SSRPG.PL

Najlepsze forumowe PBF'y




Karta Postaci: Bismark Maderin
Bismark Maderin

Płeć: Mężczyzna
Rasa: Człowiek | Wiek: 31
Wzrost: 192
Waga: 86
Udźwig: 46

Klasa(Główna): Rycerz
Klasa(Poboczna): Uczony
Informacje: Próbka jego głosu -> https://www.youtube.com/watch?v=3ibGidGqmtk
Bractwo: Zakon Thaarskiego Pazura
Klan/Ród: Maderin

Historia:Bismark urodził się jako jedyny syn zaufanego dowódcy Mistrza Zakonu Thaarskiego Pazura. W jego zamożnym domu zawsze brakowało ciepła domowego ogniska. Było to spowodowane faktem, iż jego ojciec - Karsten - poślubił w zaaranżowanym małżeństwie szlachciankę Nadię. Nie kochali się, może nawet nienawidzili. Mały Maderin nigdy nie wiedział jak to na prawdę było. Żona wydawała się zachowywać jak troskliwa służka swego pana. Może się go bała, może po prostu musiała się tak zachowywać? Do swego syna miała matczyny stosunek. Kochała go tak, jak matka powinna kochać własne dziecko, jednakże Karsten był inny. Nie traktował Bismarka jak syna w żadnym tego słowa kontekście. Traktował go przedmiotowo. Od samego początku jego celem było spłodzić syna, który stanie się jego dumnym następcą - lepszą wersją jego samego.

Dlatego też Bismark całe dzieciństwo spędził pod opieką ojca, który w swych wolnych chwilach nie szczędził wysiłku ni pieniędzy, by odpowiednio wykształcić syna. Gdy ten odpowiednio podrósł, do treningu umysłowego dołączył także trening fizyczny. Karsten dążył do tego, by Maderin prześcignął go w każdej dziedzinie czy tego chciał czy nie, aby w przyszłości być może nawet zastąpić samego wielkiego Mistrza Zakonu Thaarskiego Pazua - Gerarda. Bismark nie miał nawet chwili, by zastanowić się czy to słuszne. Ojciec indoktrynował go od najmłodszych lat, co spowodowało iż mały potomek rodu sam przestał postrzegać się jako dziecko, a zaczął jako narzędzie. Narzędzie, które osiągnie niespełnione ambicje swego ojca. Nadia przy tym bardzo cierpiała. Nie chciała takiego życia. Za każdą próbę przytulenia syna, by okazać mu choć odrobinę czułości była bita przez Karstena. Uważał on, że czułość zrobi z Bismarka mięczaka, a nie mężczyznę.

Nadia kochała swoje dziecko, chciała by mimo wszystko zachował w sobie chociaż cząstkę pozytywnych uczuć. Jednakże pewnego poranka, gdy Bismark miał zaledwie 8 lat, usłyszał jak jego matka wyżala się starej służącej, która próbuje ją jakoś pocieszyć. Usłyszał, jak jego matka mówiła jak bardzo nienawidzi w Bismarku jego podobieństwa do ojca. Bała się, że kiedyś przyjdzie jej się obudzić i zobaczyć w domu dwóch Karstenów. Jeden gorszy od drugiego. Nie wiedziała co robić. Młody Maderin nie rozumiał jej słów. Czuł się urażony, smutny i zawiedziony. Wyszedł zza progu i spojrzał się na mamę wzrokiem dziecka, które zostało okrzyczane chociaż nie wiedziało za co. Nadia zamarła w tedy w miejscu. Nastała pełna napięcia cisza, która utrzymywała wszystkich bezruchu. Przerwała ją matka chłopca, rzucając się na niego ze nożem w dłoni mając na twarzy wypisane setki emocji. Atak był zbyt niespodziewany, by zszokowany chłopak mógł zareagować w odpowiedni sposób. Chciał cofnąć się do tyłu, jednak potknął się o krawędź dywanu i stracił równowagę. Matka cięła go nożem po klatce piersiowej, zamachując się już do następnego ciosu z nienawiścią i żalem w oczach. Służąca rzuciła się na Nadię krzycząc, by się uspokoiła i odłożyła ten nóż. Nim jednak Nadia cokolwiek więcej zrobiła, do pokoju z hukiem wbiegł Karsten. Gdy tylko zobaczył swoje ranne narzędzie i Nadię z nożem w dłoni, wściekł się. Nadia widząc go, przeraziła się. Wiedziała, co ją za to czeka, dlatego nie miała już nic do stracenia. Ostatkiem sił wyrwała się z rąk służącej i zamachnęła się na syna. Nim jednak nóż dosięgnął celu, Karsten uderzył ją pięścią w skroń z tak dużą siłą, że kobietę odrzuciło metr do tyłu, jednocześnie pozbawiając przytomności. Karsten więcej jej nie uderzył. Kazał służącej opatrzyć Bismarka, podczas gdy on sam wyszedł już bez słowa prawdopodobnie idąc rozładować emocje bez zabijania nikogo. Dwa dni później chłopiec zobaczył w salonie wisielca swojej matki... I tak młody Maderin pozbawiony ostatniej osoby, która starała się dbać o jego dobrą stronę dorastał w domu pozbawionym wszelkiej miłości czy czułości, coraz bardziej przypominając swego ojca - bezwzględnego, wyprutego z wszelkich emocji oficera Zakonu Thaarskiego Pazura.

