przepraszam że kazaliśmy na siebie czekać. Widział ktoś Essy?'
02:33:35 *Nill - Wybiegła zaraz za Amelią.
02:36:47 *Zuri wyjęła jedną pastylkę i przyglądała się jej. Nie miała wody, ale łykać przecież też można.
02:38:30 *Nill - A Zuri poszła na górę, chociaż w jej stanie lepiej, by się nie przemęczała.
02:40:20 *Andre 'Niestety. Jeśli chodzi o Zuri, to bardzo uparta kobieta' - uśmiechnął się. 'Nie sposób narzucić jej zachowań'
02:40:54 *Bhandra roześmiał się. 'Ale... po co narzucać? Czy to nie jest marnowanie tego, kim kobieta jest bez sztucznych pretensji?'
02:41:45 *Aleks 'Dagon, zerknij gdzie ta piegowata wariatka, bo pewnie jak zwykle właśnie sobie czymś szkodzi'
02:43:37 *Zuri obraca łatwo małą białą kapsułkę w palcach. W końcu włożyła do ust. Nie połykała. Ssała po prostu, krzywiąc się na znienawidzony smak gorzkiego grejpfruta. Jednak stopniowo zaczął ją wypełniać spokój.
02:43:55 *Nill - Niektórzy próbują - zerknęła znacząco na Aleksa. Tak, była trochę podpita.
02:44:53 *Aleks 'No cóż' - uśmiechnął się zauważywszy. 'Nie każdemu równie służy bieganie po drzewach i mieszkanie w szałasie. A chcąc czegoś więcej, trzeba nagiąć się do świata który to oferuje.'
02:46:03 *Bhandra 'Więcej? Więcej kamiennych budowli, więcej ubrań w szafie? Więcej nie oznacza lepiej. Niechaj każdy karmi się tym co mu miłe'
02:48:35 *Nill - Chyba lepiej być sobą i mieszkać w szałasie, niż pałacową laleczką. Jak można być szczęśliwym, gdy trzeba ciągle udawać?
02:49:10 *Nill - Nie mówię, że wszystkie zachowania powinny być akceptowalne, ale każdy ma jakieś swoje dziwactwa, które należy uszanować.
02:49:50 *Zuri sięgnęła kolejną. A w sumie... nie ma co się pierdzielić. Wysypała sobie na dłoń całe pudełko. Większość pastylek potoczyła się po podłodze.
02:52:16 *Essy siedziała na zapleczu.
02:54:14 *Dagon w końcu odnalazł zgubę. 'Co tu robisz Essy? WSzyscy czekają na ciebie' - uśmiechnął się.
02:55:08 *Aleks 'Co komu miłe. Nie powiedziałem ci słowa gdy postanowiłaś płynąć do Ameryki. Nie rób przytyków damom obecnym w towarzystwie, bo tego nie mogę akceptować'
02:55:19 *Essy zdrygnęła się, wyrwana z zamyślenia. - Niepotrzebnie - odparła. - Szukałam Amelii.
02:55:44 *Andre 'Sądzicie że powinienem do niej iść? Nie chcę by siedziała sama. Niby oświadczyła że tego właśnie oczekuje'
02:56:06 *Dagon 'Też się za nią rozglądałem. Jeśli nie znalazłaś, pozostaje mi iść po nią przez portal'
02:56:53 *Fyllip - Jeżeli nie chcecie stracić dziecka, to lepiej się pospiesz - rzucił od niechcenia.
02:57:10 *Zuri westchnęła je sobie do ust. Kolejne kilka kulek spadło na deski.
02:57:30 *Essy - Mogę pójść z tobą? Dobrze będzie wiedzieć, gdzie jej szukać, na przyszłość.
02:57:35 *Andre 'Słucham?' - zdziwił się, jednak posłusznie wstał i ruszył na schody. 'Państwo wybaczą'
02:58:55 *Aleks obejrzał się za radzącym. Szybko skojarzył opis jego osoby. 'Czyżby Fylip?' - zapytał,
03:02:04 *Fyllip - We własnej osobie - skinął mu głową z uśmiechem.
03:02:54 *Andre wbiegł po schodach czym prędzej, zmierzając do pokoju. Czy drzwi byly otwarte?
03:03:53 *Zuri opadła na łóżko. Leżała teraz na plecach z rękami podłożonym pod głowę. Świat był taki piękny... Usta miała pełne wciąż nie rozpuszczonego lukatanu.
03:04:05 *Aleks 'Wygląda na to, że moje zaproszenie nie dotarło do ciebie. Aleksander White Johnson. Zdaje się że byłeś gościem mojej żony'
03:04:52 Narracja: Drzwi były zamknięte, ale nie na klucz.
03:06:28 *Fyllip - Prawda, pamiętne spotkanie, bardzo miło mnie ugościła. Zaproszenie powiadasz? Rzeczywiście, żadnego nie dostałem
03:07:43 *Dagon 'Nie Essy. Widzisz... chodzi głównie o to że to nie jest bezpieczne. Nie dla osób z zewnątrz. Jej świat... mocno różni się od tych w których bywałaś'
03:08:26 *Aleks 'Czuj się więc zaproszony. Rozalia opowiadała, że była pod wrażeniem konwersacji. Szkoda by było mi, jako dżentelmenowi, przegapić taką okazję'
03:09:52 *Essy na moment butnie nadęła wargę. Co to on myśli, że zaraz da się tak łatwo zabić? - Jeżeli portal nie wrzuca od razu do gorącej lawy, to chyba jakoś to przeżyję.
03:12:54 *Dagon rozłożył ręce. 'Wiem że lubisz ryzyko. Ale wierz mi, nie mówimy o odwadze lecz o niemądrej brawurze. Ona uczyła się tam żyć od urodzenia. Ty możesz dostać się wprost pod obstrzał. I na pewno nie będą strzelali z procy'
03:13:00 *Fyllip - Jeżeli masz ochotę na prywatną rozmowę, to zapraszam na górę - rzekł z perfidnym uśmiechem, oblizując kącik ust.
03:15:23 *Essy jedynie przekręciła oczami. Nie powie mu w twarz, że jest złodziejką... - Powodzenia - zamierzała jednak podglądać, dokąd idzie, mając nadzieję, że nie zrobi podobnego fortelu, co Ryuu.
03:16:15 *Zuri leżała nieprzytomna z błogim uśmiechem na twarzy.
03:18:09 *Aleks 'Aż tak prywatna być nie musi. Takie rozmowy mogę odbyć najwyżej z żoną' - uśmiechnął się sięgając po ciasto.
03:19:26 *Andre podszedł do Zuri. Nie musiał długo jej oglądać nim określił, że znów przesadziła z lukatanem. Chwilę orientował się, co powinien zrobić. W końcu wybiegł z pokoju kierując się na dół. 'Dagon? Gdzie jest Dagon? Wodę z solą, byle szybko. Mocno słoną. Czekam na górze'
03:20:55 *Dagon usłyszał Andre, ale miał inne plany. Nie spodziewał się że Zuri jest aż tak potrzebująca. Nalał ciepłej wody do garnuszka i osolił ile dał radę. 'Zaraz wracam, możecie siadać' - powiedział kierując się na gorę.
03:21:17 *Andre już czekał przed pokojem. Nie chciał dopuścić do tego by o Zuri plotkowano. Wolał nie pokazywać postronnym w jakim jest stanie.
03:22:24 *Fyllip - Wielka szkoda, nie wiesz co tracisz - zaśmiał się. - Clarisso, niedługo będziemy się zbierać, nim przyjęcie zamieni się w stypę - skomentował zamieszanie.
03:24:02 *Essy ciągnięta ciekawością wyszła za Dagonem. - Co się stało? - zapytała ogółu.
03:26:26 *Fyllip - Przyszła mama postanowiła zakończyć dwa życia za jednym zamachem - odparł, bawiąc się kieliszkiem szampana, którego jednak nie pił.
03:27:33 *Nill spojrzała oburzona na Fyllipa. Okropny typ!
03:28:39 *Essy zmarszczyła brwi. - Zuri? Ale dlaczego? - spojrzała na górę, tam gdzie zniknął Dagon i Andre.
03:28:56 *Aleks 'Istnieje szansa, że żona zwyczajnie pomyliła się wspominając o twojej kulturze. Czas to zweryfikuje.' - odpowiedział na zachowanie Fylipa.
03:29:50 *Tajemniczy głos dochodzący z budki suflera, która od dawna powinna być pusta, bo Mietka zwolnili za picie w pracy i podrywanie córki szefa. - Trzy życia. Zuri ma bliźniaki.
03:30:43 *Nill - Zuri spodziewa się bliźniąt?
03:30:49 *Andre wyjął swoją torbę. Z niej jakąś buteleczkę i strzykawkę. Uniósł nieco Zuri, przewracając ją na bok. Usiłował oczyścić jej usta z trucizny. W końcu, nie mając nic lepszego do wyboru, rozczłonkował własne narzędzia by uzyskać długą rurkę. Pierwszy zastrzyk miał obudzić lisicę.
03:31:37 *Kolejna, o wiele większa, służyła wprowadzeniu solonej wody do jej żołądka.
03:31:41 *Fyllip - Skąd ten głos? - był autentycznie zdziwiony. Nawet jego wampirze zmysły, nie mogły zlokalizować źródła dźwięku.
03:33:49 *Patrick - Za minutę północ, choć nie wiem, czy w takich okolicznościach słusznie będzie nam świętować.
03:34:11 *Dagon bez problemu zlokalizował miejsce, do którego udała się Amelia. W końcu znał wszystkie połączenia międzywymiarowe i określenie, gdzie znajduje się portal w drugą stronę nie było żadnym problemem.
03:35:50 *Aleks 'To są ich problemy. Nie nasze. Codziennie ktoś umiera.' - powiedział głucho. 'i owszem, przyjaźniłem się z Andre, ale nadal jestem przekonany że pewne rzeczy łączyć się nie powinny. Jak choćby lisy z ludźmi. Mimo że lubię tą małą'
03:38:51 *Aleks 'A o ile mi wiadomo, ani to nie będzie jej pierwsza śmierć, ani pierwsze nieporozumienie z Andre. Ale, jak juz Nill wspomniała, kobieta winna być wolna i decydować o sobie.' - dodał ironicznie.
03:39:03 *Nill - Miłość nie wybiera - rzuciła. Niektórym też nie było w smak, że biała kobieta jest żoną indianina.
03:39:18 *Zuri pisnęła. Jej dobry humor i radość egzystencji sprzed kilku chwil uleciał jak powietrze z przebitego balonu. Spojrzała ledwo przytomnym wzrokiem na Andre i obróciła się na bok, tyłem do niego.
03:39:20 *Bhandra 'Aleks, opanuj swój język'
03:39:22 *Patrick - Wstańmy zatem - powiedział, chwytając swój kieliszek.
03:39:58 *Patrick spoglądał na zegarek. - Dziesięć, dziewięć...
03:40:38 *Andre zdjął własny pas i obrócił Zuri mocnym szarpnięciem w swoją stronę. Podniósł ją nieco podkładając jej poduszki pod łopatki po czym związał pasem tak, by nie mogła ruszać rękoma. Rura w gardle pewnie też nie nastrajała jej pozytywnie. Jeśli dobrze obliczył, za chwilę dziewczynie potrzebna będzie miska.
03:40:50 *Coraz więcej osób dołączało się do odliczania.
03:41:12 Narracja: Kolejny korek od szampana wyskoczył z głośnym hukiem, a na stole pojawiła się taca z trunkiem, z której każdy mógł sięgnąć.
03:41:52 *Essy również zaopatrzyła się w kieliszek. - Trzy, dwa, jeden.... Wesołego, Nowego Roku!
03:43:02 *Aleks 'Weselszego niż miniony!' - krzyknął podnosząc szampana. Szczęśliwie zorientował się, by Rozalii nalać soku zamiast trunku.
03:43:33 *Andre 'Coś ty zrobiłą, Zuri?' - mamrotał wstrzykując w rurkę co rusz soloną wodę.
03:43:55 *Nill - Szczęśliwego! - uniodła i swój kieliszek, po czym wypiła.
03:44:26 *Zuri próbowała walczyć, wyrywać się, ale Andre był silniejszy. W jej oczach stanęły łzy. Spoglądała na Andre z wyrzutem, próbując powstrzymać odruch wymiotny. Szarpała się dalej chcąc uciec.
03:44:35 *Bhandra również uniósł kieliszek i upił, po czym przysunął się do Nill, i nachylił by dać jej dyskretnego całusa.
03:45:27 *Nill nadstawiła Bhandrze policzek, ale w ostatniej chwili odwróciła głowę, by cmoknąć go w usta.
03:45:58 *Andre 'To solidny, wielowarstwowy, skórzany pas. Z tym twoim półksiężycem czy bez niego, nie zerwiesz go. A jak będziesz się rzucać, zwiążę ci również nogi i przywiążę do łóżka. ' - powiedział podstawiając jej miskę pod brodę.
03:46:27 *Teraz nadszedł czas na życzenia noworoczne. Nate odwrócił się do Eleny i Cassie życząc im wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń i takie tam.
03:46:35 *Zuri usiłowała wypluć rurkę. Na przemian zagryzała ją i próbowała wypłynąć językiem.
03:46:53 *Bhandra wiedział że nie byli zbyt dyskretni ale rozbawiło go to. Otoczył Nill ramieniem. 'Życzę ci obfitego i bezpiecznego czasu' - powiedział. Tak bardzo życzenia od Indianina rózniły się od tego, czego mogliby jej życzyć ludzie salonów.
03:47:29 *Rurka, wbrew temu co sądziła teraz Zuri, zachodziła bardzo daleko za przełyk.
03:47:30 *Essy wróciła na swoje miejsce i teraz stała najbliżej Patricka, więc od niego zaczęła. - Wszystkiego dobrego, Patricku. Żebyś częściej nas odwiedzał... I na następne święta nie przyszedł sam - puściła mu oczko.
03:49:24 *Aleks 'Nill? Bądźcie szczęśliwi. Niech wam bóg poszczęści potomkiem' - uśmiechnął się.
03:49:32 *Aleks w duchu życzył Andre, by los poszczęścił mu na tyle, by nie utracił dziecka. Lub dzieci.
03:51:31 *Zuri przez chwilę jeszcze walczyła, ale nie przyniosło to skutków. Zwymiotowała do podstawionej miski raz, drugi... trzeci już właściwie samą wodą.
03:51:46 *Dagon postanowił sięnie rozdrabniać. 'Szczęśćia, moi drodzy!' - wykrzyknął na całą karczmę. 'Laili, by kamienie jej nie zawodziły a portale były bezpieczne. Paniom urody i wygody. Panom odwagi i waleczności!
03:52:18 *Nill uśmiechnęła się na słowa Aleksa. Spojrzała na Bhandrę... On jeszcze nie wiedział. - Byłam dzisiaj w swoim świecie... - westchnęła cicho. - Oby się nam życzenie Aleksa spełniło.
03:53:16 *Andre nie ustawał. Zostało jeszcze ćwierć garnka. Wiedział, że Zuri z jednej strony pomaga płukanie żołądka, a z drugiej strony fakt wymiotowania który mobilizuje organizm do walki. Trwało to chwilę nim przestał i zabrał rurkę. 'Lepiej?' - zapytał.
03:54:49 *Essy - Jak najmniej gości, jak najwięcej napiwków! - rzuciła do Dagona ze śmiechem.
03:55:21 *Bhandra nic nie odpowiedział. Wewnątrz niemal krzyczał z radości. Jednak na zewnątrz nie było tego widać. 'Jeśli to prawda... To nieodpowiednie miejsce do osobistej rozmowy ale... cieszę się że nareszcie zaufałaś' - powiedział do niej cicho.
03:55:55 *Dagon roześmiał się. To były dobre życzenia dla młodego ojca.
03:56:55 *Zuri zakaszlała gdy Andre zabrał rurkę. Jedyną odpowiedzią na jego pytanie był przeciągły pisk.
03:58:46 *Nill - Naprawdę tego potrzebowałam, ale teraz jestem spokojna. W miarę.
04:00:16 *Bhandra Wierz mi, całe plemię odczuje radość, jeśli Wielki Duch poszczęści nam potomkiem'
04:01:57 *Zuri wbiła swój wzrok we własne kolana. Siedziała tak z uszami przyciśniętymi do głowy i ogonem zawiniętym wokół nogi jak cielę do bicia.
04:02:31 *Andre 'I bardzo dobrze. ' - odpowiedział. 'Nie będziesz miała siły się rzucać. ' - wstał podchodząc do szafy. Czyż nie rozpakował się ledwo dwa dni wcześniej gdy to miał odejść? Wyłuskał drugi pas z zapasowych spodni i podszedł do Zuri, chwytając ją najpierw za jedną, później za drugą nogę i przewiązując obydwie pasem. Ciasno, na granicy normalnego przepływu krwi.
04:03:13 *Essy podeszła do Nate'a i jego rodziny. - Szczęścia, zdrowia... Pie.rdolenie. Żebyście potrafili docenić każdą, cenną chwilę razem i żeby spełniły się wszystkie Wasze marzenia.
04:03:49 *Andre 'Przykro mi lisku. Zepsułaś mi nowy rok, dobre imię, sobie zdrowie. O stanie dziecka przekonają się medycy w Paryżu. A jeśli dzieci, lub choć jedno z nich ma nadal szansę, tam pozostaniesz do rozwiązania'
04:06:25 *Aleks 'Tobie Patricku zdecydowania. Byś wiedział czego naprawdę chcesz. Tobie Fylipie, by nie zgładzono cię tak szybko jak chcieliby ci którzy mieli z tobą styczność. Możesz być wielce przydatny' - roześmiał się.
04:07:28 *Fyllip - Pilnuj uważniej swojej żony. Zwłaszcza teraz. Gratuluję.
04:07:42 *Zuri podciągnęła za więzy. Nie wyjdzie z tego. Przymknęła oczy, markotniejąc jeszcze bardziej.
04:09:25 *Andre schylił głowę. 'Przykro mi. Usiłowałem ci zaufać. Teraz ryzyko jest zbyt duże. Już nie jedna, ale trzy osoby mogą ponieść konsekwencje'
04:10:58 *Andre 'A teraz... wzniosę toast wraz z innymi. Po to tu dziś jesteśmy'
04:11:03 *Nill objęła Bhandrę, następnie zwróciła się do Aleksa. - Zdaje się, że już spełniły się twoje marzenia - uśmiechnęła się. - Życzę, byś umiał to docenić i cieszył się tym każdego dnia.... I miło cię znowu widzieć.
04:11:55 *Zuri pokiwała głową. Znowu zepsuła. I to w jakim stylu! Takiej głupoty jeszcze nie odwaliła.
04:12:19 *Nate - Obyś przestała żyć przeszłością i ruszyła przed siebie - życzył Essy.
04:24:45 *Zuri spróbowała ułożyć się wygodniej. W końcu znalazła najmniej niewygodną pozycję, ale w niej zaraz ścieranie dziewczynie noga.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#973  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:24 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
____________________________________________________________
26.12.2016 Happy New Year~!
____________________________________________________________


15:11:17 *Patrick podszedł do Nill. Dziwnie było ją widzieć po tak długim czasie. Mimo odmiennego wyglądu zdawała się wciąż pozostawać sobą. - Miło cię widzieć, Nill. Szczęśliwego Nowego Roku.
15:13:04 *Nill uśmiechnęła się uprzejmie. - Dziękuję, wzajemnie Patricku. Choć przyznam, że nie spodziewałam się ciebie tutaj.
15:13:39 *Patrick - Akurat nie miałem nic lepszego do roboty. Byłem też ciekaw, co u ciebie słychać.
15:14:19 *Nill - Wszystko w porządku. Ameryka to zupełnie inny świat...
15:14:35 *Patrick - Och, czyli rozumiem, że zamierzacie wracać...?
15:16:14 *Nill - Naturalnie, po przyjęciu zaraz odpływamy.
15:19:44 *Patrick - Życzę powodzenia. Może się kiedyś jeszcze zobaczymy - uśmiechnął się.
15:19:50 *Nill - Może...
15:24:53 *Essy objęła Nate’a. – Staram się – szepnęła. Był jedyną osobą, z którą mogła o tym porozmawiać. Jego niezbyt obiektywne uwagi o Aleksie nie raz poprawiały jej humor, gdy była zła na Johnsona. Ale teraz nie była zła i jego uprzedzenie trochę nie pasowało do jej nastroju. Czasem chciałaby usłyszeć, że jest idiotką, że odpuściła.
15:24:57 *Essy Że powinna walczyć, skoro nie może o nim zapomnieć nawet na jeden dzień. Ale nie miała nikogo, kto by jej tak powiedział i sama nie wierzyła, że to by było słuszne.
15:25:16 *Essy czasami miała wrażenie, że to ona wszystko spieprzyła, od początku do końca. To Aleks ją zawsze zatrzymywał, gdy chciała odejść. Gdyby nie jego starania, dawno by się pożegnali. Ale nie mógł jej gonić w nieskończoność. Sam przyznał, że stracił już nadzieję, przez to, że milczała. Może warto było teraz samej spróbować? Tylko czy nie jest za późno?
15:27:40 *Nate - Bym zapomniał... - wyszperał z kieszeni paczkę zimnych ogni i zaczął je rozdawać.
15:37:06 *Cassie z radością wzięła jeden patyczek. Elena zapaliła go jej zapalniczką i dziewczynka machała błyskającym światełkiem.
15:59:17 *Rozalia wypiła swój soczek. Czuła się jak małe dziecko, jednak nie miała co się upierać kiedy sam organizm dawał znaki, że alkoholu nie może tknąć, bo jej nie smakował.
16:01:48 *Mizu trzymał się na uboczu. Nie do końca pojmował o co cały ten cyrk urodzinami syna boga i nowym rokiem. Obracał w ręku krążek, który dostał od dżina.
16:10:32 *Rozalia wahała się przez chwilę, jednak te święta zawsze kojarzyły jej się z pojednaniem, więc postanowiła schować dumę w kieszeń i podeszła do Essy. -Droga Essy -westchnęła i położyła dłonie na jej ramionach. - Życzę Ci w tym nowym roku spełnienia marzeń oraz żeby nikt nie stanął Ci na drodze do celu jaki chcesz osiągnąć- powiedziała całkowicie szczerze,bez ironii patrząc jej prosto w oczy
16:14:51 *Essy bawiła się dogasającym, zimnym ogniem, patrząc na Rozalię z dość zagadkowym uśmiechem. Powstrzymała się jednak przed jakąś głupią uwagą. - Tobie życzę dużo spokoju... Ale nie nudy. I wszystkiego dobrego Tobie oraz Twoim bliskim.
16:17:45 *Rozalia -Dziękuję.- odpowiedziała z uśmiechem, następnie puściła ją, by nie potęgować napięcia. -Szczęśliwego Nowego Roku- dodała oklepaną formułkę.
16:22:03 *Essy - Szczęśliwego - odpowiedziała i poczekała aż się oddali, by prychnąć cicho, wypuszczając powietrze przez nos. Chwyciła drugi kieliszek szampana i podeszła do Mizu. - Zdrowia - rzuciła. - Wiesz w ogóle jak tego używać? - powiedziała, zerkając na krążek.
16:24:39 *Rozalia wzrokiem odszukała Emilio, który towarzyszył Elizie. Podeszła do nich. -Jak się bawicie kruszynki? Widzę, że kryzys zażegnany-
16:25:21 *Mizu - Przeważnie się wypija- zażartował mając na myśli szampana, którego odebrał od Essy.
16:26:36 *Eliza zaczerwieniła się lekko, gdy Rozalia wspomniała o kryzysie. Było jej wstyd. Ale jak już wspomniała, został on zażegnany.- Dobrze. Chociaż Amelia sobie poszła, a miała coś nam pokazać...
16:27:49 *Essy - Żebyś potem się nie zastanawiał gdzieś na skraju niczego - wyszczerzyłą ząbki. - Mogę? - chciała się upewnić, czy to naprawdę był ten JEJ krążek.
16:29:38 *Rozalia -A co pokazać?- zapytała się
16:30:02 *Emilio -Podobno super wybuchy- odpowiedział rozentuzjamowany Emilio.
16:30:46 *Eliza- Sztuczne ognie/
16:30:50 *Mizu -Nie kwiatuszku, nie dam Ci tego do ręki.- odpowiedział. -Jedynym warunkiem bedzie wtedy gdy będziemy wracać na postój do karczmy-
16:31:20 *Eliza- Lecą do góry i tam wybuchają.
16:32:08 *Rozalia - Tak, wiem, widziałam takowe. I sztuczne ognie brzmią o wiele bezpieczniej niż super wybuchy- odpowiedziała.
16:34:43 *Eliza pokiwała głową- Amelia obiecała, że sama będę mogła jednego odpalić.-pochwaliła się.
16:36:11 *Emilio - Mamo, ja też mogę?!- zapytał. Prawie, ze wyjęczał.
16:36:51 *Rozalia -Jak Amelia pozwoli, tylko, zeby Ci ręki nie urwało. Do tego Eliza ma pierwszeństwo-
16:39:36 *Essy wypiła szampana, patrząc na Mizu w zamyśleniu. To była propozycja godna rozważenia. - Ten palant w czerwonym zabrał mi mojego fanta, więc wygląda na to, że będę ci wisieć jakąś przysługę. Ale niech to będzie bez konsekwencji. Jednorazowa uprzejmość. Zgoda?
16:40:06 *Eliza -Pozwoliła mi nawet wymierzyć jednym w Essy.-dodała już ciszej.
16:41:34 *Eliza -Ale tylko wymierzyć, bez odpalania.-udawała bardziej zawiedzioną, niż rzeczywiście była.
16:43:02 *Emilio -Nie mierz nigdy z broni, kiedy nie masz zamiaru użyć- powiedział do Elizy długo wpajane lekcje, kiedy jeszcze pływał z matką na statku, oraz te u Kła.
16:43:59 *Rozalia - Tak, to trafna uwaga, ale teraz kiedy mieszkamy na lądzie nie będzie Ci potrzebna.- upomniała syna, że zachował się niegrzecznie w stosunku do koleżanki.
16:45:16 *Mizu -Żadnych tatuaż ślicznych panienek i map na plecach- zażartował.
16:45:17 *Eliza- Ja mam zamiar. Po prostu mi nie pozwolą.
16:48:37 *Rozalia zniżyła się do poziomu Elizy. - Święta to jest czas, kiedy się wybacza, nawet jeśli ktoś bardzo mocno Cie skrzywdził. Chyba nie chcesz skrzywdzić drugiej osoby w tak magiczny czas?-
16:49:28 *Essy - No i gicior - klepnęła go w ramię i odwróciła się, by złożyć życzenia reszcie. Kto jej został?
16:52:06 *Eliza spojrzała na Essy. -W sumie nie ma co psuć wszystkim świąt.-wiedziała, że jeśli wypali w kobietę, to nie tylko jej będzie z tego powodu źle. Innym też zepsuje dzień. Poza tym... chyba pora odpuścić. Warta jest takich nerwów?
16:53:13 *Andre przyjrzał się Zuri. 'Przepraszam' - powiedział nim postanowił zejść do pozostałych by nie mnożyć już ciążącego na nich wstydu.
16:53:55 *Essy zwróciła się do Nill i Bhandry. - Bardzo mi miło, że przyszliście. Życzę wam, żebyście byli szczęśliwi, gdziekolwiek was los zaprowadzi. I bez względu na wszystko, zawsze byli razem.
16:54:30 *Nill - Dziękujemy, tobie życzymy też wszystkiego dobrego, pani kapitan!
16:54:35 *Rozalia uśmiechneła się. Osiągnęła zamierzony cel. -No to chodźcie tu do mnie oboje- zachęciła do wspólnego uścisku. -Wszystkiego dobrego w nowym roku- powiedziała
16:54:52 *Zuri nie odpowiedziała. Poczekała aż wyjdzie i spróbowała jeszcze jakoś uwolnić ręce.
16:55:29 *Essy uśmiechnęła się dość niepewnie, po czym objęła Nill, następnie Bhandrę (chyba nie będzie mieć nic przeciwko).
16:56:42 *Eliza- Wszystkiego dobrego.-powiedziała. Trochę dziwnie się czuła, przytulając się do właściwie obcej kobiety. Który raz w życiu z nią rozmawiała? Trzeci? Jednak to święta. Pozwoliła się objąć.
16:57:04 *Bhandrę nieco to zaskoczyło ale nie okazał tego po sobie. 'Niech los da ci to, o czym skrycie marzysz' - odpowiedział jej życzeniami.
16:58:03 *Rozalia złożyła na policzkach Elizy i Emilio po całusku.
16:58:47 *Emilio od razu wytarł to miejsce dłonią. -Ej, mamo- jęknął. Przy Elizie chciał zgrywac dżentelmenna, którego matki nie całują.
17:00:35 *Essy zauważyła, że dzieciaki są zajęte. Podeszła do rudowłosej kobiety, która siedziała w milczeniu i tego dziwnego blondyna. - Witajcie, wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
17:00:40 *Eliza uśmiechnęła się grzecznie. Spojrzała na Emilio i uśmiechnęła się figlarnie. Po chwili, skoro tak bardzo nie lubił całusów, musiał wycierać drugi policzek.
17:04:42 *Fyllip jedynie skinął jej głową. Dziwne dla niego było, że ludzie tak cieszą się z mijajacego czasu... Przecież nowy rok to już o rok mniej ich i tak krótkiego życia. Ale zdążył już zauważyć jak bardzo nielogiczna to rasa.
17:07:03 *Clara uśmiechnęła się. Miło jej było, że ktoś o niej pomyślał. Trzymała w ręce napój bezalkoholowy. - Dziękuję bardzo, wzajemnie! - odparła uprzejmie. - Piękne to przyjęcie.
17:07:40 *John otworzył oczy. Stał przed ladą
17:08:16 *Emilio zaczerwienił się. Żadna inna dziewczyna poza matką do nie całowała. Ale tak samo wytarł ślad, jak po ten po całusie matki.
17:08:35 *Aleks uśmiał się niemało widząc zawstydzenie Emilio. Katem oka obserwował zachowania wampira - w jego mniemaniu niejasne i nietypowe.
17:09:18 *Rozalia uśmiechneła się i wstała od nich. -Jak znajdę Amelię to powiem jej, że ją poczukujecie- powiedziała na odchodnym
17:09:44 *Essy uśmiechnęła się również. - Też mi się podoba - zaśmiała się. - Jestem Essy i odpowiadam za te oto piękne wieńce. Amelia, która niestety już poszła, rozwieszała lampki. Cassie, ta mała, pomogała ze stroikami, a Nill i Rozalia odpowiadają za tę ucztę - przedstawiła kobiecie przy okazji parę osób.
17:11:10 *Clara - Ja nazywam się Clarissa, choć mówią Clara... A to jest Fyllip.
17:12:07 *Essy zamrugała i spojrzała na... Wampira. Tak, z pewnością to imię słyszała. O cholera.
17:15:00 *Eliza zaśmiała się cicho, widząc zażenowanie Emilio.
17:16:38 *Essy - Miłej zabawy - rzuciła z uśmiechem. Postanowiła mimo wszystko pogadać z Elizą. Skoro nawet z Rozalią dała radę... - Cześć - przywitała dzieciaczki. - Szczęśliwego Nowego Roku, spełnienia marzeń... Mnóstwa ciekawych pomysłów i udanych psikusów - uśmiechnęła się.
17:18:03 *Aleks 'To ostatnie ma ogromną szansę na spełnienie odkąd dogaduje się z Emilio' - skomentował ze śmiechem.
17:18:34 *Andre zmienił zdanie. Wrócił do pokoju siadając przy łóżku. 'Powiedz mi wreszcie dlaczego' - powiedział cicho.
17:19:52 *Eliza spojrzała na kobietę. Może jednak nie była taka zła.- Dziękuję. Tobie również.-przeniosła wzrok na ALeksa- Zabaczymy jak szybko się uczy.-uśmiechnęła się z figlarnym błskiem w oku.
17:20:41 *Zuri nie odpowiedziała. Tylko bardziej zwiesiła głowę.
17:22:57 *Emilio spojrzał w górę. -Dzięki- odpowiedział z uśmiechem.
17:23:21 *Essy - Ha, dobrali się - powiedziała ze śmiechem. Opróżniła kieliszek do końca nim podeszła do Aleksa. - Żeby się we wszystkim powodziło Tobie i Twojej rodzinie. I byś nie musiał niczego żałować.
17:27:13 *Rozalia podeszła do Clarissy i Fyllipa. -Wszystkiego dobrego w nowym roku.- odpowiedziała. Nie znała ich dobrze, jednak kultura nakazała złożyć choć ogólne zycznia.
17:28:44 *Clarissa wstała, odkładając kieliszek. - Dziękuję, wzajemnie. Pani Rozalia...? Przepyszne są te dania. Słyszałam, że część to pani zasługa.
17:29:41 *Rozalia na chwile zapatrzyła się w Clarissę. Znała ten wzrok. Znała tę maskę. Wiedziała, ze ta kobieta nie jest ani wolna, ani szczęśliwa. -Tylko sałatka, podobno za ostra i tort orzechowy- powiedziała z uśmiechem.
17:30:05 *Aleks 'Tort polecam osobiście'
17:32:39 *Clara - Sałatka całkiem dobra, tortu jeszcze nie próbowałam. Fyllipie, przyniesiesz mi kawałek?
17:33:04 *Aleks podszedł do Essy. 'Nie żałuję i żałować nie zamierzam' - powiedział. 'Przed nami rejs. Życzę ci byś odnalazła swój nietknięty ludzką stopą ląd. I mogła zapisać się w historii jako jedna z pierwszych którzy z tych mórz wrócili bez szwanku' - uśmiechnął się. Jednak wciąż w głowie brzmiał mu krzyk Essy, nim magią wypchnęła go poza portal. To nakazywało niemałą ostrożność.
17:33:08 *Fyllip - Oczywiście, moja droga - odparł, podchodząc do stołu.
17:34:42 *Zuri uciekła wzrokiem. Zastanawiała się nad odpowiedzią. Tak naprawdę niczym nie mogła uzasadnić uzależnienia. Ono było. I tyle. Nic nie umiała poradzić na głód.
17:35:32 *Andre 'No dobrze. Ubierz się. Zabieram cię do Paryża'
17:36:41 *Zuri poruszyła się w pasach, prezentując, że nie bardzo ma na razie jak.
17:36:46 *Essy uśmiechnęła się lekko na te życzenia, osobiste i przeznaczone tylko dla niej. - Przepraszam za nasze ostatnie spotkanie - od tamtego momentu nie rozmawiali i gnębiło ją to. - Naprawdę musiałam pobyć sama - zerknęła w stronę Fyllipa. - Czy to... On? - zapytała wyjątkowo cicho. Musiała się upewnić
17:36:56 *Rozalia -Przepraszam, ze spytam, ale czy Pani jest szczęśliwa?- zapytała wprost, mówiła po cichu, kiedy Fyllip sie oddalił.
17:37:32 *Andre 'Muszę upewnić się, że dzieciom nic nie zagraża. Że urodzą się zdrowe i żywe. Gdy to nastąpi, zrobisz co zechcesz. A dopóki to nie nastąpi, dołożę własnych starań by nikt nie przeszedł ani do warsztatu, ani z niego do karczmy'
17:40:36 *Niewielki uśmiech na ustach Clary pomału zgasł. - Ależ... Skąd takie pytanie? - odparła z lekkim niepokojem. Czy ona mogła wiedzieć? - Ostatnimi czasy czuję się nieco osamotniona, więc miło mi, że mogłam tutaj przyjść - odparła dość ogólnikowo.
17:41:34 *Zuri słuchała słów Andre jak skazaniec wyroku, w milczeniu, ze spuszczonymi oczami. Teraz to będzie w ogóle wspaniale! Już wcześniej nie rozmawiała z nikim za dużo, a teraz on zabiera ją do Paryża, gdzie nie będzie rozmawiać z nikim. Pięknie.
17:43:27 *Rozalia - Zdaje się, że jesteśmy nieco podobne, też wiem, jak to jest robić dobrą minę do złej gry. Jednak jeśli się mylę, to najmocniej panią przepraszam-
17:45:22 *Clara spojrzała na Rozalię nieco inaczej, odkrywając na chwilę swoją maskę. - Jak mogłabym być szczęśliwa...?
17:46:17 *Fyllip po chwili wrócił do nich, przynosząc talerzyk z tortem i dla Clary i dla Rozalii. - Proszę, to zawsze poprawia humor. Uszczęśliwia.
17:47:34 *Clara wbiła wzrok w talerzyk, dłubiąc w cieście widelcem.
17:47:34 *Rozalia spojrzała nieco chłodniej na Fyllipa. Dał jej do zrozumienia, że słyszał ich rozmowę. Jednak zaraz uroczo uśmiechnęła się. - Dziękuję. Akurat dzisiaj każdy kawałeczek jest na wagę złota- odpowiedziała
17:49:49 *Aleks 'Mogłaś po prostu to powiedzieć. Nieco martwiło mnie że wybrałaś miejsce z którego mało kto wraca' - powiedział. 'Tak. To on. Zaprosiłem go jakieś dwie chwile temu do domu'
17:52:23 *Essy - A poszedłbyś jakbym poprosiła? - zapytała retorycznie. Przecież wiedziała jak jest uparty. Znów zerknęła na Fyllipa. - Myślisz, że przyjdzie? I wiesz... Kogoś mi tu brakuje. Chciałabym pójść po Amelię, ale nie wiem gdzie jej szukać.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#974  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:25 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
17:53:26 *Andre otworzył szafę wybierając z niej stroje. W końcu wybrał jedną z zakupionych wcześniej w Paryżu sukien, do której dobrał kapelusz. 'To będzie odpowiednie.' - zakomunikował kładąc obok niej na łóżku. 'Zdajesz sobie sprawę że naraziłaś moje dzieci na śmierć?'
17:54:45 *Aleks 'To zdaje się kolejne miejsce w które chadzać nie powinnaś. Wiem co mówię. Byłem tam. I wierz mi, nawet gdybyś zwyciężała mnie w walce, na nic się to zda. Pójdę po nią jeśli potrzeba. Ciekaw jedynie jestem, czy faktycznie byś poprosiła...' - uśmiechnął się.
17:57:16 *Rozalia z nieukrywaną radością pochłaniała kolejną porcję tortu.
17:58:52 *Zuri zmarszczyła lekko brwi. Jego? No jego, ale nie tylko. Poza tą drobną zmianą w mimice nie ruszyła się z miejsca. Nawet oddech trudno było zobaczyć.
17:59:43 *Fyllip - Niedługo będziemy się zbierać - zapowiedział.
17:59:45 *Rozalia bardzo chciała porozmawiać z Clarissą ale na osobności. Od razu zauważyła w niej więźnia, jednak podejrzewała, że Pan Fyllip nie odstępuje tej kobiety na krok.
18:02:24 *Essy - Jak nie muszę, to nie pytam - odparła ze wzruszeniem ramion. - I będę ostrożna - zapewniła. Przez te ciągłe ostrzeżenia była jeszcze bardziej ciekawa świata Amelii.
18:05:39 *Aleks 'Zabrałbym cię. Ale po pierwsze, Rozalia mnie najpewniej wówczas zamorduje. A po drugie, wiem że gdy tylko możesz, ryzykujesz życie. Choć nie odkryłem jeszcze po co'
18:05:51 *Rozalia - Tak szybko państwo opuszczają przyjęcie?- zapytała z delikatną pretensją. Zastanawiała się czy będzie miała jeszcze sposobność do rozmowy.
18:07:24 *Essy - Wystarczy, że mi pokażesz portal...
18:09:12 *Fyllip - Wcale nie tak szybko, jakoś wytrwaliśmy do północy.
18:09:17 *Andre 'Zaraz wrócę. Ubierz się. Jeśli ponownie sięgniesz po tabletkę, mogę nie być tak miły. W moim kraju dzieciobójczynie się wiesza lisku' - powiedział prostując się i wychodząc z pokoju.
18:09:33 *Clara - Ja bym chętnie została dłużej.
18:09:57 *Aleks 'Essy... Czemu zawsze musisz robić dokładnie to, co wszyscy ci odradzają? Za mało masz blizn?'
18:10:07 *Clara - Ja bym chętnie została dłużej.
18:10:22 *Dagon 'No, Filipie, kobiecie się nie odmawia' - uśmiechnął się.
18:11:37 *John - Zacytuj prawo woli - powiedział do Dagona
18:11:38 *Rozalia -Pan drugi barman ma racje. Nam się nie odmawia- powiedziała z triumfującym uśmiechem na ustach.
18:12:37 *Fyllip - Ustaliliśmy to już wcześniej.
18:13:47 *Essy - Chciałam porozmawiać z Amelią. Mam wrażenie, że uciekła przeze mnie.
18:14:07 *Aleks postanowił interweniować. 'Ręczę za rozsądek żony, Filipie. Jako dama z pewnością nie zechce wydobywać spomiędzy was szczegółów, które kryją się przed dziennym światłem. Prawda, kochanie?'
18:17:02 *Rozalia - Oczywiście skarbie- zerknęła na męża. -Żałuję, że wcześniej nie poznałam Pani Clarissy, a teraz nie jest nam dane poznać się bliżej-
18:19:36 *Zuri po wyjściu Andre posłusznie ubrała się w podane jej rzeczy. Usiadła przy stole, opierając się złączonymi łokciami o blat i kładąc na nich głowę tak, że mogła zakryć dłońmi kark. Kapelusz na razie leżał obok niej.
18:19:36 *Zuri po wyjściu Andre posłusznie ubrała się w podane jej rzeczy. Usiadła przy stole, opierając się złączonymi łokciami o blat i kładąc na nich głowę tak, że mogła zakryć dłońmi kark. Kapelusz na razie leżał obok niej.
18:19:39 *Fyllip zbliżył się nieco do Rozalii. - Skoro mamy zostać, to może wam pomogę rozwiać wątpliwości - chwycił jej nadgarstek i wbił paznokieć, do krwi, na tyle jednak szybko, że nie było to zbyt bolesne. Zebrał nieco krwi na palec i włożył do ust.
18:21:29 *Aleks 'I właśnie dlatego tak wiele osób życzy ci śmierci. Nic dziwnego żeście w moim świecie wyginęli skoro nie macie ani ogłady ani opanowania' - pokręcił głową z dezaprobatą. 'Niech ci będzie Essy. Ale zasada jest jedna. Nie robisz rzeczy nieoczekiwanych'
18:24:58 *Rozalia syknęła i przyłożyła dłoń do rany. Czyli Aleks miał rację, krwiopijcy istnieją naprawdę. Trochę jej ulżyło, ze jednak to co zaszło w domu to nie próba zdrady, tylko naprawdę padła ofiarą Fyllipa. -Z Panem już zdążyłam się zaznajomić, podczas pana odwiedzin- mimo wszystko mówiła opanowanym głosem.