Gdy Bismark skończył 18 lat, został oficjalnie wcielony w szeregi Zakonu. Piął się po szczeblach kariery, mając cały czas pod górkę. Nawet własny ojciec słał mu kłody pod nogi, aby jeszcze bardziej zahartować swego potomka. Młody jeszcze Maderin nie miał mu tego za złe. W jego słowniku nie istniało pojęcie litości, miłosierdzia ani tym bardziej ojcowskiej miłości. Sam Bismark nie szczędził wysiłków, by wspiąć się na szczyt nawet wybierając drogę po trupach, jeśli była taka potrzeba. Bardzo szybko stał się przez to wszystko ulubieńcem samego Mistrza, jak i jego najbardziej zaufanych popleczników. Przyszedł w końcu dzień, w którym Karsten nie był wstanie pełnić już swych obowiązków z należytą sumiennością ze względu na jego wiek. Musiał przejść na emeryturę i oddać pałeczkę swemu narzędziu. Tak też się stało i w wieku 30 lat, Bismark Maderin został bezpośrednim podwładnym Mistrza Zakonu, dowodząc strukturami militarnymi Zakonu.

Maderin do tego czasu wysyłany był na bardzo wiele misji, jednakże indoktrynacja ojca nie pozwoliła przebić się na zewnątrz jego ludzkim odruchom podczas zabijania cywili za byle błahostki, byleby wypełnić rozkaz dowódcy co do joty. Prawdopodobnie przyczyną mógł być fakt, że nie posiadał już żadnych pozytywnych emocji w sobie, które mogłyby wyjść na zewnątrz. Jego ojciec spisał się w tym temacie rewelacyjnie, a samobójstwo jego matki tylko się do tego przyczyniło.