18:26:41 *Aleks 'Tym samym nie wiem czy słusznie było zaprosić cię do kulturalnego domu' - znów zrobił przytyk wampirowi. 'Zjadanie cudzej żony nigdy nie było oznaką dobrego wychowania'
18:27:57 *Aleks, cokolwiek wcześniej słyszał o Fyllipie, teraz nabierał własnego przekonania, że jest to jeden z wielu nieokrzesańców. Nie inny niż ten, którego spotkał na statku. Przeszło mu przez myśl, że powziął wobec niego zbyt ostrożne środki.
18:28:15 *Essy skinęła głową. Wiedziała dlaczego zmienił zdanie. Nie chce zostawiać Rozalii samej z tym potworem...
18:28:33 *Fyllip bez skrępowania, zlizywał krew z palca. - Hmm - udał, że się chwilę zastanawia. - Kobiety mają jednak zmysł, jeśli chodzi o te sprawy. Aleksie, Rozalio... Gratuluję. Będziecie mieli dziecko.-
18:29:29 *Fyllip ostatnie słowa powiedział na tyle głośny, by wszyscy słyszeli.
18:30:19 *Aleks 'Dziękuję. Wiem już od jakiegoś czasu' - uśmiechnął się. 'Tym bardziej wolałbym, by Rozalia zachowała nienaruszone zdrowie. Skoro wątpliwości są rozwiane, pozostawmy panie by mogły porozmawiać, a ja zapraszam na wino nieco lepszej klasy niż karczemne'
18:31:03 Narracja: Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła.
18:33:03 *Rozalia wwierciła gniewne spojrzenie w Fyllipa, nie chciała nikogo informować o swoich przypuszczeniach. -To może jeszcze transparent rozwieś- prychnęła, jednak na tyle cicho by tylko on i Clarissa usłyszeli.
18:33:03 *Essy - Przepraszam... - kucnęła, machinalnie zbierając resztki kieliszka, starając się zapanować nad drżeniem ręki.
18:33:50 *Fyllip - Chyba nie jest to konieczne.
18:34:08 *Nill - Aleks! I nie chciałeś nam powiedzieć? Gratulacje!
18:34:32 *Zuri w końcu zeszła na dół. Nie było po niej widać awantury na górze. Chociaż... może wydawała się trochę mniej radosna niż normalnie, ale ostatnio w ogóle tak miała. Rozejrzała się. Nie zobaczyła Andre. Zresztą raczej nie chciała go szukać. Zajęła miejsce na uboczu, niedaleko paleniska.
18:35:32 *Aleks słyszał brzęk tłuczonego szkła. Widział Essy. Ale nie zareagował na to. Byłoby to ukoronowaniem nietaktu dzisiejszego dnia.
18:36:28 *Andre w końcu wszedł do karczmy. Podszedł do Aleksa i coś do niego szepnął, po czym wyszedł z jego szablą. Wrócił po kilku minutach oddając szablę. 'Gotowe' - powiedział do Zuri. 'Przydałaby się jeszcze czarodziejka'
18:38:19 *Aleks roześmiany odwrócił się do Nill. 'Świat mi wróży córkę' - oświadczył. 'Zobaczymy, na ile udany ze mnie wiedźmin' - roześmiał się ponownie.
18:38:22 *Nill poczuła się głupio z tym swoim okrzykiem. Wszyscy mieli takie miny... Coś było nie tak.
18:39:38 *Zuri domyśliła się, co zrobił. Nie odpowiedziała. Wbiła spojrzenie w płomienie na palenisku. Była bardzo nieobecna, zamyślona.
18:40:14 *Nill uśmiechnęła się, kryjąc swoje spostrzeżenia. Najważniejsze, że Aleks się cieszył.
18:40:26 *Andre przysiadł przy niej. 'Przykro mi. Wiem że naprawa to tygodnie jak nie miesiące. Więc nie szczędzilem szkód. Nie mogę ryzykować. Wiesz o tym'
18:41:55 *Nate podszedł do Essy. - Zostaw to - szepnął do niej, dziewczyna jednak nie puściła kawałków. Pomógł jej więc wstać i poprowadził na zaplecze.
18:45:13 *Rozalia westchnęła. -I wyszło szydło w worka- powiedziała. -Nie wiem jak Ci dziękować Panie Fyllipie, cóż za popis taktu- dodała.
18:45:21 *Zuri zamrugała, wracając myślami do tego, co się działo. Zaraz, czy on...? Myślała, że zniszczył tylko portal. Sztucznie postawione dla niepoznaki uszy opadły. Zabrakło sił woli, by je utrzymywać w pionie. Poza tym jednak trudno było u niej doszukać się reakcji. Usta niewzruszone, sylwetka nieruchoma. Nawet oczy, jak już przestała mrugać pozostały tak samo matowe i obojętne jak wcześniej.
18:46:54 *Fyllip - Przecież to tak radosne wieści... Zaraz narodzi się kolejne stworzenie, tylko po to, żeby umrzeć.
18:48:18 *Aleks 'Mogę rozpocząć rejs, ze świadomością że dokądś dopłynę. Wypłynąłbyś w rejs w nieznane, który miałby nigdy się nie skończyć?' - uśmiechnął się szeroko do Fyllipa.
18:49:10 *Fyllip - Nigdy nie przepadałem za statkami.
18:50:02 *Fyllip - Co innego mój przyjaciel, Daniel. Chwalił się, że nawet udało mu się wam towarzyszyć w jednej wyprawie.
18:50:42 *Aleks 'Polecam francuską literaturę. Doskonale oddaje istotę największego problemu egzystencjalnego. Długość życia kontra jakość życia. Skuteczność wobec moralności. Oraz inne zagadnienia, z natury rzeczy wampirom nieznane i tym samym ich dziwujące' - uśmiechnął się znów, zadowolony z siebie.
18:52:01 *Aleks 'Liczy się skuteczność. A rozumienie rzeczy zwiększa skuteczność';
18:53:55 *Patrick nieco zdziwiło słowo wampir. Spojrzał na Aleksa, to na Fyllipa... Jak to nigdy nie wiadomo, z kim się biesiaduje przy jednym stole.
18:54:00 *Aleks nie kojarzył, by widział Daniela na statku. Dziwiło go to. W końcu czyżby nieumarły ukrywał się niczym wściekły lis?
18:54:22 *Rozalia była wściekła, sama nie miała okazji oswoić się z tą myślą, a teraz będzie musiała z uśmiechem na twarzy mówić jak bardzo się cieszy i już segreguje ubranka. Próbowała się uspokoić.
18:55:12 *Emilio spoglądał to na Rozalię to na Aleksa i na Fyllipa. Próbował wyłapać z ich rozmowy o co dokładnie chodzi.
18:55:47 *Fyllip - Zero wdzięczności... Rozwiałem tylko wasze wątpliwości, na które szkoda czasu przy tak krótkim życiu.
18:58:59 *Essy z brzdękiem wrzuciła kawałki szkła do zlewu, mając wrażenie, że oto w taki sam sposób, w ułamku sekundy rozpadł się jej ostatni cień nadziei. Próbowała wyciągnąć niewielkie fragment, który wbił się jej w palec, ale było to trudne przez drżenie rąk i zamazany przez łzy obraz.
19:01:25 *Nate - Pokaż to - chwycił jej rękę. Nie mówił nic więcej. Nie było po co. Nie było co.
19:01:27 *Rozalia - Szkoda tylko, ze bez żadnej dyskrecji- prychnęła i machnęła ręką, którą miała zranioną. Jedna kropelka krwi ubrudziła koszulę Fyllipa. Kobieta usiadła przy stoliku.
19:02:47 *Najsmutniejszy reniferek na świecie wystawił ku niemu łapkę i odwrócił wzrok, drugą ocierając łzy, które i tak namolnie nie chciały przestać spływać.
19:04:45 *Fyllip - Muszę przyznać, że nie tego się spodziewałem. Zrobiło się ciekawie.
19:06:58 *Rozalia -Jak jest Panu nudno, to proszę poczytać książkę, zdaje się, że mąż polecił parę tytułów-
19:16:58 *Zuri uciekła wzrokiem. Zastanawiała się nad odpowiedzią. Tak naprawdę niczym nie mogła uzasadnić uzależnienia. Ono było. I tyle. Nic nie umiała poradzić na głód.
19:17:04 *Fyllip w wyraźnie dobrych humorze zasiadł znów do stołu, a raczej usadowił się do niego tyłem, opierając rękę na oparciu krzesła Rozalii. - Mam nadzieję, że dzięki tej niespodziewanej nowinie, nie przyczyniłem się niechcący do rozpadu małżeństwa. Byłoby szkoda, nie takie były moje zamiary.
19:20:45 *Rozalia - Rozczaruję Pana, rozpadu nie będzie, bo już wcześniej poinformowałam męża o mym stanie. Nie lubię tylko, kiedy rzeczy wymykają się spod kontroli.- oznajmiła.
19:22:40 *Fyllip - Miałem na myśli dość nietypową reakcję pewnej dziewczyny... Zastanówmy się, kto mógłby tak zareagować na taką wieść...
19:27:13 *Rozalia zaśmiała się. -Za mało Pan ma informacji na mój temat, by myśleć, że mnie to obeszło w jakikolwiek sposób- odpowiedziała. Tak naprawdę to po to ukrywała tę informację, by Essy nie wiedziała, bo po cholerę jej ta wiedza.
19:28:54 *Emilio znał ten ton Rozalii. Oznaczał, że była zła, więc wolał nawet nie wchodzić jej w pole widzenia. Zainteresował się Zuri siedzącą przy palenisku. Tej pani jeszcze nie widział. Podszedł do niej. -Dzień dobry- powiedział z uśmiechem.
19:30:14 *Zuri spojrzała na chłopca. -Dzień dobry.-skłamała, uśmiechając się przyjaźnie.
19:31:47 *Emilio - Pani tu pierwszy raz?- zapytał. Był tu kilka razy i ani razu jej nie widział.
19:31:51 *Eliza spojrzała za Emilio. Znalazł sobie kogoś do rozmowy. Może to nawet lepiej. Powinna przeprosić Essy. Ich nieporozumienie nie jest winą Elizy, ale Essy raczej też nie. Po obu stronach zabrakło wyczucia. Rozejrzała się za kobietą.
19:34:16 *Zuri pokręciła głową- Nie. Przychodzę tu już od dłuższego czasu. Ostatnio trochę mniej.
19:34:35 *Fyllip nie uwierzył Rozalii. - Hmmm... Żona bogatego męża, nie zwracająca uwagi na jego skoki w bok? Jesteś zdecydowanie za piękna i za mądra, by godzić się na coś takiego.
19:36:55 *Nate w końcu uporał się z kawałkiem szkła tkwiącym w skórze Essy. Pociekło nieco krwi, opłukał więc jej rękę pod wodą i wytarł czystą ścierką. - I już. Usiądź, przyniosę ci coś.
19:37:30 *Emilio -Ja tu jestem od niedawna, a widzę Panią pierwszy raz. Mam na imię Emilio-
19:37:34 *Essy - Nie trzeba - odparła, wciąż nie patrząc na niego.
19:38:50 *Nate - Trzeba, trzeba. Napijesz się, uspokoisz i potem wrócimy do reszty.
19:39:27 *Essy prychnęła - Po co mam tam wracać?
19:39:41 *-Zuri-przedstawiła się.- Jesteś bardzo podobny do swojego ojca.-zauważyła.
19:39:59 *Rozalia - Pff, a bo tylko mężowie są bogaci, a kobiety są tylko żonami bogatych? - prychnęła - Aco było przed małżeństwem nie ma teraz znaczenia - dodała.
19:41:50 *Nate podszedł do niej i zmusił, by spojrzała na niego. - By pokazać, że jesteś silna i się nie poddasz.
19:42:24 *Essy spojrzała na niego mokrymi, złotymi oczami. - Może już się poddałam - odparła drżącym głosem.
19:43:47 *Emilio - Miło mi poznać- odpowiedział. -Tak naprawdę, to każdy to mówi, ale by mu dorównać muszę się wiele nauczyć-
19:43:54 *Fyllip - Gdyby to się skończyło po ślubie, taka reakcja mogłaby być na widok obrączki, a nie na wiadomość o ciąży.
19:46:11 *Nate - Zasłużyłaś na coś dużo lepszego, niż to - odparł, przygarniając do siebie dziewczynę.
19:46:51 *Zuri -Z pewnością. Mi głównie o wygląd chodziło.-wyjaśniła- Zresztą, masz dużo czasu.
19:48:13 *Essy wtuliła się w niego, łkając cicho. Mimo całego bólu rozdartego serca, na wierzch przebiło się uczucie wdzięczności, że on tu jest.
19:48:16 *Rozalia wiedziała, że Fyllip mówi prawdę, zdawała sobie z tego sprawę. -Tak się dzieje, kiedy ktoś nie potrafi odpuścić, a teraz zbiera kulminacje emocji-
19:51:59 *Emilio - Chciałbym być taki jak tata. Mama mówiła, że jak będę dorosły to mam szansę być kapitanem, jakiego jeszcze morze nie miało-
19:53:19 *Eliza uchyliła drzwi zaplecza i spojrzała do środka. Tylko spojrzała na Essy. Cofnęła się.
19:55:08 *Nate zerknął w stronę dziewczynki, już chciał pokręcić głową, ale chyba sama zrozumiała, że to nie najlepszy moment.
19:55:51 *Zuri- Czemu nie?-dalej uśmiechała się, zmuszając swoje postępujące zobojętnienie do ukrywania się przed światem.
19:56:25 *Emilio odwzajemnił uśmiech. -Pływała Pani na statku?-
20:00:26 *Zuri- Tak, kilkukrotnie. Ale nigdy jako załoga.
20:03:07 *Emilio spojrzał na jej śliczną sukienkę. -Jest Pani za ładna by być załogantką- oznajmił.
20:03:28 *Zuri-Chociaż... Raz jako technik.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#975  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:26 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
20:03:46 *Zuri-Chociaż... Raz jako technik.
20:03:48 *Emilio - Technik? Kto to technik?-
20:04:21 *Emilio był bardzo ciekawym świata chłopcem. każdą nowinkę chłonął niczym gąbka wodę.
20:08:24 *Zuri przejechała dłonią po włosach. Kapelusz nadal był na górze. Chyba o nim zapomniała, albo nie chciała go zakładać. -No tak... Technik pracuje w maszynowni. Dba, by silnik, czyli to, co w moich czasach napędza statki był w dobrym stanie.
20:09:22 *Emilio -Silnik?- zdziwił się, takiego terminu nie znał. -U nas statki napędzają żagle i wiatr- wyjasnił.
20:13:33 *Zuri -U mnie, te które pływają na powierzchni też mają zwykle żagle. Ale prócz tego jest taka specjalna maszyna, która spalając węgiel lub inne paliwo wprawia statek w ruch.
20:15:37 *Zuri -I to jest właśnie silnik.-podsumowała- Mogę ci pokazać jakiś mniejszy.-zaproponowała i wtedy sobie przypomniała, że nie może. Posmutniała trochę, poprawiając się-Mogłabym, gdybym mogła wrócić do swojego warsztatu.
20:15:41 *Zuri w zasadzie posmutniała bardzo, ale tylko trochę dała to po sobie poznać.
20:18:17 *Emilio -Niesamowite. To takie same pudełka jak te profesora lazarusa? Te silniki? Sa statki na ogień?- zawalił ją pytaniami.
20:18:47 *Emilio przyjrzał się uważnie i usiadł obok Zuri. -Czasami mama ma taką minę, jak myśli, że nie patrzę- powiedział do niej cicho, prawie wyszeptał.
20:20:28 *Zuri-Nie mogłam się przyjrzeć urzędzeniu profesora, ale ono chyba używa energii elektrycznej...-usłyszała słowa chłopca.-To nic takiego.-wróciła do poprzedniej miny, o dziwo wyglądała całkiem naturalnie.
20:25:36 *Emilio wyciagnął rączki ku niej i po prostu przytulił. Na Rozalię działało, to i pewnie na tę smutną pania tez zadziała.
20:28:48 *Zuri spojrzała na chłopca zaskoczona. Broda jej zadrżała, ale wzięła drżący oddech, zmuszając łzy, by zostały na swoim miejscu, po czym położyła chłopcu dłoń na ramieniu i pchnęła lekko, dając znak, by się odsunął.
20:28:49 *Clara - To nie było wcale zabawne - odezwała się w końcu do Fyllipa.
20:29:14 *Fyllip - Ciebie mało co bawi.
20:32:44 *Rozalia ukradkiem spojrzała na poczynania syna. Trochę złagodniała, jak zauważyła, ze pociesza te kobietę. -Fakt, faktem, kiedyś i tak by się wydało.- skomentowała całą sytuację. Wreszcie przestała krawić i jakims cudem nie ubrudziła krwią jasnej sukienki.
20:33:24 ‹Mikaela› fejk Emilio nie rozumiał. -Przestało działać?- zdzwił się. -Zawsze pomaga- powiedział bardziej do siebie niz do Zuri.
20:33:29 *Emilio nie rozumiał. -Przestało działać?- zdzwił się. -Zawsze pomaga- powiedział bardziej do siebie niz do Zuri.
20:36:59 *Zuri zaśmiała się cicho.-Każda kobieta po swojemu jest smutna.-wyjaśniła chłopcu.-Ale dziękuję.
20:39:02 *Fyllip - Czyż nie? - odparł Rozalii. - Jeszcze trochę, a zaczniesz mi dziękować!
20:44:11 *Rozalia - Nie, nie będę, teraz nie będę miała możliwości tu przyjścia bez zbędnych plotek.-
20:46:44 *Essy pomało się uspokajała. No, przynajmniej przestawała płakać. - Dziękuję - rzekła cicho, wyplątując się z ramion Nate'a. - Muszę przestać o tym myśleć. Muszę się czymś zająć... Wiem, kto może mi pomóc. O ile zechce.... Zawołasz Mizu?
20:47:06 *Nate - To ten, co cię...?
20:47:26 *Essy - Tak - przerwała, zgrzytając zębami. - Ugh...
20:49:11 *Fyllip oczywiście podsłuchiwał. - Mizu! - zawołał. - Kolejna postać wkracza do akcji - rozejrzał się ze śmiechem za demonem.
20:49:38 *Nate wyszedł z zaplecza i również poszukał mężczyzny wzrokiem.
20:50:55 *Essy siorbnęła nosem, wytarła resztki łez, po czym usiadła na stole i zaczęła ściągać butki.
20:51:09 *Mizu siedział na swoim miejscu z brzegu karczmy. Zastanawiał się czy ludzie nie mogą być jeszcze bardziej dramatyczni, jednak udowodnili, ze mogą. Spojrzał w stronę Fyllipa. -Nie przypominam sobie byśmy byli w zazyłtch stosunkach byś mówił mi po imieniu-
20:52:33 *Fyllip - Fyllip, również mi miło. Zachowaj ten poważny ton, przyda się za chwilę - zaśmiał się.
20:53:06 *Emilio - To prawda, inaczej też się gniewacie-
20:53:14 *Nate podszedł do Mizu. - Essy cię prosi... Mógłbyś? - zapytał, możliwie dyskretnie.
20:55:04 *Mizu - To niech przyjdzie- mruknął.
20:55:19 *Zuri -To prawda. Każdy ma swoje uczucia.
20:55:50 *Nate - Chyba woli porozmawiać na osobności.
20:58:04 *Clara - Proszę się nie martwić, ludzie dużo gadają, ale szybko zapominają - powiedziała do Rozalii.
21:01:31 *Mizu westchnął głośno. -Co za upierdliwa baba- mruknał i podniósł się. Kiedy szedł w strone kuchni jego kot, który spał koło paleniska, podbiegł do niego i wskoczył na ramię, teraz był w wodnej formie (bo się rozpuścił przy cieple ognia).
21:03:02 *Essy czekała, siedząc na stole. Była boso. Opaskę reniferka odrzuciła gdzieś w kąt. Dla niej to był koniec świąt.
21:05:02 *Rozalia - Tu jest mały problem, bo jak już mówiłam, nie wszyscy umieją odpuścić i się dostosować-
21:05:35 *Mizu wszedł do kuchni. - To musi być naprawdę dobry powód bym musiał się tu fatygować-
21:06:29 *Emilio -A dlaczego jest pani smutna- zapytał.
21:06:43 *Clara - Ktoś konkretny cię tu martwi? - rozejrzała się po karczmie. Pewnie nie liczyła Fyllipa.
21:07:33 *Essy była obojętna na jego oschły ton. - Mieliśmy umowę - odparła. - Pomyślałam, że to dobry moment.
21:08:10 *Essy - Zamknij drzwi i rób co swoje... Proszę - dodała, wiedząc, że raczej nie będzie słuchał rozkazów.
21:09:46 *Mizu -Znam lepsze miejsce- odpowiedział i otworzył portal na piętro wyżej. Dokładniej to na korytarz.
21:10:40 *Zuri -Po prostu...-nie wiedziała. To znaczy byłaby w stanie wskazać rzeczy, które ją smuciły, ale nie potrafiła wskazać tej, która najbardziej się przyczyniła do jej nastroju.-nie mogę wrócić do domu.
21:10:53 *Essy było wszystko jedno. Z cichym westchnieniem zeskoczyła ze stołu i przeszła przez portal.