Swój pierwszy szok emocjonalny przeżył krótko po swoim najświeższym awansie. Aby przetestować jego lojalność, Mistrz Zakonu kazał mu zebrać stosowny oddział i ruszyć na pogrom obozu banitów, najeżdżających tereny południowo-wschodniej Narutni. Gdy przybył na miejsce, zastał obóz ludzi, liczących może trzydzieści osób nie licząc tych w namiotach. Było tam wiele kobiet, a także uzbrojeni w sztylety i niekiedy miecze mężczyźni w luźnych ubraniach. Byli kompletnie nieprzygotowani do poważnej walki. Bismark domyślając się, iż kobiety zostały zniewolone a to beznadziejne przygotowanie do walki to jedynie przykrywka lub pułapka na słabe grupy bandytów. Wydał więc rozkaz do ataku - pięć minut później rozpętała się rzeź. Maderin jako dowódca trzymał się z tyłu wojsk, mając w głowie fakt, że nie może sobie pozwolić na głupią śmierć przez zbłąkaną strzałę czy zdesperowanego bandyty w samobójczym ataku. Podczas gdy jedni zabijali, drudzy wynosili kosztowności, trzeci podpalali namioty. Bismark zdecydował się w końcu osobiście wkroczyć na pole bitwy. To co zobaczył wyryło się w jego pamięci głębokimi szramami. Przerażeni ludzie zarzynani jak prosięta przez członków Zakonu bezlitosnymi atakami, szybkie egzekucje toporami w plecy rannych ludzi, czołgających się ku ucieczce, matka wraz z niemowlęciem w rękach cała w płomieniach uciekająca z płonącego namiotu. Wszędzie krew i odór śmierci bezbronnych, niczego niespodziewających się ludzi, którym nawet nie dano szansy by powiedzieli kim są. Bismark z walącym sercem ogarniętym wątpliwościami, czy to aby nie pomylił obozów obejrzał się na lewo. W tym momencie został złapany desperackim chwytem przez płaczącą kobietę. Na kolanach błagała o litość, lecz Bismark zaniemówił, patrząc się w jej zlęknione oczy całkiem oniemiały. Dosłownie sekundę później została siłą odciągniętą od Bismarka przez dwójkę żołnierzy, którzy przebili jej tors mieczami na wylot. Wyciągając swój oręż, krew kobiety z przeciętej tętnicy obryzgała część twarzy i tors Maderina, który cofnął się o krok, przyglądając się wciąż oniemiały tym widokiem.

Bismarkowi udało się mimo wszystko zachować zimną krew. Dekady nieludzkiego traktowania ze strony ojca przyniosły efekt. Ponadto, nie mógł pozwolić sobie na oznakę słabości przy kimkolwiek z Zakonu. Po wykonaniu rozkazów, nakazał powrót do siedziby. Po drodze jednak natknęli się na kolejny obóz. Krótki zwiad przyniósł szokujące wiadomości. Banici tydzień wcześniej przemieścili się kilkadziesiąt mil dalej, a duża grupa podróżników, która najpewniej przenosiła się z jednej wsi do drugiej, nieszczęśliwie założyła chwilowy obóz w tym samym miejscu co tamci banici. Bismark zdał sobie w tedy sprawę, że przez jego pochopną decyzję miał na rękach krew niewinnych ludzi. Mężczyzn, kobiet i dzieci liczących w dziesiątakch. W tedy też coś w nim pękło. Ogarnięty wściekłością wydał rozkaz do natychmiastowego ataku, samemu biorąc w nim udział. Własnoręcznie zabił w tedy przynajmniej dziesięciu banitów, nie liczył. 

Po powrocie do stolicy zdał szczegółowy raport swemu Mistrzowi. Ku jego zdziwieniu nie został pozbawiony swej funkcji, lecz nawet pochwalony. Mistrz wyraził aprobatę co do jego działań, chwaląc przy tym jego determinację i lojalność w wykonywaniu rozkazów. Mówił, że każdy ma prawo do popełniania błędów, że śmierć tych ludzi to jedynie statystyka, a całą sprawę będzie można zatuszować. Całkowicie zdemoralizowany Bismark nie wiedział, co powinien o tym wszystkim myśleć. Zamknął się w swojej komnacie i pił wino samotnie niemalże do rana. Nie cały tydzień później nadarzyła mu się okazja do porozmawiania z Cesarzem w cztery oczy. Przez cały ten czas miał wątpliwości, czy aby postąpił w tedy słusznie. Niemalże każdej nocy budziły go koszmary, których kulminacyjnym punktem było spojrzenie niewinnej kobiety, mordowanej na jego oczach. Wyprany rozum mówił mu że tak,  to było "w granicy błędu", jednakże stłamszone przez dekady serce próbowało przebić się przez ukształtowaną w Bismarku definicję pojęcia "Dowódca Zakonu Thaarskiego Pazura", latami wtłaczaną mu przez ojca. Przy odpowiedniej retoryce i charyzmie Ernila, Maderin nie wytrzymał. Wygadał mu się ze wszystkiego, nawet nie szczędząc łez.