21:11:32 *Rozalia - Właściwie to już mniej, ostrzegłam, nie, obiecałam, że jak będzie mnie irytować, to i ja przestanę się powstrzymywać, wiec narazie nie mam się czym przejmować.-
21:13:02 *Emilio - Przykro mi. To ważne by móc wrócić do domu-
21:14:14 *Clara spojrzała na Rozalię niepewnie. Nie wiedziała o kim mówi.
21:14:20 *Mizu zaprosił ją do pierwszego lepszego pokoju. -Usiądź wygodnie-
21:15:58 *Rozalia - Proszę się nie martwić, tej osoby nie ma w tym pomieszczeniu-
21:16:47 *Zuri-Wiem-pokiwała głową. Przymknęła na chwilę oczy i uśmiechnęła się, pozornie odzyskując werwę.-Ale dam radę. Zawsze dawałam.
21:17:01 *Essy przysiadła na łóżku, przeczesując w zamyśleniu włosy. W końcu spojrzała na Mizu z wyczekiwaniem.
21:19:08 *Mizu spojrzał na nią surowym wzrokiem. -Jak jeszcze raz odrzucisz mój dar, tak lekką ręką, to osobiście Cie zabije, to jest obietnica, o przysługę poproszę kiedy indziej.- oznajmił ze spokojem, gładząc dłonią jej stópkę. -A, i w tym świecie nie ma tak przyjaznej magii, będzie trochę boleć-
21:21:16 *Fyllip - Czyli jednak wiedziałaś o niej, cały czas... - zerknął jej w oczy. - Powiedz, jak to naprawdę jest - nie mógł się powstrzymać.
21:21:55 *Essy nie odwróciła od niego wzroku, który tchnął dziwną pustką. - Tym lepiej - odparła głucho.
21:27:02 *Emilio -Czyli da sie wrócić do Pani domu? Może ja trafię, zaprowadzić Panią?-
21:29:29 *Rozalia znów dała sie złapać w sidła wampira. -Oczywiście, że wiedziałam- odpowiedziała prawdę.
21:31:02 *Zuri pokręciła głową- Nie. Portal jest zamknięty. Trzeba poczekać, aż się naprawi.
21:31:43 *Mizu najpierw zabrał się za jedną nogę. Przeciągnął dłonią od kostki w gorę. Teraz kiedy nie miała na sobie spodni a krótką spódniczkę, poczuła jak jego dotyk jest chłodny. Czuła jak znów płynie w niej energia, ale była zimna i jakby ostra. Czuła to intensywniej już ostatnio.
21:31:48 *Clara - Fyllip, proszę... Chodźmy już.
21:33:04 *Essy zmarszczyła brwi. Nie było to przyjemnie, ale cóż, tego chciała, tego potrzebowała.
21:35:02 *Fyllip - Przecież sama chciałaś zostać - odpowiedział jej, po czym znów spojrzał Rozalii w oczy. - Zdradź mi swoją największą tajemnicę.
21:44:18 *Mizu kontynuował. Teraz działał na etapie ud. Tylnia część, zewnętrzna część, przednia część i wewnatrzna część oczywiście od kolana w górę. Następnie pośladki dolna część w górę, górna część w dół.
21:48:41 *Essy zacisnęła zęby, choć zdarzyło jej się jęknąć raz, czy dwa. Skupiła wzrok na Mizu. Pamiętała jak to wyglądało ostatnio. Jeszcze tylko drugie tyle...
21:49:20 *Emilio -A nie ma okrężnej drogi?- zapytał
21:51:26 *Zuri- Nawet jeżeli, to jej nie znam, a niebezpiecznie jest kombinować. Po prostu poczekam.
22:00:12 *Andre pojawił się ponownie w sali. Skierował się na górę. Postanowił, że sam ich spakuje. A przy okazji przejrzy kilka miejsc w pokoju (i w samym odzieniu) które nadawały się na kryjówkę.
22:01:43 *Mizu przeszedł na dolną część brzucha pod pepkiem w dół, nad pępkiem w górę. Następnie boki od boder po pachy i plecy od dołu do góru. na końcu ramiona i od nadgarstków do góry.
22:03:07 *Mizu -Jak znów to zmarnujesz, to urwę Ci łeb- wyszeptał jej do ucha kończąc rytuał.
22:05:34 *Aleks uznał, że doszło do przesady. Podszedł do nich powoli. 'To miała być rozmowa, a nie przesłuchanie. A największa tajemnica jest taka, że jej mąż bywa pozbawiony skrupułów gdy ktoś nie szanuje jego przestrzeni.'
22:05:47 *Essy - Wtedy będę wdzięczna - powiedziała unosząc dłonie. Znów czuła wędrującą w sobie moc. - Nic innego mi już nie zostało. - nie zwlekając, zaczęła czarować, tworząc wodę, która zaczęła zbierać się wokół jej palców.
22:07:41 *Aleks 'Raz, nie zawsze. Dzisiaj mogę, choć nie muszę tego podarować. Spróbujesz swoich sztuk po raz trzeci a cię zabiję. Czy wyrażam się dosyć jasno?'
22:09:00 *Rozalia wpatrywała się w oczy Fyllipa, już miała powiedzieć, kiedy wtrącił sie Aleks. Dopiero pochwili się ocknęła, bo czuła złość, ze jej przerwał.
22:09:26 *Mizu- A tam, pierdolenie. teraz to zaczniesz dopiero sie uczyć i poznawać siebie na nowo-
22:10:51 Narracja: Wśród nieukrytych rzeczy Zuri były oczywiście ubrania, flet, książki fabularne i naukowe, narzędzia, kilka kremów, w tym jeden od Saudy i jeden od olbrzyma, któremu kiedyś pomogła, oraz całe mnóstwo skryptów, których przeznaczenia Andre mógł się tylko domyśleć, bo Zuri nie opisywała pudełek tak zwyczajnie, tylko oznaczała kolorami lub symbolami, z których część mógł rozpoznać z gry w karty.
22:10:55 *Fyllip spojrzał na Aleksa, trochę z rozbawieniem, a trochę z niebezpiecznym błyskiem w oku. - Uspokój się i nie strzęp już dzisiaj języka - nakazał.
22:11:59 *Aleks 'Nim twój postrzępię, musiałbyś uchybić etykiecie po raz kolejny. Jestem nad wyraz spokojny. I równie zniesmaczony'
22:13:47 *Andre chwycił książki, flet i ubrania. Te, które jego zdaniem nadawały się do Paryża. Resztę zamknął na klucz w szufladach. Nie będą potrzebne. Magia w środku Francji to zbyt wielkie ryzyko. Gdy miał już bagaż gotowy, zszedł na dół, rad jak mało kiedy.
22:14:17 *Dobrał również kremy, spodziewając się że mogą się przydać.
22:14:27 *Emilio -To wymyślimy wyście naokoło- zachęcił Zuri by sie ruszyła.
22:14:36 Narracja: Natomiast w kryjówkach nie było za dużo. W ubraniach znalazł tylko niedużą ilość lukatanu schowaną we wszywce w staniku, natomiast podwójne dno najniższej szuflady kryło notatki. Niedługie, z trzy kartki A4.
22:14:49 *Essy gwałtownie złączyła dłonie, potem rozsunęła je. Przed nią lewitowała idealna kula, idealnie przeźroczysta. - Naucz mnie - poprosiła, patrząc na Mizu przez magiczną wodę.
22:15:37 *Rozalia spojrzała na obu blondynów. -Stoicie po jemiołą- wyzłośliwiła się na obu. Bo mogła.
22:16:16 *Zuri-Wiesz, czekam tu na kogoś. Lepiej żebym tu była jak przyjdzie.
22:16:53 *Andre 'Pozbierałem nasze rzeczy. Prócz leków oczywiście. Tymi zajmę się osobiście gdy upewnię się, że jesteś bezpieczna. Oraz, że dzieci są bezpieczne'
22:16:53 *Mizu -Nauczę Cię, a jakże, pamiętaj, że opanowanie jest kluczem do wszystkiego, inaczej nie będziesz w stanie panować nad tym co stworzysz-
22:16:56 *Fyllip - Faktycznie - zerknął w górę. - Niech tradycji stanie się zadość - spojrzał Aleksowi w oczy. - Pocałuj mnie. Tylko w policzek.
22:18:19 *Aleks nie był głupi. Doskonale pamiętał radę by nie spoglądać wampirowi wprost w oczy. Teraz zrozumiał tyle, że ów usiłuje go poniżyć. 'Szkoda czasu. Spodziewałem się że z kimś ważniejszym mam sprawę' - pokręcił głową szepcząc do siebie.
22:18:44 *Essy skinęła głową. Przecięła ręką kulę, tworząc dwie. Potem znów, były już cztery. Zrobiła tak jeszcze parę razy, z każdym kolejnym kulki były coraz mniejsze.
22:19:59 *Mizu stworzył jedną dłonią identyczną kulę jak jej. -Kiedy jesteś spokojna, to kula jest ciąle taka sama, jednak kiedy się wkurzysz- pokazał, jak urósł wielki lodowy snop, który zaraz wypadł mu z reki i spadł na podłogę. -Wymyka się spod kontroli-
22:21:15 *Wodny kociak, siedzac na ramieniu Mizu trącał łapą mniejsze kulki, które stworzyła Essy.
22:22:29 *Zuri kiwnęła głową, wstając- Rozumiem.-uśmiechnęła się do Emilio-Wygląda na to, że czas na mnie. Do zobaczenia.
22:23:02 *Emilio -Dzień dobry- powiedział do Andre.
22:23:26 *Essy zakręciła palcem. Kulki zaczęły łączyć się, tworząc jakby sznur korali. Dziś nad wyraz łatwo było jej się skupić. Była spokojna. Zrezygnowana, zrozpaczona, zobojętniała, ale spokojna.
22:25:19 *Rozalia zdała sobie sprawę, że zamiast rozluźnić atmosferę tylko ją pogorszyła. -To był tylko żart.- wyjaśniła. Wiedziała, ze teraz stąpa po kruchym lodzie.
22:27:20 *Fyllip oparł się wygodnie na krześle. - Łatwo pogardzasz tradycjami własnego świata.
22:27:38 *Aleks czuł się pewnie. Byli w karczmie, w której niemal każdy, mając taką możliwość, z przyjemnością zabiłby wampira. Spodziewał się że Fylip nie podejmie takiego ryzyka - nawet przy założeniu że mógłby być szybszy niż jegomość spotkany na pokładzie.
22:28:18 *Aleks 'W moim świecie żadna z tradycji nie nakazuje całowania nieumarłych. Choć i z nimi związanych jest wiele tradycji i legend' - odpowiedział.
22:28:59 *Aleks 'Ale nie przypadłyby ci do gustu'
22:29:56 *Mizu -Idzie Ci o wiele lepiej niż ostatnio- pochwalił ją. -Możliwe, że mój świat za mocno Cie rozpraszał-
22:30:16 *Andre 'Pewnie będziesz mi miała za złe, ale twoja magia musi tutaj pozostać' - powiedział. 'Nie ma innej możliwości. Prędzej czy później nadaży się okazja do ich użycia. A to nie jest bezpieczne.'
22:30:42 *Fyllip - Mylisz się, uważam, że są bardzo zabawne. Oh i może Clarissa wpadnie na jakiś równie zabawny pomysł, co ostatnio - zaśmiała się na samo wspomnienie. - Nie uwierzycie. Przychodzi do domu ze wzburzonym wyrazem twarzy i nagle wystawia w moją stronę... Krzyż.
22:31:25 *Aleks 'Sądziłem że to twoja przyjaciółka. Widocznie się pomyliłem. Szkoda jej na niewolę. Jest bardzo ładna'
22:31:33 *Fyllip - Krzyczy 'Odejdź demonie!', aż trudno było mi zachować powagę. Potem jak nie chluśnie wodą święconą!
22:32:24 *Fyllip - Wszystko miała. I kołki, i czosnek, i srebro. Może coś nowego jest w twoich legendach?
22:32:26 *Aleks 'I cóześ zrobił gdy już pokazała ci ów krzyż?'
22:32:57 *Aleks roześmiał się w głos spoglądając na Clarissę. 'Charakterna. Nie dziwota że dogadała się z moją ślubną'





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#976  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:27 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
22:32:58 *Zuri -W porządku.-odpowiedziała równie spokojnie. W razie czego i tak mogła napisać.
22:34:11 *Andre 'Przydałaby się zaś Laila i jej umiejętności. Może Aleks będzie umiał pomóc. Mimo wszystko nie zamierzam cię narażać'
22:34:24 *Rozalia spojrzała na Clarissę bardzo współczującym wzrokiem. Miała rację, a mogła choć raz się pomylić. -Ej, my tu obie jesteśmy-
22:34:30 *Fyllip - Czy ja wiem, czy można to nazwać niewolą? Kupuję jej suknie, zabieram na przyjęcia...
22:35:01 *Rozalia -Ptaszek z złotej klatce-
22:35:30 *Zuri na to nie odpowiedziała. Czekała po prostu. Mają iść, to niech już idą. Tu nic do robienia nie ma.
22:36:55 *Essy wstała, tworząc jeszcze większy sznur wody, który teraz krążył wokół jej talii. - Będę się szybko uczyć - zapewniła.
22:37:01 *Emilio -A gdzie pan zabiera smutną panią?- zapytał się Andre.
22:39:16 *Mizu - I dobrze, po to masz talent by go doskonalić-
22:40:23 *Andre 'Szczęśliwego wejścia w nowy rok, przyjaciele! Na nas już pora!' - krzyknął po sali.
22:40:51 *Nill - Żegnajcie! - pomachała im.
22:41:02 *Andre nachylił się do Emilio 'Zabieram ją w miejsce w ktorym będzie szczęśliwsza.'
22:41:14 *Nill - My chyba też już będziemy się zbierać - zerknęła na Bhandrę.
22:41:48 *Clarissa zacisnęła pięści. Nie lubiła, gdy się tak z niej naśmiewał.
22:41:55 *Aleks 'Owszem. Jest coś nowego. Na tyle nowego by mogło cię zainteresować. Chyba nie sądzisz żem nie zabezpieczył pleców proponując ci spotkanie?'
22:43:04 *Fyllip - Zamieniam się w słuch - powiedział, krzyżując nogi i nachylając się do niego. Nie spuszczał z niego oczu. Bawiło go to jak Aleks usilnie unika jego wzroku.
22:43:07 *Bhandra 'Możemy. Szaman mówił, że przejście górskie zamknie się po dwóch i pół dnia. Wygląda na to że nie zostało nam wiele czasu, a lepiej być godzinę przed czasem, niż być zmuszonym do długiego rejsu'
22:44:01 *Aleks 'Zbędnie. Środki ostrożności mają to do siebie, że nie opowiada się o nich temu, przed kim się je powzięło' - roześmiał się.
22:44:29 *Zuri spojrzała na drzwi karczmy wzrokiem, który sugerował, że spodziewa się raczej nudy niż szczęścia. Opanowała się jednak nim Andre się do niej odwrócił. Słyszała go. Oby miał rację, choć po dzisiejszym dniu trudno jej było zebrać w sobie optymizm.
22:44:59 *Emilio przytaknął radośnie. -Powodzenia-
22:45:48 *Aleks 'Popełniasz ogromny błąd. Nawet przy uznaniu żeś silniejszy od innych, tracisz czujność. Zakładasz niezwyciężalność. Nie ma istnień niezwyciężalnych. A o tyle są słabsze, o ile tego nieświadome.'
22:45:56 *Nill - W sumie lubię te nasze długie rejsy - powiedziała z uśmiechem. - Ale jak już obiecaliśmy, że szybko wrócimy to nie ma co zwlekać.
22:47:57 *Bhandra 'Też lubię. Ale... Roshki. Jemu nie wytłumaczysz gdzie byłaś. Jemu pozostaje tylko ślepa tęsknota'
22:47:58 *Rozalia -Przepraszam Panów, my sobie odetchniemy świeżym powietrzem- powiedziała i wystawiła dłoń do Clarissy. Czy przyjmie zaproszenie by zostawić blondynów samych?
22:48:11 *Fyllip - A może po prostu sam zabezpieczyłem się. Może wszyscy jesteście zahipnotyzowani i wystarczy jedno moje słowo, niekoniecznie wypowiedziane prosto w oczy, by aktywować czar już wcześniej nałożony.
22:49:21 *Andre ukłonił się innym. Przeprowadził Zuri przez drzwi karczmy. 'Nie zamierzam cię uszczęśliwiać. Usiłowałaś zabić moje dzieci. Zamierzam cię pilnować. A co nastąpi po tym, zależy już od ciebie, jak mówiłem'
22:50:04 *Aleks roześmiał się. 'Widzę że zdałeś sobie sprawę z zagrożenia. Mogę zdeptać mrówkę bo jestem silniejszy. Mogę zdeptać całe mrowisko. Ale chwila nieuwagi wystarczy, by to mrówki - mimo że małe, a w odpowiedniej sile, zabiły mnie. Czy nie za to masz nas, śmiertelnych? Za mrówki?'
22:51:20 *Fyllip - Ależ my już wychodzimy - powiedział i sam wystawił do Clarissy rękę.
22:51:31 *Zuri nie zareagowała na ten komunikat. Założyła po prostu kapelusz, dając się poprowadzić.
22:52:00 *Fyllip - Gdzie tam - żachnął się. - Mrówki nie są takie dobre.
22:53:06 *Aleks 'Nie są. Ale na ludzi wystarczają. Jak magowie na wampiry' - uśmiechnął się. 'Znam prawo gościnności. Jak mówiłem, twoja krzywda niczego mi nie przyniesie'
22:53:06 *Clara zerknęła to na Rozalię, to na Fyllipa. Oczywiście podała rękę mężczyźnie. Wiedziała, że jego groźba nie jest do końca bez uzasadnienia.
22:53:56 *Rozalia stanęła przed nimi, -Pan wykorzystał mnie, to ja chcę dać chociaż odetchnąć Pani Clarissie, Jeden spacer, 10 minut. Babska rozmowa.-
22:54:28 *Aleks spojrzał na kobietę. 'Ciesz się nią jak skarbem, nie jak łupem. Ludzka uroda i wdzięk przemijają w mgnieniu oka' - powiedział zamyślony.
22:55:47 *Aleks 'Muszę się pożegnać' - powiedział podchodząc do Nill. Nim zdążyła zaprotestować, po prostu objął ją jak dzieciaka, niepomny na obecność Bhandry.
22:56:40 *Fyllip - To prawda - powiedział, przejeżdżając ręką po twarzy Clarissy. - Wyjątkowo piękna istotka mi się trafiła.
22:57:54 *Nill z początku była nieco zaskoczona, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko. - Wciąż mam twój nóż - szepnęła.
22:59:08 *Aleks 'To twój nóz' - odpowiedział. 'Pamiętam bardzo dobrze że ci go oddałem. Noś go. Przynosi szczęście'
22:59:10 *Fyllip - Jeżeli chcesz, Rozalio, to chodź z nami. I tak będę wszystko słyszał.
22:59:46 *Aleks odwrócił się. 'Ja też nie ogłuchłem!' - podniósł głos.
23:00:26 *Rozalia -Babska rozmowa zakłada tylko kobiety w trakcie rozmowy, Prosze by Pan poszedł przodem,a Pani Clarissa Pana dogoni-
23:01:04 *Essy stworzyła wąski, okrągły sznur, czy też bicz wodny. Szybko chwyciła jego koniec i spróbowała z zaskoczenia oplątać wokół kostki Mizu.
23:02:00 *Aleks spojrzał na Rozalię dość wymownie, korzystając z faktu że Fylip akurat na niego nie patrzy. Zamierzał uczestniczyć w tejże rozmowie, choć nie wprost.
23:02:01 *Fyllip - Tak się składa, że lubię ją mieć przy sobie, więc niezbyt ciekawi mnie ta propozycja.
23:02:26 *Mizu musial poskakać na jednej nodze, kiedy szarpnęła za sznur. -Nieźle, nieźle.- Jeszcze pare tygodni a i moze nauczysz sie zamrażać wodę. Z zamieniem w parę i mgłę będzie trudniej, ale i do tego dojdziesz-
23:02:44 *Nill - Może zneutralizuje moje pecha - zażartowała.
23:03:35 *Aleks podszedł w końcu. 'Daj mu spokój, Rozalio. Jest niespokojny. Pewnie od jakiegoś wieku pierwszy raz nie budzi powszechnego strachu i zaskoczenia. Najwidoczniej sobie z tym nie radzi' - uśmiechnął się, sięgając po swoje wino, stojące nadal na stole.
23:04:17 *Andre przeprowadzil Zuri przez portal. Następnie przez dobrze im znaną kamienicę. Jednak już z powozu zarządził kurs w zupełnie innym niż dom jego rodziców kierunku.
23:05:01 *Rozalia -Nie znam czarnomagictwa, oferuję tylko rozmowę kobiecie, która tego potrzebuje.- odpowiedziała Fyllipowi. Obejrzała się na Aleksa. -Ale...- jęknęła. Pierwszy raz znalazła kogoś komu może powiedzieć wszystkie żale i wysłuchać tego samego, bo są w tej samej sytuacji.
23:05:39 *Aleks rozglądał się. Czy Patrick nadal był w pobliżu?
23:06:12 *Fyllip - Jeżeli naprawdę tylko o to chodzi, to zapraszam do nas.
23:06:42 *Aleks zamierzał po prostu zagrać na ambicji wampira.