To był decydujący dzień w życiu Bismarka, który odmienił całe jego życie. Odtąd nie chciał być narzędziem swego ojca, który miał spełnić wygórowane ambicje swego ojca. Postanowił, że gdy przyjdzie na to czas, stworzy zupełnie nowy autorytet Mistrza Zakonu Thaarskiego Pazura. Jednakże do tego czasu musi wykonywać rozkazy Gerarda, czy mu się to podoba czy nie. 

I tak demon w ludzkiej postaci, dręczony koszmarami przeszłości postanowił odmienić swoje życie...




Broń: Topory

Mocne strony:
~ Świetnie ukrywa emocje
~ Dobrze kłamie
~ Stanowczy
~ Charyzmatyczny
~ Perswazyjny
~ Świetnie walczący w zwarciu
~ Dobrze radzi sobie z miotaniem przedmiotami
~ Świetnie zna Narutyjskie prawo
~ Ma wiele znajomości i kontaktów


Słabe strony:
~ Niestabilny emocjonalnie
~ Ma skłonności do alkoholizmu
~ Żyje w strachu, że kiedyś nie wytrzyma presji i popełni samobójstwo
~ Ma lęk wysokości


Statystyki:

Ekwipunek:

Awatar postaci


Charakter: Chaotyczny neutralny
Opis charakteru: Charakter Bismarka jest dość skomplikowany. Jako wysoko postawiona persona Zakonu Thaarskiego Pazura musi być oziębły, stanowczy, cyniczny i brutalny. Wewnątrz jednak jest inny. Jego matce udało się mimo wszystko zachować w nim cząstkę dobra, która przy odpowiednim szoku zaczęło kiełkować. Stara się sumiennie wykonywać rozkazy Mistrza, chociaż czuje wewnętrzny ból, podczas wykonywania niektórych z nich. Niestety jak dotąd nie miał okazji by wyrazić swoich wewnętrznych emocji. Znajduje się pod wielką presją, gdyż wystarczy jedno potknięcie by okazał ludziom swoje wnętrze, a wszystko to nad czym pracował mogłoby runąć od jednego rozkazu Gerarda - Mistrza Zakonu. Do tej pory udawało mu się wstrzymać emocje na wodzy, jednakże nigdy nie wiedział, kiedy nie wytrzyma i znów coś w nim pęknie. Nie da się tłumić w sobie emocji całe życie.


Wygląd: Jest wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o ciemnych, długich włosach. Nie przepada za goleniem się, dlatego najczęściej widać u niego zarost nie przekraczający najczęściej paru dni. Posiada kilka blizn na ciele po ranach zadanych w walce lub podczas treningu, a także jedną głęboką i szeroką na 12 centymetrów, przechodzącą poziomo między sutkami. Hełmy są dla niego skrajnie niewygodne, dlatego najczęściej ich nie nosi nawet podczas walki mimo sprzeciwów innych.


Ubranie: Najczęściej do celów reprezentacyjnych oraz funkcjonalnych, nosi na sobie zbroje płytową wraz z kolczugą. Pod nią zaś jedynie lnianą koszulę, spodnie oraz wygodne, wszywane od środka skórką metalowe trzewiki. Gdy nie ma na sobie zbroi, najczęściej chodzi w schludnym ubraniu pasującym do jego pozycji, głównie w kolorach czerwieni i czerni.
Informacje o postaci:




Dziennik postaci:

"Stało się... Ernil wypowiedział wojnę Erbeni. Co prawda sporą armią, aniżeli listownie czy przez posłańca, ale cóż... Nie mnie to osądzać. Gerard wydał mi rozkaz dołączenia do Cesarskiej armii, abym zdawał mu co tygodniowe raporty. Nasz wielmożny Mistrz faktycznie lubi wiedzieć wszystko. Mam nadzieję, że nie zabiją mnie po drodze w Trisam, lub Przesmyku Zbójeckim. Wezmę paru ludzi z południowego garnizonu i powinno być dobrze. Krwawe dni nadchodzą... Naruncie miej nas w swej opiece..."
Ta postać należy do użytkownika Heatcliff. Kliknij tutaj aby zobaczyć profil użytkownika.
cron