23:07:00 *Rozalia - Nie chcę by Pan podsłuchiwał-
23:07:28 *Patrick siedział przy stole. Można się było domyślać, że stara się przysłuchiwać rozmowie.
23:08:02 *Fyllip - Wystarczy moje jedno słowo, Aleksie. Domyślasz się, jakie?
23:08:07 *Aleks 'Nie pójdzie z tobą. Doskonale wiesz dlaczego, Fylipie. Sam mówiłeś jak na niewiele zdały się obronności Clarrisy. Czegóż więc się boisz?'
23:10:32 *Nill - Żegnajcie - pożegnała się jeszcze, nim wyszli z Bhandrą.
23:11:34 *Fyllip uśmiechnął się, oglądając za Nill. - Przyjęcie dobiega końca. Zaczynacie nudzić.
23:14:34 *Rozalia - Oczywiście, do widzenia- odpowiedziała im. -Przepraszam- powiedziała do Clarissy, bo nie udało jej się wynegocjować chociaż 10 minut spokoju.
23:18:42 *Clara nachyliła się do Fyllipa. - Nie rób tego... - poprosiła.
23:21:40 *Aleks 'Niby wampir, niby stroi się w piórka przedwiecznego, a boi się własnego cienia' - zaśmiał się do pozostałych. 'Mali chłopcy dziewek mniej się obawiają niż on własnej niewolnej'
23:22:22 *Fyllip nic nie odpowiedział, tylko wystawił jej ramię. Spojrzał na Johnsonów. - Żegnajcie - rzucił do nich i odwrócił się.
23:23:53 *Rozalia podeszła do Aleksa. -Durne 10 minut by go nie zbawiło- prychnęła.
23:26:14 *Zuri uniosła lekko brwi, ale przypomniała sobie, że w sumie jej to nie obchodzi.
23:29:15 *Clara spojrzała jeszcze z niepokojem za siebie, nim zniknęła za drzwiami. Nie wiedziała, co się dokładnie ma stać, ale na pewno nic dobrego.
23:31:45 *Essy - Parę tygodni? - nie była zbyt zadowolona. - Muszę iść po przyjaciółkę - przypomniała sobie nagle. Musiała zejść tam na dół, spojrzeć im wszystkim w oczy... Cholera.
23:51:35 *Gdy tylko Fyllip rzucił słowa pożegnania, Patrick nagle uniósł głowę. Wstał spokojnie i bez pośpiechu zaczął zbliżać się do Emilio.
23:51:48 *Zuri pokiwała głową. Trochę się obawiałą tych warunków, ale cóż. Zabić jej na pewno nie zabije. Nawet okaleczeń się nie spodziewała. Jedzenie na pewno będzie, woda będzie. A ewentualny brak prywatności jakoś zdzierży.
23:54:31 *Powóz zatrzymał się przed całkiem sporym jednorodzinnym domem, któremu jednak było daleko do domu Andre - i pod względem architektury, i przepychu. Andre wysiadł pierwszy podając Zuri rękę, by i ona wysiadła.
23:54:55 *Andre 'Przykro mi, że Sauda nie będzie uczestniczyła w tym, pewnie ważnym dla niej, czasie.'
23:56:03 *Aleks dawno już miał Patricka na ostrzu noża. Pogodzili się dzięki Amelii, ale pomimo tego wolał obserwować jego poczynania. Inna sprawa, że w ogóle nie znał jego zamiarów - a tym samym nie był w stanie przewidzieć poczynań.
23:56:25 *Zuri- Myślę, że dość skutecznie ją odgoniłam.-stwierdziła, czując ukłucie żalu na wspomnienie o siostrze. No proszę, znalazły się jeszcze jakieś uczucia.
23:57:27 *Essy pomału zaczęła schodzić na dół, cicho stąpając gołymi stopami po schodach. Zajrzała na salę, która zdążyła już trochę opustoszeć.
23:58:55 *Patrick nie zamierzał bawić się w ceregiele. Przyłożyć rękę do boku, wyciągnąć ostrze. Nic prostszego.
00:01:21 *Luna siedząca do tej pory w kącie i obderwująca salę ze znudzoną miną, podniosła się z pozycji siedzącej. 'Aleks! Dzieciak!' - krzyknęła, rzucając nożem w ostrze Patricka. Lecz czy trafi?
00:03:12 *Patrick musiał obronić się przed atakiem, co dało Emilio czas na reakcję.
00:05:30 *Emilio stał chwile jak osłupiały, bo nie spodziewał się ataku w karczmie, bezpiecznej karczmie. Zerwał się nagle i podbiegł w stronę matki.
00:07:35 *Patrick próbował zahaczyć jeszcze ostrzem chłopca, lecz nie zdążył.
00:08:16 *Rozalia sięgła za bar, gdzie odłożyła prezent od syna. Nie zastanawiała się długo, tylko od razu rzuciła, celując w udo, by unieuruchomić agresora.
00:09:39 *Rozalia ukucnęła przy synu patrzac czy nic mu sie nie stało. Cały cza smiała na oku obcego mężczyzne, który bez powodu rzucił się na chłopca.
00:10:26 *Aleks 'Ty gnido!' krzyknął dobywając szabli i biegnąc w stronę Patricka.
00:10:30 *Essy stworzyła pod mężczyzną kałużę.
00:11:29 *Patrick poślizgnął się, co pozwoliło mu uniknąć rzuconego w doń ostrza... Nie upadł jednak i wyskoczył z kałuży, dobywając pistolet. Wycelował w Emilio i oddał strzał.
00:12:53 *Zuri wyszła z powozu i spojrzała na dom. Nic szczególnego. Dom jak dom. Poruszyła nosem, spoglądając w kierunku, z którego przyjechali. Przecież wróci po zapachu koni. Oczy ponownie skierowała na dom. Po jej twarzy nadal nic nie było widać.
00:14:15 *Rozalia rzuciła się na Emilio do przodu, by uchronić go przed pociskiem.
00:15:15 *Aleks przeskoczył do Patricka celując szablą w broń tak, by mu ją wytrącić. Rękojeścią celował zaś, cofając rękę, w szczękę mężczyzny
00:18:44 Narracja: Kobieta zdążyła, Emilio nic się nie stało. Pocisk trafił w nią. Prosto w brzuch.
00:22:08 *Dagon rzucił się do Rozalii. 'Kur*a! Ryuu mnie zabije!' - - podbiegł do kobiety, odwracając ją, i podkładając jej rękę pod głowę. Chciał natychmiast ocenić, gdzie trafił pocisk.
00:23:31 *Lazarus, zajęty dotychczas rozmową z Dagonem, rzucił się do Rozalii. W biegu wyciągnął zestaw medyczny ze schowka.
00:23:50 *Dagon 'Umiesz jej pomóc? Jest w ciąży!'
00:24:02 *Emilio wygramolił się spod matki. -O nie- pisnął jak zobaczył ślad krwi na jej jasnej sukience
00:26:02 *Essy podbiegła do zbiegowska, o mało nie wywaliwszy się przez własną kałużę.
00:26:04 *Lazarus nie odzywał się, zbyt zajęty ratowaniem kobiety, i jak się okazuje dziecka.
00:26:52 *Lazarus nie bawił się w półśrodki. Nanity były ostrym rozwiązaniem, ale polecił im podtrzymywać stan dziecka, podczas gdy zajął się matką.
00:27:04 *John - Gabryś, chodź no tutaj -
00:28:06 *Rozalia powoli odbływała. Patrzyła na Dagona półprzytomnym wzrokiem. -Czy jest bezpieczny?- zapytała. -Czy Emilio nic nie jest?-
00:28:09 ‹. Saoya› .
00:28:26 *Gabriel wszedł przez główne drzwi. Rozejrzał się. 'Wzywałeś?' - zapytał, gdy zobaczył Patricka.
00:28:35 *odpływała
00:28:56 *Aleks, zacietrzewiony, odkopnął Patricka chcąc zyskać dystans. Był przekonany że teraz go zabije.
00:29:32 *John - Zacytujesz prawo woli? -
00:29:45 *Dagon 'Nic mu nie jest. Stoi tutaj'
00:30:06 *Gabriel 'Czyń swą wolę, i pozwól na nią innym'
00:31:02 *Patrick nie był wcale łatwym przeciwnikiem. Ostrza miał przymocowane do przedramion, więc nie można ich było wytrącić. Zerkał w stronę zbiegowiska, nie widząc, czy jego ofiara padła, czy nie...
00:31:13 ‹Saoya› /
00:31:15 *John - Teraz wyjaśnij mi dlaczego cofnąłeś czas dla Essy? -
00:31:22 *Profesor znieczulił Rozalię i podjął się usunięcia pocisku skalpelem laserowym. Na szczęście pocisk nie tkwił głęboko. Lazarus wziął kolejny hipospraj, na zatamowanie krwawienia i rekonstruktorem tkanek pozszywał Rozalię.
00:32:19 *Rozalia -To przypilnuj go na chwilę, póki ja nie mogę- poprosiła Dagona. Nawet nie znała jego imienia.
00:32:45 *Gabriel 'Ponieważ nie była świadoma ceny za twoją przysługę'
00:33:36 *John - Pomijając to że nie była to moja przysługa, gdzie jest w tym łamanie prawa woli? -
00:34:16 *Gabriel uniósł ręce składając je w coś na znak trójkąta, i kierując twarz w stronę Patricka. 'By wola była wolna, potrzeba świadomości. Gdy dzieje się coś, czego druga strona jest nieświadoma, nie ma wtym woli.'





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#977  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:28 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
00:35:28 *Essy miała nadzieję, że Patrick nie słyszał słów Dagona. - Emilio nie żyje! - krzyknęła na tyle głośno, by mężczyzna to usłyszał.
00:35:56 *John - Czyli chcesz mi powiedzieć że jeżeli ktoś nie jest świadomy danej sytuacji to nie będziesz tej osoby bronić za wszelką cenę? -
00:36:23 *Lazarus skanował Rozalię. Zdrowiu dziecka i matki nie zagrażało niebezpieczeństwo. Musiał teraz jednak podjąć decyzję, co zrobić z nanitami, które krążyły po organizmie dziecka. Zwrócił się do Dagona - Nic jej nie będzie, dziecko też jest bezpieczne, ale obydwoje potrzebują dużo odpoczynku.
00:36:32 *Patrickowi wystarczyło to za potwierdzenie. Wykonał misje, zabił... Nagle dotarło do niego, co zrobił. - Aleksie... Nie chciałem.
00:37:07 *Rozalia -CO?!- również usłyszała i chciała sie zerwać z podłogi, ale nie miała zbyt wiele sił.
00:38:25 *Aleks był zaślepiony wściekłością. Natarł na Patricka obydwiema szablami wyskakując na niego od góry.
00:38:33 *Gabriel zareagował natychmiast, tonując Aleksa nim dobiegł do Patricka. Nagła ściana powietrza powstrzymała agresora.
00:38:45 *Lazarus - Niech pani oszczędza siły.
00:39:21 *John - Gabryś, co ty robisz? Przecież prawo woli nie zostało złamane, nieprawdaż? -
00:39:33 *Patrick uniósł ręce do obrony, ale pewnie nic by to nie dało, gdyby nie pomoc Gabriela.
00:40:10 *Patrick - Nie chciałem, przysięgam! Fyllip mi kazał!
00:40:26 *Essy - Żartowałam! - zawołała po chwili.
00:40:28 *Rozalia -Ale mój syn- próbowała się podnieść. Zalała się łzami. Jak mogło do tego dojść, przecież mówili, ze nic mu nie jest!
00:41:36 *Lazarus przysłuchiwał się słowom Patricka. - Sądzę, że jeśli odpowiednio zbadamy pamięć napastnika, może uda się ustalić czy mówi prawdę czy nie.
00:42:08 *Emilio musiał pokazać się matce, bo nie uwierzyła nawet jak Essy odwołała swoje słowa.
00:44:21 *Aleks 'Skur*ysyn!' - syknął chowając szable. Trwało chwilę nim ostudził złość. 'Skoro nie uszanował zaproszenia, ani ostrzeżenia, zginie jak pies!'
00:45:07 *Aleks 'Dobra rada. Nie patrz mu w oczy. Nigdy. Wtedy nie ma nad tobą żadnej mocy'
00:46:10 *John - Gabryś? Nie wyłączaj się -
00:46:40 *Patrick skinął Aleksowi głową. O mało nie zabił niewinnego dziecka... Świadomość, że to czar niewiele pomagała.
00:46:57 *Gabriel 'Nie wyłączam się. Pracuję' - powiedział. 'Owszem. Zostało złamane. Nie zostałoby złamane gdyby Patrick świadomie podjął decyzję o mordzie'
00:47:07 *Rozalia jakoś pozbierała się z podłogi i przycisnęła do siebie Emilio.
00:47:51 *John - Był świadomy więc nie zostało nic złamane -
00:48:50 ‹. Saoya› .
00:48:50 *Aleks 'Nie ma sensu atakować go tradycyjnymi metodami. Podczas przedostatniego rejsu udało mi się zabić jednego z nich. Cudem. Ale pamiętam co było przyczyną jego upadku'
00:49:13 *Dagon 'A gdzie jest Eliza?' - rozejrzał się wokół siebie. Pamiętał że dziewczynka była ulubiona przez wampiry.
00:49:40 *Zuri wyszła z powozu i spojrzała na dom. Nic szczególnego. Dom jak dom. Poruszyła nosem, spoglądając w kierunku, z którego przyjechali. Przeż wróći po zapachu koni! Oczy ponownie skierowała na dom. Po jej twarzy nadal nic nie było widać
00:50:46 *Lazarus, z nieukrywaną złością, odezwał się do Dagona - Ten przybytek ma poważne braki w dwóch kwestiach: bezpieczeństwa i opieki medycznej. Mężczyzna grozi gościom podczas święta, hipnotyzuje jednego z nich, prawie zginęła kobieta i nienarodzone dziecko. Konieczne są tu zmiany.
00:50:58 *Essy - Nic jej nie będzie? - zapytała Lazarusa.
00:51:48 *Essy - Czyli nic jej nie będzie?... Im?
00:52:31 *Dagon 'To to sam wiem. Tylko kto te zmiany wprowadzi...'
00:52:55 *Lazarus odwrócił się w stronę Essy. - Nie, jest bezpieczna, ale powinna odpocząć. - po czym dodał dużo ostrzejszym, złowieszczym wręcz, tonem. - Jednak na przyszłość młoda damo wstrzymaj się od takich dowcipów. Mogłaś bardzo poważnie zaszkodzić pani Johnson.
00:53:24 *Andre 'Obudź się dziewczyno. Obudź, rozumiesz? Zastanów co robisz' - wział bagaż i skierował się w stronę domu.
00:53:45 *Emilio -Mamooooo, udusisz mnie zaraz- upomniał się.
00:53:47 *Andre 'Pewnie nawet nie rozumiesz co dzisiaj zrobiłaś. Nie wyglądasz jakbyś dużo myślała. Wchodź do środka'
00:54:45 *Rozalia dopiero teraz zorientowała, ze być może za mocno ściska syna. -Przepraszam- powiedziaa i wytarła twarz rękaw.
00:54:49 *Essy - Ja tylko... Nieważne - mruknęła. - Dobrze, że nic jej nie jest.
00:56:09 *Aleks przyklęknąl przy Rozalii, na tyle na ile miał miejsca. 'Jak się czujesz?' - zapytał.
00:56:32 *Zuri posłusznie wykonała polecenie. Jak kukła
00:58:04 *Essy cofnęła się, nie chcąc robić tłoku. Podeszła do Dagona. Nie chciała w tej chwili narzucać się Aleksowi. - Pokaż mi portal Amelii, miałam po nią pójść.
00:58:55 *Lazarus trochę się uspokoił. - Niezbędna placówka medyczna może tu powstać. Potrzebne są tylko czas i surowce. - miał w planach budowę niezbędnego sprzętu, ale dużo, dużo później. Widocznie konieczne było lekkie przestawienie priorytetów.
00:59:18 *Rozalia - Sennie- odpowiedziała.
01:00:01 *Eliza otrząsnęła się z szoku. Co się przed chwilą stało? Czemu? Skąd?
01:00:50 *Rozalia - I nago -dodała po chwili, widząc rozdarcie suknie w miejscu, gdzie ją postrzelono.
01:04:21 *Profesor uśmiechnął się do Rozalii - Na szczęście dziura i plama krwi to jedyne co zostało. - chwycił rekonstruktor tkanek. - To urządzenie bardzo wprawnie załatało ranę, nawet blizny nie ma.
01:08:47 *Andre 'Nie rozbieraj się z sukni i kapelusza. Będziemy mieć gościa' - powiedział. Otworzył drzwi rozglądając się. Dom faktycznie wymagał porządków i odświeżenia, ale poza tym wszystko z nim było w porządku. No, może poza skromnym wystrojem.
01:09:12 *Zuri obejrzała się na Andre. Na przekór jej, połączenie empatyczne nadal działało. Mógł poczuć, że wbrew temu co widać, dziewczyna myśli bardzo dużo, a emocje aż w niej kipią. Była świadoma tego, co się stało. I nienawidziła siebie za to. Uważała siebie za durnego kundla, który nie zasługuje na nic.
01:09:45 *Rozalia -Dziękuję Panu bardzo, uratował mi, nam Pan życie-
01:11:39 *Zuri nie przeszkadzał wystrój. Był dach? Był. Były ściany? Były. Okna całe, pleśni nie czuć... Działa? działa.
01:12:25 *Essy - Dagon... Proszę.
01:12:53 *Andre 'Kazałem dorożkarzowi posłać po księdza Zuri. Zostaniesz ochrzczona.'
01:13:56 *John - Gabryś, dla Ciebie hipnoza to złamanie prawa woli? -
01:15:26 *John - A, skoro już to jest mi wiadome i tym razem nikt Cię nie okłamie jak ostatnio mogę to załatwić
01:15:29 *Lazarus - Nie ma o czym mówić, cieszę się, że byłem na miejscu i mogłem pomóc. - profesor był tylko w połowie skupiony na tym co mówił. Myślał już nad tym od czego powinien zacząć konstrukcję...tak by następnym razem pomoc była jeszcze szybsza.
01:16:11 *Aleks 'Uratowałeś ją' - powiedział. 'Jest o czym mówić. Jak się odwdzięczyć?'
01:16:31 *Zuri nie do końca zrozumiała, ale kłócić się nie zamierzała. Kiwnęła głową na znak, że komunikat do niej dotarł.
01:18:09 *Gabriel 'Nie zawsze. Poza tym, to nieistotne co uważam o tym osobiście. Prawo jest jakie jest. Jeśliby prawo woli nie było złamane, nie mógłbym działać. Chyba że przeciwko sile czarnomagicznej lub we własnej obronie'
01:19:05 *John pstryknął palcami w kierunku Essy. - Tak więc, wracając do prawa woli. Skoro hipnoza to złamanie prawa to perswazja również nią jest? Czym jest siła czarnomagiczna? -
01:20:26 *Essy obróciła głowę w kierunku Johna, marszcząc brwi.
01:20:26 *Andre odłożył bagaż. 'Ten dom nie jest mój. Ale należy do mojej rodziny. ' - powiedział, zapalając świece w korytarzu. Wrócił do bagażu by go rozpakować. 'Tu są kuchnia, pokój i łaźnia. Dwa pokoje są na górze'
01:20:55 *Gabriel usiadł na krześle. 'To każda siła która pochodzi z nieprawej energii. Każde istnienie rodzi się z własnym potencjałem energetycznym. W tym rownież jako mag. Jeśli przełamuje ten potencjał i sięga po nienależne sobie siły, używa czarnomagii'
01:21:07 *Rozalia wstała z klęczek. Podnosiła się powoli, by nie zakręciło jej się w głowie.
01:21:21 *Zuri słuchała, widząc za nim wzrokiem.
01:22:09 *Gabriel 'Jeśli czerpie swe siły ze śmierci innych istnień, z niszczenia, również jest to czarnomagia. A jeśli używa swego potencjału by szkodzić nieświadomym istnieniom, również dopuszcza się występku czarnomagii'
01:22:42 *Andre 'Ta szafa, i ten pokój' - wniósł za sobą świecznik do pokoju 'będą należały do ciebie. Z pewnością sprobujesz uciec. Ale nie wiem czy jest dokąd'
01:23:15 *Essy - Dagon, zaprowadź mnie do portalu Amelii - powtórzyła.
01:23:17 *Aleks podał Rozalii rękę. 'Spokojnie, pewnie jesteś osłabiona'
01:23:33 *John - W tym również jako mag. Co to ma znaczyć? I co robisz z istotami dopuszczającymi się tej czarnomagii ? -
01:24:39 *Na słowa Aleksa Lazarus zastanowił się. Mógł powiedzieć wiele rzeczy, ale przyszła mu do głowy jedna rzecz, rzecz na którą wpadł już dużo wcześniej podczas dzisiejszego święta. - Odwdzięczyć się? Może pan bardzo łatwo. Niech pan da swoim dzieciom możliwość rozwoju, stosowną do ich potencjału.
01:25:25 *Gabriel 'Zależnie od ich przewiny. Mogę pouczyc ich. Uświadomić że robią sobie krzywdę. Wtedy mają wybór. Czy chcą w to brnąć dalej - choć wtedy będę przeciwdziałał skutkom, czy zechcą odzyskać utracone ja poprzez pokutę. Karę.
01:26:12 *John - Nie będziesz wtedy działać przeciwko ich woli? -
01:26:17 *Aleks 'Zgodnie z możliwościami. Nie zamierzam robić z nich maszyn podporządkowanych systemom' - uśmiechnął się.
01:26:37 *Zuri rozejrzała się po jej nowym pokoju. Da radę.
01:26:43 *Gabriel 'Nie mogę. Moge pilnować jedynie by ich wola nie niszczyła cudzej'
01:27:24 *Essy - Dagon... Mogę równie dobrze poprosić o to Aleksa, ale on ma teraz ważniejsze sprawy na głowie.
01:27:50 *Gabriel 'Gdy mam do czynienia z istotą, nad którą nie ma już żadnej kontroli a jej działania są zbyt szkodliwe, mogę zapobiec jej ujściu stąd lub innego podległego mi miejsca'
01:27:57 *Lazarus również się uśmiechnął. - Zgodnie z możliwościami, oczywiście.
01:28:26 *Rozalia - Dziękuję- powiedziała. Pierwszy raz była w sytuacji, kiedy była zależna od kogoś w 100%. Nigdy tak głupio nie dała się postrzelić. -Mogę prosić o herbatę/- zpaytała
01:28:40 *John - Ale wtedy robisz to wbrew jej woli łamiąc prawo -
01:29:16 *Patrick podszedł do Rozalii z herbatą. - Nie wiem jak mam panią przeprosić.
01:29:19 *Dagon podszedł do baru i odszukał dzban z herbatą. Jeszcze letnią. Dobrze że postawił ją na piecu. Nalał trochę do kubka i przyniósł Rozalii. '
01:29:35 *Dagon 'Lepiej usiądź. Ja mam coś do zrobienia' - powiedział. Skinął na Essy.
01:30:01 *Aleks podprowadził Rozalię do stołu by mogla usiąść. Zaskoczyło go że Patrick nie drążył tematu. A powinien. Tak przynajmniej Aleksowi się zdawało.
01:30:11 *Essy podeszła do Dagona. - To jak?
01:30:15 *Ksiądz niepewnym krokiem wszedł na schody, pukając do drzwi.
01:30:28 *Andre 'Wiesz, że nadal współodczuwamy. Prawda?' - upewnił się.
01:30:41 *Dagon 'Chodź. Jakby co, to nie ja'
01:30:50 *Dagon skierował się do wyjścia z karczmy.
01:31:34 *Essy chwyciła jakąś butelkę po drodze i poszła za demonem.
01:34:23 *Dagon przeszedł na front karczmy, pokazując portal po lewej stronie. 'Tędy' - powiedział. 'Uważaj. Wszystkie ulice są strzeżone. Nie wszędzie pilnują ludzie. Maszyny nie mają skrupuów. A też maj czym zabijać na odległość. Trwa tam regularna godzina policyjns'
01:35:08 *Zuri przestała marnować energię na ukrywanie smutku.-Tak. miałam nadzieję, że jakoś to... - w sumie nie wiedziała jak nazwać to, co chciała zrobić - ominę.-nie chciała, by wiedział o jej emocjach. Jeszcze by zaczął mimochodem współczuć, czy pocieszać. A ona nie zasługuje na to.
01:35:18 *Rozalia spoglądała na Patricka gniewnie. -To proszę nie przepraszać, to Pan będzie żył w piętnem, ze chciał zabić niewinne dziecko- warknęła. Była wściekła, aż ją nosiła. Jak on smiał w ogóle podejsć.
01:36:15 *Essy kiwała głową, bardziej skupiajac się na zapamiętaniu położenia portalu. Wreszcie. - Dziękuję - powiedziała, przechodząc na drugą stronę.
01:38:05 *Patrick - Czuję się z tym podle, choć wiem, że nie było w tym mojej winy.
01:38:27 *Lazarus stanął za Patrickiem i nie przejmując się niczym zaczął dokładnie skanować jego głowę.
01:39:55 Narracja: Ciemny dom ze ścianami zrobionymi ze... wszystkiego co popadnie, co akurat w ręce wpadło budowniczym. Okna, a właściwie dziury w tworze obrażającym wszystkie profesjonalnie wykonane ściany zabito deskami. Na zwenątrz właśnie zmierzchało. Zapach też był niczego sobie.
01:40:27 Narracja: Smród znajdującej się niedaleko rzeki, którą spływały najróżniejsze chemikalia, smród pomieszczenia, które od wielu lat używają ludzie nie sprzątający po sobie, smród palonego wszystkiego z plastikiem i gumą włącznie.
01:40:31 *Essy rozejrzała się uważnie. - Amelia! - zawołała.
01:41:01 *Essy skrzywiła się przez te zapachy. Co za podłe miejsce...
01:41:25 Narracja: Żadnego odzewu. Kobiety tam nie było. Jedyne, co tym zawołaniem osiągnęła Essy było spłoszenie jakiegoś samotnego, wyliniałego kota.
01:41:43 *Rozalia ściskała mocno kubek z herbatą. -Strzelił Pan, widziałam, bez mrugnięcia okiem. Jakby mnie tak nie było, to miałby Pan jego krew na rękach-
01:42:09 *Patrick odwrócił się do mężczyzny stojącym za nim, nie wiedział jednak, co ten kombinuje.
01:42:56 *Patrick po chwili znów zwrócił się do Rozalii. - Nie mam pojęcia, co się ze mną działo, to było silniejsze ode mnie. Ten wampir mnie zahipnotyzował.
01:43:00 Narracja: Pomieszczenie było prawie puste. Właściwie znajdowała się w nim jedynie drabina na dach i otwarte drzwi, wychodzące na wąską alejkę.
01:43:22 *Rozalia -A jakby nie było tutaj Pana Profesora, to by miał Pan moją krew na rękach-
01:43:34 *Aleks 'Przestań Rozalia! To nie on. To twój znajomy, Fylip.'
01:43:54 Narracja: Wokół panowała dziwna, nienaturalna wręcz cisza. Kroki słychać było rzadko i było to właściwie tylko szybkie przebiegnięcie przez ulicę i zamarcie w oczekiwaniu. Jakby wszyscy grali w ''raz, dwa, trzy, król patrzy''.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#978  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:28 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
01:44:42 *Patrick mimo wszystko czuł się trochę winny. - Powinienem zachować większą czujność, ale nie wiedziałem wtedy, kim jest ten człowiek. Proszę panią o wybaczenia - skłonił lekko głowę.
01:45:41 *Essy postanowiła wspiąć się na dach, wciąż nie wypuszczała jednak butelki. Nierówne podłoże przypomniało jej, że nie zabrała ze sobą butów.
01:47:07 *Rozalia - TO nie jest mój znajomy!- fuknęła kubkiem o blat stołu. Jednak przez hipnozę wcale a wcale nie bała się Fyllipa.
01:47:17 *Lazarus miał ponurą minę. Gdy skończył, wyświetlił graficzną reprezentację fal mózgowych Patricka i odchrząknął, wskazując na dwa nierówne zapisy. - W tych dwóch miejscach w mózgu pana Patricka pojawiają się zapisy obce, wprowadzone przez kogoś z zewnątrz.
01:47:39 *Lazarus - Nie wiadomo czy to pan Fyllip i czy te fragmenty odpowiadają za próbę zamachu, ale ktoś ewidentnie, że tak to ujmę, grzebał panu w głowie.
01:48:06 *Aleks 'Musisz mi koniecznie zorganizować takie urządzenie' - powiedział do profesora. 'Może być wielce przydatne'
01:49:10 *Patrick spojrzał na Lazarusa. - Zdaje się, że właśnie przed chwilą.
01:49:55 *Profesor zaśmiał się głośno. - Nie ma problemu, ale musiałbym najpierw zbudować drugi taki skaner i mieć salę operacyjną do wszczepienia go w pańskie ciało.
01:50:05 *Andre 'Chrzest sprawi, że twój strażnik nie będzie miał nad tobą władzy. Przejmie ją bóg do którego ja się modlę. Będzie w stanie zdjąć z ciebie klątwę. Lepiej nie mówić o niej księdzu. Jeśli ten zauważy ogon lub uszy - wydadzą na ciebie wyrok'
01:50:40 *Andre 'W tym kraju nie zabija się kobiet oczekujących dziecka. Ale można je osadzić w celi i wykonać wyrok tuż po porodzie'
01:50:44 Narracja: Essy zdążyła wystawić jedynie głowę, gdy pojawił się król z tej dziecięcej gry. A przynajmniej jego odpowiednik. Wielki, metalowy i uzbrojony. Dron przeleciał nad ulicą, zwalniając na chwilę przy Essy, by oddać w jej kierunku krótką serię strzałów.
01:52:01 *Zuri -Rozumiem, ale... skoro Strażnika wrót, to pozostałych też?-spytała, spoglądając niepewnie.
01:53:22 *Essy rozejrzała się po okolicy. Wtem dostrzegła lecącego w jej kierunku... Nie pamiętała jak się to nazywało. Coś jej podpowiedziało, by jednak się trochę schować... W ostatniej chwili wpadła do domku, uciekając przed strzałami. - Ożesz w mordę - syknęła, słysząc strzały.
01:54:09 *John - Gabrysiu, powiedz mi czym jest wolna wola? -
01:54:43 *Essy wzmożyła czujność. Dagon i Aleks nie żartowali, to nie były przelewki. Zastanawiała się jak znajdzie tu Amelię... Może usłyszała strzały?
01:56:17 *Rozalia czuła się źle. Nikt nie rozumiał buzującego w niej gniewu. Dopiła herbatę i wstała. -Pójdę się położyć, zanim ukręce łep niewłasciwiej osobie- powiedziała przyznając, ze wierzy patrickowi, chcociaż wybaczac mu nie zamierzała.
01:56:39 *Essy zrozumiała, że dachy to najmniej bezpieczna droga, gdyż nie było tam żadnej osłony. Ostrożnie wyjrzała więc za drzwi.
01:57:15 Narracja: Dron odnotował, że stworzenie spadło z dachu. Skoro tak, to pewnie wyeliminowany. Maszyna miała za zadanie ograniczyć ruch w slumsach. Robiła to samym faktem istnienia godziny policyjnej, a ci najsprytniejsi i najważniejsi w podmieściach i tak znajdą sposób.
01:57:45 Narracja: Nie potrzebowała więc skomlikowanego oprogramowania, a sprzęt miał po prostu być w stanie zauważyć i zabić człowieka pałętającego się po ulicy. Dron poleciał dalej.
01:57:48 *Patrick również wstał, by pożegnać damę. Skinął jej głową. Rozumiał i nie mógł jej winić.
01:59:49 *Aleks 'Zaczekaj' - powiedział do Patricka. Dogonił Rozalię przy schodach. 'Rozalia? Jedna chwila dla mnie' - podszedł do żony. 'Tego dnia, tam w domu... nie mogłem cię winić bo wiedziałem o hipnozie. Nawet gdybyś faktycznie zdradziłą, to nie ty i nie z twojej woli. Nie wiń innych za to, że zostali narzędziami zwierzęcia' - przejechał ręką po jej dłoni.
02:00:57 *Na szczęście przy drzwiach budynku było coś na kształt daszku z blachy. Inaczej i tu zostałaby zastrzelona. Jak ten chłopak, który właśnie się potknął i nie zdążył się dostać do bezpiecznego cienia na czas. Pociski zmieniły ciało w strzęp mięsa.
02:01:10 *Aleks 'Byłem gotów zabić go, gdyby nie Gabriel. Pewnie domyślasz się już, że nie zaingerowałby gdyby to była zwykła zemsta ludzka'
02:02:11 *Gabriel 'Wolna wola? To świadomość wyboru.' - uśmiechnął się. 'Największy dar istnień posiadających mózg i świadomość własnego bytu'
02:02:42 *Rozalia -Aleks, ja bardzo chcę nie winić, ale nie mam gdzie nakierować gniewu. Przez tę durną hipnozę nie boję się tej pijawki i nie czuje zagrożenia z jego strony- wytłumaczyła co w niej siedzi.
02:03:17 *Essy cofnęła się w głąb domku. Cholera jasna... Pomału zaczęła tracić nadzieję, że będzie miała okazję przejść chociaż do budynku obok.
02:03:18 *Andre 'Tak. Pozostałych też. Wszystkich. Kimkolwiek by nie byli. Zaczniesz należeć do naszego świata. Twoja dusza na zawsze będzie przypisana do twojej osoby. Nie tylko w ogonie. W całej tobie. I dopóty nie zaczniesz umyślnie czynić zła, nie będziesz musiała obawiać się boskiej kary'
02:04:00 *Essy postanowiła się na razie nie wychylać. Tylko słuchać.
02:04:11 *John - To dlaczego zatrzymałeś tego tutaj? Konkretny powód. Hipnoza nie zabrała mu świadomości wyboru, jedynie nakazała pewną rzecz -
02:05:05 Narracja: Architektura miasta z pięknem nie miała nic wspólnego, ale jak najbardziej zadziwiała. Zbudowane ze wszystkiego konstrukcje, mające z reguły koło pięciu kondygnacji wyglądały jak kartoniki poukładane przez bardzo nieudolne dziecko.
02:06:42 *Gabriel 'Oni należą do innej kategorii. Zrodzili się równi mi i pozostałym braciom. Z tą samą mocą. Porzucili ją. Jedni umyślnie, drudzy nieświadomie. Jeszcze inni, jak Dagon - zostali zrodzeni w energii demonicznej. Czarnomagicznej. To odebrało im szansę którą dostają istnienia śmiertelne. Jedynym sposobem by ją odzyskali jest zrozumienie biegu zdarzeń nie z pozycji demona'
02:06:43 *Gabriel 'Ale z pozycji istnienia śmiertelnego. Odbierającego zawiedzenie, dumę, ambicję, strach, ból, troskę, przywiązanie, jak istnienie śmiertelne'
02:07:51 *Essy widziała, w którą stronę próbował zmierzać chłopak. Cień... Tak, to było warte zapamiętania. Wzięła do ręki jakiś głaz i wyrzuciła na zewnątrz, oczekując, co się stanie.
02:08:13 Narracja: Drony przelatujące zwykle co dwie, trzy minuty wydawały z siebie zadziwiająco cichy, ale jednak słyszalny już z pewnej odległości warkot o denerwująco wysokim brzmieniu. W przerwach między przelotami nagle wszystko ożywało.
02:08:35 *Gabriel 'Demon postrzega świat inaczej niż człowiek, elf, zwierzę. Każdorazowo gdy wykazuje się niezrozumieniem istoty istnienia, utraca swą duszę. To, co sprawia że ma prawo istnienia jako jednostka. I musi to odzsyskać. Liub zniknie'
02:09:34 Narracja: Z niewidzialnych kryjówek wyskakiwali ludzie ubrani najróżniej i o najróżniejszym stopniu higieny. Z reguły jednak mało kto marnował wodę na mycie. To zadziwiające jak ludzie ze sobą współpracowali przy tym.
02:09:43 *John - Więc mówisz że każda istota świadoma ma prawo do wolnej woli po za tymi których nie lubisz? -
02:09:45 *Aleks uśmiechnął się. 'Znam doskonały sposób' - przyciągnął Rozalię do siebie całując zapalczywie. Nie miał pojęcia czy odwzajemni to czy da mu w twarz.
02:10:35 Narracja: Nikt nie chciał być zastrzelony, ale solidarność szczurów okazywała się na tyle silna, by pomóc komuś szybko coś przenieść, albo postawić na nogi kogoś, kto się potknął.
02:11:32 *Gabriel 'Nie lubię? Skąd taki pomysł? Ja pozostaję neutralny'
02:12:06 *Essy korzystając nie tylko z własnego słuchu, co i z obserwacji innych w końcu wybiegła z kryjówki, przyklejając się do ściany po zacienionej stronie. Nie spieszyła się. Słuchała. Obserwowała. Na razie nie zastanawiała się dokładnie nad kierunkiem.
02:12:23 *John - Więc kto decyduje kto jest chroniony prawem wolnej woli? -
02:12:32 Narracja: Pod warunkiem, że starczy czasu. Warkot silnika wywoływał panikę, ale dziwnie uporządkowaną. Każdy się chował gdzie mógł, jakimś cudem nie zagradzając przy tym drogi innym.
02:12:59 *Gabriel 'Porządek rzeczy. Ten jest jeden dla wszystkich uniwersów'
02:13:59 *John - To dlaczego pan porządek rzeczy nie zajmie się bronieniem swojego prawa? -
02:14:05 *Rozalia była zaskoczona. Napięła wszystkie mięśnie i próbowała wyswobodzić. Była osłabiona to i mu uległa. Oddała pocałunek, jednak po chwili wbiła mu paznokcie w plecy, by dał jej spokój.
02:14:27 *Aleks 'Odpocznij kochana. Potrzebujesz odpoczynku.' - powiedział.
02:14:34 *Zuri spuściła nieco głowę. -W takim razie to będzie wbrew mojej woli. -poinformowała go. Od Strażnika chętnie by się uwolniła, ale od Neno? Od Viviusa? Arreta? Jaty? Nawet Los nie jest zły. Nie każdemu sprzyja tak samo, ale nigdy nie kłamie. Po prostu jest.
02:14:44 *Essy przemierzała najniebezpieczniejsze dzielnice 41. wiecznego świata w kusej, wełnianej sukience, na bosaka i z flaszką w ręku.
02:15:53 *Rozalia -Pogoń Emilio do spania za jakąś chwilę- poprosiła. -Dobranoc-
02:16:21 Narracja: Było dobrze. Obok niej do ściany przykleił się sporych gabarytów mężczyzna. Kwiatkami nie pachniał, choć nie potem śmierdział. Nie mył się wodą, tylko płynem do odkażania, przez co intensywnie śmierdział dentystą. Spojrzał na Essy i uśmiechnął się głupio.- A tobie się przypadkiem piętra nie pomyliły?
02:17:30 *Essy - Fajnie by było - odparła, zerkając na mężczyznę. - Szukam Amelii - rzuciła. Czemu by nie spróbować?
02:18:43 *Święto chyba się skończyło, a Lazarus nie miał co robić na dole. Szybko minął na schodach całujących się Johnsonów i udał się do swojego pokoju. Sen dalej nie przychodził, dlatego zamierzał spędzić czas na planowaniu i budowie większego replikatora.
02:19:47 Narracja: Odpowiedziały mu równie inteligentnie brzmiące śmiechy dochodzące z zagłębienia budynku, gdzie tłoczyła się zgraja innych ludzi tak różnorodnych, że trudno wskazać cokolwiek, co ich łączyło.
02:20:57 *''Dentysta'' uniósł brew- Wiesz ile tu jest kobiet? Ile wśród nich może się nazywać Amelia?-rzucił kpiąco.-Znam co najmniej piętnaście.-uśmiechnął się obleśnie-Wszystkie baaardzo dobrze.
02:23:11 *Essy powstrzymała prychnięcie. Jakoś przypomniały jej się słowa Ame o poziomie romantyczności w tym świecie. - A dokąd mogłaby pójść taka, której nie znasz baaardzo dobrze? Wojowniczka?
02:23:49 *''Dentysta''-Ciebie też chętnie poznam.-przyjrzał się Essy, jakby ją oceniając.
02:24:11 *Andre 'Więc na nic skrypty ukrywające twój ogon. Już widziałem ile przynoszą złego. Nie muszę otwierać księdzu. Ale jeśli tak, sama na siebie wydasz wyrok pozostania w tym domu do rozwiązania'
02:25:14 *''Dentysta'' -A kto to wie? Pewnie jakaś z gangu. Z takimi lepiej się nie zadawać.
02:26:04 *Zuri -Niech i tak będzie. Neno ocalił mi życie. Nie opuszczę go dla krótkiego spaceru.
02:26:05 *Essy - Sama zdecyduje, z kim warto się zadawać. Jak do nich trafię?
02:27:55 Narracja: Dentysta nie odpowiedział już. Dron poleciał, więc trzeba biec dalej. Popędził do kolejnej kryjówki, chowając się pod podłużnym zadaszeniem. Szedł dalej wzdłuż tego budynku.
02:29:04 *Essy również wybiła do przodu. Gdy byli pod dachami, znów próbowała go zagadać. - Hej! To jak?
02:30:33 *Aleks zgodnie z zaleceniem Rozalii, napotykając na Emilio poprosił go, by udał się do pokoju, do snu. W ramach wyjątku, z okazji świąt, mógł to zrobić dzisiaj bez kąpieli. A nie chodziło o nic innego jak o jak najszybsze upewnienie się, że śpi bezpiecznie na górze.
02:30:37 *Patrick rozejrzał się po sali. Rodzina Drake'ów zbierała się do wyjścia.
02:31:56 *Aleks podszedł do Patricka. 'Nie miej Rozalii za złe. To był dla niej trudny dzień. Z Fylipem uporam się osobiście.' - powiedział.
02:33:26 *Patrick - Kłóciłbym się o pierwszeństwo, ale masz większe prawo. Życzę powodzenia.
02:33:59 *Nate - My już będziemy lecieć. Wszystkiego dobrego, dobranoc.
02:35:06 *Dentysta szedł dalej, nie odwracając się do niej, ale odpowiedział.- Słuchaj mała, to naprawdę miłe, że ci się podobam, ale naprawdę mogłabyś sobie odpuścić to udawanie, że szukasz gangu i powiedzieć mi wprost, co czujesz.
02:35:08 *Dentysta szedł dalej, nie odwracając się do niej, ale odpowiedział.- Słuchaj mała, to naprawdę miłe, że ci się podobam, ale naprawdę mogłabyś sobie odpuścić to udawanie, że szukasz gangu i powiedzieć mi wprost, co czujesz.
02:35:13 *Zuri- Chociaż... Niech będzie.-powiedziała, przypominając sobie o tym, że na decyzyjność też miała nie zasługiwać.
02:36:30 *Aleks pożegnał Nate'a podniesioną ręką, nie przerywając sobie picia wina.
02:37:04 *Essy - Niech ci będzie. Zaczynasz mnie wku.rwiać, ale zdajesz się wiedzieć dużo o tym miejscu, więc mam nikłą nadzieję, że jednak mi pomożesz.
02:37:18 *Aleks 'Nie jestem ci przeciwny. Ale nie sądzę byś z krwiopijcami równie sobie radził co z miłośnikami karcianych rozgrywek' - roześmiał się.
02:37:33 *Aleks 'Nie miałem go zabijać. Ale skoro tak bardzo tego zapragnął...'
02:38:33 *Patrick - Nie martw się, jeżeli Ci się to nie uda, to ja zadbam o jego śmierć.
02:39:45 *John - Gabryś nie zasypiaj -
02:40:24 *Aleks 'Tyle mi wystarczy. To dobra deklaracja. Jedyne co spędzi mi sen z powiek to bezpieczeństwo mojej rodziny. A właśnie. Amelia nigdy nie opowiedziała jak udała wam się akcja w jej świecie. I jak wiele jeszcze przed nią. Niby nie powinienem plotkować, ale i o nią martwić się należy bo bywa dość... niefrasobliwa;
02:40:53 *Andre 'Zastanów sie dobrze czego faktycznie chcesz. Można zmusić do obrządku. Ale nie do wiary'
02:41:23 *Patrick - Ale racja, z wampirami nie miałem jeszcze do czynienia. Czas trochę poczytać, podowiadywać się. Jeżeli Essy wróci, podzękuj jej w moim imieniu. Nie wiem czy bardziej uratowała mi życie, czy powstrzymała przed odebraniem owego, ale jestem jej wdzięczny.
02:42:21 *Patrick - Wolałbym tej akcji nie wspominać. Oszukano nas... Mnie w szczególności. Ale wyszliśmy cało. Będę musiał z nią niedługo pogadać.
02:42:33 *Dentysta zaśmiał się-Wiedzę mam taką jak wszyscy, ale mogę ci pomóc, skoro tak bardzo chcesz.-powiedział w końcu, zwalniając, ale nie zatrzymując się przy przelocie kolejnego dronu. Byli pod dachem. Wystarczyło nie wystawić przez przypadek ręki.-Oczywiście nie za darmo.
02:43:27 *Essy - Rum, to wszystko co mam. Lubisz rum?
02:45:21 *Zuri -Wiem. I wierzyć nie będę.-przyznała- A na pewno wiara ta nie wyprze tego, co wyznaję od dziecka.
02:48:01 Narracja: Dentysta skręcił w tunel przechodzący wprost przez budynek. Przejście obudowane było blachą. Wzdłuż ścian korytarza ciągnęły się podłóżne kałuże błota wody i... (niuch niuch) tak, moczu i kału.
02:48:25 *Gabriel 'Porządek rzeczy sam w sobie jest prawem. Jest istotą istnienia. Jest drogą i drogowskazem. Ciężko to pojąć umysłowi uwięzionemu w ciele. Porządek rzeczy przewiduje plan dla każdej istoty która zaistniała. Lecz nie jest to plan o sztywnych ramach. Każdy może go zmieniać, każdego dnia i w każdej chwili.'
02:48:25 *Gabriel 'Porządek rzeczy nie jest osobą. To siła sama w sobie. Wszelka siła sprawcza'
02:49:03 *Dentysta - Rum?-rzucił kpiąco, jakby to nie było nic warte. Zatrzymał się i obrócił do niej-Słuchaj słonko. W mieście może się wam wydawać, że alkohol taki wspaniały, ale to nie jest miasto. Miałabyś wodę. Wtedy może.
02:49:44 *Dentysta -Zresztą nie tylko rum masz.-przypomniał, klepiąc kobietę w tyłek.
02:50:48 *W tym momencie Essy straciła rum, ale zyskała satysfakcję. No i Dentysta przestał pachnieć tak intensywnie środkiem dezynfekującym. - Łaski bez, poradzę sobie.
02:51:04 *John - Czyli coś przygotowało plan którego nie może wykonać bo każdy go zmienia. To nie jest plan. To jest zwyczajnie przypadkowość -
02:52:37 *Gabriel 'To o czym mówisz jest dowodem, że nie wszystko pomieści ludzki pomyślunek. Wszystko dzieje się jednocześnie i nigdy, a jednak następuje po sobie. Wersji zdarzeń jest nieskończenie wiele a każda ma swoje przyczyny i prowadzi do określonych skutków.'
02:53:30 *John - Już rozumiem. Chodzi Ci o płatek. Mogłeś od razu mówić





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#979  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:29 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
02:57:10 *Patrick podniósł się. - Przykro mi, że wyszło jak wyszło. Do zobaczenia.
02:57:41 *Dentysta- To super.-powiedział i poszedł swoją drogą.
02:59:22 *Gabriel 'Tak. O płatek. Kwestia nazewnictwa
03:00:29 *John - I co płatek ma do prawa woli? -
03:00:32 *Aleks 'Wracaj bezpiecznie' - odpowiedział na pożegnanie. Rozejrzał się. Najwyraźniej Eliza faktycznie przepadła jak kamień w wodę.
03:00:36 *Essy zawróciła. Tyle wiedziała, że skoro ten facio nie idzie w stronę gangu, to nie powinna iść za nim. Poza tym capiło tu niemiłosiernie. Obrała sobie jakiś kierunek i znów zaczęła przemieszczać się między budynkami. Starała się nie tracić innych z oczu, obserwować jak się poruszają.
03:01:44 *Dentysta w ostatniej chwili cofnął się do tunelu. Przez tą natrętną dziewuchę nie usłyszał nadlatującego drona. A ten był wybinie upierdliwy, bo nie z karabinu strzelał, a z wyrzutni. Wybuch ogrzał powietrze, a podmuch wyrzucił po przeciwnej stronie kilka osób stojących najbliżej wejścia. Zaraz dobiegły stamtąd strzały, które skutecznie zagłuszyły trwające tylko chwilę krzyki.
03:02:04 *Po chwili pukanie ucichło. Ksiądz najwyraźniej zrezygnował. Dobrze chociaż że jego kurs był opłacony. Andre westchnął cicho. 'Wedle twojego wyboru' - powiedział. 'Poważnie Zuri. Nie mam do ciebie więcej siły. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić. Nie mam już pomysłów. Jeśli nie poradzę sobie z tobą, będę musiał odesłać cię do rodziny i iść w swoją stronę'
03:03:07 *Dentysta-Kur*a-przeklął sobie zdrowo.-Głupia zdzira.-dodał pod nosem.
03:03:42 *Andre 'Nie wiem gdzie podziała się niewinna dziewczyna którą pokochałem. Szukam jej i szukam. Ale ciągle drogę zastawia mi wyrachowana panna o myśleniu mężczyzny i charakterze wojownika'
03:04:29 *Essy obejrzała się na siebie, w stronę wybuchu. Nie była nawet pewna, co się stało. Może jednak nie jest zbyt rozsądnie łazić krok w krok za innymi? Oni też mogą się pomylić i sprowadzić na nią niebezpieczeństwo.
03:06:13 *Essy odwróciła wzrok od zmasakrowanych ciał. Przeszył ją dreszcz. Chyba zaczynała pomału rozumieć to wycofanie i naburmuszenie Amelii. W takim świecie trudno o beztroskę i radość. Nie zamierzała się jednak cofać.
03:07:05 *Zuri podniosła na niego wzrok.-Ja też...-popłynęło kilka łez.-...siebie nie poznaję.-popłynęło jeszcze więcej. Zamknęła oczy, by to zatrzymać. -Nie wiem co się dzieje. Nie mam pojęcia.
03:08:38 *Andre było przykro. Nie chciał by płakała. Ale nie mógł przemóc się by ją teraz przytulić. Naraziła jego dzieci. 'Paryż to jedyna alternatywa by oddzielić cię od nałogu. Nie mam innej. Podobnie zniszczenie portalu. Ten ostatni Dagon na pewno naprawi. Choć nie natychmiast. '
03:09:29 Narracja: Szturchnął ją jakiś mężczyzna. Pofarbowane na co najmniej pięć odcieni zielonego (w tym ten zgniły) sięgały mu do ramion. -Dobrze słyszałem, że szukasz Pustych?
03:10:53 *Zuri usiadła na łóżku.-Rozumiem. Zostanę tu.-powiedziała, spoglądając na niego. Miała w oczach ten sam błysk zaufania, co kiedyś. Trudniej było mu się przebić, ale był tam.
03:11:48 *Essy zaczęła mieć dość ponure myśli. Co jeżeli naprawdę zginie tutaj, pośrodku niczego? Ktoś by jej szukał? Czy ktokolwiek przejąłby się jej śmiercią, tak naprawdę, nie na zasadzie 'Och, szkoda tej dziewczyny, taka wesoła była'...
03:12:38 *Essy została wyrwana z zamyślenie. Spojrzała na mężczyznę zaskoczona. - Chyba tak - odparła. Brzmiało to w sumie jak nazwa jakiegoś gangu i chyba nawet Amelia kiedyś o nich wspomniała.
03:14:50 *Andre spuścił głowę gdy zobaczył spojrzenie Zuri. 'Nie chcę cię krzywdzić. Nie chcę byś tu cierpiała samotność. Ani nie chcę się bać że przez jakieś głupie runy utracisz duszę. Gdybyś zaufała mojemu bogu, moglibyśmy tutaj pozostać. Inaczej nadal powinienem szukać Laili by rzuciła urok który pozbawi innych możliwości widzenia twojego ogona'
03:15:43 *Andre 'A nawet nie wiem czy taki urok jest możliwy. Podobnie jak nie wiem czy kiedyś, po śmierci, dane nam będzie spotkać się, czy każde uleci do innego boga'
03:16:17 *Mężczyzna wciąż na nią spoglądał, pomachał jej dłonią przed oczami. Jego poorana przebytą kiedyś ospą i pewnie wieloma innymi chorobami wpływającymi na skórę twarz wygląła prawie na zmartwioną.-Halo?
03:16:49 *Essy zamrugała. - No co? Prowadź do Pustych, jeśli wiesz, gdzie są.
03:18:59 *Aleks 'Jak to do świata Amelii?!' - wykrzyknął uderzając butelką o stół.
03:19:02 *Dagon 'Normalnie. Ponoć miałeś ją tam zaprowadzić tylko byłeś zajęty rodziną i wampirami'
03:20:48 *Zuri- Tylko widzisz, ja w swoich bogów nie muszę wierzyć. Oni są. Pokazują się, mówią, robią. A tutaj musiałabym uwierzyć.- powiedziała- A nie wiem, czy bym umiała.
03:20:51 *Zielonowłosy-Sami puści nie. Wiem gdzie jest ktoś, kto dla nich robi. Akurat mam po drodze.-powiedział i ruszył w odpowiednim kierunku.-Poznam imię kobiety, którą prowadzę na pewną śmierć?
03:21:46 *Essy - Essy. Poznam imię mężczyzny, za którym idę na pewną śmierć?
03:23:09 *Aleks 'Cholera jasna! Przecież ona tam nie ma żadnych szans! Strach ją puścić przez deptak by pod konia dorożkarskiego nie wpadła!'
03:23:15 *Zielonowłosy miał dziwnie łagodny jak na jego aparycję głos. Mógłby śpiewać romantyczne piosenki, podbijając przy tym serca milionom nieletnich fanek.
03:24:19 *Andre uśmiechnął się. 'Poczułabyś to. Wiara... Wiara po prostu jest. Pomaga tam, gdzie wszystko inne zawodzi. Sprawia że to co robimy ma sens. To że rodzimy się i umieramy. To że rzeczy następują po sobie. To że dusza jest nieśmiertelna i czeka ją wieczne szczęście'
03:24:24 *Zielonowłosy -Jet
03:25:00 *Dagon 'Na mnie nie patrz. Tak powiedziała. Nie miałem powodu jej nie wierzyć'
03:25:23 *Aleks 'Ja jej tak powiedziałem. Daj no rumu' - powiedział. 'A zresztą, sam sobie wezmę. Idę po tą francę. Nie dopuśćcie wampira do Rozalii i Emilio. I radzę ci poszukać Elizy. Chyba się wam zapodziała'
03:29:38 *Essy - Dzięki, Jet - rzuciła przy okazji. W końcu sam się zaoferował z pomocą. Miała szczerą nadzieję, że nie ma w tym haczyka.
03:29:42 *Jet zatrzymał się i położył Essy dłoń na ramieniu, zatrzymując. -Tu przejdziemy na drugą stronę.-zakomunikował, ale nie ruszył się z miejsca.
03:30:21 *Essy skinęła głową i rozejrzała się w oczekiwaniu.
03:31:28 *Jet zauważył coś po drugiej stronie ulicy-Albo i nie.-powiedział, chowając się głębiej w cieniu.
03:32:30 *Essy nie odważyła się wyjrzeć. Chwilę nasłuchiwała. - Co jest? - zapytała w końcu szeptem.
03:35:26 *Jet-Spójrz.-najwyraźniej bał się postaci w zaostrzonym kapturze, opierającej się o ścianę pod jakimś dachem. Kobieca sylwetka ledwo była widoczna przez krój bluzy. Spojrzała w ich kierunku, ale nie wyglądała jakby miała zamiar do nich podejść.
03:36:44 *Essy wyjrzała. - No widzę. Kto to?
03:37:24 *Jet- Oto Pusty.-szepnął do niej, praktycznie na ucho- Właściwie ich legenda. Tak bardzo ci zależy, to idź. Ja sobie jeszcze pożyję.-dodał i zaczął się wycofywać, udając, że go nie ma.
03:38:45 *Essy - Jasne... - mruknęła, patrząc za znikajacymi, zielonymi włosami. Wyjrzała jeszcze raz. Pomachała do kobiety, sprawdzając reakcję.
03:39:01 *John - Gabrysiu, skoro zasypiasz to może czas udać się do łóżka? -
03:40:49 *Pusty po drugiej stronie przyjrzał się Essy. Postać pokręciła głową i gdy dron odleciał, pobiegła w jej kierunku wyciągając nóż.
03:41:33 *Gabriel 'Ja nie sypiam' - roześmiał się
03:42:19 *Essy na widok noża odsunęła się nieco dalej. Wymacała ręką kamień i przygotowała, się do obrony, unosząc nad głowę. Czekała, aż postać wyłoni się zza rogu budynku.
03:43:22 *John - Przynajmniej tyle dobrze choć z koncentracją u Ciebie słabo -
03:43:36 *Aleks przeszedł przez portal. Starał się być tak czujny jak potrafił. Doskonale pamiętał jak dostać się do ... domu Amelii.
03:45:14 *Gabriel 'Jak i u ciebie z cierpliwością. Co ma do prawa woli... Wszystko. Rodzisz się z wolną wolą. niezależnie od tego czy jesteś królem czy niewolnikiem, podejmujesz dziesiątki, setki, tysiące decyzji. Każdego dnia.'
03:45:59 *John - I dlaczego pozbawiasz tego prawa istot rozumnych które nie są ludźmi? -
03:47:06 *Gabriel 'Nie pozbawiam. Nie ja zdecydowałem o naturze rzeczy. Ani nie ja pokierowałem ich wyborami, które doprowadziły ich do utraty łączności z sednem tego co ja nazywam porządkiem rzeczy, ty płatkiem, ludy młodsze wielkim uniwersum, a starsze bogiem'
03:47:14 Narracja: Do budynku, w którym znajdował się Aleks przez drzwi weszły dwie kobiety. Jedna właściwie miała typowo męską sylwetkę i tylko po twarzy dało się rozpoznać jej płeć. I po braku wybrzuszenia we wiadomym miejscu na leginsach.
03:48:30 Narracja: Ta właśnie kobieta, niesiona przez trochę tylko mniejszą koleżankę miała siekę zamiast lewej nogi.
03:48:55 *John - Utraty czego przepraszam? Łączności? -
03:49:24 Narracja: Spojrzały na Aleksa, oceniając jego zamiary. Niepisany (bo niby gdzie?) kodeks slumsów zakazywał ataków w takich sytuacjach na neutralnym terenie, ale mimo to pozostały ostrożne.
03:49:50 *Aleks wolał się nie wychylać tylko czekać na rozwój wypadków. Ktokolwiek to był, mógł być przyjacielem, wrogiem lub być całkowicie neutralny. Poczuł niesmak na widok rany, jednak nadal nie reagował. To nie była jego sprawa. Wolał wpierw upewnić się, dokąd idą kobiety.
03:49:50 Narracja: Blondynka posadziła ranną czerwonowłosą pod ścianą.
03:50:22 *Gabriel 'Owszem. To ta łączność sprawia, że bez skrępowania możesz korzystać z większego potencjału niź przyrodzony do chronienia siebie i sobie bliskich, do powiększania swoich możliwości bez sięgania po energie zewnętrzne'
03:51:04 *Gabriel 'Większość nazywa to po prostu duszą.'
03:51:21 Narracja: Od tyłu drogę Essy zablokowało dwóch mężczyzn. Jeden z nich złapał Essy w talii. Właśnie ten sekundę później miał nóż w oku. Jeśli Essy kiedykolwiek widziała broń Amelii, mogła ją teraz rozpoznać.
03:51:24 *John - Energie zewnętrzne? -
03:51:55 *John - Dusza. No tak, mogłem spodziewać się tej teorii -
03:52:15 *Gabriel 'I ta łączność sprawia, że po śmierci nie znikasz na zawsze' - uśmiechnął się. 'A jedynie wracasz tam skad przyszedłeś. Energie zewnętrzne to wszystkie te, po które każe ci sięgnąć ego a nie czysta wola rozwoju'
03:53:21 *John - Gabrysiu, widziałeś kiedyś ludzi? -
03:53:30 *Essy zaskoczona, spróbowała zdzielić mężczyznę kamieniem, jednak ktoś ją uprzedził. Dobrze znany ktoś. - Ame?
03:53:36 *Aleks 'Przydam się do pomocy?'
03:53:36 *Aleks 'Co jej się stało?'
03:53:47 Narracja: -Pojebało ich z tą godziną policyjną trwającą całą dobę.-mruknęła bardzo męska blondynka, kucając obok drugiej i zaciskając na jej nodze własny pas od spodni, by w miarę możliwości zatamować krwawienie.
03:55:25 *Aleks spojrzał na butelkę z rumem. 'Niech wypije. To uśmierzy ból i spowolni krwawienie. Choć za smak nie ręczę' - podał butelkę blondynce.
03:55:42 Narracja: Drugi cofnął się niepewnie, widząc upadającego towarzysza. Później zobaczył to, czego nie zobaczył wcześniej zbyt zajęty przyglądaniem się odsłoniętych nóg Essy. Mianowicie zmierzającego ku niemu Pustego. Ba! Legendy, której bali się wszyscy.
03:56:13 Narracja: Nawet nie próbował uciekać. Jak stał, tak padł na kolana.
03:57:53 *Essy wciąż trzymała w ręce kamyk. Próbowała wypatrzeć spod kaptura znane rysy twarzy. - Dziękuję - powiedziała ostrożnie.
03:58:42 *Amelia nie zdejmując kaptura podeszła do nich i odzyskała swoją broń. Spojrzała na mężczyznę, na razie całkowicie ignorując Essy.-Smaczny grunt?-spytała. Jej głos brzmiał bardzo agresywnie.-Zejdź mi z oczu.
03:59:43 *Essy rozluźniła się całkiem, poznając głos Amelii. No proszę... Legenda? Nie, żeby ją to specjalnie dziwiło, była naprawdę świetna w strzelaniu, ale... Legenda?
03:59:50 *Aleks 'To alkohol. Może też odkazić ranę' - dodał po chwili.
04:00:03 Narracja: Mężczyzna chwaląc Boga, w którego nagle zaczął wierzyć uciekł gdzie pieprz rośnie, zapominając o dronach. Cudem dosłownie udało mu się dostać na drugą stronę, nim przeleciał kolejny ''król''.
04:00:27 *Blondynka spojrzała na Aleksa podejrzliwie, ale przyjęła butelkę. Powąchała zawartość, po czym dała do picia czerwonowłosej.-Nie zdążyła.-odrzekła, jakby to wyjaśniało fakt istnienia rany.
04:01:06 *Essy - Witaj legendo - przywitała się, cholernie szczęśliwa, że ją w końcu znalazła.
04:01:41 *Aleks domyślił się, że to jeden z technologicznych strażników zareagował. Przy poprzedniej podrózy Amelia ostrzegała go przed nimi.
04:02:35 *Blondynka- Wiem.-powiedziała spokojnie. O Alkohol łatwiej tu przecież było niż o wodę.
04:03:49 *Amelia wreszcie spojrzała na Essy.-Co. To. Miało. Być?-wycedziła po jednym słowie, mierząc ją od góry do dołu.-Mogłaś chociaż ubrać coś mniej rzucającego się w oczy.-dodała.
04:05:44 *Essy - Też się cieszę, że cię widzę. Jakoś nie pomyślałam, by się specjalnie przebrać w odwiedziny. Pół dnia zajęło mi przekonanie Dagona i Aleksa, żeby mi pokazali twój portal.
04:06:09 *Amelia złapała Essy za ramię. Mocno, niemal do granicy bólu. Pociągnęła ją za sobą najpierw kawałek wzdłuż budynku, później przez ulicę i znowu wzdłuż jakiegoś innego.
04:06:55 *Essy - Hej, hej... Dokąd idziemy? Przyszłam cię zaprosić na przyjęcie. Znowu. Smutno jakoś bez ciebie.
04:07:22 Narracja: Parę ulic, budynków i tuneli później zatrzymała się przed tym, na którego szczycie był jej dom. Teraz sobie tam nie wejdą, ale to nie aż taki problem. Otworzyła z buta drzwi na samym dole i wciągnęła przez nie Essy do oświetlonego sztucznie pomieszczenia.
04:08:24 *Aleks nie chciał się wtrącać w nieswoje sprawy. Ale było za późno. Wtrącił się. Widział, że ranna ma małe szanse na wyjście z tego cało. To mogło być cokolwiek. Zabrudzenie rany, szok, osłabienie, wykrwawienie. W końcu, zwykłe poddanie się. Lecz obserwował zmagania dziewczyny po cichu licząc na cud.
04:08:44 *Essy - Co to za miejsce?
04:08:55 Narracja: Zaskoczone towarzystwo zgromadzone przy jedynym meblu w pomieszczeniu: stoliku z metalowej skrzyni potrzebowało tylko sekundy, by rozpoznać charakterystyczne cechy Pustego. Natychmiast opuścili pokój, szczelnie za sobą zamykając.
04:09:25 *Amelia dopiero wtedy zdjęła kaptur- Teraz cię słucham. Ile osób odradzało ci przyjście tutaj
04:09:35 *Amelia- Oprócz mnie?
04:09:38 *Aleks zdjął uniform. 'Zaraz wpadnie w szok. Lepiej by nie traciła ciepła' - powiedział. Jednak nie chciał ingerować. Zbyt wiele lat spędził w walce by nie widzieć, jak wygląda asekuracja. Podał płaszcz opiekunce rannej.
04:10:41 *Essy była zaskoczona tym jaki szacunek wzbudza Amelia. Od dzisiaj będzie zmuszona nieco inaczej na nią patrzeć. - Właściwie to każdy, którego zapytałam - przyznała się bez bicia.
04:12:48 *Ten gest blondynkę już całkiem zaskoczył.-Thx.-podziękowała skrótem, przyjmując okrycie, które natychmiast wykorzystała.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
 Tytuł: Re: Rozegrane
Nr:#980  Post Zamieszczono: 20 sty 2017, 22:30 
Moderator
Awatar użytkownika
Kobieta
04:13:10 *Czerwonowłosa spojrzała na Aleksa- Czemu?-spytała już dość niemrawo.
04:14:44 *Amelia- I mimo to tu jesteś?-spytała retorycznie. Obejrzała się na drzwi, za którymi zniknęli tamci, zaciągając kaptur z powrotem na głowę.-Skoro już podsłuchujecie, to możecie przynieść moje rzeczy.-zawołała- I coś do picia.
04:16:17 *Aleks 'Czemu nie?' - odpowiedział z uśmiechem. 'Każdy ma jakieś zasady.'
04:16:44 *Essy wzruszyła ramionami w odpowiedzi. - Nie wierzyłam, że tu naprawdę może być aż tak źle.
04:16:53 *Aleks 'A moje mocno sprzeciwiają się temu co się tutaj dzieje'
04:17:19 *Blondynka- Niewielu tutaj ma akurat takie
04:17:40 *Blondynka -Jednostka nie bardzo ma co z tym zrobić.
04:17:52 *Aleks 'Więc uznaj mnie za wyjątkowego jeśli tak ci będzie łatwiej' - odpowiedział. 'Przydałby się lekarz. I to nie byle jaki'
04:19:01 *Blondynka -A skąd mam takiego wziąć?
04:20:04 *Essy - To, hm, wracamy na przyjęcie? - zapytała, choć miała wrażenie, że dość idiotycznie to brzmi.
04:20:14 Narracja: Za drzwiami dało się słyszeć głosy, gdy dyskutowali, kto ma wyjść do niej. W końcu pociągnęli zapałki. Przegrał chłopak ze związanymi w kucyk włosami w zielono-niebiesko-pomarańczowe pasemka. Wyszedł przez drzwi z torbą i siatką zapełnioną puszkami MountainDew w różnych kolorach.
04:20:18 *Aleks 'Pewnie znikąd. ' - był zatroskany choć nie dawał tego po sobie poznać. 'Wiem gdzie udzielono by jej pomocy. Ale... sam też nie jestem tu przypadkiem. Powinienem szukać kogoś, kto pewnie też już wpadł w kłopoty'
04:21:41 *Czerwonowłosa- To idź.-skinęła mu głową- I tak zrobiłeś więcej, niż ktokolwiek tutaj by się po tobie spodziewał.
04:24:08 *Essy - Nigdy nie przypuszczałabym, że jesteś typem tyrana, który zabija za krzywe spojrzenie - skomentowała, widząc zachowanie chłopaka.
04:24:18 *Amelia odebrała to co przyniósł i odprowadziła chłopaka wzrokiem do drzwi. Wyjęła z torby spodnie i bluzę.-Zakładaj.-rozkazała. To nie był przyjazny ton, znany z karczmy. To był rozkaz kogoś, kto nie znosi sprzeciwu.
04:24:29 *Zuri -Ty w to wierzysz od dziecka. A ja od dziecka wyznaję boga, o którym wiem, że stworzył moją rasę.-teraz to już się tłumaczyła. Chciała postawić na jego, ale po prostu nie była w stanie. To kwestia wiary. Nie da się po prostu nagle uwierzyć.
04:24:42 *Blondi- A kogo szukasz?-spytała- Może będziemy wiedziały.
04:25:23 *Essy - Buty też by się przydały - zauważyła, wciskając na się ubranie.
04:25:31 *Aleks 'Amelii. Imienia drugiej na pewno nie znasz'
04:26:57 *Andre 'Z wiarą nie było u mnie tak łatwo. Jako chłopiec wolałem zdzierać kolana po drzewach niż uczestniczyć w świętej mszy. Przychodzi moment gdy po prostu czujesz że to prawda. Że niezależnie od tego ile pytań rozwiążesz odpowiedziami, dochodzisz do tego ostatecznego pytania o początek początków. O przyczynę wszystkiego. I rozumiesz, że wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku. '
04:27:57 *Andre 'Po prostu. Jedni krótszą, a inni dłuższą drogą. Wyobraź sobie boga który kocha wszystkich jednakowo. Który nie warunkuje twojego istnienia zbiegami okoliczności. Ale pilnuje by twoja dusza zawsze była nieśmiertelna'
04:28:56 *Blondi- A kogo szukasz?-spytała- Może będziemy wiedziały.
04:29:06 *Amelia- Bo nie jestem.-wzruszyła ramionami, otwierając białą puszkę.- Obrosły mnie legendy. Nie wiem czemu aż tak mocno działają na ludzi.
04:29:15 *Czerwonowłosa- A coś jeszcze o tej Amelii? Bo wiesz, dziewczyn z takim imieniem od nasrania.
04:29:47 *Aleks 'Twoja koleżanka najwyraźniej umiera' - zakomunikował, choć było to oczywiste.
04:30:10 *Essy - To przez to twoje... Zmartwychwstanie?
04:32:17 *Amelia zaśmiała się. Po raz pierwszy tutaj -I to niejedno. A teraz ubieraj się, żebyś nie zwracała tak na nas uwagi.
04:32:30 *Zuri -Widać tą jednakową miłość na ulicach.-zauważyła trzeźwo.
04:32:42 *Aleks 'Ta której szukam mieszka niedaleko i lubi sobie postrzelać.' - rzucił.
04:33:35 *Essy po chwili była gotowa do wyjścia. - Zamierzasz mnie oprowadzić? Już sporo widziałam... Więcej niż bym chciała.
04:35:12 *Andre 'To, że bóg kocha ludzi jednakowo nie oznacza, że oni siebie nawzajem muszą kochać'
04:36:07 *Blondynka- Wiem.-powiedziała. Była smutna, ale jakby nie patrzeć, nie pierwsza i nie ostatnia śmierć jaką widzi. idzie mi jakoś?
04:36:19 *Andre 'Gdy jedno dziecko uderzy drugie, czy to oznacza że rodzice mniej je kochają?'
04:37:19 *Amelia -Dobrze.-kiwnęła głową- Zamiast tego powąchasz sobie trochę.-dopiła co miała w puszce, zostawiła na stole jakąś kartę, oraz karteczkę z hasłem do niej, po czym dałą znak do wyjścia.
04:37:45 *Zuri -Nie.-przyznała.
04:39:13 *Essy - Nie mogę się doczekać... Ame? Zawsze tu tak jest?
04:39:25 *Czerwona- Empty Eye.-wypowiedziała pseudonim-Nie wiem po co jej szukasz, ale znalezienie jej to dość trudna sprawa.
04:39:41 *Aleks 'Cholera z tymi babami... ' - pomyślał. 'Daleko stąd mieszkasz? Poradzisz sobie z powrotem? ' -zapytał tej, ktora była przytomna. Tej z którą rozmawiał.
04:41:42 *Aleks 'Ona ci tu umrze. Szkoda. Mam propozycję. Zabiorę ją ze sobą. I tak nic gorszego raczej jej już nie spotka. A jak bóg da, uda się ocalić jej życie'
04:42:46 *Essy - Mam na myśli dzieciaki padające od strzałów, za próbę przejścia na drugą stronę ulicy... - nie było się co oszukiwać. To wszystko było cholernie przygnębiające.
04:43:36 *Czerwonowłosa- Poradzi sobie.-zapewniła Aleksa- Ja i tak nigdzie nie pójdę.
04:43:48 *Blondi spojrzała nieufnie na Aleksa. Zastanawiała się. Spojrzała na przyjaciółkę, a jak ta kiwnęła głową, odstąpiła od niej.-Dobrze.-powiedziała tylko, zgadzając się.
04:44:34 *Amelia -Nie. Jeszcze dwa tygodnie temu godzina policyjna trwała tylko siedem godzin na dobę.-powiedziała jakby to całkowicie zmieniało obraz jej świata.
04:44:56 *Essy - A teraz...?
04:45:48 Narracja: Amelia wyprowadziła Essy i poprowadziła do wejścia kawałek dalej. Zapukała, a gdy jej otwarto, wciągnęła Essy za sobą.
04:46:48 *Essy mimo wszystko rozglądała się uważnie na boki, idąc za Amelią.
04:47:00 Narracja: To była właściwie nora oświetlona jedną jarzeniówką ustawioną w pionie naprzeciwko wejścia. Od źródła światła kobiety oddzielało dwóch dobrze zbudowanych facetów i dwóch nieco mniejszych.
04:47:43 *Essy przyglądała się nieznajomym w milczeniu.
04:48:23 *Mały chłopak z jaskrawo-różowymi włosami wyszedł dwa kroki do przodu -Tunel zdrożał.-poinformował tylko- Dwie osoby. To będą trzy koła.
04:48:41 *Amelia- Pierdolisz...
04:48:50 *Mały- Nie.-odrzekł, wyciągając w jej kierunku kartę.
04:49:44 *Essy - Trzy koła? - wyrwało jej się. W 21. wieku to było całkiem sporo. Jak miesięczna pensja.
04:50:00 *Aleks 'Jak masz na imię? Zostawię ci za kilka dni wiadomość z informacją co z nią' - powiedział w końcu. 'Tutaj. Na ścianie' - wskazał.
04:50:24 *Amelia zacisnęła usta, ale wyjęła z kieszeni swoją i zbliżeniowo zapłaciła ile było trzeba. Dostała od niego blaszki z jakimś dziwnym znaczkiem i numerkiem 44593667.
04:51:44 *Amelia- Idziemy.-poleciła Essy i poprowadziła ją tunelem, który był o tyle gorszy od tych przecinających budynki, że ciemniejszy i bardziej wilgotny, a że był zamknięty, więc nie wietrzony...
04:52:12 *Mały- Tak.-zerknął na Essy-Utrzymanie tego miejsca nie jest proste.
04:53:35 *-Nicole.-przedstawiła się blondi-A to jest Czerwo.-przedstawiła nieprzytomną już przyjaciółkę.-Nie pytaj o prawdziwe imię. Po prostu Czerwo.
04:53:42 *Essy, gdy tylko się oddaliły, zagadała Ame. - Dokąd to prowadzi? Rozumiem, że innego przejścia nie ma.
04:54:05 *Essy - Kurva, właśnie widzę jak utrzymują to miejsce... A raczej czuję.
04:54:09 *Aleks 'Aleks' - przedstawił się, przełamując nawyk by podać pełne nazwisko. Tutaj mogło to być źle odebrane.
04:54:28 *-Nicole.-przedstawiła się blondi-A to jest Czerwo.-przedstawiła nieprzytomną już przyjaciółkę.-Nie pytaj o prawdziwe imię. Po prostu Czerwo.
04:55:30 *Amelia- Można ulicami.-odpowiedziała- A nie chciałaś widzieć rozstrzeliwanych chłopców, więc idziemy tędy.
04:55:59 *Aleks 'No, Czerwo. Opuszczamy to przyjęcie' - powiedział. 'Nie martw się. Jeśli jeszcze jesteś przytomna, wytrzymasz nim obejrzy cię lekarz' - powiedział. Schylił się do dziewczyny. 'Muszę ją zabrać Nicole. Tutaj jej nie pomogę' - dodał, biorąc dziewczynę na ręce. Wiedział że teraz będzie mu trudniej, ale nie miał wiele wyjścia jeśli chciał by przeżyła.
04:56:31 *Essy zacisnęła usta. W takim wypadku to rzeczywiście lepsza opcja. Przez resztę drogi już nic nie mówiła, by jak najmiej wdychać to ochydztwo.
04:56:47 *Nicole kiwnęła głową- Będę równo za tydzień. Czego się spodziewać? Czy po prostu czegokolwiek?
04:57:37 *Aleks 'Wiadomości. Będzie na ciebie czekała' - powiedział. 'Czerwo raczej w tym czasie nie wyzdrowieje. Ale jeśli tak, to ona będzie czekała na ciebie'
04:59:20 *Aleks wyważył niesioną kobietę tak, by było mu wygodnie iść, pomny na jej ranę. Spodziewał się że z uniformem będzie musiał się pożegnać. Ruszył z powrotem. Musiał być ostrożniejszy niż wcześniej. Z takim ciężarkiem mógł poruszać się wolniej. Był niezwrotny. I ryzykował za obydwoje.
04:59:22 Narracja: Amelia i Essy przeszły po drodze przez dwie śluzy podobne do tych, przez którą wchodziły. Za każdym razem sprawdzano blaszki. Po drodze minęły tylko kilka pojedynczych osób. Widać skok cen zmniejszył popyt. Trzecia była tą, przy której Amelia powiedziała, że wychodzą.
05:00:29 *Essy - Wracać też tędy będziemy? Na ile starcza ta opłata?
05:01:13 *Nicole-Dzięki, Aleks.-powiedziała- Spoko z ciebie facet.-rzuciła na odchodnym. Szybko się zwinęła. Chciała zdąrzyć przed kolejnym dronem.
05:01:43 *Nicole-Dzięki, Aleks.-powiedziała- Spoko z ciebie facet.-rzuciła na odchodnym. Szybko się zwinęła. Chciała zdąrzyć przed kolejnym dronem.
05:02:22 *Amelia- Przecież właśnie wracamy.-powiedziała zdziwiona. Faktycznie, za drzwiami zobaczyły ten budynek z portalem. Wyjście było blisko miejsca, w którym poznała ''dentystę''.
05:03:02 *Amelia- Przeczekamy najbliższego drona i biegniemy.
05:03:10 *Aleks ruszył przed siebie. Szczęśliwie nie miał daleko. 'Zamknij oczy Czerwo' - polecił. 'Będzie dość jasno' - dodał nim przekroczył portal. Skierował się wprost do karczmy.
05:03:44 *Essy - Zabawa przednia - mruknęła. Skupiła się, czekając na sygnał Amelii.
05:04:26 *Aleks 'No i już, możesz otworzyć oczy. Przed nami całkiem kulturalny lokal. Zaraz się kogoś wezwie ' - zagadywał, w obawie by dziewczyna nie straciła przytomności. Otworzyl drzawi nogą. 'Dagon! ' - krzyknął od wejścia. 'Wezwij Petera!'
05:04:56 *Dagon akurat sprzątał po imprezie. 'Do licha! Co jej się stało?!'
05:06:04 *Aleks 'Miała kiepski dzień. Blaszany strażnik pewnie też' - powiedział. 'Jak szybko może być tu Peter?'
05:06:20 *Dagon 'Jakieś dziesięć minut. Tak sądzę.'
05:07:06 *Dagon ruszył przez drzwi wprost do portalu do Nowego Yorku, z telefonem przy uchu. Na szczęście teraz nie musiał już zawijać lekarza w dywan.
05:07:24 *Aleks 'Widzisz? Za dziesięć minut będzie tu lekarz. Przeżyjesz. To całkiem dobra wieść. Chcesz więcej rumu?'
05:07:24 *Amelia -Teraz.-powiedziała, gdy maszyna minęła je. Akurat ta nie zebrała krwawego żniwa. Nie biegła sprintem. Wiedziała, że nie musi. Nie miały aż tak daleko. Zdążą. Oglądałą się tylko na Essy, czy na pewno nadąża i czy nic jej nie zatrzymało.
05:07:37 *Czerwo już go nie słyszała. Była nieprzytomna już gdy brał ją na ręce.
05:08:22 *Aleks 'O nie nie nie, mała. Nie śpimy. Zobacz jak tu ładnie. Pobudka' - potrząsnął nią lekko niosąc na stół. Polożył i sprawdził czy pas odpowiednio tamuje krwawienie.
05:09:02 *Essy trzymała się tuż za Amelią, uważając pod nogi. Buty były dość ciasnawe, ale dawała radę.
05:09:37 *Amelia stanęła w drzwiach znanego już Essy budynku i weszła, gdy ta była już metr od niej.
05:10:05 *Czerwo coś mruknęła, otwierając na chwilę oczy.
05:10:48 *Essy westchnęła z ulgą, rozluźniwszy się dopiero, gdy zobaczyła portal. - Proszę, nie uciekaj tak następnym razem, bo będę latać po ciebie za każdym razem.
05:11:33 *Aleks 'Wiem że spanie jest lepsze. Nie boli. Ale wytrzymaj. Zaraz będzie lekarz'
05:12:31 *Amelia przepuściła Essy i jeszcze wyjrzała. Znała ten głos.-Cholera.-mruknęła, widząc chłopaka na środku ulicy, którzy upadł pod ciężarem niesionej walizki. Dron już było słychać.
05:13:34 *Amelia- Jeszcze na chwilę cię zostawię.-powiedziała- Nawet nie próbuj wyściubiać stąd nosa.
05:13:58 *Essy - O nie... - rzekła, czując, co się szykuje.
05:14:36 *Czerwo nie rozumiała Aleksa. W sensie słowa tak. Ale nie rozumiała czemu. Zasady? No dobra, ale załatwił lekarza! Jeszcze jeśli okaże sie dobry... -Mnie na to nie stać.-mruknęła tylko.
05:14:37 *Dagon gnał przed siebie do auta, niosąc podany przez Petera karton. Peter szedł tuż za nim ze swoją opasłą torbą. Szczęśliwie tym razem wiedział, po co idzie.
05:16:32 *Essy przypomniała sobie, że ma przecież moc (brawo). Zaczęła tworzyć wodną linę, majac nadzieję, że zdąży.
05:16:35 *Aleks 'Nie będziesz za nic płacić. Jest jedzenie, są napoje, jest łóżko do spania.' - pogładził dziewczynę po czole. 'Cholera... ' - myślał patrząc na jej nogę. W jego czasach takie kalectwo było wyrokiem żebractwa.
05:17:23 *Amelia -On jest ważny. -rzuciła jeszcze w ramach wyjaśnienia, wyjmując z kieszeni kulisty granat EMP. Odpaliłą go dokłądnie w momencie, w którym dron odnotował obecność chłopca na drodze.
05:19:05 *Peter wparował przez portal, biegnąc przodem. Od razu wbiegł do karczmy, rozglądając się. 'Dobra. Co jej się stało, ile ma lat, i ile krwi straciła?'
05:19:34 Narracja: Maszyna po prostu przestała działać. Runęła na ziemię, zapewnie miażdząc przy tym kogoś, kto akurat stał pod ścianą, w którą uderzył.
05:20:19 *Amelia podbiegła do chłopca i pomogła mu wstać, Nie musiała mówić nic. Mały miał instynkt samozachowawczy. Popędził do kryjówki.
05:20:28 *Aleks 'A skąd mam wiedzieć do cholery? Coś rozstrzelało jej nogę. Wytrzymała przytomnie jakieś 20 minut. Mogę przenieść ją na górę. Wiem gdzie jest wolny pokój'
05:21:06 *Essy - To było niezłe - przyznała. Trzepnęła ręką, kończąc magiczną sztuczkę.
05:21:29 *Amelia-Dzięki, że próbowałaś pomóc, ale lepiej nie wyskakiwać tu z magią. Jeszcze uznają, że masz jakiś fragment Edenu.
05:21:38 *Amelia powiedziała, jak już wróciła do Essy.
05:22:40 *Essy - Wiesz, ze czeka cię długa noc opowiadania? - upewniła się.





Na górę
  Wyświetl profil  
 
Nowy temat Odpowiedz
 [ Posty: 988 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 46, 47, 48, 49, 50  Następna


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do: